Wyścig po indeks

Najbardziej oblegane są informatyka, socjologia, psychologia, marketing i zarządzanie oraz ekonomia

Przełom czerwca i lipca to czas egzaminów wstępnych na studia wyższe. Nic więc dziwnego, że uczelnie przeżywają prawdziwe oblężenie. Chociaż nie ma jeszcze oficjalnych danych, to na podstawie ubiegłorocznych można szacować, że do walki o indeks przystąpią dziesiątki tysięcy absolwentów szkół średnich. W tym roku największą popularnością cieszą się informatyka, socjologia, psychologia, marketing i zarządzanie oraz ekonomia. Na tych kierunkach o jedno miejsce ubiega się ok. 20 osób. Tylko najlepsi przejdą egzaminacyjne sito.
Marta Małecka przyjechała na egzamin z Nowego Dworu Mazowieckiego. Aby dostać się na ekonomię na UW, musi pokonać 15 osób. Jak ocena swoje szanse? – Daję sobie 60%. Konkurencja jest duża, więc może być bardzo różnie. Podchodzę jednak do tego spokojnie i prawie w ogóle się nie denerwuję. O wszystkim i tak zadecyduje piątkowy egzamin z matematyki, po którym odpadną najsłabsi. Dlaczego wybrała ekonomię? – Uczelnia jest bardzo dobra, cieszy się renomą, a i kierunek gwarantuje w zasadzie znalezienie dobrej pracy – mówi Marta. Również i w tym roku wiele osób złożyło swoje dokumenty na kilka uczelni, nierzadko w różnych miastach Polski.
Artur, Wojtek i Michał przyjechali do Warszawy z Białegostoku. Razem uczęszczali do tej samej klasy LO. Mają nadzieję, że wspólnie będą też studiować. – Nie jest to nasz pierwszy ani ostatni egzamin. W tym roku mamy prawdziwy maraton – mówią z uśmiechem. Dzisiaj zdajemy na ekonomię, przed nami jeszcze egzaminy na SGH i w Białymstoku. Każdy z nas złożył bowiem papiery na kilka uczelni – mówi Wojtek. Jak twierdzą, do egzaminów przygotowali się sami. – W ogóle się nie denerwujemy, nie wierzy pan? Proszę spojrzeć na kolegę, nawet nie ma gajerka – zauważa Michał. – Ubiór liczy się przede wszystkim na egzaminie ustnym, bo tam trzeba zrobić dobre wrażenie. Testy są kodowane, więc nie ma to żadnego znaczenia – dodaje Artur.
Większość zdających potwornie się denerwuje. – Nie ma się co dziwić, przecież te egzaminy w jakimś sensie wpływają na naszą przyszłość. Jeżeli się nie dostanę, rok mam z głowy – mówi Jacek. Niespokojni są też rodzice, którzy oczekują pod salami egzaminacyjnymi. – Denerwuję się chyba bardziej niż przed kilkunastoma laty, kiedy sama zdawałam na studia – mówi pani Katarzyna, która przyjechała dopingować córkę. – Najgorsze jest to, że taka atmosfera będzie w zasadzie do dnia, w którym poznamy wyniki.
Wszystkim kandydatom życzymy pozytywnego zdania egzaminu i dostania się na wymarzony kierunek studiów.

TS

 

Wydanie: 26/2002

Kategorie: Oświata

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy