W 1. numerze “Przeglądu” w 2016 roku polecamy

W 1. numerze “Przeglądu” w 2016 roku polecamy

W najnowszym numerze „Przeglądu” polecamy:
TEMAT TYGODNIA
Wojna Jarosława
– Ci, którzy nami rządzą, nie są w stanie zrozumieć, że w sprawowaniu władzy państwowej potrzebny jest pewien umiar – stwierdza politolog prof. Wawrzyniec Konarski. – PiS było przekonane, że skoro społeczeństwo tak mocno je popiera, może prawie wszystko. Partia nie zauważyła, że ma poparcie nie większe niż niespełna 20% ogółu dorosłych Polaków. Im bardziej PiS okazuje chęć okopywania się na swoich pozycjach, tym bardziej część inteligencji, która tej partii zawierzyła, będzie się od niej odwracać. Prezydent jest postrzegany jako osoba niesamodzielna, a mógłby się pokusić o odgrywanie roli arbitra.

Z drugiej strony prof. Konarski dostrzega wady opozycji: – Nowoczesna to nie jest partia, która rozumie potrzeby niedojadających dzieci na polskiej prowincji czy trudną sytuację górników. Sugerowałbym, aby ludzie, którzy chcą stworzyć duży ruch oporu wobec rządzących, posiadali wiedzę na temat rzeczywistych problemów Polaków.

REPORTAŻ
Napiętnowany wojną
27 lat żył w niepokoju, w udręce, w niepewności, czy jego rodzice byli porządnymi Niemcami, czy wręcz przeciwnie – nazistami, zbrodniarzami, którzy w lęku przed karą za popełnione zbrodnie uciekli do Argentyny albo do Brazylii. Nie wiedział, jak naprawdę się nazywa. Imię Henryk, nazwisko Borówka nadały mu siostry boromeuszki, które w Gdańsku-Oruni do września 1945 r. prowadziły sierociniec dla dzieci polskich, niemieckich i żydowskich. Miał zaledwie cztery lata, gdy tam trafił. Nie znał polskiego, nie rozumiał, co do niego mówią, natomiast już wiedział, że ma niedobre pochodzenie. – Szwab, Szwab! – wykrzykiwały za nim dzieci i to przezwisko zapamiętał na resztę życia. Nie wiedział, dlaczego wprost z polskiego szpitala trafił do sierocińca ani dlaczego nie ma obok mamy. Jeszcze kilka dni wcześniej była…

KRAJ
Gangster przeprasza za Jarka Ziętarę
„Baryła” przyznał, że uczestniczył w zastraszaniu i pobiciu Jarka. Nie wiedział wtedy, że dojdzie do zabójstwa. Mundury i sfabrykowane legitymacje policyjne były wcześniej przechowywane w sali treningowej na Wołczyńskiej. Dziennikarza wsadzili do fałszywego radiowozu i przywieźli najpierw do siedziby Elektromisu. Po wstępnym „oklepie” zawieźli go do miejscowości Chyby pod Poznaniem i przetrzymywali aż do końca na posesji pracującego w Elektromisie Marka Z. Podobno Jarek stawiał się przez dłuższy czas mimo ostrego bicia. Dopóki nie zrozumiał, że go zabiją. Zamordowano go trzeciego dnia po porwaniu, miał to zrobić jeden z Rosjan. Nie zastrzelił dziennikarza, ale zasztyletował, wbijając ostrze prosto w serce, by było mniej krwi.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 1/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy