We mnie jest dwu ludzi: jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat

We mnie jest dwu ludzi: jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat

Fot. Kino Świat

Tak mówił o sobie Stanisław Wokulski, co Bolesław Prus komentował: „Wokulski jest to człowiek, w którym myśli, uczucie, wola i siły organiczne dosięgnęły wysokiego stopnia natężenia. Gdy los złamał w nim rycerza, obudził się uczony; gdy zrobił go wdowcem po starszej kobiecie, ocknął się (z powodu niezużycia sił fizycznych) kochanek, który stał się spekulantem. Gdy zginął kochanek i spekulant, ocknął się znowu uczony”.

Dowodem sił witalnych Wokulskiego jest miłość, która osiągnęła poziom monomanii. Rozmaicie tę miłość oceniano – jednych wzruszała i jednała z bohaterem, drugich zniechęcała.

Dzisiaj znowu stajemy przed pytaniem, czy postępowanie Wokulskiego było zgodne z naszymi oczekiwaniami. A wszystko za sprawą serialu Pawła Maślony i filmu Macieja Kowalskiego. Po raz kolejny śledzić będziemy losy kupca galanteryjnego i pięknej arystokratki na tle Warszawy lat 80. XIX w. Role Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej powierzono w tych produkcjach odpowiednio Tomaszowi Schuchardtowi i Sandrze Drzymalskiej oraz Marcinowi Dorocińskiemu i Kamili Urzędowskiej.

„Lalka” wiecznie żywa

Lalka to symbol martwoty, lecz gdy mowa o „Lalce” Prusa, aż ciśnie się na usta: „Lalka wiecznie żywa”. Ankieta przeprowadzona parę lat temu wśród zagranicznych dziennikarzy akredytowanych w Polsce przyniosła zaskakujące potwierdzenie jej popularności. W sondażu „Lalka” zajęła pierwsze miejsce, wyprzedzając powieści Sapkowskiego, „Solaris” Lema czy „Quo vadis” Sienkiewicza. Popularność tę wspomagało zapewne ponad 30 przekładów na języki obce, ale poczytności „Lalki” w Polsce już w ten sposób objaśniać się nie da.

Czytają ją w odcinkach aktorzy, radiowa Jedynka przypomina obecnie nagrania Jerzego Kamasa, a w RMF Classic można posłuchać Andrzeja Seweryna. W 1971 r. Teatr Polskiego Radia zrealizował serial w reżyserii Andrzeja Łapickiego, ze Stanisławem Zaczykiem jako Wokulskim, Henrykiem Borowskim jako Rzeckim i Anną Seniuk w roli Izabeli.

Od lat żywi się „Lalką” teatr, począwszy od adaptacji w warszawskim Teatrze Polskim z 1952 r., w reżyserii Bronisława Dąbrowskiego, i pierwszej transmisji telewizyjnej fragmentów tego przedstawienia z Niną Andrycz jako Izabelą Łęcką. Do tej pory powstało ponad 20 adaptacji teatralnych, w tym musical; ostatnią zrealizował w tym roku stołeczny Dramatyczny.

Telewizja wciąż przypomina serial Ryszarda Bera (1997) z Jerzym Kamasem jako Wokulskim i Bronisławem Pawlikiem jako Rzeckim oraz dzieło Wojciecha Hasa (1968). Cóż to za film! Co drugi kadr jak martwa natura, a urodzie parkowych rzeźb czy przejmującym widokom biedy Powiśla towarzyszy przednie aktorstwo: niezapomniany Tadeusz Fijewski jako Rzecki, Mariusz Dmochowski w roli Wokulskiego, Jan Kreczmar jako podupadły arystokrata Łęcki, Kalina Jędrusik – pani Wąsowska, Beata Tyszkiewicz – urodziwa panna Izabela. A to przecież tylko fragment starannie dobranej obsady. Kiedy ogląda się dzieło Hasa, nie czuje się upływu lat, niemal 60 przecież!

Błędy, nieład, chaos

To niesłabnące zainteresowanie pozostaje w sprzeczności z początkowo mało entuzjastycznym przyjęciem powieści, stanowiącej rodzaj przejścia od dawnego sposobu opowiadania do literatury nowoczesnej. Prus określił swój zamiar w taki sposób: „Temat »Lalki« jest następujący: Przedstawić naszych polskich idealistów na tle społecznego rozkładu”. Stworzył jednak dzieło o wiele bardziej złożone, niż mu się wydawało. Podobnie jak złożona jest postać głównego bohatera.

Wielopiętrowość utworu wywołała na początku krytyczne uwagi – dostrzegano przede wszystkim błędy, nieład, chaos – słowem łamanie reguł powieści realistycznej. Wbrew krytykom, i to nie byle jakim, bo znalazł się wśród nich sam Aleksander Świętochowski, właśnie w odstępstwach od reguł objawiała się oryginalność dzieła.

Niektórzy nie mogli się nadziwić, że felietonista, humorysta, kronikarz bardziej niż pisarz zabrał się do takiego przedsięwzięcia. W tym szukali przyczyny błędów i rozproszenia autora, który nierzadko te same fakty pokazywał z różnych punktów widzenia. Tę wielokierunkową narrację, łączącą wszechwiedzącego narratora z narratorem-bohaterem, często zanurzonym w marzeniach, a nawet halucynacjach (Łęcka, Wokulski, czasem Rzecki), narratorem-pamiętnikarzem (Rzecki) i obserwatorem pośredniczącym między autorem a postaciami, brali za usterki w sztuce opowiadania. Tymczasem do polskiej powieści dobijała się nowoczesność.

Najwyraźniej nie dostrzegli, że w bogactwie świata powieściowego, jego pozornym przeładowaniu, kryje się tajemnica

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 39/2026

Kategorie: Kultura