Kiedy ślub Płocka z Gdańskiem?

Prywatyzacja petrochemii – tak, ale pod biało-czerwoną banderą

Od wielu miesięcy, by nie powiedzieć lat, toczą się spory i dyskusje na temat prywatyzacji sektora paliwowego w Polsce. Pamiętamy emocje towarzyszące powstaniu koncernu Nafta Polska, który stał się właścicielem poważnej części udziałów sektora paliwowego, m.in. Rafinerii Płockiej włączonej obecnie do spółki PKN ORLEN SA.
Racjonalnie przeprowadzone procesy prywatyzacyjne nie powinny być jednak tylko czczą formalnością, ale muszą przynieść krajowym producentom i dystrybutorom paliw możliwości rozwoju, umocnienia się na rynku krajowym i w eksporcie, a także sprostania silnej konkurencji obcych koncernów paliwowych, które już od pewnego czasu zdobywają mocne przyczółki na polskiej ziemi.
Powstały więc generalnie dwie koncepcje budowania przyszłości krajowego sektora naftowego. Pierwsza zakłada znalezienie – oddzielnie – dla dwóch wielkich rafinerii silnych inwestorów strategicznych, którzy dostarczą kapitał, technologie i pozwolą obu krajowym producentom paliw na szybki rozwój. Druga koncepcja postuluje połączenie sił i potencjałów rozwojowych PKN ORLEN oraz Rafinerii Gdańskiej, aby wspólnie uzyskały większą zdolność kredytową, dokonały skoku jakościowego z wykorzystaniem krajowych możliwości i dostarczyły skarbowi państwa spodziewanych wpływów.

Łakomy kąsek na Wybrzeżu

Szczególnie ważne jest optymalne wykorzystanie potencjału Rafinerii Gdańskiej, która obecnie wymaga szybkiego wsparcia, ponieważ zmniejszył się jej udział w rynku. Ten ważny wytwórca paliw nie może się, niestety, pochwalić dobrymi wynikami finansowymi, co utrudnia planowanie rozwoju firmy. Do 2005 r., gdy wejdą w życie nowe unijne normy czystości i produkcji paliw, gdańska firma powinna uporać się np. z problemem zgazowania ciężkich frakcji ropy, które są niebezpieczne dla środowiska naturalnego, ale przy zastosowaniu odpowiednich technologii (IGCC) utylizacyjnych mogą być wykorzystane np. do produkcji energii elektrycznej, pary technologicznej i wodoru. Nic nie stoi na przeszkodzie, by rozpocząć taką inwestycję, bo jest nawet projekt opracowany na zlecenie potencjalnego partnera Rafinerii Gdańskiej – brytyjskiej firmy Rotch Energy. Wyliczono, że koszt przedsięwzięcia wyniesie 1,2 mld zł (ok. 300 mln dol.), okazało się jednak, że Rotch sam nie zdobędzie odpowiedniego kredytu. Pojawiła się więc koncepcja włączenia Rafinerii Gdańskiej do PKN ORLEN, co poparł także szef resortu skarbu, minister Wiesław Kaczmarek.

Co przemawia za połączeniem Rafinerii Gdańskiej z PKN ORLEN?

Przede wszystkim przyniosłoby to wzmocnienie potencjałów obu firm, minimalizację kosztów, jakie na razie każda z nich musi ponosić osobno, w tym minimalizację cen zakupu ropy i innych elementów zaopatrzenia. Ważne są oszczędności w kosztach wspólnej realizacji projektu zgazowania ciężkich frakcji ropy (IGCC), sięgające nawet ok. 160 mln dol., bowiem podobną instalację buduje się w Płocku. Rafineria w Gdańsku uzyskałaby wzrost mocy przerobowej ropy do 5,5 mln ton i produkcji paliw do 2 mln ton, a także dostęp do sieci PKN – rurociągów, baz magazynowych itd. PKN ORLEN uzupełniłby własną ofertę produktową olejów silnikowych, uzyskałby korzyści eksportowe i wszedł śmielej na rynki północnej Polski. Niebagatelne korzyści odniósłby też skarb państwa, bowiem pakiet akcji, który jest jego własnością, zyskałby zdecydowanie większą wartość, wzrosłyby też dochody płynące do budżetu. Warto wspomnieć, że PKN ORLEN SA jest spółką w dobrej kondycji finansowej, jej zysk zwiększył się w stosunku do roku ubiegłego o 162%, co uzyskano dzięki obniżce kosztów sprzedanych produktów. W PKN ORLEN nastąpił również ilościowy wzrost sprzedaży, zaś analitycy giełdowi prognozują dalszą poprawę wyników koncernu i uzyskanie pokaźnych środków do akumulacji.
Jednak najważniejszym argumentem przemawiającym za połączeniem RG z PKN ORLEN jest bezpieczeństwo energetyczne kraju. Powstałby bowiem silny narodowy koncern paliwowy, niemający sobie równych w rejonie Europy Środkowowschodniej, zdolny do szybkiej modernizacji i przeciwstawienia się konkurencji zagranicznej.

Możemy dużo stracić

Zwolennicy odmiennej drogi prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej również nie próżnowali. Ofertę zakupu akcji RG złożyły tym razem wspólnie dwie zagraniczne firmy – brytyjski Rotch Energy i rosyjski Lukoil, które w celu wspólnego kupienia akcji powołały spółkę zarejestrowaną w Holandii. Rosjanie mają w niej 42% udziałów.
Ten dość egzotyczny sojusz wzbudził pewne zaniepokojenie, gdyż stawiałby pod znakiem zapytania bezpieczeństwo energetyczne kraju. Potencjalni zagraniczni nabywcy akcji Rafinerii Gdańskiej mogliby przecież bez oglądania się na sprzeciwy z naszej strony odsprzedać te udziały innym koncernom paliwowym. Prawdopodobnie ograniczyliby zatrudnienie w zakładzie w Gdańsku, co mogłoby się odbić nawet na poziomie bezrobocia w całym województwie pomorskim. Trzeba bowiem pamiętać, że Rafineria Gdańska – podobnie jak PKN ORLEN stanowiący dużą grupę kapitałową z ponad 100 podmiotami na terenie centralnej i południowej Polski i współpracujący z tysiącami firm – współpracuje z wieloma firmami. Jej przejęcie przez obcy kapitał oznaczałoby zmianę kierunku tych kontaktów, np. korzystanie z usług firm rosyjskich, którym działalność na rozszerzonym w przyszłości rynku UE byłaby bardzo na rękę.
Rzecz jasna, rafinerie w Gdańsku i Płocku zamiast łączyć swoje potencjały, musiałby dublować wszelkie konieczne inwestycje, tymczasem korzyści ze wzrostu mocy wytwórczych, w tym całość marży, przejmowałby inwestor zagraniczny.
Spore obawy budzi też fakt, że w tej koncepcji inwestorem strategicznym dla Rafinerii Gdańskiej byłby Lukoil, zaś Rotch pełniłby rolę inwestora finansowego. Rosyjski koncern prowadziłby politykę w interesie gospodarki Federacji Rosyjskiej, mógłby np. ograniczyć rolę tej rafinerii do przetwórstwa ropy naftowej i zmarginalizować rozwój oferty olejów silnikowych. Zwiększony eksport paliw na rynki o mniejszych wymaganiach jakościowych przyniósłby spadek znaczenia tego zakładu w kraju i w zachodniej części Europy.
Praktyki stosowane przez niektóre rosyjskie firmy, których nie przerażają groźby kar umownych i procesów sądowych, stwarzają potencjalne ryzyko nawet dla skarbu państwa. Lukoil uczestniczył już w prywatyzacji rafinerii na Litwie i w Bułgarii, co w efekcie przyniosło szereg negatywnych efektów, takich jak zakłócenia w dostawach ropy, zwolnienia pracowników, procesy sądowe, zaniżanie cen i obniżanie rentowności.

Nie tylko patriotyzm

Dziwić może, że oferta kupna akcji Rafinerii Gdańskiej przez dość egzotycznie wyglądających kontrahentów znajduje jednak zwolenników nie tylko w kręgach kapitału zagranicznego, co wydaje się zrozumiałe, ale także w Polsce. Rezygnacja z połączenia PKN ORLEN z Rafinerią Gdańską może przecież nie tylko skutkować wymiernymi stratami dla skarbu państwa, np. z tytułu spadku wartości rynkowej pakietu akcji PKN, ale może również prowadzić do określonych konsekwencji politycznych i gospodarczych. Przejęta przez rosyjski Lukoil Rafineria Gdańska stałaby się ogniwem ekspansji firm rosyjskich na rynki Unii Europejskiej, a tym samym stworzyłaby konkurencję, i to na własnym terenie, dla firm polskich. Nie do końca jasne są też perspektywiczne cele inwestorów rosyjskiego i brytyjskiego. Gdyby okazało się, że są one rozbieżne, oznaczałoby to katastrofę dla Rafinerii Gdańskiej, a w konsekwencji mogłoby osłabić pozycję dobrze już prosperującego koncernu paliwowego, jakim jest PKN ORLEN SA.
Na tym tle jedyną rozsądną koncepcją jest konsolidacja, a najlepiej połączenie PKN ORLEN i Rafinerii Gdańskiej. Warto zapomnieć o różnicach i sporach, jeśli ceną mogą być bezpieczeństwo i interes długofalowy polskiej gospodarki.

 

 

Wydanie: 23/2002

Kategorie: Promocja

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy