Zapamiętaj to, Talar!

Zapamiętaj to, Talar!

O swojej pierwszej dyrekcji w Częstochowie mówi pan: „Tu było najtrudniej i najszlachetniej”.

– Moja praca zawsze polegała na tym, że spotykałem się z ludźmi, z którymi chciałem pracować. Chodzi o wspólne emocje, język i cel, poczucie sensu tego, co się robi. Wielu ludzi mnie tego nauczyło, nigdy nie miałem jednego artystycznego guru. Kiedy zaczynałem pracę w bielskim teatrze, szefem brygady sceny był wymagający Tadeusz Kochański. Miałem wiele obowiązków, np. pomagałem aktorom zdejmować buty. Każdy je szanował, używał tylko w roli, nigdy prywatnie poza sceną.

To stary obyczaj teatralny – szacunek dla sceny i każdego rekwizytu.

– Przedmioty i takie miejsca teatralne jak sznurownia w teatrze w Częstochowie czy Stalarnia są dla mnie ważne. Pewnego razu, jako młody pracownik techniczny sceny, zostałem sam na całą noc w teatrze. Nie zrobiłem tego umyślnie. Bardzo głodny (skończyły mi się kanapki od mamy) poszedłem do sklepu i kupiłem trochę ogórków. To był mój główny posiłek tego dnia. Usiadłem na chwilę na pustej, ciemnej widowni i zmorzył mnie sen. Kiedy się obudziłem, nikogo już nie było w budynku. Ten czas spędzony sam na sam ze sobą i ze sceną utwierdził mnie w moich decyzjach.

Zacytuję kwestię z „Wesela”: „Pan poeta”. Ale i despota?

– Albo hierarchia, albo anarchia. Dobrze mi zrobił czas, kiedy terminowałem w teatrze od podstaw. Obserwowałem aktorów – lubiłem na nich patrzeć także podczas charakteryzacji. Prawdziwy mistrz tej sztuki Ryszard Paluch nie nakładał charakteryzacji – on tworzył charaktery, to była praca artystyczna najwyższego lotu. Pracował przy otwartych drzwiach, bardzo lubiłem przypatrywać się jego robocie. Miało to inny wpływ na mnie, niż można przypuszczać – nigdy potem nie stosowałem sztucznych nosów, peruk, zmian w wyglądzie. Kiedy tak zaglądałem na scenę i do garderób, w końcu zwróciłem na siebie uwagę. Jeden z aktorów, pierwszy amant w zespole, zaczepił mnie: „A cóż ty, chłopcze, tak tu zaglądasz do nas, aktorów?”. To mnie zawstydziło, ale nie powstrzymało. W końcu jako adept zacząłem uczestniczyć w przedstawieniach i Ryszard Paluch też charakteryzował mnie przed wejściem na scenę.

Co na to ów pierwszy amant?

– Opowiem za pomocą rekwizytu – butów, które jako techniczny zdejmowałem aktorom. Nosiłem wtedy tenisówki, tzw. meszty. Jako adept kupiłem buty na najgrubszej podeszwie i najwyższym obcasie, a ze środka nie wystawała mi słoma, ale wkładki z gazety. Na moim lustrze w garderobie pojawił się wtedy rysunek buta wykonany ręką pierwszego amanta. Na grubej podeszwie i z wyolbrzymionym obcasem. Tak po raz pierwszy w teatrze sprowokowałem aktora do reakcji i dialogu.

Jak wyglądało pasowanie na aktora?

– Dyrektor Mieczysław Górkiewicz obserwował mnie i… zagrałem rólkę Schufterle w „Zbójcach”. Po premierze otrzymałem od niego program z dedykacją: „Henrykowi Talarowi, który wraz z dzieckiem wrzucił do ognia amatorstwo, i został Aktorem”. Mam tę pamiątkę do dziś. Wtedy do Bielska-Białej zawitała Mieczysława Ćwiklińska, obejrzała nasz spektakl i spotkała się z zespołem. Siedziała w fotelu ustawionym pośrodku sceny, a my staliśmy wokół niej. Na pytanie pierwszego amanta, czy ktoś zwrócił jej uwagę, pani Mieczysława odparła po dłuższej pauzie: „Podobał mi się ten młody aktor, który zagrał Schufterle”. Wiele to dla mnie znaczyło tuż po nieudanym egzaminie do PWST.

A co na to rodzina?

– W domu nikt nie wierzył w moje pomysły. „Jaki teatr?”, powtarzał ojciec. Mama martwiła się po cichu. Ale ja nie miałem zamiaru zrezygnować. Zdawałem ponownie i tym razem dostałem się na wydział aktorski PWST w Krakowie. Nie wszystko szło idealnie. Zachorowałem pod koniec pierwszego semestru, kiedy następuje ostateczna decyzja, czy kandydat na aktora powinien być dalej kształcony. Przyszedł do mnie opiekun roku, znany krakowski aktor Roman Stankiewicz, i zabronił wstawać. Powiedział, że zostaję na roku, ale oceny będę miał obniżone o cały stopień. W indeksie miałem same czwórki. Bardzo mi to dodało wiary w siebie.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 4/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy