W ślepym zaułku

W ślepym zaułku

O polskiej polityce wschodniej

U progu III Rzeczypospolitej, w grudniu 1990 r., nestor polskiej polityki Stanisław Stomma pisał w „Tygodniku Powszechnym”: „Za lat 10, a może i pięć, Rosja zacznie znów odgrywać rolę mocarstwową. Ze wszech miar prawdopodobny jest kompromis pokojowy tworzący federację trzech republik: Rosji, Ukrainy, Białorusi. Dlatego powinniśmy zachować rozumną powściągliwość, nie mieszać się w konflikty wewnętrzne sąsiadów wschodnich i uchowaj Boże, nie podsycać występujących tam antagonizmów”*.

Ze Stanisławem Stommą, moim mistrzem ideowym, nieraz się w tych sprawach spierałem. Jeszcze dziś, gdy czytam te jego słowa, razi mnie szybka, wręcz bezwarunkowa zgoda na ową federację rosyjsko-ukraińsko-białoruską. Zawsze uważałem, że polityka polska nie powinna odwracać się plecami do wschodnich sąsiadów, z którymi złączyła nas historia, a więc i nie powinna bezalternatywnie skazywać ich na pax russica, natomiast powinna się starać o przyciąganie ich do świata zachodniego. Ale aby przyciąganie takie mogło być skuteczne, musiałoby się odbywać stopniowo, w „długim marszu”, zakrojonym – być może – nawet na pokolenia. I nie mogłoby odbywać się przeciw Rosji. Dlatego ów podstawowy imperatyw Stommy – niemieszanie się w konflikty sąsiadów wschodnich, niepodsycanie tamtejszych antagonizmów – wydawał mi się zawsze prawidłowy, logiczny i zgodny z polską racją stanu. Tym bardziej że u progu lat 90. rysowała się szansa na poprawę stosunków polsko-rosyjskich, wyjścia – i to definitywnego – poza kilkusetletni „fatalizm wrogości”.

Co bowiem było przyczyną tego konfliktu? Rywalizacja o ziemie ruskie – skądinąd raz za razem, od 300 już lat, przez Polskę przegrywana. Ta przyczyna znikła już w roku 1945, choć pojawiły się wtedy inne: podległość Polski wobec ZSRR, włączenie Polski w krwiobieg imperium sowieckiego, narzucenie jej egzotycznych sojuszy, obcego ustroju, absurdalnej ideologii. Jednak po roku 1989 również te przyczyny znikły: III Rzeczpospolita niemal natychmiast po swoim powstaniu drogą układów ze wszystkimi wschodnimi sąsiadami oficjalnie zrezygnowała z dawnych ziem wschodnich. Rosja natomiast, choć usiłowała blokować polskie aspiracje do NATO, jednak nigdy – wbrew tradycji minionych dziesięcioleci – nie posuwała się dalej niż do działań dyplomatycznych, a i one nie przechodziły w sferę dyplomatycznego szantażu. Dziś Polska i Rosja należą do różnych systemów politycznych i obronnych, ale między naszymi krajami nie ma płaszczyzny konfliktogennej. Istnieją różnice zdań, nieraz nawet dramatycznie głębokie, ale to zupełnie co innego.

Meandry

Zdawało się, że tę nową sytuację geopolityczną rozumiała Platforma Obywatelska, która w 2007 r. przejęła w Polsce władzę po rusofobicznym PiS. Rząd premiera Donalda Tuska zaczął budować stosunki polsko-rosyjskie tyleż na gruncie codziennego pragmatyzmu, co długofalowego przeświadczenia o zaniku „fatalizmu wrogości”. Proces ten skomplikowała jednak w roku 2008 rosyjska agresja na Gruzję, a polskie władze i polska opinia publiczna zareagowały na nią natychmiast ostrym potępieniem. Zarazem jednak milczeliśmy wcześniej o bez wątpienia awanturniczej, prowokacyjnie antyrosyjskiej polityce prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego. W atmosferze tej jednostronności możliwe stało się dość zgodne uznanie rodaków dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w tym i dla jego wypowiedzianych w Tbilisi słów: „Jesteśmy tu, aby podjąć walkę”. Nikt nie zwrócił uwagi, że była to fanfaronada tysiąclecia.

Ale Lech Kaczyński nie uniemożliwił pojednania. Rosja wzięła w nawias polskie zaangażowanie w sprawę Gruzji (oraz wcześniejsze, w dobie pomarańczowej rewolucji, zaangażowanie w sprawę Ukrainy), a Polska – z o ile większą dawką dobrej woli – wzięła w nawias rosyjską agresję na gruzińskie terytorium. Z wielką dawką dobrej woli – bo przecież postępowań obu krajów nie wolno zrównywać. Działania Polski na Ukrainie w roku 2004 były obroną wolnych wyborów, a więc i nowego, demokratycznego ładu europejskiego. A polska akcja w Gruzji była (po odcedzeniu towarzyszącego jej awanturnictwa) obroną zasady nienaruszalności granic. Natomiast działania Rosji wobec Gruzji były wtargnięciem wojska na terytorium suwerennego państwa. Jakkolwiek by jednak patrzyć, urazy po obu stronach – rosyjskiej i polskiej – mogły być podobne.

Mimo to 1 września 2009 r. premier Władimir Putin złożył wizytę w Polsce. Jego przemówienie na Westerplatte musiało być dla Rosjan nieledwie obrazoburcze, skoro za początek II wojny światowej uznał on nie rok 1941, lecz 1939, a więc i pakt Ribbentrop-Mołotow ze wszystkimi jego konsekwencjami. W Polsce jednak tego przemówienia nie doceniono, co jest jednym z wielu dowodów, jak słabo rozumiemy Rosję (choć znawstwem na jej temat się szczycimy). W klimacie polsko-rosyjskiego zbliżenia odbyła się też 7 kwietnia 2010 r. wizyta premiera Tuska w Katyniu i jego ponowne spotkanie z premierem Putinem. Trzy dni później nastąpiła katastrofa smoleńska, lecz reakcja na nią społeczeństwa rosyjskiego i władz rosyjskich pełna była tak wielkiego ładunku żalu i współczucia, że nawet prezes Jarosław Kaczyński uznał wtedy za wskazane wygłosić orędzie do braci Rosjan. I może warto przypomnieć, że wielu światowych przywódców odwołało przyjazd na wawelski pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego ze względu na ówczesne zagrożenie bezpieczeństwa ruchu lotniczego. Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, lekceważąc to niebezpieczeństwo, przyleciał.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 33/2016

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. vandermerwe
    vandermerwe 20 sierpnia, 2016, 10:22

    Dobry artykul wart jednak pewnej uwagi. Autor powtarza zupelnie nieprawdziwe twierdzenie, iz Rosja dokonala agresji wobec Gruzji. Niestety ciala miedzynarodowe zbadaly te sprawe i niestety to Gruzja rozpoczela owa bijatyke. Mozliwe, ze dala sie sprowokowac, mozliwe, ze owczesny prezydent Gruzji liczyl na pomoc Zachodu, mozliwe, ze Rosja skwapliwie wykorzystala sytuacje ale to nie zmienia pewnego faktu, ktory bedac skrupulatnie przemilczanym oddaje miejsce nieprawdzie.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na „vandermerweAnuluj pisanie odpowiedzi