Afera Siemieńca w przededniu europejskiego startu polskich klubów
Pomimo młodego wieku 34-letni Adrian Siemieniec jest uznawany za jednego z najlepszych polskich szkoleniowców. Ma za sobą nadzwyczaj udany początek kariery trenerskiej – wiosną 2023 r. przejął słabującą Jagiellonię i uratował ją przed degradacją, by już w następnym sezonie zdobyć z nią tytuł mistrzowski, a w kolejnych dwóch zająć miejsce na podium. Za każdym razem także wprowadzał klub do fazy ligowej europejskich rozgrywek. Powszechnie sądzi się, że w najbliższym czasie dostanie propozycję z topowej ligi europejskiej i może sobie w niej poradzić – o ile wcześniej nie zostanie mu powierzona piecza nad kadrą narodową.
Tymczasem w ostatnich dniach stał się negatywnym bohaterem afery, o której huczy całe polskie środowisko piłkarskie. O co w ogóle poszło? Dziennikarze śledczy Wirtualnej Polski dogrzebali się informacji o sytuacji bardzo wątpliwej etycznie i szczególnie ryzykownej w kontekście oczyszczania ligowej piłki z nieczystości po aferach korupcyjnych sprzed dekad (smród nie ulega przedawnieniu).
W maju, dwie kolejki przed finałem rozgrywek, walcząca o jak najwyższe miejsce Jagiellonia miała aż ośmiu zawodników zagrożonych karną pauzą w razie otrzymania kolejnej żółtej kartki. Sytuacja niecodzienna, niefortunna, trener martwił się o tzw. głupie żółtka i za wszelką cenę chciał uniknąć osłabienia przed ostatnim meczem. W trosce o to zdecydował się skonsultować z doświadczonym arbitrem. Wysłał mu wiadomość następującej treści: „Witam Panie Sędzio. Paweł [Raczkowski] dzisiaj Nam sędziuje, nie wiem jak podejść do tego tematu. Chce po prostu żeby z Nami w tym temacie współpracował. Jeżeli nie będzie wyjść i kartka się należy to oczywiście mi nic do tego, ale jeżeli może poczekać i Nas uprzedzić że ktoś jest blisko to będę mógł zareagować. Mamy finał sezonu u siebie. Chodzi mi o branie tego pod uwagę i pewną rozwagę. Czasami sa sytuacje ze ktos jest pol na pol, albo pracuje na kartkę” (pisownia oryginalna).
Sędzia Wójcik zasugerował mu, żeby pogadać w tej sprawie przed meczem z samym sędzią Raczkowskim, poinformował również o tej sprawie wyznaczonego arbitra. Siemieniec zgodnie z instrukcją podszedł do sędziego przed meczem, ale ten rozmowy odmówił. Żaden zagrożony kartki w meczu nie dostał, ale też sobie na nią w żaden sposób nie zasłużył. Pojawiły się jednak wątpliwości, czy to wyłącznie w wyniku zbiegu okoliczności. Koniec afery.
Młody trener na chwilę zgłupiał, pozwolił sobie na bardzo niefortunne, a nawet naganne sugerowanie arbitrowi „współpracy”, ale doświadczony sędzia zachował zimną krew. Występek wszakże się dokonał, trener Jagielloni wkroczył na kruchy lód, bo wszelkie przedmeczowe naciski na arbitrów, lub choćby próby wywierania nacisku, są absolutnie zabronione. O przestępstwie jednakowoż mówić nie można, samą akcję SMS-ową należy przypisać raczej brakowi obycia w kwestiach regulaminowych niż wyrachowanej próbie działań korupcyjnych.
Niestety, dziennikarze śledczy wydali medialny wyrok, pisząc wprost o „sportowej zbrodni, chęci wymuszenia nieczystej gry i nieuczciwej przewagi swojej drużyny nad rywalami”. I ja tracę do nich sympatię, bo sobie myślę, że dziennikarstwo śledcze powinno raczej polegać









