Wieczny odpoczynek pod palmą

Wieczny odpoczynek pod palmą

Niech sczezną artyści

Groby wybitnych Polaków coraz częściej i z coraz większą fantazją dekorują artyści. Mamy tu interesujące precedensy. Na grobach Henryka i Jana Kulczyków na poznańskiej Nowinie figuruje monumentalna rzeźba Igora Mitoraja. To rodzinne zauroczenie Mitorajem – „Blask księżyca” tego artysty ustawiono wcześniej w atrium Starego Browaru (własność Grażyny Kulczyk). Niekompletne postacie nawiązują do odnalezionych rzeźb antycznych i jest to antyk pogański, a nie chrześcijański. Ważniejsza jest jednak paralela: Mitoraj figuruje na grobie Kulczyka i w La Scali. Na grobie Kulczyka i przed londyńskim British Museum. Na grobie Kulczyka i we florenckich ogrodach Boboli…

Przykre incydenty towarzyszyły ozdabianiu grobu Kantorów: Tadeusza, twórcy Cricot 2, i jego matki. Sam Kantor zamówił jeszcze w 1987 r. instalację, która kopiowała fragment scenografii do spektaklu „Umarła klasa”, do którego był najbardziej przywiązany. W staroświeckiej ławce szkolnej siedział chłopiec w mundurku gimnazjalnym, obok figurował krzyż. Niestety, wszystko wykonane było z żeliwa, a ono ma swoją cenę w skupie złomu. Skutkiem tego nagrobek Kantorów był rozkradany już trzykrotnie. Policja odnajdowała go w szemranych składnicach złomu, pocięty palnikiem na części. Restauracja rzeźby trwała za każdym razem kilka miesięcy. Nawiasem mówiąc, trudno znaleźć na tutejszych cmentarzach grobowiec z liternictwem z metali kolorowych niezdekompletowanym przez meneli, którzy nie mają za co napić się wódki.

Wcześniej skandalem i protestami zakończyła się (?) instalacja pomnika na grobie Antoine’a Cierplikowskiego (cmentarz w Sieradzu). Ten właściwie jedyny znany szerzej obywatel owego grodu był w pierwszej połowie XX w. „królem fryzjerów i fryzjerem królów”. Czesał koronowane głowy i gwiazdy: od Josephine Baker po Brigitte Bardot. Oryginał. Kiedy pod koniec życia wrócił do Sieradza, żył bardziej niż skromnie, za to sypiał w kryształowej trumnie. Chadzał w szlacheckim kontuszu i chłopskich spodniach w łowickie pasy. Kilka razy przeprowadził na ulicach Sieradza próbę własnego pogrzebu. Kroczył w nim sam na czele konduktu z orkiestrą strażacką. Pomnik nagrobny wystawił mu przyjaciel – Xawery Dunikowski. Problem w tym, że rzeźba przedstawia – jakkolwiek by ją interpretować – kobietę i mężczyznę w finalnej fazie stosunku płciowego. A dookoła las krzyży…

Jednak nawet jeżeli artysta stawia na grobie znanej osoby jej posąg lub popiersie, rzadko udaje mu się uchwycić podobieństwo. Twarze zazwyczaj szpeci jakaś trudna do rozpoznania choroba, wodogłowie lub przedwczesna starość. Chlubne wyjątki to np. Kazimierz Opaliński w alei zasłużonych na Powązkach czy Marek Grechuta na cmentarzu Rakowickim.

Fotografia nagrobna przechodzi ewolucję, ale powolną. Nadal obowiązują zdjęcia paszportowe, nawet jeżeli są już barwne. Zmarły wygląda na nich na osobę zasadniczą, z reguły lekko nabzdyczoną, często wystraszoną. Medaliony w sepii są coraz rzadsze. Częściej podobizna zmarłego bywa wytrawiona kwasem w polerowanym marmurze. Na fotografiach, które bywają już całkiem sporych rozmiarów, pojawiają się dziewczęta zalotnie uśmiechnięte, jakby pozowały dla kolorowych magazynów. Chłopcy w bejsbolówkach i z deskorolką, czasem z gitarą, panowie z ulubionym psem, na tle willi, przy ulubionym samochodzie, niekiedy nawet w trakcie rozpalania grilla. Zdarzają się też zmarli na zdjęciach z wakacji, jak na Naszej Klasie – z palmą w tle.

Nagrobki z Atlantydy

Warto przypomnieć, że mamy w Polsce cmentarze, na których jest odwrotnie: nic się nie zmienia od dziesiątków lat, a mimo to chadza tam sporo osób zainteresowanych. Cmentarze żydowskie, zazwyczaj kompletnie zapomniane i zapuszczone, pozostają rezerwuarem swego rodzaju sentymentu i egzotyki. Dla nielicznych, którzy czytują Singera, Alejchema czy Stryjkowskiego. W Szczebrzeszynie (Lubelskie) przekrzywione, wiekowe macewy wyrastają ponad morze traw. Czasem jakaś dobra dusza położy na nagrobku kamyk pamięci, zapali lampkę, bo wszak działa światowy związek Żydów, którzy w odległym pokoleniu wywodzą się z tego miasteczka. Niekiedy żydowskie nagrobki wyrastają nagle obok zapomnianej, podrzędnej drogi, jak w Żarkach na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Inne pokryto w tej okolicy asfaltem przy budowaniu gierkówki. Zdarza się, że kirkut można oglądać – jak w Kocku – tylko przez wysokie, kute w żelazie ogrodzenie.

W Lublinie od turysty, który chciałby wejść na teren żydowskiego cmentarza, policja, która dyskretnie pilnuje furtki, żąda okazania pozwolenia z gminy żydowskiej. W uroczej byłej synagodze w Sanoku wisi informacja, gdzie można składać skargi na pana, który pobiera – najwidoczniej zupełnie bezprawnie – opłaty za wejście na cmentarz. Samozwańczy bileter czatuje na turystów w pobliskim sklepie spożywczo-monopolowym, negocjuje stawkę (gdy turysta się waha, daje natychmiastowe upusty), otwiera cmentarną furtkę i znika w swoim sklepiku. W rogu cmentarza ustawiono wywleczoną z jakiegoś mieszkania kanapę, obok której piętrzą się puste butelki (puszki upłynnia się w punkcie skupu). Nie wygląda to na pozostałości ceremonii religijnych.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 44/2015

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy