Ten niebezpieczny listopad

Ten niebezpieczny listopad

Nie mówiąc o Krzysztofie Jasińskim. Próbowałem sprawdzić, czy w historii polskiego teatru ktoś pełnił funkcje dyrektora przez 50 lat, i nikogo nie znalazłem. W Krakowie rekord dyrektorowania należy do Bronisława Dąbrowskiego, który najpierw, po II wojnie światowej, przez trzy lata był dyrektorem Teatru im. Juliusza Słowackiego, potem miał przerwę i po niej piastował to stanowisko przez 17 lat, w sumie 20 lat. A w Europie?

– Pytałem kolegów z zagranicznych teatrów i też nie potrafili mi wskazać nikogo o dłuższym dyrektorskim stażu w całej Europie. Myślałem o Ariane Mnouchkine z założonego przez nią w 1964 r. w Paryżu Théâtre du Soleil, ale nie jest to regularny teatr, grający codziennie.

Przetrwać 50 lat na stanowisku, od Gomułki po Dudę, to rekord świata! Jak to się panu udało? Na waszych spektaklach bywali Józef Cyrankiewicz, Wincenty Kraśko, Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski. Podobno ściskał panu rękę Władysław Gomułka?

– W 30. rocznicę napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę, 1 września 1969 r., wyreżyserowałem w Oświęcimiu plenerowe widowisko z Jerzym Zelnikiem w roli głównej. Jerzy był wtedy Faraonem i wszystkie dziewczyny go kochały. Na widowisko zwieziono autobusami 70 tys. młodzieży. Po zakończeniu Władysław Gomułka serdecznie nam pogratulował. Dawno temu z Jerzym Stuhrem prowadziłem mityng dla goszczącego w Krakowie Fidela Castro, w Iranie przyjmowała nas cesarzowa Farah Diba. Jeździliśmy po świecie, a w kraju prawdziwe życie pędziliśmy w klubach i teatrach studenckich, które miały status pewnej odrębności, były tolerowane przez władze i stanowiły w jakimś sensie oazy wolności. W naszym teatrze występowali Olgierd Łukaszewicz, Jerzy Trela,

Wojciech Pszoniak, Jerzy Schejbal, Jerzy Fedorowicz. Za Gierka mieliśmy się całkiem nieźle, jako teatr antysystemowy odnosiliśmy sukcesy. W 1975 r. staliśmy się teatrem zawodowym.
Ktoś z IPN może to przeczytać.

– Dla równowagi byłem też pałowany przez Milicję Obywatelską. Dwa razy tak mi w szczękę przyłożyli pięścią, że cudem zęby ocalały. Było to po jednym z przedstawień „Sennika polskiego” w klubie Pod Jaszczurami. Dużą grupą wyszliśmy na Rynek Główny z piwem w ręku. Podjechała nysa i nas zabrali. Mnie najpierw spałowali, potem jeszcze dołożyli pięściami i wyrzucili do rowu poza miastem, gdzieś w okolicach Niepołomic. Za zakłócanie ciszy nocnej.

A potem wyreżyserował pan w sopockim amfiteatrze koncert galowy na dziesięciolecie Solidarności. Jak pan przeżył zmiany społeczno-polityczne?

– Od Władysława Gomułki do Andrzeja Dudy mieliśmy w naszym teatrze co najmniej 20 punktów zwrotnych związanych ze zmianami politycznymi. Największy kryzys przeżyliśmy w 1993 r., kiedy Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe przestały nas finansować i trzeba było zwolnić cały zespół. Gdy już kompletnie leżeliśmy na łopatkach i nie mieliśmy na czynsz za budynek, pomógł nam Jacek Majchrowski, wtedy wojewoda. To on spowodował, że staliśmy się teatrem o napędzie hybrydowym, w którym marszałek województwa pokrywa 60% ustalonej wspólnie dotacji, a prezydent miasta 40%. Te wszystkie zawirowania często wychodziły nam na dobre, bo pomagały dokonywać przeobrażeń. Pod koniec ekipy Gierka sami mieliśmy już dość bycia instytucjonalnym teatrem rewolucyjnym. Czuliśmy, że trzeba się odciąć od elit, które chciały, abyśmy za nie krzyczeli, a one sobie przyjdą do teatru i nas pogłaskają. Przez te 50 lat cały czas szukaliśmy aktualnej formy dla naszych wypowiedzi i staraliśmy się zawsze powiedzieć coś ważnego.

Na Marszu Niepodległości młodzi ludzie krzyczeli, że chcą niepodległości, walki z Putinem, islamem. A wy w „Wędrowaniu” mówicie: „Wyzwolin ten doczeka się dnia, kto własną wolą wyzwolony!”.

– Już w tym roku było spokojniej. Gdyby za rok kluby sportowe zaprosiły swoich kibiców na bale, to byłaby prawdziwa zmiana. Polonez kotylionowy w ich wykonaniu to byłoby coś. Kontynuujemy nasze „Wędrowanie”, rozpoczęte 11 listopada zeszłego roku. Zapraszamy na Wyspiańskiego, bo bez przeobrażeń w świadomości niewiele da się zmienić. Emocje nie wystarczą, potrzebne są wola i rozum.

Foto: Tomasz Szkodziński

Strony: 1 2 3

Wydanie: 47/2015

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy