Jesień na Warmii zaczyna się w połowie sierpnia. Ranki od razu stają się chłodne. Widoczne na niebie szeregi odlatujących bocianów zostawiły na przydrożnych słupach opuszczone gniazda. Wśród trzcin zarastających brzegi jeziora Blanki kołyszą się samotne motorówki. Już tylko ludzie miejscowi zaglądają do jedynego sklepu w okolicy. Zaopatrzenie jest tu jak w supermarkecie, ale że czas na Warmii płynie wolniej, to i na ladzie stoi archaiczna waga – model z PRL.
Jesienna Warmia sprzyja zamyśleniom. W kościele franciszkanów w Barczewie widnieje cenotaf biskupa warmińskiego Andrzeja Batorego, bratanka króla Stefana. Polskie panowanie trwało na Warmii 306 lat. Pozostały po nim kościoły barokowe, czasem barokowo-rokokowe, o wielu kolorach i fantastycznych kształtach. Barwne sanktuarium maryjne w Krośnie koło Ornety stoi nieomal w szczerym polu. Inaczej sanktuarium w Świętej Lipce: jest wypełnione tłumem wiernych i otoczone wianuszkiem aut. Leży już ono na protestanckich dawniej Mazurach, ale od wieków było celem pielgrzymek katolików z Warmii.
Czasy polskie nie były jednak polskojęzyczne. Polonizowało się tylko warmińskie południe: miasto Allenstein stało się Olsztynem, wioska Dietrichswalde – Gietrzwałdem. Natomiast północ Warmii pozostała niemiecka i to akurat tam, we Fromborku, działał Mikołaj Kopernik. A jednak jeszcze pod pruskim zaborem rządził tą krainą Ignacy Krasicki, ostatni polski książę biskup warmiński, największy pisarz naszego Oświecenia. Ale w XX w. były to już tradycje martwe: w plebiscycie z 1920 r. ani jedna warmińska gmina nie opowiedziała się za powrotem do Polski.
Nawet na Mazurach, nigdy do Polski nienależących, było choć odrobinę lepiej.
O swej nieoczywistej historii dzisiejsza Warmia zdaje się pamiętać. Muzeum na zamku w Olsztynie dokumentuje stare widoki miast z ich niemieckimi nazwami. Na frontonie kościoła w Kłębowie widnieje informacja, że wieś ta nazywała się Wernegitten. Tablica
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl








