Winko i dyktaturka

Winko i dyktaturka

Jest coś chorobliwego w tym coraz huczniejszym obchodzeniu święta 11 Listopada, im dalej od tej daty, tym huczniej. Jakby rzeczywiście groziła nam utrata niepodległości. A przy okazji powstają oddziały paramilitarne podporządkowane bezpośrednio ministrowi Macierewiczowi… I znowu nasuwa się pytanie, czy oni mogą oddać władzę w obce ręce. Nie mogą. I ta nienawiść do elit, co jest typowe dla wszystkich dyktatur. W szkole u syna też ojczyzna i jeszcze raz ojczyzna. A nie uczy się dzieci, by nie zaśmiecać lasu, czym jest demokracja i dlaczego trzeba o nią walczyć jak o ojczyznę. To wszystko dzieje się w kraju, z którego w ostatnich latach miliony ludzi wyemigrowały bez wyrzutów sumienia. Kilku moich znajomych, chociaż już niemłodych, też myśli teraz o emigracji. W Polsce zrobiło się im duszno.

Wiadomość po ekshumacji pary prezydenckiej, że ciała są w dobrym stanie. I już stwierdzono połamane kości i uszkodzenia narządów wewnętrznych – rzeczywiście, co za niespodzianka. Jadłem właśnie kolację, ale jej nie dokończyłem.

Mała relacja od mojego „korespondenta” z małego miasta, o 11 Listopada: „Było nas 31 osób z KOD, staliśmy za władzami miasta i gminy. Składano kwiaty pod pomnikiem. Kiedy zanosiłem potem flagi KOD do samochodu, mijałem dobrze ubranego pana, sporo młodszego ode mnie, który w duchu pojednania powiedział mi: »S…laj, to nie twój, ch… pochód«. I byłoby chyba po sprawie, gdyby nie zakapturzony człowiek, który odwrócił się i powiedział: »On też ma prawo brać udział w uroczystości, jest demokracja«. Byłem prawie wzruszony”. Od tego, która postawa zwycięży, zależy los Polski.

Dziesiąte urodziny mojego synka, obchodzone rodzinnie, a mają być jeszcze urodziny dla jego koleżanek i kolegów. Wymyślił sobie, że w kinie. Jak mu to wybić z głowy? I jak się dziwić przekonaniu dzieci, że są pępkami świata… W naszej rodzinie tylko ojciec żony jest pisowski, ale prawie nie słyszy, ocenia więc wszystko na oko. Reszta jest gwałtownie anty, chociaż to na ogół nie elita. Wujek Romek opowiada, że był na spotkaniu, gdzie było kilkanaście osób, wszyscy anty, więc wujek zastanawia się, gdzie są ci pisowcy i jak to możliwe, że tak przodują w sondażach. Tak, coraz dalej jesteśmy od siebie, w środku przepaść. Kiedy oglądam „Fakty”, a potem zmuszę się, by obejrzeć „Wiadomości” – czuję się wtedy doprawdy, jakbym musiał spożyć szczura. To ta odmienność widzenia tego samego świata jest tak wielka, że przychodzi myśl, że prędzej lub później musi dojść do tragedii. Nie ma już mostu, który może spiąć dwa brzegi. Takim mostem mógłby być prezydent, ale okazał się kukiełką, którą wprawia w ruch ktoś ukryty za jego plecami. Jaka żałość. Jaki smutek. A pani prezydentowa nie lepsza, właściwie jej nie ma. Jak wiadomo, to córka poety Juliana Kornhausera. Ostatni raz widziałem Julka w Przemyślu. Był jeszcze przed udarem. Ale też pamiętam, że jadę z nim metrem – gdzie to było, chyba w Paryżu, z jakiej okazji tam byliśmy, już nie wiem. Pamiętam tylko, że zachowałem się po chamsku, zamiast z nim rozmawiać, czytałem w wagonie książkę. Z przeszłości najlepiej pamiętam swoje nietakty. Wszystko inne się zaciera, a nietakty są żywe i bolą.

Brat żony jest młodym biznesmenem. Prowadzi kilkanaście interesów naraz, zatrudnia niemal setkę ludzi. Mówi, że największy problem biznesu w Polsce to kradzieże, ściąganie długów i sądy. Tak, wymiar sprawiedliwości jest pod psem, a na tym PiS wiele skorzystało. Dotyczy to milionów ludzi.

Sejm ustanowił, że 2017 r. będzie miał sześciu patronów: Josepha Conrada Korzeniowskiego, marszałka Józefa Piłsudskiego, błogosławionych Adama Chmielowskiego i Honorata Koźmińskiego oraz Tadeusza Kościuszkę. Rok 2017 będzie też Rokiem Rzeki Wisły.

To ostatni taki rok, kiedy błogosławionych jest tylko dwóch. Od roku 2018 podejmie się uchwałę, że musi być co najmniej 50% świętych. A czemu przy okazji nie obdarzyć świętością Wisły? Obłęd krzewi się na każdym kroku. Senat z kolei ustanowił, że przyszły rok będzie rokiem m.in. gen. Józefa Hallera, nacjonalisty, odpowiedzialnego za nagonkę na prezydenta Narutowicza i jego śmierć. Przy okazji będzie rokiem Koronacji Matki Bożej Częstochowskiej, Królowej Korony Polskiej. Leśmian, najwybitniejszy polski poeta XX w., urodzony w 1877 r., został oczywiście pominięty. Coraz więcej rzeczy staje się oczywistych.

Jesteśmy na kolacji u sąsiadów, oczywiście rozmawiamy o naszej politycznej paranoi. (Zabrałem się z nimi nazajutrz na marsz KOD). Pani domu pyta: „Nalać jeszcze winka?”. Polski język jest niezwykły, można w nim wszystko zdrobnić i zmiękczyć, może być: winko, kotlecik, rachuneczek, pieniążki. Więc nie faszyzm, ale faszyzmik, nie dyktatura, ale dyktaturka. Okropna, ale nie straszna, gdyż zmiękczona.

Wydanie: 47/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. pokrzywa
    pokrzywa 26 listopada, 2016, 21:58

    „Z przeszłości najlepiej pamiętam swoje nietakty. Wszystko inne się zaciera, a nietakty są żywe i bolą”. Tak, to święta racja Sz. Panie Tomaszu. W tej kwestii odbieram zdarzenia z przeszłości podobnie jak pan. Podejrzewam jednak, że nie jest to pogląd nadmiernie powszechny. Może inaczej – dostrzec można postępujący deficyt dot. tak przeżywanej własnej przeszłości. Dlaczego tak się dzieje – jest na pewno dla pana pyt. retorycznym.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy