Felietony {id:10, pr.90}
SI {id:184432}
Nasz stosunek do zjawisk, w szczególności do tych, których do końca nie jesteśmy w stanie zrozumieć, w znacznej mierze zależy od nazw im przypisywanych. Jeśli takie zjawisko jest ważne dla nas, to i nasza kondycja od tego może zależeć. Sztuczna inteligencja to niewątpliwie ważna sprawa. Nawet gdybyśmy próbowali o niej nie myśleć, media nie pozwolą, tym bardziej że być może ona już nimi rządzi. Nazywamy ją AI, z angielskiego, co daje brzmienie {ej aj}, przypominające swojskie pojękiwania – w sumie trochę odbierające potencjalną i oczekiwaną przez wielu grozę tego być może potwora. Nasze SI, trafne przez skojarzenie z chemicznym symbolem krzemu, mogłoby kojarzyć się nieco bardziej tajemniczo i niebezpiecznie. Ale szybciej przywoływałoby nazwę rozwiniętą, której polska wersja jest też u nas przyjęta powszechnie. I tu znów pewna specyficzność naszego języka może wpływać na pojmowanie całej sprawy. Artificial intelligence, intelligence artificielle, Künstliche Intelligenz czy iskusstwiennyj intiellekt dają poczucie jakiegoś kontaktu ze sztuką
Politycy prawicy na żołdzie przestępców {id:184428}
Czekam na nowe hasło prezydenta Nawrockiego. Bliższe faktom i sposobowi, w jaki sprawuje swój urząd. Bo jego hasło wyborcze: „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy” tak się ma do praktyki jak Ziobro do prawa. Gdyby Nawrocki był choć przez chwilę szczery, to mógłby krzyknąć: „Po pierwsze kryptowaluty, po drugie i trzecie weto w ich obronie”. Oczywiście nie tylko tego nie powie, ale jeszcze cała Kancelaria Prezydenta została zaprzęgnięta do odwracania kota ogonem. Metoda stosowana przez PiS, Kaczyńskiego i Morawieckiego jest podobna do strategii obrony złodzieja złapanego na przestępstwie, który krzyczy: „To nie moja ręka!”. W każdym kraju, w którym obowiązują standardy państwa prawa, polityk umoczony w tak wielką aferę jak Zondacrypto byłby już po dymisji. I przed sądem. To, co się dzieje wokół Zondacrypto, skala uwikłań polityków prawicy w tę aferę, pokazuje, jak daleko nam do takiego modelu państwa. A nawet coraz dalej. Bo zarzuty dotykają najważniejsze osoby w kraju. W tym prezydenta. Argumentów do oskarżeń dostarczył osobiście, trzykrotnie wetując ustawę o kryptowalutach. Zachęcam do powtórnego odsłuchania tego,
Niemcami podszyci {id:184452}
„Poskrob Rosjanina, a znajdziesz Tatara”, powiadał niegdyś Joseph de Maistre. „Poskrob Polaka, a znajdziesz Niemca”, można rzec po lekturze „Naszych Niemców”, wydanej niedawno książki Macieja Falkowskiego. Jest to książka rewelacyjna, choć wydawać by się mogło, że wcale być taką nie powinna. Wszak wszystkie (no, prawie wszystkie) przedstawione tu zjawiska zostały opisane. Wszystkie (prawie wszystkie) wydarzenia były przedmiotem dociekań historyków, socjologów, językoznawców. Skąd zatem świeżość książki Falkowskiego? Nauka w Polsce nie ma na ogół przełożenia na życie społeczne. Dzieje się tak z powodu specjalizacji, poszatkowania naukowych działek, braku syntez, które – z racji ogromu opracowań – rzeczywiście wymagają wyjątkowego pisarskiego trudu. Brakuje też popularyzatorów. Zagadnienie „Niemców w Polsce” otrzymało znakomite, opatrzone dziesiątkami ilustracji opracowanie prof. Marka Zybury, ale było to ćwierć wieku temu. A przecież książka Falkowskiego – to nie tylko popularyzatorski wykład: to przede wszystkim reportaż. Autor pokazuje, że Niemcy byli w Polsce wszędzie. W Polsce – a właściwie na całym obszarze przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Na przykład na Łotwie, w Inflantach Polskich, skąd wywiodły się rody Tyzenhauzów i Platerów. Falkowski tropi te niemieckie ślady. I niemal nie mówi o naszych Ziemiach [...]
Pojutrza nie będzie {id:184520}
Obejrzałem przedpremierowo „Dziennik panny służącej”. Skądinąd Radu Jude został sprowadzony do Warszawy na warsztaty bernhardowskie w TR i przy okazji zaproszony na spotkanie po projekcji filmu. To jeden z największych artystów kina europejskiego, a pretensje można mieć do niego chyba tylko o to, że po arcydzielnych „Wszystkich w naszej rodzinie” i „Aferim!” robi wyłącznie filmy dobre lub bardzo dobre. Jego ostatnie dzieło, zrealizowane jako rodzaj uwspółcześnionych wariacji książki Octave’a Mirbau, plasuje się pomiędzy tymi dwiema kategoriami. Najpyszniejsze są jednak w filmie sceny z francuską burżuazją, która A.D. 2025, cokolwiek znużona przeciągającą się wojną ukraińsko-ruską, wyraża obawę, że „ten szaleniec Zełenski” wciągnie ją w III wojnę światową. Jakby nie mógł wziąć przykładu z cywilizowanej Francji, która przecież poddała się Hitlerowi w niewiele ponad miesiąc. Opór Ukrainy jest nader kłopotliwy; Slavoj Žižek w niedawno wydanej po polsku książce „Za późno na przebudzenie. Co nastąpi, skoro przyszłość nie istnieje” pisze wprost o wypartych pragnieniach zachodniej Europy: „Po cichu liczyliśmy, że Ukraina szybko padnie, żebyśmy mogli się porządnie oburzyć i opłakać stratę… następnie żyć po staremu. (…) Przypomnijmy sobie, jak w pierwszych dniach wojny [...]
Po co CIA leci do Moskwy {id:184443}
Nie jestem specjalistą od globalnej polityki, co nie zmienia faktu, że staram się ją obserwować, z rzadka komentować. Mam pełną świadomość, że na światło dzienne wychodzą tylko fragmenty układanek politycznych największych graczy. A do tych wciąż zaliczają się USA i Rosja. Ostatnia, półtajna wizyta szefa CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie jest jednym z epizodów owej rozgrywki, rozpalających ogień komentarzy i supozycji. Wśród najczęściej pojawiających się tez jest ta, że podobnie jak w końcówce 2021 r., kiedy miała miejsce podobna wizyta (Amerykanie mieli mocne przypuszczenia, że Rosja zaatakuje Ukrainę), USA i tym razem coś wiedzą. I jest to coś nietuzinkowego, co może zburzyć i tak już naruszony ład europejski. Komentatorzy najczęściej twierdzą, że raczej nie jest to scenariusz otwartego konfliktu Rosji z NATO i że nie musi to oznaczać fizycznej operacji wojskowej wymierzonej w państwa bałtyckie (jak operacja na Ukrainie). Ppłk Maciej Korowaj, były oficer Służby Wywiadu Wojskowego, mówi „Gazecie Wyborczej”: „Kreml podbija stawkę i udaje gotowość do wojny wyłącznie po to, by zmusić Waszyngton do podjęcia rozmów na własnych zasadach. (…) Rosja dąży do eskalacji i straszy konfliktem nie po [...]
Strachy na Lachy {id:184516}
Odszczepieńcy Plus przedstawili swoje założenia polityki migracyjnej. Czytam: „Postulują powstanie ministerstwa ds. migracji i asymilacji, utworzenie służby deportacyjnej, bezwarunkową asymilację (…), padł także pomysł przeprowadzenia referendum dotyczącego zawieszenia czasowego udziału Polski w strefie Schengen. Według Rozwoju Plus krok w tę stronę zwiększy poczucie bezpieczeństwa wśród Polaków”. No i proszę, nadzieje, że Morawiecki będzie bardziej liberalny od zdradzonej partii matki, okazały się naiwne. Trwa walka o radykalny elektorat. Liczą na polskie fobie i lęki. Ta służba deportacyjna ma być w mundurkach, jak w Stanach, ale tam miliony imigrantów, a u nas garstka. A niech będzie i garstka. Nie zaszkodzi postraszyć Polaków. Naszej prawicy marzy się zawieszenie udziału w Schengen, jakby polskie granice były szturmowane przez obcych. Najlepiej przywrócić granice z drutem kolczastym i ze strażnikami. Prawicowcy przekonują, że Polacy „poczują się wtedy bezpieczniej”. To metoda totalistów, postraszyć, postraszyć, a jak ludzie naprawdę zaczną się bać, to ich zamknąć dla ich bezpieczeństwa. I kontrolować. Wzruszył mnie pomysł przymusowej asymilacji. Czyli powstaną ośrodki „bezwarunkowej asymilacji”, gdzie będzie się uczyć imigrantów „Boże, coś Polskę”, „Kto ty jesteś? Polak mały” i „Zdrowaś Mario”? A jak [...]
Kraj {id:1, pr.88}
Śmierć na szpitalnym łóżku {id:184463}
Jak placówki medyczne ukrywają błędy związane z zakażeniami szpitalnymi i sepsą Pani Janina miała 78 lat, kiedy 29 stycznia 2019 r. trafiła do szpitala w Olsztynie. 2 maja, trzy miesiące później, nie żyła. Została zakażona m.in. bakterią Klebsiella pneumoniae NDM (New Delhi), jednym z najtrudniejszych do leczenia patogenów szpitalnych na świecie. 7 marca 2019 r. rodzina odkryła, że kobieta leży w sali szpitalnej w kałuży własnej krwi. Pielęgniarki pozostawiły otwarty kranik trójdrożny przy wkłuciu centralnym. Nikt z personelu medycznego tego nie zauważył. Albo nikt nie zareagował. Otwarte wkłucie centralne to wrota do zakażenia – bakterie znajdujące się w otoczeniu, na rękach personelu, w powietrzu na oddziale, mają prostą drogę do krwiobiegu. Nic zatem dziwnego, że doszło do sepsy. Był to jeden z tysięcy tragicznych przypadków, które każdego roku zdarzają się w polskich szpitalach. W opublikowanym w połowie 2018 r. raporcie Najwyższej Izby Kontroli „Zakażenia w podmiotach leczniczych” znalazło się m.in. zdanie: „Zakładając, że ok. 5% pacjentów hospitalizowanych ulega zakażeniom szpitalnym, daje to roczną liczbę zakażeń szpitalnych w naszym kraju na poziomie ok. 400 tys.”. Według cytowanych w raporcie danych Narodowego [...]
Kustosz kresowej pamięci {id:184457}
Napisałem 23 tomy sagi kresowej. Piszę dalej… Prof. Stanisław Sławomir Nicieja – historyk biografista, autor monumentalnego, dotychczas 23-tomowego cyklu „Kresowa Atlantyda”. Pisze pan kolejne tomy „Kresowej Atlantydy”? – Tak, piszę rytmicznie. Przez ostatnie dwa letnie miesiące napisałem prawie połowę 24. tomu. Miastem wiodącym będzie Nowogródek i w tym rozdziale mierzę się z największym mitem i legendą polskiej literatury, a nawet historii Polski – fenomenem Adama Mickiewicza. To nie było proste. O Mickiewiczu napisano tysiące artykułów, jest sto różnych biografii. Jak powiedzieć coś oryginalnego na dziesięciu stronach? Sądzę, że znalazłem klucz! I piszę dalej. Póki oczy dają radę. Dlaczego oczy? – Bo przy tym, co robię, trzeba dużo czytać. Trzeba ściągać rzadkie rzeczy. To jest główna siła moich książek, że wyciągam opowieści z rodzinnych archiwów oraz rodzinnych samizdatów i wprowadzam je do kolejnych tomów. W swoim domu na wsi, gdzie głównie pracuję, mam w zbiorach, w bibliotece, ok. 7 tys. książek, które wydały rodziny. Czasem książka została wydana w 12 egzemplarzach, czasem w 50. Lekarz, adwokat, notariusz, inżynier na emeryturze czy rolnik pisze historię swojej rodziny, chce ją zostawić wnukom. Czasem [...]
Szarlatani prezydenta RP {id:184466}
Kto doradził Karolowi Nawrockiemu, aby nie podpisywał „lex szarlatan” „Do tego spotkania doszło, ale zaświadczam, że ono nie ma żadnego znaczenia dla podjęcia decyzji”, tłumaczył się mętnie szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, pytany o wizytę w Pałacu Prezydenckim promotora pseudomedycyny Jerzego Zięby, który przekonywał współpracowników głowy państwa, że nie należy podpisywać ustawy określanej potocznie jako „lex szarlatan”. Karol Nawrocki odcina się od Zięby, ale odsyłając do marionetkowego Trybunału Konstytucyjnego nowelizację Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, wspomniał o „Liście ludzi nauki”, którzy byli ustawie przeciwni. Jak twierdził prezydent, dokument podpisało 115 przedstawicieli środowiska naukowego, w tym 20 profesorów, 28 doktorów habilitowanych oraz 68 osób posiadających stopień naukowy doktora, „reprezentujących różne dziedziny nauki oraz liczne krajowe i zagraniczne ośrodki akademickie”. Wprawdzie Nawrocki zastrzegł, że list ten nie przesądza o niezgodności ustawy z konstytucją, „jednak wskazuje, że podnoszone wobec niej zastrzeżenia nie mają charakteru jednostkowego ani wyłącznie środowiskowego”, a „skala i różnorodność zgłaszanych uwag potwierdza, że kwestia zgodności przyjętych rozwiązań ze standardami konstytucyjnymi budzi poważne wątpliwości w różnych grupach społecznych i zawodowych, co dodatkowo uzasadnia potrzebę poddania ustawy kontroli prewencyjnej [...]
Historia {id:6, pr.86}
Odradza się kult Rydza-Śmigłego {id:184462}
Bolesne zderzenie mitu z rzeczywistością Dla ogromnej większości obywateli II Rzeczypospolitej przegranie wojny z Niemcami było szokiem. Po zwycięskiej wojnie z bolszewikami wydawało się, że jesteśmy potęgą militarną, mającą takich sojuszników jak Anglia i Francja. A do tego jest z nami Marszałek Śmigły-Rydz, nasz drogi, dzielny Wódz, Gdy każe, pójdziem z nim najeźdźców tłuc. Nikt nam nie ruszy nic, nikt nam nie zrobi nic, Bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły-Rydz! Te słowa to fragment piosenki kpt. Adama Kowalskiego, żołnierza i legionowego poety „Pieśń o Generale Edwardzie Śmigłym-Rydzu”. Powstała w 1936 r., niezwykle popularna w Wojsku Polskim, śpiewana także w wielu szkołach, w pełni oddaje kult Rydza i nastroje społeczne przed wojną. Na wojnę 1939 r. zawsze będziemy patrzeć przez pryzmat postaci Edwarda Rydza-Śmigłego. W pełni charakteryzuje ona stan i poziom sanacyjnych elit oraz ich odpowiedzialność za II Rzeczypospolitą. Spór o rolę Rydza-Śmigłego w międzywojniu będzie się toczyć pewnie jeszcze długo, bo nie da się uciec od rozpatrywania jego odpowiedzialności za przebieg wojny i przyczyny klęski. Skupię się jednak na innych aspektach jego biografii, w której jest wiele zastanawiających pytań dlaczego... [...]
Silni, zwarci, niegotowi {id:184475}
Rydz-Śmigły pozbawiony był strategicznej myśli przewodniej Edward Rydz-Śmigły, legionista, piłsudczyk, generalny inspektor Sił Zbrojnych, naczelny wódz w kampanii wrześniowej 1939 r. i następca na urzędzie prezydenta RP, był absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie na kierunku malarstwo, studiował też historię sztuki i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz malarstwo w Monachium, Norymberdze i Wiedniu. Wykształcenie wojskowe przyszłego marszałka Polski prezentuje się z kolei mizernie: jednoroczna służba wojskowa w armii austriackiej zakończona uzyskaniem stopnia chorążego oraz kurs oficerski w Związku Strzeleckim. Doświadczenie wojenne w armii austriackiej oraz w Legionach w czasie I wojny światowej, a zwłaszcza dowódcze na stanowiskach taktycznych i operacyjnych w wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920, dokumentowane uzyskiwaniem kolejnych szybkich awansów oficerskich, zapowiadały bardzo dobrego oficera wysokiego szczebla. Z taką też wiarą odniósł się do tej postaci pisarz Juliusz Kaden-Bandrowski w słowach: „Tam gdzie uderza Śmigły, tam musi być wynik dodatni, tam gdzie on gospodaruje, ład”. Naczelnik państwa z kolei pisał o Rydzu-Śmigłym w urzędowej charakterystyce z grudnia 1922 r.: „Pod względem charakteru dowodzenia: silny charakter żołnierza, mocna wola i spokojny, równy opanowany charakter (...), stoi najwyżej pośród generałów polskich. (...) Natomiast [...]
Fałszywa historia, narodowa megalomania {id:184434}
Za analfabetyzm historyczny społeczeństwa odpowiadają państwo i Kościół Sierpniowo-wrześniowy kalendarz patriotyczny co roku wygląda tak samo: najpierw rocznica wybuchu powstania warszawskiego, dwa tygodnie później Święto Wojska Polskiego ustanowione w rocznicę „cudu nad Wisłą”, niedługo potem wspomnienie paktu Ribbentrop-Mołotow, wreszcie rocznice agresji niemieckiej i radzieckiej z 1939 r. Cały ten historyczno-wojenny rytuał nie pozwala Polakom ani na moment zapomnieć rzekomej odwiecznej prawdy, że nasz kraj zawsze leżał między dwiema wrogimi potęgami – Niemcami i Rosją. Rzekomej, ponieważ to powszechne w naszym społeczeństwie przekonanie oparte jest na ignorancji i zakłamaniu. Gigantyczną nieprawdą jest bowiem twierdzenie, że Niemcy zawsze Polsce zagrażali. Przez większość naszej historii nie było wszak jednego państwa niemieckiego, lecz cała mozaika niemieckojęzycznych państw i państewek, których relacje z Polską były bardzo różne, najczęściej przyjazne lub obojętne. Wrogiem okazały się tylko Prusy, ale dopiero w drugiej połowie XVIII w., gdy wzięły udział w rozbiorach Rzeczypospolitej, podobnie jak habsburska Austria. Ta ostatnia przestała istnieć w 1918 r., następcą Prus zaś stały się zjednoczone przez Bismarcka Niemcy, których stosunek do Polaków rzeczywiście był nieprzyjazny. Warto jednak pamiętać, że egzystencjalnym zagrożeniem dla naszego narodu [...]
Opinie {id:9, pr.82}
Amerykańskie uniwersytety kuźnie światowych elit {id:184485}
Potęgę Ameryki według obiegowej symboliki tworzą: Wall Street, Pentagon, Hollywood i Dolina Krzemowa. Na każdy z tych symboli oddziałują z kolei uniwersytety kształcące uczonych, przedsiębiorców, polityków, dyplomatów, wynalazców i ekonomistów. W wielu przypadkach uniwersytety wyznaczają rangę tych, którzy na nich studiują i wykładają. Magnetyzm tych uniwersytetów powodował, że znajdowali w nich miejsce uczeni należący do światowej czołówki intelektualnej. W 1636 r. władze kolonii Massachusetts Bay założyły college (New College), który miał w przyszłości kształcić duchownych. Dwa lata później John Harvard ofiarował im bibliotekę i połowę majątku. Od 1639 r. uczelnia nosi jego nazwisko. Obowiązkiem amerykańskich protestantów było codzienne czytanie Biblii. A to oznaczało, że nie mogli być analfabetami. Dlatego potrzebni byli nauczyciele. Na terenie Stanów Zjednoczonych jak grzyby po deszczu wyrastały zatem uczelnie pedagogiczne. Z czasem przekształcały się w uniwersytety. Jeszcze w XVIII w. autorami wielu wynalazków byli praktycy ze smykałką, ale bez znajomości nauk ścisłych. W 1850 r. Harvard University posiadał już Lawrence Scientific School – wydział kształcący z zakresu matematyki, fizyki i chemii. W 1860 r. powstał Massachusetts Institute of Technology – wiedza na nim zdobyta przyczyniała się [...]
Powstanie: między pamięcią a oceną {id:184496}
Nie mogę powiedzieć, że było warto Do artykułu Roberta Walenciaka „Pytania o rolę mediów” (nr 29/2026) mam drobną uwagę, a do tekstu „Fałszywa pamięć wielkiej klęski” (nr 33/2026) o powstaniu – komentarz. Całkowicie zgadzając się z poglądami autora na funkcje niezależnych mediów, widzę w artykule opis stanu idealnego, który jest nieosiągalny w warunkach rzeczywistych, bo nie da się oddzielić mediów od polityki i środków finansowych, co ogranicza swobodę. Sprawa powstania jest poważniejszej natury. Sam należę do pokolenia ojca red. Walenciaka. W czasie powstania miałem niespełna 14 lat. Życie ocaliła mi gruźlica. Ponieważ byłem nią poważnie zagrożony, wiosną 1939 r. rodzice przenieśli się z Warszawy do Radości, gdzie miał być korzystniejszy klimat. Straciłem przez to kontakt z moją warszawską szkołą. Chociaż wróciliśmy do Warszawy na kilka ostatnich dni lipca 1944 r. – do 11 sierpnia byliśmy na Ochocie – ominęły nas nieszczęścia mieszkańców Woli. Poza drobnym odłamkiem, znalezionym w mojej nodze 40 lat później, nie doznałem innych szkód. Nie da się tego powiedzieć o moich kolegach z warszawskiej szkoły. Z 24 chłopców z mojej klasy, przeważnie 14-letnich, powstanie przeżyło czterech. Inni [...]
Świat {id:3, pr.80}
Pocztówka z… czyli wakacyjna miniszarada {id:184489}
Wbrew stereotypom okres wakacyjny to czas intensywnej pracy akademików. Odbywa się wtedy wiele konferencji, na których obecność jest niemal obowiązkowa. Są one intelektualnie poruszające, ale wiążą się z dużym nakładem pracy. Nie chcę jednak zaprzątać uwagi Czytelników dylematami politycznymi rozpatrywanymi na zjazdach naukowych; kraj, w którym byłem z powodów zawodowych, może też być interesującym celem wakacyjnym. Niniejszy tekst jest zatem moją trzecią pocztówką z wakacji. Trzy lata temu pisałem o Nowym Jorku („Amerykańskie impresje”), rok temu o Seulu („Blisko perfekcji”), a dzisiaj o… Ciekawe, jak szybko Państwo się domyślą. Dodam, że tym razem tekst ma współautorkę, prof. Annę Citkowską-Kimlę. Nastaw czajnik Państwo, które mamy na myśli, należy do rodziny państw europejskich. Od 1 stycznia 1973 r. jest członkiem Unii Europejskiej, należy do strefy euro, co upraszcza życie podróżującemu, jest także w strefie roamingu UE (to niezwykle ważne dla cyfrowego nomady), ale nie należy do strefy Schengen, dlatego warto mieć przy sobie paszport, co usprawni przejście na lotniskach. Historycznie i geograficznie państwo to dzieli się na cztery prowincje (północną, wschodnią, zachodnią i południową). Uwidacznia się to m.in. w symbolice i sporcie. [...]
Szczepionka na radykalizm {id:184498}
Jeśli Hiszpania skręci w prawo, konsekwencje odczuje cała Europa Ostatnio Madryt stawiany jest w absolutnej awangardzie polityki europejskiej. Podczas gdy zdecydowana większość zachodnich gospodarek utknęła w miejscu albo się kurczy, Hiszpania notuje wzrost na poziomie 2,1% PKB w skali roku – to wynik dzisiaj nieosiągalny dla Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Ponadto im bardziej europejski główny nurt, z Ursulą von der Leyen, Mette Frederiksen i Donaldem Tuskiem na czele, skręca w prawo pod względem regulacji migracyjnych i skali deportacji, tym bardziej Pedro Sánchez obiera kurs przeciwny. Niedawno jego rząd podjął decyzję o stworzeniu szybkiej ścieżki legalizacji pobytu, a z czasem nawet uzyskania obywatelstwa, dla pół miliona nielegalnych imigrantów, głównie z krajów Ameryki Łacińskiej. Początkowe szacunki okazały się zresztą zbyt zachowawcze. Osób, które będą w stanie skorzystać z nowych przepisów, może być nawet o jedną trzecią więcej. W dodatku Sánchez, polityk szalenie utalentowany, ale też kochający splendor, nie kryje się ze swoją oryginalnością. Nową politykę migracyjną ogłosił światu esejem na łamach „New York Timesa”. Brama do UE Migracja to oczywiście przykład najjaskrawszy, ale fundamentalnych różnic pomiędzy Madrytem a resztą kontynentu jest znacznie [...]
Jak znikają europejskie rzeki {id:184486}
Dramatycznie niski stan wody powoduje ogromne straty w gospodarkach krajów, przez które przepływa Dunaj „Królowa europejskich rzek”, długa na prawie 3 tys. km, dla dziewięciu krajów i czterech stolic, przez które przepływa, ma ogromne znaczenie nie tylko gospodarcze, ale i symboliczno-patriotyczne. Większość z nas słyszała o słynnym walcu Johanna Straussa syna „Nad pięknym, modrym Dunajem”. Bułgarzy śpiewają o rzece w hymnie narodowym. A rolnicy i sadownicy, których uprawy znajdują się w delcie i na Nizinie Węgierskiej, co roku wyczekują opadów, które podniosą poziom wody w rzece, zapewniając jesienią obfitsze plony. Przez lata intensywne deszcze w Niemczech czy w Austrii były przyczyną powodzi w dolnym biegu Dunaju. Miejscowi wiedzieli jednak, że kiedy powodzie ustąpią, użyźnione gleby obrodzą w najlepsze w Europie owoce i warzywa. Tak było przez stulecia. Ale od kilku tygodni w miejscach, gdzie zazwyczaj nie brakowało opadów, czyli w południowo-zachodnich Niemczech bądź w rejonie przełomu Dunaju, panuje wyjątkowa susza, której towarzyszą rekordowe upały. Dunaju nie zasilają też – jak bywało w przeszłości – liczne jego dopływy. Sawa, prawy dopływ, rzeka o długości zbliżonej do Wisły, wypływa z Alp Julijskich, [...]
Kultura {id:4, pr.76}
Turystyka śladem książek {id:184506}
Pierwsze Rzeki Literatury w Lubuskiem Wystarczy zjechać kilka kilometrów z głównych dróg – mówił Irek Grin, szef zarządu Fundacji Olgi Tokarczuk – żeby zobaczyć skarby. Pierwsza edycja Festiwalu Rzeki Literatury przepłynęła przez Zieloną Górę i takie miejsca jak Bojadła, Zabór, Zatonie, Trzebiechów, Klenica, Łaz, znane lokalnym mieszkańcom. Dla przybyłych na festiwal były jednak odkryciem. Turyści kulturalni nie zawiedli. Rzeki i odnogi spotkań, spacerów, warsztatów Latającego Uniwersytetu Ludowego, rozmów, koncertów zagarnęły tłumy z całej Polski. Ci, którzy od lat planowali przyjazd na Góry Literatury, ale nigdy nie dotarli, teraz dostali swoje Rzeki – bliżej, w Lubuskiem, np. w Klenicy, gdzie pierwsze lata życia spędziła Olga Tokarczuk, a jej rodzice prowadzili kursy Lubuskiego Uniwersytetu Ludowego. „Krótkie życie bomby od początku było marne”, tak zaczyna się fragment nowej powieści Tokarczuk „Świata jest za dużo”, przeczytany przez autorkę na otwarcie festiwalu. „Bomba”, „Dom z dziurą” to fragmenty książki zapowiadanej przez noblistkę jako jej ostatnia. Panie i panowie w czarnych koszulkach z napisem „Ochrona” przy bramie pomiędzy kordegardami pałacu w Bojadłach pracowali od rana do wieczora. Pomocni, uprzejmi, zatrudnieni przy festiwalu u „naszej noblistki”, jak [...]
Niebieska linia przyszłości {id:184507}
Scalić, odkryć na nowo. Poszerzyć granice percepcji Czy można zyskać rozgłos i uznanie świata, naklejając cienką, niebieską taśmę na wszystko, na co tylko się da? Otóż można. Dzięki takiemu właśnie zamysłowi twórczemu, zrodzonemu w 1968 r., jednym z najbardziej znanych dziś na świecie polskich artystów wizualnych stał się Edward Krasiński (1925-2004). W londyńskim muzeum sztuki współczesnej Tate Modern jest jednym z nielicznych naszych rodaków, których dzieła długoterminowo eksponowano w sekcji Performer and Participant. Jego prace prezentowano również w Amsterdamie, Bazylei, Hongkongu, Paryżu czy Wiedniu. Teraz także w Warszawie, w galerii sztuki współczesnej Spectra Art Space, otwarto wystawę poświęconą jego sztuce. Ekspozycja jest wyjątkowa, ponieważ gromadzi dzieła na co dzień rozproszone – pochodzące ze zbiorów Zachęty, Muzeum Sztuki w Łodzi oraz prywatnej kolekcji Fundacji Rodziny Staraków, właścicieli galerii. Przez śnieżnobiałe ściany galerii biegnie poziomo, nieprzerwanie, wąska linia niebieskiej taśmy. To znak rozpoznawczy autora. Niby nic nadzwyczajnego – a jednak na przecięte nią płaszczyzny od razu zaczynamy patrzeć inaczej. Dostrzegamy ich istnienie, a biel zmienia się w pole jakiegoś zdarzenia. Starałem się zrozumieć jego naturę. Sam autor mówił, że dokonuje w ten [...]
Sport {id:323, pr.66}
Hajduk z łupem w Częstochowie {id:184449}
Za mało nas w Europie Czwartkowy paradoks: losy polskiej piłki klubowej ważyły się na stadionie z dykty i paździerza, z udziałem czerwonej latarni Ekstraklasy, drużyny w głębokim kryzysie sportowym. Ani obiekt Rakowa nie może być wizytówką naszej ligi (przypomina raczej minione szczęśliwie czasy sprzed Euro 2012, które zapoczątkowało bum na budowę nowoczesnych obiektów i przebudowę przestarzałych), ani Medaliki w obecnej formie nie są reprezentatywne dla siły naszego futbolu. Pojedynek Częstochowian z Hajdukiem Split był kluczowy, bo Lech i Jagiellonia awans do Ligi Europy zapewniły sobie już w pierwszych meczach, Górnik zaś jechał do Monako na wycieczkę, bez szans w rywalizacji z czołową ekipą Ligue 1. To Raków dźwigał na sobie odpowiedzialność za nasze szanse wejścia do Ligi Mistrzów za dwa lata bez eliminacji, zwłaszcza wobec wieści dobiegających z innych europejskich stadionów. Czechy, Grecja, Norwegia i Dania, kraje, które sensacyjnie wyprzedziliśmy w rankingu UEFA, wprowadziły do jesiennych rozgrywek po cztery zespoły – z naszą dwójką w Lidze Europy nie zdołamy zarobić dość punktów, aby utrzymać swoją pozycję, a jeśli spojrzeć na rangę rywali, każde jesienne zwycięstwo polskiej drużyny w Europie będzie [...]
Obserwacje {id:2282, pr.62}
Pani od zupy {id:184438}
Polka, której nie zapomniała Canberra Przez niemal cztery dekady w każdy piątkowy wieczór pojawiała się w centrum Canberry z wielkimi garnkami gorącej zupy. Czekały na nią setki osób. Dziś w miejscu, gdzie gotowała i rozdawała posiłki, stoi jej pomnik. Historia Stanisławy „Stasi” Dąbrowskiej to opowieść o tym, że czasem wielkie rzeczy zaczynają się od małego gestu – podania komuś talerza z ciepłym jedzeniem. Nie miała wielkiej organizacji, sztabu pracowników ani rozbudowanej kampanii. Miała za to garnki, warzywa i przekonanie, że człowiek, który jest głodny, powinien dostać coś do jedzenia. Stanisława Dąbrowska, Polka, która po II wojnie światowej wyemigrowała do Australii, znalazła swój dom w Canberze. Zaczynała od pracy i wolontariatu w Czerwonym Krzyżu. Z czasem jej pomoc potrzebującym stała się czymś znacznie większym. Co tydzień pani Stasia przygotowywała posiłki dla osób ubogich, bezdomnych, bezrobotnych, tych, których życie prowadziło trudną ścieżką. Z biegiem lat mieszkańcy Canberry zaczęli ją nazywać Soup Kitchen Lady – Panią od zupy. Trudno o trafniejsze określenie. Skala przedsięwzięcia może robić wrażenie: pani Stasia obierała ok. 180 kg warzyw i przygotowywała nawet 100 litrów zupy tygodniowo. Niekiedy z [...]
Handlarze cudów {id:184439}
Bazyliki, święte obrazy to miejsca, przy których doskonale się zarabia Człowiek z ochrony dużego sanktuarium zatruwa mnie wręcz swoimi lękami. Ucieka się nawet do stwierdzenia, że oni są gotowi zabić. „Niech pan zadba o moje bezpieczeństwo”, powtarza setki razy. Chce pozostać anonimowy i mam zatrzeć wszelkie ślady. Dzwoni, pisze esemesy, odzywa się przez aplikację, a potem sam usuwa wiadomości, jakby sprzątał po sobie na bieżąco. „To jest mafia”, mówi. I nie brzmi jak ktoś, kto chce zrobić wrażenie. Raczej jak ktoś, kto próbuje przeżyć. Opowiada mi o cudach rzekomo dziejących się pod jednym z cudownych obrazów. „O ściemie” – powtarza jak mantrę – „bo wszystko tu jest naciągane”. Kiedy proszę o szczegóły, opisuje mechanikę: zakonnicy przyjmują wszystko na słowo, jakieś pojedyncze lepsze wyniki, lepszy dzień chorego, ulgę po lekach – i lepią z tego opowieść o uzdrowieniu, którego nie da się wyjaśnić inaczej niż Bogiem. Podkręcają narrację, bo narracja jest paliwem – bez niej nie ma ruchu, nie ma tłumów, nie ma pieniędzy. A najciekawsze – mówi – nie są cuda. Najciekawsze jest, jak oni tu żyją, bo to jest [...]
Sewilla uczy się żyć z upałem {id:184472}
Dostęp do wody i cienia już wkrótce może być kwestią bezpieczeństwa publicznego O trzeciej po południu Sewilla nie wygląda jak miasto, w którym ktokolwiek powinien mieszkać. Termometr pokazuje ok. 40 st. Kamienne ulice oddają ciepło, powietrze jest suche, a człowiek po kilku minutach zaczyna szukać nie zabytków, lecz cienia. „W cieniu da się wytrzymać”, ktoś mówi. „Przynajmniej nie ma 50 st.”, dopowiada ktoś inny. Te zdania dobrze pokazują stosunek mieszkańców Sewilli do lata. Upał nie jest tutaj zjawiskiem nadzwyczajnym, to element życia. Stolica Andaluzji od dawna uchodzi za jedno z najgorętszych miast Europy – nazywa się ją „patelnią Hiszpanii” i „piekarnikiem iberyjskim”. W letnie popołudnia miasto potrafi opustoszeć. Ludzie wiedzą, że lepiej nie wystawiać się na słońce bez potrzeby. Przez stulecia Sewilla z gorącem walczyła metodami, które dziś brzmią banalnie. Upał niewątpliwie pomagają okiełzać: wąskie ulice, grube mury, dziedzińce, fontanny, drzewa czy markizy. Budynki stoją blisko siebie, dając upragniony cień. W ogródkach restauracyjnych coraz częściej pojawiają się zraszacze, z których w upale wydobywa się delikatna mgiełka wody. Ale klimat zaczyna stawiać przed miastem nowe wymagania. Fale upałów są częstsze i [...]
Notes dyplomatyczny {id:33831, pr.}
Co z tą Kubą? {id:184454}
A teraz parę zdań o tym, że praca dyplomaty nie musi być łatwa ani przyjemna. Otóż jedzie na Kubę nowa szefowa placówki, Dorota Ostrowska-Cobas. I trudno znaleźć w MSZ dyplomatę, który by jej tego wyjazdu zazdrościł. A przecież tak niedaleko jest Kostaryka… Albo Brazylia – Dorota Ostrowska-Cobas pracowała tam kilka lat. Ale nie w ambasadzie RP, lecz w ambasadzie Unii Europejskiej. Pełniła w niej funkcję szefowej sekcji politycznej i prasowej. Teraz więc przychodzi jej dokonać wielkiego przeskoku – z bogatej Brazylii na Kubę, gdzie nie żyje się łatwo nawet dyplomatom. Bo trudno funkcjonować, gdy np. regularnie wyłączany jest prąd. Wiadomo, ambasada dysponuje na taką okazję agregatami prądotwórczymi, ale kłopot polega na tym, że potrzeba do nich paliwa. A z zaopatrzeniem w nie jest krucho – bo od stycznia, czyli od interwencji USA w Wenezueli, tankowce nie zawijają na Kubę. Ropa, benzyna przywożona jest małymi statkami. Ale przecież – powie ktoś – na Kubie są stacje benzynowe dla dyplomatów. Owszem, tak jest, ale nie do końca. Dyplomaci mają swoje przydziały, np. ambasada RP ma 60 litrów paliwa na samochód miesięcznie. I [...]
Od czytelników {id:52, pr.}
Listy od czytelników nr 36/2026 {id:184430}
Co piąty polski student jest na poziomie 10-latka Jak poprawić tę sytuację? Na godzinie wychowawczej powinno się wyjaśniać sens uczenia się na pamięć, podkreślając, że pamięć jest skarbnicą logicznego rozumowania, praktycznego w każdej sytuacji życiowej, i że dogłębna znajomość matematyki, fizyki, chemii i biologii sprzyja rozwiązywaniu problemów życiowych. W procesie dydaktycznym powinno się nakłaniać uczniów do pełnego wypowiadania się na wszystkie tematy ustnie i pisemnie, a ograniczyć sprawdzanie wiedzy za pomocą testów. Powinno się zachęcać uczniów do czytania książek naukowych i popularnonaukowych, bo to rozwija aparaturę pojęciową. A w prasie i telewizji powinno się pokazywać pozytywne wzorce osobowe, a nie patologię. Powinno się też ograniczyć popularyzację rozrywki, seksu i wyzysku. Uczeń, student, a później pracownik powinien się cieszyć wszechstronnym rozwojem. W publicystyce obok krytyki powinny być konstruktywne postulaty. Zbigniew Krzyżanowski Ziemie Odzyskane – sukcesy i niepowodzenia Świat korporacji, kapitał zagraniczny, który ponoć „nie ma narodowości”, rozmontował polski przemysł. Pozbył się realnej i potencjalnej konkurencji. Postawił własne fabryki, które teraz będzie zamykał, bo taniej przenieść produkcję już nie do Chin, tylko do Indii. Kilku kretynów okołoplatformianych będzie udowadniało, że przemysł odziedziczony [...]
Technologie {id:16718, pr.}
Książki na przemiał {id:184448}
Tysiące tytułów znika z antykwariatów. Najpierw trafiają do AI, potem na śmietnik Trwa wyścig o słowa napisane przed erą sztucznej inteligencji. Firmy technologiczne skupują w całej Europie setki tysięcy książek, traktując je jako cenne źródło danych do trenowania kolejnych modeli AI. Zjawisko dotarło już do Polski. Najbardziej pożądane są publikacje sprzed 2022 r., powstałe zanim internet zapełnił się tekstami generowanymi przez duże modele językowe. W tym kryje się ironia naszych czasów: nawet twórcy sztucznej inteligencji uznają dziś, że masowa produkcja treści AI przyczynia się do zaśmiecania języka i obniżania standardów komunikacji. Podejrzany bum antykwaryczny Od kilku miesięcy europejskie antykwariaty i księgarnie z używanymi książkami obserwują nietypowe zjawisko: lawinowo rośnie liczba zamówień składanych przez zagraniczne firmy powiązane z sektorem sztucznej inteligencji. Holenderskie radio BNR informuje, że podobne sygnały napływają z Holandii, Niemiec, Szwajcarii i Hiszpanii. Sprzedawcy są przekonani, że książki wcale nie trafiają do czytelników, kolekcjonerów czy bibliotek. Ich przeznaczeniem ma być tzw. destrukcyjne skanowanie, proces polegający na cyfryzacji treści, po którym egzemplarze trafiają do utylizacji. Ten proceder jest znany od jakiegoś czasu. Najwięksi gracze rynku sztucznej inteligencji skupują hurtowo dziesiątki [...]
Aktualne {id:5660, pr.}
Co z tą Kubą? {id:184454}
A teraz parę zdań o tym, że praca dyplomaty nie musi być łatwa ani przyjemna. Otóż jedzie na Kubę nowa szefowa placówki, Dorota Ostrowska-Cobas. I trudno znaleźć w MSZ dyplomatę, który by jej tego wyjazdu zazdrościł. A przecież tak niedaleko jest Kostaryka… Albo Brazylia – Dorota Ostrowska-Cobas pracowała tam kilka lat. Ale nie w ambasadzie RP, lecz w ambasadzie Unii Europejskiej. Pełniła w niej funkcję szefowej sekcji politycznej i prasowej. Teraz więc przychodzi jej dokonać wielkiego przeskoku – z bogatej Brazylii na Kubę, gdzie nie żyje się łatwo nawet dyplomatom. Bo trudno funkcjonować, gdy np. regularnie wyłączany jest prąd. Wiadomo, ambasada dysponuje na taką okazję agregatami prądotwórczymi, ale kłopot polega na tym, że potrzeba do nich paliwa. A z zaopatrzeniem w nie jest krucho – bo od stycznia, czyli od interwencji USA w Wenezueli, tankowce nie zawijają na Kubę. Ropa, benzyna przywożona jest małymi statkami. Ale przecież – powie ktoś – na Kubie są stacje benzynowe dla dyplomatów. Owszem, tak jest, ale nie do końca. Dyplomaci mają swoje przydziały, np. ambasada RP ma 60 litrów paliwa na samochód miesięcznie. I [...]
Listy od czytelników nr 36/2026 {id:184430}
Co piąty polski student jest na poziomie 10-latka Jak poprawić tę sytuację? Na godzinie wychowawczej powinno się wyjaśniać sens uczenia się na pamięć, podkreślając, że pamięć jest skarbnicą logicznego rozumowania, praktycznego w każdej sytuacji życiowej, i że dogłębna znajomość matematyki, fizyki, chemii i biologii sprzyja rozwiązywaniu problemów życiowych. W procesie dydaktycznym powinno się nakłaniać uczniów do pełnego wypowiadania się na wszystkie tematy ustnie i pisemnie, a ograniczyć sprawdzanie wiedzy za pomocą testów. Powinno się zachęcać uczniów do czytania książek naukowych i popularnonaukowych, bo to rozwija aparaturę pojęciową. A w prasie i telewizji powinno się pokazywać pozytywne wzorce osobowe, a nie patologię. Powinno się też ograniczyć popularyzację rozrywki, seksu i wyzysku. Uczeń, student, a później pracownik powinien się cieszyć wszechstronnym rozwojem. W publicystyce obok krytyki powinny być konstruktywne postulaty. Zbigniew Krzyżanowski Ziemie Odzyskane – sukcesy i niepowodzenia Świat korporacji, kapitał zagraniczny, który ponoć „nie ma narodowości”, rozmontował polski przemysł. Pozbył się realnej i potencjalnej konkurencji. Postawił własne fabryki, które teraz będzie zamykał, bo taniej przenieść produkcję już nie do Chin, tylko do Indii. Kilku kretynów okołoplatformianych będzie udowadniało, że przemysł odziedziczony [...]
Furiat w koloratce {id:184510}
Do ponurej listy kierowców uciekających przed policją dołączył kolejny duchowny. Proboszcza parafii św. Jana Chrzciciela w Uhrusku ścigała policja w dwóch powiatach: chełmskim i włodawskim. Wcześniej proboszcz Wojciech Gawałko, kierując Nissanem, dał popalić innym kierowcom. Ciężarówkę Scania zepchnął na pobocze i uszkodził. Inni dzwonili na policję, że jakiś wariat jedzie na czołówkę. Zatrzymany do kontroli trafił do szpitala. Jeszcze nie wiadomo, co brał, że tak szalał. Parafianie go nie cierpią, a kuria siedlecka nie reaguje.
Niedouczony doktor N. {id:184511}
To nie plotka. Lud widzi, że Nawrocki jest marnym historykiem. Na ten wizerunek pracuje tak wytrwale, że autorzy memów powinni mu ufundować paczkę snusów. Jest leniwy. Nie lubi czytać. Nie chciało mu się nawet porządnie przygotować na święto 15 Sierpnia. W przemówieniu bredził, że „na sztandarach Wojska Polskiego od wieków wypisane jest: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Skoro Nawrocki ma najdroższą w historii kancelarię, to może by mu ktoś napisał ściągę. Bo to, co mówił, wygląda na teksty Andruszkiewicza. Tego, który ma prokuratorskie zarzuty fałszerstw. Zajęty wetami Nawrocki nie sprawdził, że po 1918 r. na sztandarach było wyłącznie: „Honor i Ojczyzna”, a wcześniej nie była to nawet oficjalna dewiza umieszczana na sztandarach. Bóg wprowadzony został dopiero w 1943 r. z inicjatywy gen. Sosnkowskiego. Doktorze Nawrocki, czytanie naprawdę nie boli.
Dlaczego tylu Europejczyków zachwyca się Polską? {id:184504}
Dr Krzysztof Dębiec, zastępca kierownika Zespołu Środkowoeuropejskiego Ośrodka Studiów Wschodnich Czesi i Słowacy dostrzegają polski rozwój gospodarczy. Kontrastuje on z pokutującym przez dekady wizerunkiem naszego kraju jako położonego cywilizacyjnie raczej na Wschodzie niż, jak sugeruje geografia, na Północy. Nasz sukces staje się dla nich punktem odniesienia, chętnie wykorzystywanym w dyskusjach do rozliczania własnych polityków. Poprawiająca się infrastruktura transportowa ułatwiła Czechom i Słowakom odkrywanie Polski. Turyści zza naszej południowej granicy przekazują najczęściej pozytywne recenzje z pobytów nad Bałtykiem, zachęcając rodaków do odwiedzin. Kolejne fale suszy pozwalają im bardziej docenić nieco chłodniejsze niż Adriatyk morze, a rosnące w Chorwacji ceny są dodatkowym argumentem, aby brać pod uwagę nowy kierunek wojaży. Paweł Moras, wiceprezes Polskiej Organizacji Turystycznej Najkrócej mógłbym odpowiedzieć naszym hasłem: „Bo Polska to więcej, niż myślisz”. Zainteresowanie ofertą turystyczną w Polsce stale bije rekordy: czerwiec przyniósł ok. 5% wzrostu liczby gości z zagranicy w porównaniu z rokiem ubiegłym. Europejczycy odkrywają
Pytanie Tygodnia {id:591, pr.}
Dlaczego tylu Europejczyków zachwyca się Polską? {id:184504}
Dr Krzysztof Dębiec, zastępca kierownika Zespołu Środkowoeuropejskiego Ośrodka Studiów Wschodnich Czesi i Słowacy dostrzegają polski rozwój gospodarczy. Kontrastuje on z pokutującym przez dekady wizerunkiem naszego kraju jako położonego cywilizacyjnie raczej na Wschodzie niż, jak sugeruje geografia, na Północy. Nasz sukces staje się dla nich punktem odniesienia, chętnie wykorzystywanym w dyskusjach do rozliczania własnych polityków. Poprawiająca się infrastruktura transportowa ułatwiła Czechom i Słowakom odkrywanie Polski. Turyści zza naszej południowej granicy przekazują najczęściej pozytywne recenzje z pobytów nad Bałtykiem, zachęcając rodaków do odwiedzin. Kolejne fale suszy pozwalają im bardziej docenić nieco chłodniejsze niż Adriatyk morze, a rosnące w Chorwacji ceny są dodatkowym argumentem, aby brać pod uwagę nowy kierunek wojaży. Paweł Moras, wiceprezes Polskiej Organizacji Turystycznej Najkrócej mógłbym odpowiedzieć naszym hasłem: „Bo Polska to więcej, niż myślisz”. Zainteresowanie ofertą turystyczną w Polsce stale bije rekordy: czerwiec przyniósł ok. 5% wzrostu liczby gości z zagranicy w porównaniu z rokiem ubiegłym. Europejczycy odkrywają
Wywiady {id:2, pr.}
Kustosz kresowej pamięci {id:184457}
Napisałem 23 tomy sagi kresowej. Piszę dalej… Prof. Stanisław Sławomir Nicieja – historyk biografista, autor monumentalnego, dotychczas 23-tomowego cyklu „Kresowa Atlantyda”. Pisze pan kolejne tomy „Kresowej Atlantydy”? – Tak, piszę rytmicznie. Przez ostatnie dwa letnie miesiące napisałem prawie połowę 24. tomu. Miastem wiodącym będzie Nowogródek i w tym rozdziale mierzę się z największym mitem i legendą polskiej literatury, a nawet historii Polski – fenomenem Adama Mickiewicza. To nie było proste. O Mickiewiczu napisano tysiące artykułów, jest sto różnych biografii. Jak powiedzieć coś oryginalnego na dziesięciu stronach? Sądzę, że znalazłem klucz! I piszę dalej. Póki oczy dają radę. Dlaczego oczy? – Bo przy tym, co robię, trzeba dużo czytać. Trzeba ściągać rzadkie rzeczy. To jest główna siła moich książek, że wyciągam opowieści z rodzinnych archiwów oraz rodzinnych samizdatów i wprowadzam je do kolejnych tomów. W swoim domu na wsi, gdzie głównie pracuję, mam w zbiorach, w bibliotece, ok. 7 tys. książek, które wydały rodziny. Czasem książka została wydana w 12 egzemplarzach, czasem w 50. Lekarz, adwokat, notariusz, inżynier na emeryturze czy rolnik pisze historię swojej rodziny, chce ją zostawić wnukom. Czasem [...]
Przebłyski {id:19, pr.}
Furiat w koloratce {id:184510}
Do ponurej listy kierowców uciekających przed policją dołączył kolejny duchowny. Proboszcza parafii św. Jana Chrzciciela w Uhrusku ścigała policja w dwóch powiatach: chełmskim i włodawskim. Wcześniej proboszcz Wojciech Gawałko, kierując Nissanem, dał popalić innym kierowcom. Ciężarówkę Scania zepchnął na pobocze i uszkodził. Inni dzwonili na policję, że jakiś wariat jedzie na czołówkę. Zatrzymany do kontroli trafił do szpitala. Jeszcze nie wiadomo, co brał, że tak szalał. Parafianie go nie cierpią, a kuria siedlecka nie reaguje.
Niedouczony doktor N. {id:184511}
To nie plotka. Lud widzi, że Nawrocki jest marnym historykiem. Na ten wizerunek pracuje tak wytrwale, że autorzy memów powinni mu ufundować paczkę snusów. Jest leniwy. Nie lubi czytać. Nie chciało mu się nawet porządnie przygotować na święto 15 Sierpnia. W przemówieniu bredził, że „na sztandarach Wojska Polskiego od wieków wypisane jest: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Skoro Nawrocki ma najdroższą w historii kancelarię, to może by mu ktoś napisał ściągę. Bo to, co mówił, wygląda na teksty Andruszkiewicza. Tego, który ma prokuratorskie zarzuty fałszerstw. Zajęty wetami Nawrocki nie sprawdził, że po 1918 r. na sztandarach było wyłącznie: „Honor i Ojczyzna”, a wcześniej nie była to nawet oficjalna dewiza umieszczana na sztandarach. Bóg wprowadzony został dopiero w 1943 r. z inicjatywy gen. Sosnkowskiego. Doktorze Nawrocki, czytanie naprawdę nie boli.
Zamknij oknoCzekaj, trwa ładowanie!
To może potrwać sekundę lub dwie.























