Szwajcaria – ogród płatnych rozkoszy

Szwajcaria – ogród płatnych rozkoszy

Randka z escort girl

Prostytucja uliczna, najbardziej widoczna i stereotypowo kojarzona z zawodem, to w Szwajcarii zaledwie 5%. Tu seks sprzedaje się przede wszystkim za zamkniętymi drzwiami – w klubach, salonach, mieszkaniach, kabaretach czy saunach.

Ulica i kluby to w branży odrębne światy. W hierarchii zawodu prostytucja uliczna znajduje się najniżej i jest najbardziej stygmatyzująca. – Tu dochodzi do największej liczby przestępstw, gwałtów oraz przemocy ze strony klientów, alfonsów czy wśród samych prostytutek mających często problemy z narkotykami – potwierdza prof. Eva Büschi, autorka badań o przemocy w prostytucji. Najniższe są też ceny, z którymi trudno konkurować klubom płacącym wysokie podatki i czynsze. Jednak, jak zapewniają właściciele salonów, ich klientela to mężczyźni na innym poziomie, dla których ważne są relaks i erotyczna atmosfera, o którą trudno na ulicy. A także higiena – prysznice i seks jedynie z użyciem kondomów (na ulicy, gdzie kobiety walczą o klientów i lepsze ceny, nie jest to standard). Oczywiście liczy się też większa dyskrecja.

Atrakcyjne kobiety mogą wskoczyć na branżowy top. Tu jednak oprócz ładnej buzi i ciała trzeba również zaoferować obycie towarzyskie i minimalną znajomość języków. To bowiem najbardziej ekskluzywna kategoria w branży – dziewczyny do towarzystwa (escort girls), które klienci zabierają na „randki”. Luksusowa agencja w Lozannie kusi młode kobiety, by zostawiły nudną pracę za biurkiem i zdecydowały się na przygodę życia, podczas której czekają je romantyczne kolacje w restauracjach, wieczory z lampką wina w hotelu z widokiem na Alpy, podróże u boku eleganckich mężczyzn, bywa – ze znanymi twarzami. I oczywiście doskonałe zarobki. Po otworzeniu galerii ze zdjęciami kobiet czar pryska – jak wszędzie wypięte pupy, roznegliżowane biusty, których rozmiar klient może sobie wybrać na „romantyczny” wieczór.

Prostytutki z importu

Pracujące na zuryskim Strichplatzu kobiety są zazwyczaj młode. – Większość z nich ma 18-25 lat – mówi Nadine Ott z urzędu miasta. Do niedawna jeszcze jako prostytutki mogły tu pracować 16- i 17-latki, co różniło Szwajcarię od europejskich standardów z barierą wieku 18 lat. Decyzję o podwyższeniu wieku szwajcarski parlament podjął pod presją organizacji zwalczających handel kobietami i Rady Europejskiej.

Sekspracownice, by użyć poprawnego politycznie słowa sex workers ze szwajcarskich dokumentów, to w większości cudzoziemki. Najczęściej pochodzą z Węgier, Bułgarii, Rumunii, ale też z Ameryki Południowej, Azji czy Afryki. W sąsiadującym z Włochami Ticino niemal 20% prostytutek to Włoszki. W Zurychu najliczniejsze są węgierskie Romki. W branży pracują też obywatelki bogatej Szwajcarii, najczęściej te z imigracyjnymi korzeniami. Głównie na własny rachunek lub w dobrych salonach. Są też oczywiście Polki. We wspomnianej ankiecie wśród firm z seksbranży pracownice z Polski zajęły skromne, siódme miejsce na 12 narodowości.

Aby podjąć pracę, kobiety muszą uzyskać zezwolenie, wykupić ubezpieczenie zdrowotne i poddać się badaniom lekarskim. Roczne pozwolenie w Zurychu kosztuje 40 franków, plus pięciofrankowy bilet na każdy dzień pracy. Domy publiczne płacą jednorazowo 300 franków i roczną opłatę za kontrolę w podobnej wysokości. Oraz podatki. W Genewie niedawno powstał pierwszy związek zawodowy dla pracownic seksbiznesu. Jest też sporo organizacji oferujących kobietom pomoc prawną czy psychologiczną.

Przemoc jest bowiem nieodłącznie związana z tą profesją. Jesienią 2014 r. zuryska darmowa bulwarówka na pierwszej stronie krzyczała o śmierci młodej Polki, prawdopodobnie pracującej jako dziewczyna do towarzystwa, którą zamordował „przyjaciel”. Zainteresowanie mediów podkręcał fakt, że miejscem tragedii był najdroższy zuryski hotel Dolder. Miesiąc później z Limmatu wyłowiono zwłoki 36-letniej Bułgarki, prawdopodobnie również ofiary klienta.

Policja szacuje, że co roku do Szwajcarii może trafiać nawet od 1,5 do 3 tys. kobiet, ofiar handlu ludźmi, zwabionych obietnicą normalnej pracy i zmuszonych do prostytucji. FIZ, zuryska organizacja oferująca pomoc prawną kobietom w podobnej sytuacji, podaje, że w zeszłym roku otoczyła opieką 229 ofiar handlu kobietami. – W Zurychu od lat toczą się nowe postępowania w sprawie handlu ludźmi, zapadło też kilka wyroków skazujących – najcięższy to 14 lat więzienia – stwierdza Marco Cortesi, szef komunikacji tutejszej policji. Do zapewnienia prostytutkom bezpieczeństwa i większego dostępu do usług medycznych wezwał w zeszłym roku władze kantonów szwajcarski parlament.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 25/2016

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Młodzi na Dorobku
    Młodzi na Dorobku 25 marca, 2017, 16:17

    W Bazylei mają wydzielone miejsca na ulicy, napisaliśmy o tym artykuł

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy