Szturm na licea

Szturm na licea

Czy słuszna jest zasada, że gimnazjalista może składać papiery do tylu szkół, ilu zechce?

– W kilku liceach spotkałam uczniów, którzy w innych składali papiery wraz z moim synem. Powtarzały się te same twarze, przestraszone miny. Zupełny obłęd – opowiada wzburzona matka warszawskiego gimnazjalisty. – A do tego w każdym liceum był inny pomysł na przyjmowanie świadectw. W Zamojskim obejrzano świadectwo syna, średnia 4,5, ale bez czerwonego paska. Wylądowało na osobnej, gorszej kupce. W Czackim, jako jedynym, żądano zdjęcia legitymacyjnego dziecka, w Staszicu szło sprawnie. Dobrze było w Kołłątaju, gdzie nauczyciele siedzieli przy 12 stolikach, marnie w Reytanie, gdzie uznano, że wystarczą dwie osoby. W jednym liceum podpis składało dziecko, w innym ja, w jeszcze innym kazano mi podpisać jakieś oświadczenie. W jednym zapewniono, że udział w olimpiadzie zostanie zauważony, w innym wzruszono ramionami, że to bez znaczenia.
W relacjach rodziców najczęściej powtarzało się słowo „obłęd”.

Uczeń ma prawo wybierać

Eksperyment na gimnazjalistach trwa. Zrezygnowano z egzaminów do liceów. Ale co uczniowie dostali w zamian? Od połowy maja, czyli od dnia testu, którym kończyli naukę, żyją w niepewności. Najpierw czekali na wynik, teraz przeżywają horror składania dokumentów do liceum, a raczej do liceów.
Na początku czerwca składali podania, w ubiegłym tygodniu w ciągu dwóch dni musieli do wybranych szkół dostarczyć świadectwa lub ich kopie. Ponieważ nie ma żadnych ograniczeń, młodzi ludzie składali dokumenty do kilku, nawet kilkunastu szkół. Gimnazja nie nadążały z potwierdzaniem duplikatów, w liceach tworzyły się kolejki. Rodzice brali dwa dni urlopu, a tam, gdzie było to możliwe, papiery donosili dziadkowie. W wielu szkołach pod presją oczekujących przedłużono godziny pracy.
We wszystkich dużych miastach młodzież wybiera renomowane licea. W drugiej kolejności składa papiery do tych niżej notowanych. Niewiele osób interesuje się liceami profilowanymi, które są propozycją nowej ekipy MEN. W takiej szkole, poza okrojonym programem licealnym, można nauczyć się konkretnego zawodu. Nikt nie chce iść do zawodówki.
W oficjalnych wystąpieniach wiceminister edukacji Włodzimierz Paszyński twierdzi, że sytuacja, gdy można składać papiery, gdzie się chce, jest korzystna dla dzieci. Uczeń nie dostanie się do renomowanego liceum, ale może znajdzie swoje nazwisko w trochę gorszym. – Szkoła ma prawo wybierać, uczniowie też – dodaje poznański pedagog, prof. Heliodor Muszyński.

O przyjęciu do szkoły ponadgimnazjalnej decyduje liczba punktów z egzaminu gimnazjalnego plus punkty za świadectwo. Takie są zasady ogólne. – Ale to tylko brzmi tak niewinnie – mówi dyrektorka jednego z warszawskich liceów (nie poda nazwiska, bo już się dosyć naraziła w kuratorium). – Wszyscy poskładają papiery i pójdą, a przed nami są obliczenia. Kilka tysięcy świadectw trzeba przetworzyć na punkty, dodać punkty z testu, ułożyć listę. A co najgorsze, nie wiem, kto tak naprawdę chce się u nas uczyć.
Czy ta mrówcza praca ma sens? Czy warto było egzaminy wstępne do liceum zamieniać na tę nową formę? – Przypomina mi to powiedzenie: „Zamienił stryjek siekierkę na kijek” – komentuje prof. Muszyński. – Pod uwagę będą brane oceny ze świadectwa. Ale moim zdaniem, nie są one miarodajne, nie miałbym do nich zaufania. Drugim branym pod uwagę elementem jest test. To też nie zachwyca, bo test sprawdza tylko ogólne przygotowanie ucznia, nie dowiemy się niczego o jego predyspozycjach. Poza tym w wyniku testu zawsze jest jakiś element przypadkowości.

Świadectwo plus test

W Warszawie rekordzistą jest LO im. Żeromskiego – 3,5 tys. kandydatów na 180 miejsc. Do wejścia ustawiła się długa kolejka, tworzono listy społeczne.
Co jest nadzieją na przyszły rok? Po tegorocznym eksperymencie licea same zadecydują, od ilu punktów będą w ogóle przyjmować papiery. Można też mieć nadzieję, że nie powtórzą tegorocznego chaosu organizacyjnego.
Bowiem idea, że w składaniu świadectw powinna obowiązywać pewna dowolność, nie sprawdziła się. Rodzice i uczniowie przekraczali granice zdrowego rozsądku i składali papiery do kilkunastu szkół. Zresztą trudno się dziwić, jeśli system przypominał im ruletkę. W przyszłym roku licea powinny określić, z jakimi wynikami można do nich przychodzić. Tak przewidują umęczeni rodzice i niektórzy nauczyciele. Oficjalnie w przyszłym roku mają obowiązywać identyczne zasady.

Pierwsza klasa to selekcja

W tym roku w najlepszych liceach listy przyjętych są identyczne. Po wielkim marszu składania papierów nastąpił marsz sprawdzania wyników, potem przenoszenia papierów. W wielu liceach na początku lipca, gdy zostaną wywieszone ostateczne listy przyjętych, zostaną jeszcze przeprowadzone testy językowe. Potem dziecko będzie mogło wreszcie pojechać na wakacje. Jednak początek roku szkolnego może dla niego oznaczać kolejne kłopoty. – Jestem przekonany, że przy tak przeprowadzonej rekrutacji zostanie popełnionych wiele pomyłek – komentuje prof. Muszyński. – Pierwszy rok będzie selekcją, wykruszą się przypadkowi uczniowie. Szkoły będą się ich pozbywać.
IKA

 

Wydanie: 26/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy