Literacki Parnas 2004

Literacki Parnas 2004

Najbardziej prestiżowe nagrody literackie przypadły autorem skandalizujących powieści

Jestem mile zaskoczony. Od lat słyszę o schyłku tradycyjnej narracji, o śmierci powieści, a tymczasem mijający rok pokazał, że na całym świecie powieść przeżywa renesans – powiedział John Updike, laureat prestiżowej nagrody amerykańskiej, Faulkner Award. Jeszcze bardziej zdziwiony był Laurent Gaudé, autor osadzonej w tradycji sagi rodzinnej, która dostała najważniejszą nagrodę francuską – Nagrodę Goncourtów. Książka stała się bestsellerem jeszcze przed werdyktem Akademii Goncourtów, co jeden z jurorów skomentował: – To dobry znak, że ludzie wracają do grubych powieści. Analitycy czytelnictwa mówią od lat, że preferowane są książki coraz cieńsze, że prosty przekaz elektroniczny wypiera tradycyjną książkę. Jakże się cieszę, że się mylą.

Prestiż i pieniądze

Każdy kraj ma swoje nagrody literackie. Szacuje się, że co roku na świecie przyznaje się ich ponad 10 tys. Jednak największe pożądanie budzi tylko kilka nagród – głównie tych, którym towarzyszą duży rozgłos międzynarodowy i jeszcze większe pieniądze.
Wyjątkiem jest francuska Nagroda Goncourtów (Prix Goncourt), której zwycięzca otrzymuje symboliczne 10 euro. Jednak wkrótce i tak staje się milionerem, bo sprzedaż nagrodzonej książki błyskawicznie wzrasta, nawet o 1000%, i dochodzi nieraz do 2 mln egzemplarzy. Jest to najstarsza narodowa nagroda literacka na świecie, wręczana dorocznie w grudniu za najwybitniejszą powieść francuską. Przyznaje ją dziesięcioosobowa Akademia Goncourtów (powstała w 1903 r. jako instytucja publiczna) ze schedy obu wielkich pisarzy francuskich, Edmonda i Jules’a.
Tegorocznym jej laureatem został 32-letni Laurent Gaudé, autor książki „Le Soleil des Scorta” („Słońce rodziny Scortów”). Jest to wielka powieść epicka, saga włoskiego rodu Scortów, z mocno rozbudowanymi wątkami miłosnymi i sensacyjnymi, pełna namiętności, ale też odwołująca się do historii.
Chociaż we Francji przyznaje się ponad 1100 nagród literackich, których laureaci dostają znacznie więcej niż 10 euro, każdy pisarz francuski i każdy wydawca marzy o Goncourcie. Pewnie dlatego co roku ta nagroda wywołuje spory i kłótnie. Atmosferę jej towarzyszącą opisał rok temu Igor Gran w satyrycznej powieści „Truoc-Nog” (Goncourt czytane wspak). Jej bohater, młody pisarz, zostaje nominowany do nagrody, ale zamiast się cieszyć, panikuje, bo wszyscy mówią, że dostanie ją tradycyjnie najgorsza książka roku.
Pretensje Grana do Nagrody Goncourtów podziela znaczna część pisarzy i branży wydawniczej. Akademikom zarzuca się dwie rzeczy. Po pierwsze, osobiste powiązania z wielkimi oficynami i przyznawanie nagród z klucza wydawniczego. Po drugie, konserwatywny gust. Akademicy są wybierani dożywotnio, większość z nich to staruszkowie, nierozumiejący nowoczesnej prozy. Poza tym są nazywani antyfeministami, gdyż przez sto lat nagrodzili tylko dziewięć kobiet, co nie zjednuje im sympatii w postępowej Francji.

Booker za powieść gejowską

Podobnych zarzutów nie można postawić jurorom najważniejszej nagrody brytyjskiej – Booker Prize. Po pierwsze, skład jury zmienia się z roku na rok, co wyklucza, a przynajmniej bardzo ogranicza jego interesowność. Po drugie, inny jest gust i światopogląd jurorów, których trudno uważać za konserwatystów. W tym roku bowiem najwyższym laurem literackim uhonorowali powieść gejowską „The Line of Beauty” („Linia piękna”) 50-letniego Alana Hollinghursta. I choć to autor znany i ceniony od dawna (debiutował w 1988 r. powieścią „Klub Koryncki”, uznaną na najbardziej błyskotliwy debiut roku), a jego najnowsza książka zebrała świetne recenzje, nagrodzenie jej prestiżowym Bookerem uznano w Anglii za „skandal w oczach świata”. Oburzeni krytycy zwracają uwagę nie na walory artystyczne i intelektualne „The Line of Beauty”, ale na to, że jej bohaterem jest młody homoseksualista, i to jawny, nie zakamuflowany jak np. u Prousta czy Manna. Powieść nazwali „mocno erotyczną”, „prawie pornograficzną”, gdyż opisuje miłość i seks między mężczyznami (na tle epoki tchatcheryzmu lat 80.). Po ogłoszeniu werdyktu konserwatywne gazety kłuły w oczy tytułami: „Aplauz dla skandalu”, „Prowokacja ratunkiem dla powieści”, „Booker 2004 – zwiastun czy symbol rewolucji obyczajowej”, „Pierwszy w historii Booker dla gejów”.
Brytyjczycy przywiązują ogromną wagę do swojego Bookera. Nagroda jest przyznawana co roku za powieść autorów brytyjskich, irlandzkich, z byłych kolonii i krajów Wspólnoty Brytyjskiej (musi być napisana po angielsku). Ustanowiono ją w 1968 r., a fundatorzy – firma Booker McConnel i Stowarzyszenie Wydawców – wzorowali się na francuskiej Nagrodzie Goncourtów. Z tą różnicą, że zamiast symbolicznej kwoty kilku euro zwycięzca otrzymuje pokaźny czek – w tym roku na 50 tys. funtów.

Niemcy nieco w cieniu

Z Bookerem i Goncourtami nie może się równać żadna inna nagroda europejska. Znacznie niżej od nich lokuje się niemiecka Nagroda Georga Büchnera, (nazwana imieniem słynnego dramaturga, autora „Woyzecka”), przyznawana od 1923 r. autorom niemieckojęzycznym przez Niemiecką Akademię Języka i Poezji w Darmstadzie. Nie za konkretny utwór, jak Booker i Goncourty, lecz za całokształt twórczości. W tym roku odebrał ją 61-letni Wilhelm Genazino (wraz z czekiem na 40 tys. euro), u nas prawie nieznany, w Niemczech porównywany z Kafką. Bohaterem jego najbardziej znanego dzieła, trylogii „Abschaffel”, jest neurotyczny urzędnik, zagubiony w anonimowym i wrogim świecie biurokracji.
W krajach niemieckojęzycznych dużą wagę mają również dwie inne niemieckie nagrody – Nagroda Księgarzy, ogłaszana na Targach Książki we Frankfurcie, oraz Nagroda im. Herdera. Obie gwarantują zwiększenie nakładu, pomnożenie zysku i przynoszą zaszczyt autorowi, ale w świecie poza branżą wydawniczą mało kto o nich słyszał.
Podobnie jak o polskiej Nagrodzie Literackiej Nike, która w tym roku przypadła znakomitej powieści Wojciecha Kuczoka „Gnój”. Napisano już o niej w Polsce setki recenzji, a nawet nakręcono film. I choć towarzyszył jej czek na „światowym poziomie” (100 tys. zł), nie jest traktowana w świecie jako trampolina ani do Nobla, ani do Hollywood. A tego, między innymi, oczekują laureaci Bookera, Goncourtów czy Büchnera.

Droga do Hollywood

Książki laureatki prestiżowych nagród przyciągają uwagę producentów filmowych i często stają się podstawą adaptacji. Czasem nawet, jak uhonorowane Bookerem „Angielski pacjent” czy „Lista Schindlera” stają się światowymi hitami. Jednak prostsza droga na ekran wiedzie przez amerykańskie trofea literackie.
Najbardziej znana i rozreklamowana to Nagroda Pulitzera, przyznawana w kilku kategoriach: za osiągnięcia w literaturze, dziennikarstwie, teatrze i muzyce. Jest wręczana od 1917 r., pieniądze pochodzą z funduszy pozostawionych przez dziennikarza i wydawcę prasowego, Josepha Pulitzera (który wraz z W.R. Randolphem zainicjował tzw. żółtą prasę, tj. bulwarowe, pełne sensacji wielonakładowe dzienniki).
Tegorocznym zdobywcą literackiego Pulitzera (10 tys. dol.) został Edward P. Jones za powieść „The Known World” („Znany świat”), której akcja rozgrywa się w Wirginii, przed wojną secesyjną. Główny bohater jest Murzynem, który urodził się jako niewolnik, gdy rodzice wykupili go na wolność, wzbogacił się i sam został właścicielem niewolników.
Pulitzera 2004 dostał też Doug Wright za sztukę teatralną „I Am My Own Wife” („Jestem moją własną żoną”), opowiadającą o problemach transwestyty. Jak łatwo było przewidzieć, ledwo wręczono Pulizery, do laureatów zgłosiły się dziesiątki agentów literackich, teatralnych i filmowych. Nie bez powodu w Sanach Zjednoczonych rozpowszechniła się opinia, że kto raz dostanie Pulitzera, jest ustawiony do końca życia.
Prestiżowe nagrody literackie to również Faulkner Award (Nagroda Faulknera – 15 tys. dol.) – otrzymał ją John Updike za tom opowiadań z lat 1953-1975 „The Early Stories” („Wczesne opowiadania”) – oraz National Book Award (Narodowa Nagroda Książkowa – 10 tys. dol.), którą dostała pisarka książek dla młodzieży, Judy Blume (u nas wydano jej „Wakacyjne siostry”, a internauci nazwali autorkę „amerykańską Siesicką”).

Nobel ponad wszystko

Niezależnie od różnych narodowych nagród najwyższą rangę na literackim Parnasie ma międzynarodowy Nobel. To najstarsza nagroda, licząca już 104 lata. Przyznaje ją Szwedzka Akademia, a kandydatów zgłaszają poprzedni laureaci, członkowie podobnych akademii w innych państwach, profesorowie literatury, przewodniczący związków pisarzy i PEN Clubów z całego świata oraz członkowie Szwedzkiej Akademii. Za Noblem stoją największe pieniądze (ponad 100 mln dol.), sława i zaszczyty, toteż ta nagroda wywołuje co roku najwięcej kontrowersji. Dlaczego? Gabriel Garcia Marquez w felietonie „Widmo Nagrody Nobla” zarzucił akademikom stosowanie pozamerytorycznych kryteriów ocen, konformizm, a nawet zbyt małą orientację w literaturze, bo „przy ostatecznym werdykcie nie liczą się ani uprawnienia kandydata, ani nawet boska sprawiedliwość, tylko nieobliczalna wola Szwedzkiej Akademii”.
W tym roku tradycyjnie podniosły się chóralne głosy, że skandalem jest nagrodzenie Elfriede Jelinek, 58-letniej Austriaczki, autorki dramatów i powieści, m.in. zekranizowanej „Pianistki”. Jelinek podpadła nie tyle miłośnikom i znawcom literatury, ile konserwatystom i antyfeministom. Jej rodacy protestowali najgłośniej, chociaż z sondaży przeprowadzonych przez telewizję austriacką po ogłoszeniu werdyktu wynikało, że większość oburzonych ma o twórczości noblistki pojęcie nader mgliste.
Swoją drogą ciekawe, że inne kategorie nagrody noblowskiej nie wywołują tak silnych emocji. Może dlatego, że na literaturze znają się wszyscy, a stosunkowo niewielu zna się np. na biologii molekularnej czy fizyce jądrowej.
Tegoroczne nagrody literackie pokazują, że na całym świecie powieść ma się znakomicie. W cenie są dobrze prowadzona narracja, psychologiczna wiarygodność postaci, trafna obserwacja obyczajowa, ale też odwaga głoszenia niepopularnych poglądów. Autorom nagrodzonych książek chodzi o coś więcej, niż „fajna książka, sprawiająca przyjemność czytelnikowi, który jednak, z chwilą gdy ją przeczyta i odłoży, na zawsze o niej zapomni”, jak powiedziała w jednym z wywiadów Elfriede Jelinek. Powieściopisarze najwidoczniej wracają do dobrych wzorów, kiedy literatura miała ambicje wpływania na światopogląd czytelników i kształtowania ich postaw życiowych.
I chwała im za to.

 

Wydanie: 52-53/2004

Kategorie: Kultura
Tagi: Ewa Likowska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy