Tomasz Jastrun
Lew zaryczał
Film w reżyserii Mary Bronstein pod mało fortunnym tytułem „Kopnęłabym cię, gdybym mogła”. Jaki niezwykły sposób opowiadania, nie widzimy chorej dziewczynki, która jest drugą bohaterką filmu, słyszymy tylko jej głos. I jest matka uwikłana w chorobę dziecka, w swoje zawodowe zmory. Dawno nie widziałem tak poruszającego obrazu. Wielkim fanem kina jest mój 19-latek, to on polecił mi ten film, czuje kino, kocha je, kolekcjonuje obejrzane filmy. Ja też wolę kino od teatru, co źle o mnie świadczy, teatr uchodzi za bardziej szlachetną sztukę. Chciałem jednak pójść na „Termopile polskie” do Teatru Narodowego, w reżyserii Jana Klaty, według sztuki Tadeusza Micińskiego, o polskich mitach i wadach narodowych, ale nie ma biletów, mimo że ceny zawrotne. Ciekawe, że Polacy tak cenią opowieści o tym, jacy jesteśmy straszni.
To też ciągle słyszę w rozmowach ludzi, że jesteśmy okropnym społeczeństwem, okropnymi ludźmi, co za naród! Już Piłsudski wołał: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. Trochę w tym stylu przed laty pisałem swoje felietony do paryskiej „Kultury”. Ale teraz bardzo złagodniałem. Lepiej rozumiem nasze wady, jesteśmy po traumach, a
Zakute łby
Noszę się z pomysłem, by zmontować książkę pod roboczym tytułem „Wypisy z mojego życia”. Bigos i groch z kapustą, cytaty, fragmenty moich dzienników, felietonów pisanych nie tylko do paryskiej „Kultury”, notatki, a nawet fragmenty listów, forma luźna. Nie wiem, czy z tego coś będzie, problem też z rozmiarem, kto wyda mi tak grubą książkę? I jak to sensownie zmontować? Na razie grzebię w swoich dziennikach i w felietonach do „Kultury”, pisałem je ponad 15 lat. Niełatwo mi, jakbym się taplał w wielkich kałużach mojego życia. Dzienniki zdają mi się słabe, są chyba do spalenia, ale bywają dobre fragmenty, jak bursztyny.
Jest rok 1989, czas wielkiego przełomu. 21 listopada zapisałem w dzienniku: „Wielkie manifestacje w Pradze. Antysocjalistyczna wiosna ludów. Victoria Pope, świetna amerykańska dziennikarka o niezwykłej latynoskiej urodzie, wróciła z Pragi. Jest pod wrażeniem, jak Czesi są rozważni. Mogłaby teraz zostać na dłużej w Polsce, kochała Polskę, gdy była umęczona, mieszkała tu kilka lat, a teraz już nie ma w niej uczuć. Coś się skończyło, mówi. Idziemy błotnistym Nowym Światem, a ja mówię, że czuję podobnie,
Butem w głowę
Kolega z Waszyngtonu, który pracował w Departamencie Stanu, pisze do mnie o Trumpie. A obiecywał, że zamknie się w bunkrze, odizoluje od polityki, bo ma dosyć. Jednak przez szczeliny mu się przesącza: „Wideo z Obamami jako małpami nie jest ani pierwszym, ani jedynym przejawem rasizmu Trumpa i jego lokajów. Ani braku godności, ani wszelkich cech charakteryzujących cywilizowanego człowieka. Ameryka przestała nieść pochodnię wolności i demokracji znacznie wcześniej i wcześniej zaczął się kryzys jej tożsamości. Może zapoczątkowały go zamachy terrorystyczne z 11 września, może kryzys finansowy z pierwszej dekady nowego wieku, może pandemia, a może pierwsza kampania Trumpa. Nie wiem, ale Ameryka nie jest tą samą Ameryką, jaką znaliśmy i do której odnosiliśmy nasze wartości w dziedzinie polityki. Dziś Trump to Ameryka – agresywna, głupia, rasistowska i destrukcyjna. Ponad 40% wyborców otwarcie popiera go i wszystkie jego odrażające ekscesy. A są też tacy, którzy popierają go po cichu. Trump jest dziś autentycznym uosobieniem Ameryki i zwierciadłem jej moralnego upadku i destrukcji jej autorytetu na świecie”.
Trudno nie pomyśleć, że
Ćwierkanie już było
Wykład dla licealistów w szkole LEW, bardzo dobrej, do której chodzi mój Franio. Biedak wpadł w panikę, że go skompromituję. Kombinował nawet, jak nie iść tego dnia na lekcje. Na szczęście okazało się, że spotkam się tylko z drugimi klasami, on chodzi do pierwszej.
Patrzę na tę młodzież – czują się bardzo swobodnie, mało dyscypliny, luz. Ten luz mi się nawet podoba. Uczą się bezstresowo. Tylko tu zawsze rodzi się pytanie, gdzie stawiać granice i jak je stawiać, a one muszą być. Sam nie wiem, na ile uważnie słuchają. Miałem wrażenie, że najpilniej słuchała mnie mała Filipinka i ciemnoskóra dziewczyna, podobno obie słabo rozumieją po polsku. A przecież od tego zależy, jak będę mówił, o wiele łatwiej mówić, gdy czuje się uwagę słuchaczy. Jeden z uczniów chciał filmować nasze spotkanie, ale połowa nie wyraża na to zgody, chronią swój wizerunek, druga połowa – bardzo chętnie. Szkolna psycholożka potem mi mówi: „Tak już z nimi jest, połowa czegoś nie chce, a połowa chce i dogadaj się z nimi”.
Pytań do mnie uczniowie nie mają. Sam nie wiem, co myśleć o tym spotkaniu. Na szczęście uczeń, który zna syna, powiedział w metrze Franiowi: „Twój ojciec to git gościu”. Franek odetchnął z ulgą, ja też. Rozmawiam potem z nauczycielką, uważa, że jest dramat w edukacji: ze względu na brak dobrych nauczycieli trwa selekcja negatywna. Mało kto studiuje teraz pedagogikę czy polonistykę. W tej szkole jest inaczej, bo prywatna i są dobre wynagrodzenia. Nauczycielka jest przekonana, że wszystkie kolejne rządy lekceważyły edukację. Swoje dodają rodzice,
Autostrady do raju
Czytam swoje dzienniki. Tyle było tego życia, a teraz ocalało jedynie kilkanaście zeszytów zaczernionych moim szpetnym pismem. Kiepsko pisałem te dzienniki i będę musiał je spalić, zanim mnie spalą, chociaż trochę żal – nie mnie, ale tych dzienników. Z rzadka znajduję coś zabawnego. Oto scena sklepowa z 1975 r., zwraca uwagę w puencie odwołanie się do XXI w. „Jest 4 lipiec. Słońce pali niemiłosiernie. Śmierdzi spalinami. Powietrze jest naelektryzowane. Tłum bab stoi w kolejce, która coraz grubsza, aż nie wiedzieć kiedy zmienia się w tłum. Ten tłum faluje jak zboże na łagodnym wietrze. Nagle szaleństwo głów i rąk. Przywieźli mięso. Z tej kotłowaniny wyrywa się niewielki, łysawy człowieczek z brzuchem. Zamiast piłki trzyma połeć mięsa. Za nim gonią baby nadspodziewanie szybkie i zręczne. Jedna błyskawicznym ruchem wyrywa mu połeć mięsa, jakby wyrywała wątrobę z boku. Ten pada, po czym się podnosi i nienormalnie spokojny, jak odurzony, staje na końcu kolejki, która się z przodu nadal kłębi i burzy. Czytelniku z przyszłego wieku, zadumaj się, jaka osobliwa była Polska w 1975 r.”.
Zadumałem się. W jednym z zeszytów znajduję kilka kartek na żywność,
Bezsilność
Książka „Dziady i dybuki” Jarosława Kurskiego. Wiele lat temu, gdy mi go przedstawiano, zrobiłem niepewną minę, a znajomi wybuchnęli śmiechem. Wołali: „Nie bój się, to tylko brat, ten porządny”. Jarosław Kurski od lat kieruje „Gazetą Wyborczą”.
Książka w pierwszej części jest poruszająca. Kurski odkopuje swoje dwa rodzinne korzenie, odkrywa, że jeden jest żydowski, ten od strony matki. Wyobrażam sobie, że jego brat jest zdruzgotany tą książką. Ojciec dyrektor już na pewno wie, i Braun, i koledzy z partii. Jaki wstyd. To zdumiewające, że w jednym domu wychowywało się dwóch braci – jeden jest człowiekiem mądrym i szlachetnym, a drugi po prostu kanalią. Wśród tylu obrzydliwości w PiS Jacek Kurski wyróżnia się, stworzył telewizję, która korzystała z doświadczeń propagandy krajów totalitarnych. Gardzą nim nawet ludzie prawicy. Ciekawe, że bracia mają to nawet wypisane na twarzach: uczciwość i podłość.
Brakuje mi Marcina Króla, zmarłego kilka lat temu historyka idei, twórcy „Res Publiki”, od 1988 r. byłem w redakcji tego pisma. Marcin, chcąc nie chcąc, bardzo wpłynął na moje życie. Zachorował na grypę (ciekawe, kto go zaraził, tej osobie też jestem wdzięczny), a miał jechać na małe stypendium do Szwecji,
Był Czarnobyl
Adam Szostkiewicz pisze celnie w „Polityce”: „Gdzie jest radykalna propalestyńska lewica zachodnia, gdy reżim ajatollahów zabija tysiącami własnych obywateli, którzy mają go dość? Dlaczego milczy głucho, gdy wcześniej tak głośno protestowała w obronie ludności cywilnej w Strefie Gazy? Bo Izrael jest wrogiem Iranu, a wróg ich wroga jest ich sojusznikiem?”.
Dodam, że to też odnosi się do polskiej lewicy i do kilku moich znajomych. Generalnie wymagać od ludzi konsekwencji i logicznego myślenia to za wiele, bo są jeszcze emocje i uprzedzenia. Zdumiewające zjawisko to odrodzenie się antysemityzmu w Polsce i w świecie – nie dlatego, że krytykuje się Izrael, on zasłużył na krytykę, chodzi o sposób, w jaki się to robi. Zapominając, że tam, jak u nas, społeczeństwo jest pęknięte na pół, jest liberalne i jest prawicowo-religijne. Teraz Izraelem rządzi żydowski Braun, Mentzen i Kaczyński. Nam też to grozi.
Ostatnio słucham książek, a rzadziej je czytam. Lektorami są zwykle młodzi aktorzy, którzy przekręcają szpetnie nazwiska, szczególnie te niepolskie. Już nie znają fundamentów naszej kultury.
Ostatnio słuchałem biografii Juliana Tuwima Mariusza Urbanka. Przypominam sobie,
Gnicie mózgu
Mój syn Antek od kilku miesięcy jest studentem politologii. Coraz częściej rozmawia ze mną o polityce, czasami zgodnie, czasami konfrontacyjnie. Zdarza się, że mnie bardzo irytuje. Pisałem już nieraz, jak media społecznościowe zmieniają nasze myślenie, szczególnie młodych, ale rzecz jest tak ważna, że wracam do tematu. Młodzi nie mają fundamentu wiedzy. Zalewa ich ściek internetu, gęsta breja. Nie sięgają do źródeł, nie potrafią czytać długich tekstów, lubią streszczenia. Ta breja zalewa teraz setki milionów ludzi. Większość z nich nie ma wystarczającej wiedzy ani orientacji, by rozróżnić, co jest prawdą, a co kłamstwem i manipulacją. Latarnie morskie zgasły, boje usunięto, a morze informacji nie ma brzegów. I nie ma już dawnych autorytetów, nowe autorytety to dla młodych youtuberzy. Ja nie jestem dla Antka autorytetem, nie są nimi nawet wybitni komentatorzy polityczni, nie ufa im, uważa, że setki ułamkowych informacji wyławianych z internetu zbliżają go do prawdy. Nie ma jednak takiej wiedzy, by w tym chaosie dokonywać selekcji i oceny.
Pierwszy z brzegu przykład. Mówi, że Włodzimierz Czarzasty to komunista. Ale nic nie wie o komunizmie, o tym pierwotnym, o samej idei ani o jej praktycznych mutacjach. Nie ma pojęcia, czym była Polska Ludowa, która przecież miała co najmniej trzy odmienne postacie. Oczywiście Antek z czasem będzie zdobywał tę wiedzę, w końcu chodzi na wykłady, problem, że nie czyta książek. Podsuwałem mu znakomite tomy Harariego, klucze do świata. Jak zobaczył, jakie to grube, wpadł w panikę. Jak w szkole liczy na streszczenia.
Cała nasza kultura zmierza do tego, by być dla nowych generacji skrótem, nie sięgają do źródeł. Dramatu dopełnia AI. Sam zaczynam się od niej uzależniać, co chwilę z nią rozmawiam i o coś pytam. Mój przyjaciel psychiatra Sławek Murawiec dzieli się ze mną wrażeniem, że przemiany w psychice ludzi zachodzą tak szybko, że brakuje w psychiatrii języka, aby nazywać nowe zjawiska i opisywać nowe problemy psychiczne. Nie mamy słów ani aparatu pojęciowego,
Coś się kończy
Oddala się od nas rok i jak wielki, zardzewiały okręt znika w mgłach przeszłości. Co nam zostawił? Już pewne, że zmiany klimatyczne nabierają tempa, a dzieje się to szybciej, niż przewidywali najbardziej pesymistyczni fizycy atmosfery. Wszyscy są jednego zdania: zmierzamy do katastrofy. Prawicowi politycy w to nie wierzą lub udają, że nie wierzą. To zapewne największy dramat naszej planety, powszechnie przeoczany, bo rozciągnięty w czasie. Wszystkie inne bledną. Chyba że w końcu zostanie użyty arsenał atomowy, wtedy szlag nas trafi o wiele wcześniej. Siedzimy na tym arsenale jak kura na jajku i grzejemy termojądrowe jajo. Broń atomowa trafia już do państw szalonych jak Korea Północna.
Prezydentem kraju, który do tej pory był strażnikiem demokracji w świecie, czasami pokracznym, został klaun, narcyz i podły człowiek. Bardzo go lubi i ceni nasz prezydent i chlubi się, że ten do niego czasami dzwoni. To, że Nawrocki, pełen strasznych wad, nacjonalista, został naszym prezydentem, jest tylko lokalną katastrofą, Trump jest katastrofą globalną.
Już widać, że Nawrocki urwał się PiS i jest prezydentem Konfederacji. Braun dla niego też jest w porządku, tylko chłop trochę przesadza, ma rację, ale zachowuje się niepolitycznie. Jak to możliwe, że grubo ponad milion Polaków za swojego idola i autorytet uważa faszystę, a może nawet nazistę? W kraju, gdzie doszło do największej zbrodni w historii naszej planety, właśnie z powodu ideologii, która Braunowi jest bliska. On i milion jego wyznawców pomagają nam zrozumieć to, co zdaje się niepojęte – jak Niemcy tak masowo mogli poprzeć nazizm.
Nie był to więc dobry rok ani dla nas, ani globalnie. Z drugiej strony nasza gospodarka świetnie pracuje. Polska wskoczyła do klubu 20 najbogatszych krajów świata. Jaka niespodzianka! Sami jesteśmy zaskoczeni. Przecież my, bałaganiarze, mało punktualni, trochę niechlujni, nie możemy powiedzieć, że organizacja i przestrzeganie reguł gry są naszą mocną stroną. A jednak udało się! Nasza narodowa prawica tymczasem uważa, że rządy liberalne rujnują kraj i że zagrażają nam Niemcy. Przyjaźni nam po raz pierwszy w historii. O Rosji prawica lubi milczeć. A przecież za naszą granicą trwa straszna wojna, Ukraińcy giną też za nas. Wedle prawicy jesteśmy jak w latach 30. wzięci w dwa ognie.
Okropna sytuacja,
I już nowy rok
To zdążyło oddalić się w czasie, ale poczucie obrzydzenia pozostało. Nawrocki zażądał od Zełenskiego, stojąc tuż przy nim, wyrazów wdzięczności za naszą dla nich pomoc. W tym samym czasie Mentzen demonstrował, by nie pomagać Ukrainie. Na tle hasła: „Zełenski oddaj nam nasze 100 mld”. Potem pisał: „Nie jesteśmy sługami narodu ukraińskiego! (…) Chcemy, by Ukraina obroniła się przed rosyjską agresją, ale nie chcemy być frajerami, którzy dają się ogrywać. Przede wszystkim polskie interesy!”. Jacy łaskawi, chcą, by Ukraina się obroniła, Braun tego nie chce. Konfederację zaczynamy bliżej poznawać dopiero teraz. Jeszcze nie czujemy do tych ludzi takiego samego obrzydzenia jak do PiS, bo nie dali się nam dokładnie obwąchać, nie obnażyła ich władza.
A ściek internetu wlewa się do głów młodych ludzi. Widzę, jak przejmują wiele z tej ruskiej propagandy. Mój 15-latek zaczął nie znosić Ukraińców. On jest jeszcze kochany głupek, chwalony w szkole za inteligencję i że taki fajny chłopak, ale to umysł nieukształtowany. Jeśli większość Polaków jest choćby na jego obecnym naiwnym poziomie, to nie dziwota, że kupują prawicowe nacjonalistyczne głupoty. W sieci można znaleźć logiczne argumenty na każdą podłość i na każdy nonsens. Trzeba mieć sprawny aparat umysłowy,






