Tajemnice pułkownika

Tajemnice pułkownika

Jarosław Kaczyński ujawnił swoją teczkę. Wyskoczyła z niej szafa Jana Lesiaka

Pułkownik Lesiak, a raczej jego szafa, wraca jak bumerang. Tym razem przy okazji ujawnienia teczki Jarosława Kaczyńskiego.
25 lipca 1997 r. szafa płk. Lesiaka została komisyjnie otwarta i od tej pory mamy dziwny stan zawieszenia. Nie dało się jej zamknąć, choć śledztwo było umarzane, naciski na to płynęły z najwyższych szczebli (o czym swego czasu pisałem). Ale i nikt jej szeroko nie otworzył. Co w niej jest, wiemy z drugiej ręki, z opowieści osób zainteresowanych. Jarosław Kaczyński mówi więc o dokumentach z szafy, że „Watergate to przy tym pestka”. Natomiast Konstanty Miodowicz, że nie ma tam nic, a z piasku nie ukręci się bicza. Podobnie mówi zresztą i sam płk Lesiak.
Jest więc coś w tej szafie czy nie ma?
Trochę do poznania prawdy zbliżymy się, być może, za kilka tygodni. Taki termin podają członkowie rządu, gdy są pytani, kiedy zawartość szafy pozna opinia publiczna. Co zresztą budzi zdziwienie, bo politycy PiS ujawnienie jej tajemnic zapowiadali jeszcze w ubiegłym roku.
Wokół szafy toczy się więc gra, zresztą jak najbardziej czytelna.
PiS jest zainteresowane, by pokazać, że było obiektem tajnych operacji UOP, byłych esbeków kierowanych przez Andrzeja Milczanowskiego. Jego liderzy wciąż powtarzają, że najważniejsi są „mocodawcy” Lesiaka, i łatwo się domyślić, że chętnie w tej roli obsadziliby Mieczysława Wachowskiego, Lecha Wałęsę, Jana Rokitę. Wszystkich swoich byłych i obecnych wrogów.
Przeciwnicy Kaczyńskich woleliby, żeby do opinii publicznej trafił urobek zespołu Lesiaka. Czyli różne dziwne sprawy związane z Porozumieniem Centrum, pierwszą partią Kaczyńskich. Chętnie mówi o tym sam Lesiak, przypominając afery Art-B i FOZZ. I ludzi PC mających z nimi związki. Tak oto na scenę ma szansę wrócić oskarżyciel Kaczyńskich sprzed pięciu lat, Janusz Pineiro, choć wydawało się, że i on, i ludzie, którzy dawali wiarę jego opowieściom, zostali skutecznie spacyfikowani.
Czyje więc będzie górą?
Pewnie, tak jak to jest w polityce, siła argumentu będzie musiała ustąpić argumentowi siły. Która ze stron będzie silniejsza, bardziej zdeterminowana, tej prawda będzie górą. I pewnie, tak jak to jest w polityce, owo zwycięstwo będzie na chwilę, ostatecznego rozstrzygnięcia nie będzie.
Dowodzi tego zresztą sama historia Jana Lesiaka, jego opowieść. On to widział. Jak utopiści, więźniowie stawali się ministrami, a ministrowie znikali w niebycie. Jak ludzi kupowano i jak sprzedawano. I co trzeba zrobić, żeby być przydatnym.
Czy można wierzyć jego opowieściom? A czy można wierzyć dokumentom służb specjalnych?
Szafa płk. Lesiaka, ciemna strona polskiej polityki, coraz więc głośniej skrzypi, raz otwieranymi, raz zamykanymi drzwiami. Kto kogo? Tym razem warto kibicować obu stronom.
RW

Wydanie: 24/2006

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy