Wspólnicy

Wspólnicy

Łukasz z Gdyni wziął kredyt na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Interes rozwijał się wolniej, niż zakładał. Zarobione pieniądze wystarczyły tylko na bieżące potrzeby, na spłatę rat zabrakło. – Przestałem płacić, bo nie miałem z czego. Wcześniej próbowałem dogadać się z bankami, ale żaden nie chciał ze mną rozmawiać. Bankowcy straszyli mnie windykatorami i komornikiem. Skończyło się rozprawami sądowymi, o których nie wiedziałem, bo wezwania przychodziły nie na mój adres – opowiada. Pewnego dnia rachunki bankowe zablokował komornik. Próby dogadania się z nim nie przyniosły rezultatu. Łukasz stracił źródło dochodu. Miał kilkanaście kredytów, a nie spłacił czterech, które urosły aż trzykrotnie. Zrozpaczony zastanawiał się, czy nie wyjechać za granicę. Wtedy trafił na blog AntyWindyk.pl. Opowiedział swoją historię i poprosił o pomoc. To, co usłyszał od Piotra, wydało mu się szalone: – Nakazy sądu są do uchylenia, wszystko można jeszcze cofnąć i być może pozbyć się długów.

Dziś Łukasz nie ma na karku żadnego komornika, choć było ich pięciu. Tytuły egzekucyjne zostały cofnięte do momentu sprzed nakazu sądowego. – Pewnego dnia zadzwonił do mnie pan Piotr, mówiąc, że już po sprawie, bo wygraliśmy. Z 22 tys. zł rzekomego długu zrobiło się 5,6 tys. zł. Nie, nie miałem tyle zapłacić. Takie pieniądze trafiły na moje konto. Odzyskałem środki bezprawnie pobrane podczas egzekucji komorniczej.

Wojtek i Piotr twierdzą, że weszli na rynku w lukę, której nikt nie potrafił lub nie chciał wypełnić. Ani instytucje, ani dłużnicy nie wiedzą, jak się bronić przed bankami i funduszami. Gdy przerażony dłużnik pyta ich, czy załatwiają konsolidację długów, odpowiadają, że nie, bo nie wpakują klienta z jednego bagna w drugie. – Wprawdzie są firmy, które szczycą się skutecznym oddłużaniem, ale polega to wyłącznie na negocjowaniu ugód dla klientów – mówi Piotr. – W praktyce oznacza to pakowanie klienta z jednych rat w drugie. W efekcie ich suma i tak przekroczy dochody. Jaki to ma więc sens?

W pętli kredytowej

Marta z Otwocka zaplątała się w pętlę kredytową. Wzięła kredyt, a po kilkunastu miesiącach zaczęła mieć problemy ze spłacaniem. Aby spłacić pierwszy kredyt, wzięła drugi, a potem trzeci. Gdy okazało się, że spłata trzech comiesięcznych rat jest niemożliwa, sięgnęła po chwilówkę. W następnym miesiącu nie miała już pieniędzy na żadną ratę. Pomocy szukała w internecie. Tam znalazła blog Wojtka i Piotra. W przeciwieństwie do wielu innych dłużników odbierała całą korespondencję. Do dwóch spraw wniosła sprzeciwy. Nakaz zapłaty dotyczący największego kredytu poszedł na błędny adres. Po otrzymaniu pisma od komornika była załamana. Panowie napisali pismo do sądu. Komornik „zniknął”, klauzula wykonalności została uchylona. – Nie wierzyłam, że ktoś może mi pomóc. Teraz czuję się tak, jakby ktoś dał mi drugie życie – mówi Marta. Wojtek i Piotr pomogli jej w uchyleniu bankowego tytułu egzekucyjnego, który otrzymała od mBanku. Złożyli zażalenie na postanowienie sądu o nadaniu klauzuli wykonalności bankowego tytułu egzekucyjnego. Przeszło. Kolejny komornik zapadł się pod ziemię.

W zamojskiej kancelarii Wojtka telefon nie milknie ani na chwilę, ale on przeważnie nie odbiera, bo nie mógłby pracować. Robi to kilku pracowników. Oni także przeglądają korespondencję. Dzięki temu wszystko przebiega bardzo sprawnie, a petenci nie są zniecierpliwieni długim oczekiwaniem na odpowiedź.

Na biurku Wojtka leży kilkanaście kopert. Wśród nich wydane dopiero co postanowienie sądu dotyczące pana Adama z Zabrza. Brzozowski wskazuje dokument, jest przejęty i zadowolony. Mówi, że osoba, która brała udział w licytacji domu pana Adama, miała nieważne pełnomocnictwo. Licytacja została unieważniona.

Marek Lewandowski ma stałą pracę i regularne dochody. W pakiecie z kredytem dostał również kartę kredytową. Gdy zaczęły się problemy finansowe, przychodziło coraz więcej ponagleń, by spłacił kredyt i zadłużenie na karcie. Bank zdobył tytuł wykonawczy i skierował sprawę do komornika, który pobierał część wynagrodzenia Marka. W tym samym czasie dług został odsprzedany firmie windykacyjnej. Ta wystąpiła do sądu, a następnie znów do komornika. Marek napisał do banku, który wycofał egzekucję komorniczą. Z pobranych należności bank nie odliczył kapitału zobowiązania, więc firma windykacyjna uznawała 100% długu. – Łudziłem się, że im szybciej pieniądze zostaną przekazane na konto komornika, tym szybciej skończą się moje problemy. Tymczasem okazało się, że po zaspokojeniu jednej firmy dług zostaje sprzedany drugiej i wszystko zaczyna się od nowa, w majestacie prawa. Kwoty zadłużenia się nie zmniejszały, mimo że regularnie je spłacałem – twierdzi Marek. – Nawet nie byłem bezradny, byłem bezsilny. Komornik uzyskał od pracodawcy numer konta i zostałem z zerem. Pisałem odwołania, że pozostaję bez środków do życia, ale nic to nie dało. Przeżyłem dzięki rodzinie. Od znajomych usłyszałem o AntyWindyku. Panowie zajęli się moimi sprawami. Teraz toczy się jedno postępowanie w sądzie. Wysłaliśmy pisma do banku o zwolnienie z egzekucji. Czekamy na orzeczenie sądu. Jak policzyłem wszystko, okazało się, że nikomu nie jestem nic winien. Wystąpiliśmy o zwrot nienależnie pobranych pieniędzy. Jestem zdeterminowany walczyć o swoje – podsumowuje dłużnik.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 42/2016

Kategorie: Reportaż

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy