Maciej Berek: z rządu do Trybunału
No to wszystko jasne. Maciej Berek do Trybunału Konstytucyjnego! Jeszcze niedawno był bliskim współpracownikiem Donalda Tuska, ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Ale to już przeszłość. Nadzór nad ministrami stał się mniej ważny, Berek jest potrzebny w TK. Po co?
Cały spór ma kilka pięter. Zacznijmy od parteru. Od tego, co najbardziej rzuca się w oczy. Otóż Donald Tusk, kierując do Trybunału Konstytucyjnego Macieja Berka, gorszy znaczną część opinii publicznej, tej przywiązanej do procedur i zasad. Trybunał to przecież miejsce dla wybitnych profesorów prawa, którym daleko do polityków. Mają oni mądrze i bezstronnie opiniować, czy dana ustawa jest zgodna z konstytucją, czy nie jest.
Zresztą sama koalicja przyjęła w 2024 r. ustawę o TK, w której zostało zapisane, że jeśli dana osoba pełniła funkcję w rządzie albo była w partii politycznej, o miejsce w Trybunale będzie mogła się ubiegać dopiero po czterech latach od zakończenia tych funkcji. Ale ustawa nie weszła w życie, bo Andrzej Duda skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, który uznał ją – a jakże – za niekonstytucyjną.
I to teraz Tuskowi się wypomina. Zgorszone jest środowisko prawników i organizacji społecznych. Charakterystyczna jest wypowiedź byłego prezesa TK, prof. Marka Safjana: „Jestem wielkim zwolennikiem tego, aby w Trybunale zasiadali prawnicy o niekwestionowanym autorytecie, którzy nie są bezpośrednio związani z polityką. Niestety – niezależnie od tego, jak bardzo cenię ministra Berka jako znakomitego prawnika i urzędnika – jego kandydatura nie jest dobrym pomysłem”.
Sprzeciw zatem jest potężny, mamy wielkie apele do Berka, by się wycofał, i to płynące ze środowisk, z którymi Tuskowi było dotychczas po drodze. Po co więc premierowi tak niepopularne rozwiązanie? Odpowiedź jest prosta – widocznie ma na oku większe korzyści.
Jakie? Pierwszą byłoby na pewno realne przejęcie i uruchomienie Trybunału Konstytucyjnego. Bo, przypomnijmy, de facto go nie ma. Koalicja na mocy uchwały Sejmu z 2024 r. nie uznaje jego orzeczeń, argumentując, że zasiadają w nim sędziowie dublerzy, czyli wybrani nielegalnie. Zatem i wyroki wydane z ich udziałem nie mogą być uznawane za obowiązujące. W efekcie rząd nie drukuje orzeczeń TK. A niewydrukowane nie istnieją. Czyli koalicja wykorzystała trik Beaty Szydło z 2015 r. Przyszło jej to tym łatwiej, że w Trybunale zasiadali sędziowie wybrani przez PiS i orzekający tak, jak chce Kaczyński. Bogdan Święczkowski – prokurator generalny u Ziobry. Krystyna Pawłowicz – posłanka PiS. Stanisław Piotrowicz – poseł PiS i były prokurator.
Ale całkiem niedawno pojawiła się szansa na zmianę tej sytuacji. Kolejnym sędziom zaczęły wygasać kadencje. Koalicja zdecydowała więc w marcu br., że trzeba zapełnić wakaty, i wybrała sześciu nowych sędziów. W liczącym 15 sędziów Trybunale to byłaby siła znacząca. Cóż z tego, skoro opozycja
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl









