Szwajcaria – ogród płatnych rozkoszy

Szwajcaria – ogród płatnych rozkoszy

Erotyczne menu

Sauny i kluby dżentelmena zachęcają klientów obrazkami roznegliżowanych ciał. Wejście: 79 franków za pół godziny, w pakiecie z powitalnym drinkiem. W weekend kiełbaski gratis, a w wybrane dni wszystkie panie prezentują się nago. Pobyt w pokoju z dziewczyną: 100 franków za 15 minut, 150 za pół godziny. Położony pod Zurychem New Blue-up to prawdziwy lunapark dla dorosłych (dodajmy mężczyzn), cztery piętra, sauny, jacuzzi, strona internetowa w 17 językach, w tym po polsku. W galerii kilkadziesiąt zdjęć dziewczyn topless, większość pokazuje twarze, część ukrywa się za anonimowym obrazkiem. Pod jednym z nich podpis: „Przędzarka, lat 20”. To niejedyny brzmiący polsko pseudonim. Na polskich forach dziewczyny wymieniają się informacjami o klubach w Szwajcarii, w których warto pracować. Jednym z faworytów jest prowadzony przez Polkę klub pod Bazyleą. Dla chętnych telefon z informacjami po polsku. W menu usług salonu m.in.: NF, 69 oraz GV (branżowe skróty seksu bez kondomu, oralnego i stosunku seksualnego).

Kluby kuszą zarobkami do 20 tys. franków. Trudno uwierzyć, że na miesiąc, skoro średnia szwajcarska pensja to 6,5 tys. franków brutto. Trzy razy tyle wyciągają jedynie menedżerowie w bankach czy w branży ubezpieczeń. A jednak. Dobrze zarabiające prostytutki mogą liczyć na 500 do 1000 franków netto dziennie. Najlepsze – na 2 tys. Dane z raportu dla rządowej organizacji potwierdzają wypowiedzi na forum: „Jestem ze swoją dziewczyną w Szwajcarii, zajmujemy się prostytucją, płacimy tu podatki. Dziewczyna (21 lat) pracowała w Polsce w Żabce, zarabiała 500 zł na miesiąc na pół etatu. W Szwajcarii za godzinę zabawy z klientem dostaje 300 franków, czyli ok. 1,1 tys. zł. Z urzędu pracy ubiegaliśmy się o 20 tys. zł na rozkręcenie działalności, tu mamy tyle za dwa-trzy dni pracy”, pisze 28-letni gość.

Generalnie w branży słychać jednak narzekania. Seks jako towar bardzo staniał i dziś na ulicy można go kupić już za 30-40 franków. Prostytutki wspominają czasy, gdy klienci nie żałowali pieniędzy na szampana za kilkaset franków, a zawód zapewniał luksusowe życie. „Dziś zarabiam mniej niż moja sprzątaczka”, żali się w internecie Carmen pracująca w Genewie. Rzeczywiście jeszcze 10 lat temu pracowało tu ok. 800 prostytutek, teraz pięć razy więcej. Mężczyźni na forum żartują, że w Szwajcarii bardziej opłaca się zapłacić za seks niż zabrać dziewczynę na kolację (kolacja dla dwojga to przynajmniej 100 franków). Nie wspominając już o tak kosztownym zobowiązaniu jak żona. Choć na ekstrawydatek w postaci płatnego seksu decydują się w znacznej mierze żonaci.

Pretty woman na saksach

Spadek cen usług seksualnych to efekt kryzysu gospodarczego, ale też zmian w branży. Jeszcze w 2011 r. w Zurychu działały 252 domy schadzek, dziś 183. Co nie oznacza, że zmniejsza się liczba prostytutek. Przez ostatnie lata liczba kobiet, które uzyskiwały pozwolenie na pracę w tej branży, nieustannie rosła. Zmieniają się jednak formy sprzedawania seksu, a niektóre z nich przeżywają kryzys, np. kabarety. Przed kryzysem z 2008 r., a zwłaszcza w latach 90., mniej lub bardziej eleganckie bary z dziewczynami przeżywały rozkwit. Tę formę rozrywki upodobali sobie bankowcy. Nic dziwnego, trudno przecież biznesowych partnerów zapraszać do sauny. Dziś, przy redukcji kosztów, do kabaretów zaglądają rzadko. Inni klienci też wybierają salony z konkurencyjnymi cenami, gdzie nie muszą stawiać drogich drinków. Nie bez znaczenia jest również kurs franka. Jego umocnienie nasiliło powszechny wśród Szwajcarów trend, by zakupy robić u tańszego sąsiada, co nie ominęło usług seksualnych. W niektórych seksklubach w Niemczech, położonych niedaleko granicy, Szwajcarzy stanowią ponad 50% klientów.

Inny trend to rosnąca liczba dziewczyn na telefon, które ogłaszają się w internecie. Na jednej tylko stronie roznegliżowanymi ciałami kusi 160 call girls. Wśród nich studentki, jak Mia z Chin oferująca romantyczny masaż i miękkie ciało (300 franków za godzinę, 1,9 tys. za dobę); modelki jak Hillary, blondynka z okazałym biustem (500 franków za godzinę, 2,9 tys. za dobę) czy niepracujące mężatki dorabiające na drogie życie.

Prostytucja w Szwajcarii to dziś głównie dorywcze zajęcie, dające szybki zysk. Część kobiet po kilku miesiącach czy latach całkowicie odchodzi z branży. Jak pokazuje rządowy raport, wracają do kraju pochodzenia lub znajdują inne zajęcie. Bajka o pretty woman, która spotyka swojego biznesmena, też czasami ociera się o rzeczywistość, oczywiście w mniej filmowej, a bardziej życiowej wersji – najwięcej kobiet rezygnuje z prostytucji, ponieważ znajduje partnera.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 25/2016

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Młodzi na Dorobku
    Młodzi na Dorobku 25 marca, 2017, 16:17

    W Bazylei mają wydzielone miejsca na ulicy, napisaliśmy o tym artykuł

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy