Archiwum

Powrót na stronę główną
Kraj

Łgarstwa religii smoleńskiej

Pora kończyć tę hucpę

Religia smoleńska. Umarła na naszych oczach, uschła jak setki różnych nieudanych herezji. Symbolem jej upadku jest niemal pusty Plac Piłsudskiego i szarpiący się z „nieprawomyślnym” wieńcem Jarosław Kaczyński. Coraz bardziej bezsilny i zdenerwowany. A przecież pamiętamy zamknięte ulicy Warszawy i wielotysięczne przemarsze z katedry przed Pałac Prezydencki i pod pomnik Lecha Kaczyńskiego, i przemówienia Jarosława Kaczyńskiego. Wszystko pod ochroną setek policjantów. Z tego nic już nie zostało. Klęska? I tak, i nie.

Religia smoleńska od początku była łgarstwem, okazją, którą wyczuł i złapał w lot Jarosław Kaczyński. Była genialnym politycznym konceptem, falą, na której PiS płynęło. Teraz właśnie ta fala dobija do brzegu.

Ale przecież cel udało się zrealizować. Po trumnach smoleńskich Kaczyński wspiął się po władzę. Więcej – na wiele lat zdobył rząd dusz ogromnej części Polaków. Osiem lat PiS w Polsce nie wzięło się znikąd.

Jak to się stało?

Najpierw był szok po katastrofie, który na wiele tygodni zdominował polskie życie. Miliony Polaków autentycznie przeżywały tragedię. Szybko też zaczęły się mnożyć teorie o zamachu i o spisku. Bo przecież prezydent RP i ministrowie nie mogli zginąć ot tak. Prof. Janusz Czapiński mówił o tym na łamach „Przeglądu” kilka dni po katastrofie. Że to eksploduje.

Jarosław Kaczyński także to widział. Jeszcze kampanię wyborczą 2010 przeszedł w sposób klasyczny, próbując sięgać po wyborców centrum, puszczając w eter swoją pojednawczą przemowę do Rosjan, „do przyjaciół Moskali”. Po porażce ogłosił, że nie był sobą, bo zażywał środki uspokajające. Kampania ta była ostatnią, w której walczył o centrum. Od tego czasu walczy o coś innego – o wyborców prawicy, o ich wierność, o ich mobilizację.

Katastrofa smoleńska okazała się znakomitym spoiwem. Krzyż na Krakowskim Przedmieściu, tłumy przed Pałacem Prezydenckim, klimat straszliwej tragedii – to wszystko budziło zakodowane w duszach milionów Polaków kalki kulturowe.

Nieżyjący już prof. Zbigniew Mikołejko poświęcił religii smoleńskiej potężny rozdział w książce „Między zbawieniem a Smoleńskiem. Studia i szkice o katolicyzmie polskim ostatnich lat”. Czytamy tam m.in.: „Męczennicy smoleńscy, poprzez straszliwe, szlachetne i mesjanistyczne piękno swej tragicznej śmierci usprawiedliwiają prawo do resentymentu i odpowiedniej zemsty, nawet jeśli wina jest urojona, a zemsta ma nie znać granic. Tego rodzaju zemsta okazuje się ponadto warunkiem budowania wspólnoty, a ofiara, śmierć w smoleńskich oparach, śmierć »zdradzonych o świcie« przekształca się w akt założycielski nowego nieskażonego ładu”.

Trąci to egzaltacją? A skąd! Przeczytajmy, co mówił w „Tygodniku Powszechnym” niedługo po katastrofie Ludwik Dorn: „Pojawia się koncepcja PiS, który zmonopolizuje coś, co nazywam odsuniętą o 20 lat ofiarą za Rzeczpospolitą, bo taki sens został zbiorowo nadany tragedii w Smoleńsku. (…) Śmierć Lecha Kaczyńskiego przywraca substancjonalność państwu. Cała jego polityka historyczna była nie tyle krytyką Okrągłego Stołu, którego był uczestnikiem, ile dezawuacją koncepcji, że niepodległa Polska wzięła się z tegoż Okrągłego Stołu. Ona wzięła się z wysiłków, cierpień i ofiary krwi wcześniejszych pokoleń i można powiedzieć, że ta śmierć Lecha Kaczyńskiego wplotła się w tę koncepcję. Śmierć musi być u początków każdego miasta-państwa, łącznie z Rzymem. Ofiara krwi jest niezbędna (…). Tego III RP, która wzięła się z »jakiegoś gadania przy stole«, zabrakło. Obchody rocznicy Okrągłego Stołu były walką o mit założycielski, ale katastrofa w Smoleńsku unieważniła te starania”.

Oto cyniczny wykład, jak można wygrać śmierć Lecha Kaczyńskiego. Przedstawić ją jako wielką ofiarę za Polskę. I rzucić w twarz przeciwnikom. Będą się śmiać? Będą lekceważyć? Wzruszać ramionami? Tym lepiej. Bo ten podział PiS się opłaca. A im mocniejszy,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Technologie

Ucieczka z sociali

Europejska odpowiedź na amerykańskie platformy

Wszyscy straszą nas TikTokiem i chińskim praniem mózgu. W dużym stopniu jest to uzasadnione. A jednocześnie wygodne dla pozostałych platform społecznościowych, które podobnie jak ta chińska wcale nie działają w interesie Europejczyków. Problem w tym, że większość użytkowników nawet nie wie, jak algorytmy wpływają na ich życie. Europa w obliczu prezydentury Trumpa dopiero zaczęła dostrzegać konieczność uniezależnienia się od amerykańskich big techów.

Hegemonia

Supremacja amerykańskich platform społecznościowych jest niezaprzeczalna. Facebook gromadzi 3,06 mld użytkowników miesięcznie, z czego 2,11 mld korzysta z serwisu każdego dnia. W Polsce z tego medium korzysta 25,54 mln użytkowników. Najważniejszą platformą w Europie jest Instagram, który odnotowuje szybki wzrost. Według danych firmy Meta, właściciela Facebooka i Instagramu, od stycznia do czerwca 2025 r. ten drugi urósł o 6,17%, podczas gdy pierwszy zaledwie o 0,65%. Nad Wisłą mamy 18,6 mln użytkowników Instagramu. Na świecie po niecałych 15 latach działania platforma przekroczyła 3 mld odwiedzających miesięcznie.

Z badania Mediapanel wynika, że tylko w grudniu 2025 r. przeciętny użytkownik FB spędził na nim prawie 18 godzin. Z IG internauci korzystali średnio 5 godzin i 56 minut. Obie platformy bije na głowę TikTok, z którego korzysta ok. 16 mln polskich internautów. Użytkownicy chińskiej platformy spędzają na niej średnio 22,5 godziny. Dużą popularnością cieszy się również X, czyli dawny Twitter, z 6,5 mln polskich użytkowników. Poświęcają temu serwisowi średnio godzinę i 43 minuty.

Przeciętny użytkownik nie widzi jednak, jak na jego codzienność wpływają algorytmy, które rządzą platformami. Twórcy cyfrowi najczęściej ślepo podążają za trendami proponowanymi przez platformy. W internecie rządzi emocja, która daje lepsze zasięgi. Niektórych twórców można posądzić o złą wolę, lecz większość bardziej niż konsekwencjami społecznymi przejmuje się zasięgami. Jeśli lepiej chwyta przekaz antyunijny, influencerzy idą w to, bo temat dobrze się klika.

Mark Zuckerberg, szef Mety, na początku 2025 r. zapowiedział, że kończy współpracę z zewnętrznymi weryfikatorami faktów. Zarzucił im m.in. „zbytnią stronniczość polityczną”. Jednocześnie zapowiedział system podobny do tego, który jest wykorzystywany w serwisie X, gdzie o wartości danej treści decydują użytkownicy. Tymczasem X od momentu przejęcia przez Elona Muska stał się rozsadnikiem fake newsów. Nieważne są fakty, liczy się zgodność z poglądami właściciela serwisu. „Wreszcie miliarderzy od mediów społecznościowych przestają udawać, że ich produkty mają cokolwiek wspólnego z mediami”, skomentował po zapowiedziach Zuckerberga Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu.

Zuckerberg ma z mediami na pieńku od lat. W 2021 r. zablokował użytkownikom z Australii możliwość dzielenia się linkami do serwisów informacyjnych i stron rządowych, a nawet do prognozy pogody. Było to pokłosie tworzonej wtedy ustawy, która miała nakazać big techom płacenie za korzystanie z wiadomości z portali informacyjnych. Podkreślmy,

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Aberracje i chaos

By nie pisać tylko o polityce… Dzik znowu wdarł się do naszego ogrodu i narozrabiał. To zapewne ten sam osobnik, który pamiętał, gdzie się tak smacznie pożywiał jeszcze niedawno. Przecisnął się wtedy jakimś cudem przez otwór w ogrodzeniu zostawiony dla techników, stoi tam gazomierz. Porozwalał śmieci z bio, roztrzaskał plastikową skrzynię, nażarł się i nie mógł na powrót wyjść. Była trzecia w nocy. Mało było widać. Myślałem najpierw, że to napad. Okrutnie hałasował, potem rozpaczliwie kwiczał, otworzyłem mu bramę, wtedy wybiegł. Wstawiłem nazajutrz osłonę do dziury, ale po dwóch dniach ją sforsował i znów rozwalił śmieci. Zabarykadowałem dziurę ciężką płytą. Ją też jakimś cudem wyszarpał, zostawił na niej ślady ryja i racic. Powstrzymała go dopiero metalowa krata. Chyba zaczynamy go lubić. Mamy bezdomną kotkę Matyldę, która u nas się pożywia, a czasami nawet nocuje, to teraz mamy też bezdomnego dzika, co się u nas stołuje. Nie tylko my, tej nocy stado dzików dostało się o północy do sąsiadów i zdemolowało im ogród,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kultura

Bielsko-Biała bez kompleksów

Trzy idee przyświecają miastu: kreatywność, natura, wspólnota

– Gdy wychodzę przed dom, jestem na spacerze. Jeśli chcę być na spacerze w mieście, to jestem w mieście z piękną architekturą, świetnymi muralami, w mieście, w którym dużo się dzieje. Jeśli chcę być na spacerze wśród natury, wsiadam w autobus i za chwilę wysiadam w górach albo w lesie – mówi Jakub Krajewski.

– Mnie też to miasto kojarzy się z naturą, zielenią, lasami i górami, ale również z bajkami – dodaje Katarzyna Wolny.

– A dla mnie Bielsko-Biała to również Miały Fiat i włókiennictwo. I miasto wygodne do życia – dorzuca Anna Zgierska, szefowa tamtej dwójki, zastępczyni naczelnika Wydziału Kultury i Promocji Urzędu Miasta w Bielsku-Białej.

Na moście między Bielskiem a Białą – bo Bielsko-Biała jest jednym miastem dopiero od 1951 r. – władze zamontowały instalację przedstawiającą dziesięć symboli miasta. To Mały Fiat, bo był tu produkowany do 2000 r.; snowboardzista i góry, bo miasto leży na Pogórzu Śląskim u stóp Beskidu Małego i Śląskiego; wagonik kolejki linowej na najwyższy okoliczny szczyt – Szyndzielnię; tramwaj, bo tramwaje jeżdżą po mieście już od 1895 r.; rower – to znany ośrodek kolarstwa górskiego; lalka teatralna, bo tu odbywa się Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej i działa Teatr Lalek Banialuka; szybowiec, kamera i saksofon, o których później. Jest więc wszystko, co kojarzy się z miastem i składa na jego kulturę. A w tym roku kultura jest tu kluczowa, o czym informuje napis: „Polska Stolica Kultury”.

Siedzimy w ratuszu, neorenesansowym budynku z XIX w., przyozdobionym flagami i plakatami, również z napisem „Polska Stolica Kultury”, w gabinecie Anny Zgierskiej. Na oknie stoją kwiatki, na ścianie wisi kalendarz przedstawiający panoramę miasta i reprodukcja „Pani w czarnym krawacie” Amedea Modiglianiego.

Urzędnicy opowiadają o starcie Bielska-Białej na Europejską Stolicę Kultury 2029. Wśród 12 kandydatów w finale znalazły się cztery miasta. Wygrał Lublin. Z inicjatywy trzech pozostałych oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego powołano Polską Stolicę Kultury (PSK). W tym roku jest nią Bielsko-Biała, w 2027 będzie Kołobrzeg, a w 2028 Katowice.

– Nasze hasło to „Tkamy dobrostan”, ponieważ Bielsko-Biała była znanym w Europie ośrodkiem włókienniczym – podkreśla Jakub Krajewski. – Tkamy kulturę nie jako fanaberię czy dodatek, ale jako narzędzie do zmiany w dzisiejszym świecie. Kulturę opartą nie jedynie na dziedzictwie i historii, ale idącą do przodu, bo tkamy dobrostan na bieżąco. Tkamy miasto splotów ludzi, wydarzeń i natury.

– Trzy idee nam przyświecają: kreatywność, wspólnota, natura – mówi Katarzyna Wolny.

Wspólnota, ponieważ organizatorzy zachęcają mieszkańców i lokalnych artystów do bycia kreatywnymi właśnie. Program PSK został zbudowany w dużej mierze na ich pomysłach. I wciąż mogą zgłaszać kolejne, w ramach tegorocznej edycji budżetu obywatelskiego, która też podporządkowana jest kulturze. Kulturze, która w Bielsku-Białej ma być dostępna w każdym znaczeniu tego słowa, również w tym, by nie zamykać jej w przestrzeni budynków, ale wyjść z nią w plener – i tu mamy naturę. Iść z nią w miasto, nie tylko do centrum, ale też w dalsze rejony i dzielnice.

Co do programu, dużym wydarzeniem będą Aerosploty, majowe obchody 80-lecia Zakładów Szybowcowych i 90-lecia lotniska. Szybowiec na moście to jeden z symboli miasta. W Bielsku-Białej mieszka w końcu najbardziej utytułowany pilot szybowcowy w historii,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Człowieczy los Myśliwskiego

Mówił, że „poza miłością nie ma nic, tylko śmierć”.

Wiesław Myśliwski zakończył swoją wędrówkę na ziemi. Miłością jego życia była żona, Wacława, którą poznał jako 17-latek. I z którą przeżył ponad siedem dekad. Spełniony w miłości. I spełniony jako pisarz. Mędrzec. Mistrz, który uwodził nas słowem.

Najważniejszy dla niego był człowiek. Szukał prawdy o ludziach i ich losach. Pisał w sposób wyjątkowy. Proza Myśliwskiego jest niepodrabialna. Mówił, że najważniejsza w tym, co i jak pisze, jest „prostota, prostota i jeszcze raz prostota. Kiedy siadam do pisania, chciałbym zapomnieć o wszystkich książkach, jakie przeczytałem, całej tej literaturze”. I pisał tak, że każda z jego książek była wydarzeniem. Nie ulegał literackim modom i obowiązującym ideom.

Mówił też celnie, rozważnie i uważnie. Był konsekwentny w wyborach życiowych i

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Stanisław Filipowicz

O sztuce myślenia do góry nogami

Czy warto zajmować się przeszłością, czy to nie strata czasu? Przeszłości przecież już nie ma. Komu potrzebny jest gruz pamięci, po co nam wypłowiałe obrazki? Natrętne mamidło naszych czasów – pojęcie postępu – zachęca nas do przekory. Obrazków jednak nie lekceważmy, wielka albowiem jest siła przykładów. Czasami potrafią powiedzieć więcej niż wielotomowe biblioteki. Pokazać to, czego nie potrafilibyśmy – a może nawet nie chcielibyśmy – zobaczyć.

Wniosek: nauczmy się patrzeć przeszłości prosto w oczy. Na przykład kwestia dobra i zła. W jakim punkcie trzeba przyłożyć oko, by uchwycić różnicę? Jak sobie radzić, gdy wszystkie prawdy stanęły na głowie i musimy myśleć „do góry nogami”, uczestnicząc w coraz większym zamieszaniu? Tak to dziś wygląda. Toczą się wojny, coraz wyraźniej widzimy, że pojęcia prawa i moralności wyrwały się nam spod kontroli. Ostatecznie kto ma siłę, ten ma rację.

Żyjemy w czasach, które z wielkim zapałem deklarują się po stronie „wartości”. W moich najbardziej przygnębiających snach widzę transparenty z napisem: „Jesteśmy po stronie wartości”. Kto? Oczywiście „My”. A zatem? Wiadomo, ci lepsi. Oto maligna naszych czasów – założycielska fikcja „wolnego świata”. Pogląd, zgodnie z którym Zachód stanął na szczytach dziejów, prowadząc krucjaty w obronie „wartości”. Broniąc cywilizacji przed barbarzyńcami. Kolejna manifestacja tej „prawdy” nabrała dziś kształtu w Iranie.

W 1812 r. Napoleon postanowił wyruszyć na Moskwę. Jego intencje były szlachetne – określając swoje stanowisko wobec Rosji, oświadczył: „Trzeba ich odrzucić tak daleko w głąb lodowatej pustyni, żeby nie wrócili i nie wtrącali się do spraw cywilizowanej Europy”. Cywilizacja wypowiedziała wojnę antycywilizacji.

Ciekawe, minęło ponad 200 lat, a my wciąż nie opuszczamy naszego posterunku – żyjemy w trwodze, z myślą o nadciągającej nawałnicy. Eksperci każą się mieć na baczności. Snują swoje przewidywania: dwa, trzy lata, a może pięć. Wszystko jest jasne, czasu zostało niewiele. Z drugiej strony kalkulacje strategów obejmują dziesięciolecia. Planujemy wydatki, próbujemy zaciągać kredyty. Jakie źródła mają zatem potoki „jasnowidzenia” podsycające atmosferę napięcia? Komu są tak bardzo potrzebne werble wojenne? Co oznacza to podwójne widzenie,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Promocja

Jak naturalnie łagodzić objawy przeziębienia?

Artykuł sponsorowany Przeziębienie towarzyszy nam często, zwłaszcza w okresach przejściowych czy podczas nagłych zmian pogody. Choć nie zawsze da się całkowicie uniknąć infekcji, wiele osób poszukuje sposobów na poprawę codziennego komfortu i łagodzenie objawów w sposób

Promocja

Tych faktów nie znajdziesz w podręcznikach. Znakomite reportaże audio, które rzucają nowe światło na historię Polski

Artykuł sponsorowany Historia Polski w szkolnym wydaniu bywa uporządkowana, przewidywalna, często zamknięta w zestawie dat i wydarzeń. Tymczasem prawdziwa opowieść o przeszłości jest znacznie bardziej złożona, pełna napięć, sprzeczności i nieoczywistych interpretacji. Coraz częściej to właśnie

Promocja

Jak dobrać akumulatory samochodowe do różnych typów pojazdów?

Artykuł sponsorowany Dobór odpowiedniego akumulatora to jeden z kluczowych elementów zapewniających niezawodne działanie pojazdu. Niezależnie od tego, czy chodzi o samochód osobowy, dostawczy, czy pojazd wyposażony w nowoczesne systemy elektroniczne, właściwie dobrany akumulator wpływa na komfort użytkowania oraz bezpieczeństwo

Promocja

Dlaczego jedzenie na mieście drożeje? Kulisy kosztów, których nie widać w menu

Artykuł sponsorowany Czasami wystarczy jedno spojrzenie na kartę dań, żeby poczuć niemałe zaskoczenie – ulubiona kawa czy burger podrożały od ostatniej wizyty i automatycznie pojawia się pytanie: „dlaczego jest tak drogo?”. Pierwsza myśl podpowiada, że wszystko po prostu