Szwajcarska wyspa imigrantów

Szwajcarska wyspa imigrantów

Dobry cudzoziemiec, czyli użyteczny

W przyjemnym, tarasowo położonym bloku w zuryskiej dzielnicy Höngg Szwajcarzy to mniejszość. Na trzech piętrach mieszkają Portugalczycy, Serbowie, Niemcy, Polacy i tylko dwie rodziny szwajcarskie. W ogródku poniżej dumnie rozrasta się palma, która pani Oliveiro przypomina o jej portugalskiej ojczyźnie. Na tarasach w dalszej części bloku powiewają włoskie, niemieckie i portugalskie flagi, czasem w parze ze szwajcarskimi. Białych krzyży na czerwonym tle też nie brakuje, bo dumni ze szwajcarskości Helweci gotowi są zatknąć je w każdym nadającym się do tego miejscu. Stąd flagi na masztach w ogródkach działkowych, na urodzinowych tortach czy narodowy motyw na serwetkach. Jeszcze kilkanaście lat temu cudzoziemców w bloku było niewielu. Naprzeciwko mieszkała elegancka pani Zollinger, piętro wyżej, gdzie teraz dokazuje trójka młodych Serbów, starszy pan, również Szwajcar.

Od 1993 r., gdy w Konfederacji Szwajcarskiej przebywało na stałe ponad 900 tys. cudzoziemców, przez kolejne kilkanaście lat ich liczba wzrosła dwukrotnie. W 2015 r. liczba obcokrajowców przekroczyła 2 mln, osiągając najwyższy poziom w historii.

W Szwajcarii każdego roku osiedla się więcej przybyszów – w proporcji do liczby mieszkańców – niż w Stanach Zjednoczonych, najbardziej imigracyjnym kraju świata. Ale mentalność jest tutaj zgoła inna. – Dla większości obywateli oczywiste pozostaje, że Szwajcaria nie jest krajem imigracyjnym. Obcokrajowcy są mile widziani jako użyteczna siła robocza. Ci, którzy nie zostaną wchłonięci przez tutejszy rynek pracy, uważani są przez większość społeczeństwa za problem. Za kogoś, kto chce skorzystać z pieniędzy podatników, zabrać ich pracę, podszyć się pod tradycję. Te nastroje są oczywiście świadomie podgrzewane i wykorzystywane przez partie prawicowe – podkreśla Alex Sutter z organizacji Humanrights.ch. Dobry cudzoziemiec to użyteczny cudzoziemiec. Prosty robotnik lub wykwalifikowany specjalista, podejmujący pracę, której Szwajcar nie chce lub nie może podjąć. Chętnie milioner, który ulokuje w szwajcarskich bankach swój kapitał lub stworzy miejsca pracy. – Dobrze, że w Szwajcarii jest wielu obcokrajowców. Ci ludzie często podejmują prace, których my nie chcemy wykonywać – mówi bez ogródek Carmen, sekretarka w jednej z zuryskich firm. – Gdy 20 lat temu pracowałem tutaj jako budowlaniec, wśród kolegów z pracy miałem paru starszych Szwajcarów, dziś na budowach pracują niemal wyłącznie Portugalczycy, Włosi i coraz częściej Polacy – opowiada Luca, Włoch, dziś menedżer baru w Zurychu. Podczas budowy najdłuższego na świecie tunelu św. Gotarda, nowej dumy Szwajcarów, którego niedawne otwarcie przyciągnęło media z całej Europy, zginęło dziewięciu pracowników. Tylko jeden z nich miał szwajcarski paszport.

„Potrzebowaliśmy siły roboczej, a w efekcie przybyli do nas ludzie”, to zdanie znanego pisarza Maksa Frischa dobrze oddaje szwajcarskie dylematy. Szwajcaria, która za sprawą rozwijającej się po II wojnie światowej gospodarki otworzyła swoje granice dla pracowników z Włoch, Hiszpanii czy Bałkanów, miała nadzieję, że w pewnym momencie robotnicy wrócą do siebie. Stało się jednak inaczej – kolejne fale imigrantów zaczęły napływać do stabilnego politycznie i bogatego kraju. Od połowy lat 80. XX w. przez kolejną dekadę podwoiła się liczba przybyszów z Azji i Afryki. Jednak to najbliżsi sąsiedzi – Niemcy, Francuzi i ogólnie mieszkańcy Europy – stanowią 85% imigranckiej społeczności.

– Każdego roku, poczynając od 2007, w Szwajcarii osiedlało się mniej więcej 80 tys. imigrantów. Konsekwencje w postaci zatłoczonych dróg i pociągów oraz wzrostu bezrobocia są wyraźnie odczuwalne przez mieszkańców – przekonuje Silvia Baer.

– Ten argument słyszałem wiele razy. Podobnie jak coraz powszechniejsze narzekania na liczbę przyjezdnych. Tylko że korki i tłumy w pociągach były, odkąd pamiętam. To kwestia źle zaprojektowanych dróg i faktu, że w Szwajcarii mnóstwo ludzi dojeżdża do pracy czy na studia w sąsiednich miastach – odpowiada Philippe, 40-letni grafik, gdy przytaczam mu słowa rzeczniczki SVP. – Cieszę się, że Szwajcaria jest wielokulturowym państwem, cudzoziemcy wzbogacają nasz kraj nie tylko gospodarczo, ale też kulturowo. Podobnie myśli wielu moich znajomych z Zurychu. Ale pamiętaj – Zurych to nie Szwajcaria – dodaje.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 29/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy