Polska oczami Gretkowskiej

Polska oczami Gretkowskiej

Minął rok. Manuela Gretkowska poddała w tym czasie Polskę surowemu testowi: jak też się żyje w ambitnym kraju na progu Unii przeciętnej mamusi z dwuletnim drobiazgiem i pisarce z etykietą skandalistki w jednej osobie. Test rozpisany na 360 stronic dziennika o ironicznym tytule „Europejka”. Grzecznie poporcjowany jak to dziennik – nadaje się do modnej ostatnio odcinkowej konsumpcji. Smaczny – nie zostawia na ojczyźnie suchej nitki.
Przede wszystkim dlatego, że Polska ciągle niełaskawa dla swoich skandalistów. Gretkowska dała głos w „Pegazie”, mówiła jak zwykle szczerze o sprawach damsko-męskich, telewizja wypowiedź pocięła, a jakże, pociętą wyemitowała, a wysłuchawszy głosów oburzenia społecznego, dała Gretkowskiej szlaban na pokazywanie się na wizji. Podobnie radiowa Trójka. Już, już miała Gretkowska rozbudzać intelektualnie słuchaczy w duecie z Wojciechem Mannem, a tu po jednej zaledwie audycji zakazano jej na antenie tematów miłosnych ze szczególnym uwzględnieniem słowa orgazm. Podobnie prasa. „Viva!”, owszem, Gretkowską drukuje, nawet chętnie, ale tekst zaczyna od lojalnego ostrzeżenia czytelników, iż poniżej padną słowa niecenzuralne, więc żeby nie było na nich.
Poza tym media bawią się pisarką jak maskotką: raz pokażą ją publiczności, żeby się sprzedać w wyższym nakładzie, a innym razem wypną się na nią, kiedy tylko padnie cień podejrzenia, że pisarka na ich łamach sieje zgorszenie. A przecież w sumie nie o Gretkowską tu chodzi. Jej potyczki z prasą i telewizją to tylko skromna ilustracja faktu, iż rodzime media pracują w stanie ciągłego zastraszenia. Owszem, nawet by chciały wystąpić przed szereg z jakąś niekonwencjonalną dyskusją obyczajową, zyskać opinię po europejsku otwartych, a przy okazji wywindować nakład, ale drżą, że konkurencja natychmiast przypnie im łatkę demoralizatorów. A wtedy z pełną aprobatą społeczną do obgryzania kostek rzuci im się ostatnia łachudra publicystyczna. Działają więc w stanie permanentnego przepłoszenia: krok do przodu – wtedy Gretkowska na pierwszą stronę – i na wszelki wypadek natychmiast dwa kroki w tył – i zapis na Gretkowską na kilka miesięcy do przodu. A potem się zobaczy.
I nad taką właśnie zaharowaną i paranoiczną ojczyzną unosi się – w wizji Gretkowskiej – ciężka religijna zawiesina. Atmosfera religijna jest zasadniczo atmosferą potępienia: niezależnie od tego, czy to Watykan w uroczystym oświadczeniu potępia śluby homoseksualistów, czy rodzimy drobny intelektualista katolicki na falach Radia Józef zwalcza leki homeopatyczne jako przeciwne prawdziwej wierze. A z kolei pozytywne uczucia religijne kumuluje papież. „Patrząc na niego, płaczą byłe komunistki i przyszli łajdacy, jeszcze w randze ministranta. Płacze więc cały naród”, raportuje Gretkowska. Tyle że to bardzo tani sentymentalizm, który nic nikogo nie kosztuje. Nadzieja w tym, że co wrażliwsi wierzący próbują się urwać z tego kościelnego łańcucha. „Bóg katolicki – obserwuje Gretkowska – jest coraz częściej bogiem osobistym, takim pecetem niepodłączonym do serwera Watykanu”.
Przez ten sarkazm Gretkowskiej prześwituje jednak zasadnicze pytanie: jak w tej Polsce wytrzymać, aby nie zwariować? Rodacy próbują się jakoś tymczasowo duchowo urządzić. A przede wszystkim – jak sama Gretkowska – rodacy chcą zacisnąć zęby i przeczekać ten stan podgorączkowy, który przechodzi ojczyzna. Pisarka przeczekuje przy dwuletniej córeczce. Kąpie, obcałowuje, dopieszcza i hołubi w sobie nadzieję, że kiedy pociecha dorośnie, ojczyźnie minie stan zapalny. No cóż, trochę to ucieczkowe, trochę bierne. A może to takie czasy, że nie warto się szarpać, tylko zarabiać na kolejne raty, przewijać latorośl i oczekiwać lepszej przyszłości? W każdym razie Gretkowska jest wychylona w przyszłość, przewija, obserwuje i pisze. Jeżeli nadciągnie lepsze, dowiemy się od niej pierwsi.

 

Manuela Gretkowska, Europejka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2004

 

Wydanie: 24/2004

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy