Zycie już dziękujemy

Zycie już dziękujemy

W PO już mówią, że następnym do odstrzału po Zycie Gilowskiej będzie Donald Tusk

Na nic się nie zdały nawoływania: „Donald, bracie”. Gdy siostrze Zycie powinęła się noga, „rodzina” się za nią nie ujęła.
O tym, że prof. Gilowska, do niedawna wiceprzewodnicząca PO, zatrudniała w swym biurze poselskim synową, wiedziało od dawna całe kierownictwo PO. Nie przeszkadza im to teraz głośno oburzać się na nepotyzm koleżanki. Sama posłanka nie robiła z tego szczególnej tajemnicy. W 2003 r. w „Sukcesie” mówiła: „Paweł należy do PO. Niedawno się ożenił z Anią, też prawnikiem, która jest dyrektorem mojego biura poselskiego. Tam się poznali”.
Na początku kadencji Gilowska zapytała ówczesnego szefa, Macieja Płażynskiego, czy może zatrudnić jako asystenta syna. Ten ponoć stwierdził, że jest to praktyka powszechna wśród parlamentarzystów i że prawnie nie jest to zabronione.
Skoro wszyscy o tym wiedzieli i akceptowali, skąd teraz ta afera? I dlaczego nie słychać słów nagany, że Gilowska chciała przeforsować kandydaturę syna na pierwsze miejsce na liście wyborczej do Sejmu? Trudno oprzeć się wrażeniu, że nie o podwyższanie standardów tu chodzi, lecz o głowę niewygodnej liderki.
– Było ustalone z Tuskiem, że sprawa zostanie załatwiona łagodnie, ale nagle zaczął na niego naciskać Rokita. Powiedział Donaldowi, że albo on zrobi pokazówkę, albo Zyta sama publicznie się ukorzy. Straszył Tuska, że jeśli będzie za mało stanowczy, to wyciągną mu to podczas kampanii wyborczej – odsłania kulisy sprawy jeden z posłów PO.
A drugi dodaje: – Na zarządzie partii Rokita zastraszył ludzi, mówiąc, że jeśli ktoś nie zagłosuje za oddaniem sprawy do sądu koleżeńskiego, to będzie oznaczało, że jest zwolennikiem nepotyzmu.
Gilowska przykuła uwagę mediów już na początku kadencji Sejmu, „Polityka” ogłosiła ją nawet Posłem Roku. Kiedy z Platformy odszedł Płażyński, dołączyła do kierownictwa. Jeszcze w 2002 r. Rokita zachwalał: „Zyta to człowiek starych zasad, kierujący się przyzwoitością i honorem. Zawsze lojalny”.
Do połowy 2004 r. była pewniakiem na ministra finansów. Pojawiły się pogłoski, że byłaby świetnym szefem partii. Ale jej popularność najwyraźniej zaczęła drażnić kolegów. Na początek Jan Rokita odsunął ją od opracowywania programu Platformy i powierzył to zadanie własnemu konsultantowi. Tusk i Rokita ściągnęli też do PO Hannę Gronkiewicz-Waltz. Dostała zadanie oczyszczenia warszawskich struktur PO z ludzi Piskorskiego i – jak mówiono nieoficjalnie – z Zyty Gilowskiej. Była prezes NBP stała się też główną kandydatką na szefa resortu finansów.
Teraz posłowie PO obstają, że następnym do odstrzału będzie Donald Tusk. Kiedy przegra wybory, będzie to powód do rozliczeń. W Platformie zauważają też kąśliwie, że niedługo będzie mogła powstać Platforma bis. – Poza partią jest już dwóch tenorów i wiceprzewodnicząca. A ludzie są podzieleni. Nie wszystkim takie działania się podobają, tym bardziej że temu, kto to robi, też można zarzucić promowanie żony – mówią.
Zyta Gilowska i Jan Rokita byli nazywani bullterierami, bo sprawnie zagryzali przeciwników PO. Teraz najwyraźniej jeden bullterier zagryzł drugiego.
JT

 

Wydanie: 22/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy