Felietony
Cała Polska przeciw wojnie
Nie raz, nie dwa lamentowałem na tutejszych łamach o militaryzmie, o nastrojach prowojennych, o szalonym wymiarze zbrojeń, zakupów sprzętu wojskowego. Byłem szczerze przekonany, że ta potworna wizja wojennej „przygody” naprawdę rozpala polskie głowy. Szermowałem moim hasłem antycznym: „Si vis pacem, para pacem” – bellum wyrzucając poza nawias. Czas zatem przyznać się do błędnej analizy. Moje mroczne obawy prysnęły jak bańka mydlana, kiedy przeczytałem omówienie sondażu IBRIS przygotowanego na zamówienie dziennika „Rzeczpospolita”, opracowane przez Marka Kozubala. Ankietowani mieli odpowiedzieć na pytanie: „Czy polscy żołnierze powinni wziąć udział w konflikcie na Bliskim Wschodzie, jeśli poprosi o to Donald Trump?”. Wynik badania jest jednoznaczny: „Polscy żołnierze nie powinni brać udziału w konflikcie na Bliskim Wschodzie, nawet wtedy, gdyby o to poprosiły Stany Zjednoczone. Tak uważa 84,7% badanych, przeciwne zdanie ma 11%, a 4,4% nie ma na ten temat wyrobionej opinii”. Zwolennicy rządu i opozycji podzielają to stanowisko na bardzo zbliżonym poziomie, odpowiednio – 89% i 92%
Najbardziej zaangażowana grupa, która na główne pytanie odpowiada „tak”, to obywatele, którzy nie głosują, stoją z boku…
To nie koniec zaskoczeń. I tak przeciwnicy wysłania Wojska Polskiego do Zatoki Perskiej to osoby, które w ostatnich wyborach parlamentarnych głosowały na Trzecią Drogę (100%) lub Nową Lewicę (97%), a w wyborach prezydenckich na Grzegorza Brauna, Szymona Hołownię lub Adriana Zandberga (po 100% wskazań na każdego kandydata).
Kim zatem są „nowi polscy pacyfiści”? „Przeciwko wysłaniu wojska do Zatoki Perskiej są głównie kobiety (85%), trzydziestolatkowie (96%), mieszkańcy małych miast (94%), pobierający świadczenia 800+ na jedno dziecko (87%), respondenci z wykształceniem średnim (90%). Osoby te czerpią informacje na temat sytuacji na świecie głównie z drukowanych tygodników (92%), dzienników prasowych (87%), a spośród telewizyjnych programów informacyjnych z »Faktów« TVN lub TVP Info (po 87% wskazań)”, pisze Kozubal.
Ppłk Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu, który służył m.in. na Bliskim Wschodzie, komentując poglądy zwolenników opozycji, zauważył, że „ci, którzy krzyczeli w Sejmie »Donald, Donald«, nie przekonują przecież Polaków, aby wysłać naszych żołnierzy w ten rejon świata, np. do baz znajdujących się w irackim Kurdystanie”. Kiedy pojawia się w pełnej krasie całkowity brak konsekwencji w głoszonych poglądach w połączeniu z innymi poglądami tych samych osób – wtedy już wiem, że jestem w naszym domu, Polsce. Brak wiedzy, nieumiejętność logicznego myślenia – to rozpoznawalna rysa polskiego rozpolitykowania powszechnego. Akurat niekonsekwencja w ślepym poparciu dla polityki USA i Izraela cieszy. Bliższa niezakrwawiona koszula ciału – resztki kontaktu z rzeczywistością napawają nadzieją. Ale w tym momencie zadałem sobie pytanie,
Odwaga i rozum
W Warszawie, zjeżdżając ze Świętokrzyskiej w kierunku Powiśla, widzimy ogromny mural z twarzą poety i z wbijającym się w oczy, myśli i sumienie napisem: „…bądź odważny / gdy rozum zawodzi / bądź odważny / w ostatecznym rachunku / jedynie to się liczy”. Ten ogólnie wielbiony inżynier dusz był (jest) autorem wielu myśli, często powtarzanych w chwilach wzmożenia moralnego. Ta myśl, oczywiście wyjęta z kontekstu, przez swoje wyjęcie i wystawienie na użytek niezwykle publiczny zasługuje (myślę, że tego oczekiwali ci, co wyjęli i wystawili) na pewien komentarz.
Odwaga piękna rzecz. Męstwo, dzielność, śmiałość, waleczność, już nie mówiąc o bohaterstwie i w ogóle duchu to sprawy poważne, wspaniałe i od dzieciństwa nam jako cnoty wpajane, nie tylko przez dom i szkołę, a proste pytanie: „Co ty, boisz się?” prowokowało nas do wielu śmiałych czynów, zresztą nie zawsze wspominanych z przyjemnością. Ale to nieco zbyt wyraźne zestawienie odwagi z rozumem może wydać się odrobinę ryzykowne, by nie rzec prowokacyjne. Nie sądzę bowiem, by sytuacja, w której rozum zawodzi, powinna nas nakłaniać do spotęgowania odwagi. Gdy on zawodzi, często głupiejemy, a w tych okolicznościach to nie odwaga chyba powinna nam rekompensować jego utratę. Człowiek bez rozumu, a odważny – oj, szkody może narobić,
Kim pan jest, panie Nawrocki?
„Ten prezydent zagraża bezpieczeństwu Polski” (Jarosław Kurski). „Blokowanie pieniędzy, które dałyby nam bezpieczeństwo, jest jak zdrada Polski” (Krystyna Sibińska). „W pałacu namiestnikowskim zasiada zdrajca w charakterze głowy państwa” (Przemysław Wiszniewski). Oto ostatnie opinie na temat Karola Nawrockiego. Naprawdę to się dzieje? Prezydent Rzeczypospolitej zdrajcą?
Od ponad pół roku alarmuję, że Nawrocki zagraża polskiej niepodległości. Że stał się lennikiem zamorskiego mocarstwa. Że bezustannie atakując rząd, wprowadza w Polsce – zabójczy dla każdego państwa – system dwuwładzy. Że więc destruuje polskie państwo. Każdy z tych zarzutów wystarczyłby do oskarżenia o zdradę, a jednak wstrzymywałem się przed użyciem tego słowa. Ale dziś? Po zawetowaniu programu SAFE? Po odmowie dozbrojenia Polski?
Był czas, gdy polityka zagraniczna była wyjęta z wewnątrzpolskiego sporu. To się skończyło, lecz przynajmniej istniała jeszcze ponadpartyjna zgoda w kwestii bezpieczeństwa – widać ją było nawet za tej prezydentury, po wtargnięciu we wrześniu do Polski rosyjskich dronów. Dziś to także odeszło w przeszłość. Weto Nawrockiego oznacza koniec spójnej polityki Polski jako państwa. To państwo zeszło na poziom dwóch plemion, sczepionych ze sobą w śmiertelnej walce. A wszystko to w obliczu wojny toczącej się za wschodnią granicą.
Och, te miny pana Karola, naśladujące Mussoliniego! Och, te jego przechwałki, że „zagoni rząd do roboty!”. No to zagonił, bo wobec jego weta rząd musi teraz wykonywać drugi raz tę samą robotę. Przy czym prezydencka kancelaria ma jeszcze tyle tupetu, by mówić o „niekonstytucyjności” rządowych działań. Cóż, tym ludziom w ogóle nie chodzi o państwo, o jego interes, o dobro wszystkich obywateli – chodzi o postaw czerwonego sukna Rzeczypospolitej. Oto polskie warcholstwo. Do czego kiedyś doprowadziło – wiemy z historii. Dziś też zdaje się prowadzić do katastrofy: do polexitu.
Nawrocki jest młody, więc sporo rzeczy jeszcze nie ogarnia. A fakt, że jest historykiem,
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl
Czym pachnie świat
Nawrocki pojechał do Budapesztu, do Orbána, który, daj panie boże, zaraz przegra wybory. Ratował twarz, wołając, że Putin to zbrodniarz. To dlaczego przytula się do przyjaciela Putina? Perwersja. Zaczepiony pytaniem przez polskiego dziennikarza ruszył na niego pochylony, jakby się brał do bicia: z byka go! Taka o nim prawda.
Musiało minąć kilkadziesiąt lat, zanim spoczciwiał nam gen. Jaruzelski. A przecież wywrócił milionom Polaków, mnie też, życie do góry nogami. Duda na tle Nawrockiego spoczciwiał już po kilku miesiącach. Owszem, pajac i kabotyn, ale czasami stawiał się Prawu i Sprawiedliwości i prezes go znielubił, co też trzeba Dudzie zaliczyć na plus.
Znamienne, że cała ta prawicowa formacja, więc złowroga trójca, radykalizuje się rok po roku, a nawet miesiąc po miesiącu. Wyjście z Unii już majaczy na horyzoncie. Ludzie o liberalnych poglądach też się radykalizują, ja na pewno, co zawsze zaciemnia widzenie. Nie ma już właściwie myślącego środka, a bezmyślny jest duży. To ludzie bez poglądów i bez właściwości. I to o nich toczy się teraz bój. Szarpanie zwłok. I nawet zdarzają się czasami zmartwychwstania.
Zawarte w Niemczech przez gejów Polaków małżeństwo uznane przez polski sąd. Nadal jednak takich małżeństw w Polsce nie można zawierać. I zaczyna się propagandowy galop. Prawica woła, że Unia nas gwałci na sodomicki sposób. Patrzcie, jaka zwierzęca ta Bruksela. Polska to ostoja moralności w Europie. Kaczyński i Czarnek plują jadem – „Tusk realizuje agendę niemiecką”,
20 lat bez Lema
Kosmos jest w nas. A w nim Stanisław Lem otwierający drogę. 27 marca minęło 20 lat od Jego śmierci. Dołączył do panteonu największych Polaków. Lema nie da się opisać jednym słowem. Bo jakim? Mędrzec, mistrz, myśliciel, wizjoner. Pisarz i filozof o nieograniczonej wyobraźni. Realista wśród utopistów. Geniusz wymykający się wszelkim schematom. Człowiek, który widział więcej niż inni.
Ma miejsce w encyklopediach. I w naszej pamięci, bo przez cztery lata był z nami w „Przeglądzie”. Gdy 18 lutego 2002 r. pojawił się pierwszy komentarz Stanisława Lema „Świat na ostrzu brzytwy”,
Między cieśniną Ormuz a Lwowem
Świat zajęty jest wieściami o blokadzie cieśniny Ormuz i w ogóle wojną z Iranem rozpętaną przez niedoszłego pokojowego noblistę. Nic dziwnego. Ma aż nadto ważnych powodów, aby śledzić losy tej wojny. Jak twierdził Carl von Clausewitz, „wojna jest jedynie kontynuacją polityki”, więc świat próbuje odgadnąć, jaką politykę kontynuuje wojna z Iranem, w szczególności jaki jest cel tej wojny. Czym miałaby się ona według zamierzeń Ameryki zakończyć? Coraz więcej polityków i komentatorów odkrywa smutną prawdę, że Donald Trump nie znał najwyraźniej tego twierdzenia Clausewitza i sam nie bardzo wie, co chciałby, zwłaszcza w Iranie, przez tę wojnę osiągnąć. Mówiąc inaczej, nie wie, po co ją rozpoczął.
Sam podał już kilka wykluczających się celów tej wojny, która trwa w najlepsze i, jak się wydaje, jeszcze trochę potrwa. Na razie efekty – nie wiem, czy aby na pewno zamierzone – są dwa: ceny ropy w świecie rosną, a w Iranie reżim Strażników Rewolucji, choć bez ajatollaha Alego Chameneiego na czele, umacnia się. Mało tego, Iran, którego lotnictwo i obrona powietrzna rzekomo zostały rozbite pierwszego dnia wojny, wciąż odpala rakiety i wysyła drony, rażąc nimi cele na terytoriach sojuszników USA – jego broń ma jeszcze za mały zasięg, by dotrzeć do Stanów Zjednoczonych.
Śledząc losy tej wojny i klnąc na drożejące paliwo, zapomnieliśmy trochę o tym, że przecież i za naszą wschodnią granicą wojna trwa! I to nie gdzieś daleko,
Epidemia wrogości
Człowiek przecież wie, że jak będzie żarł za dużo i pił szkodliwie, wątroba mu się stłuści, brzuch urośnie, potencja spadnie, ryzyko śmiertelnych chorób wzrośnie. A jednak patrzy na ten swój bebzun każdego dnia i wciąż żywi przekonanie, że śmierć to inni, obiecuje sobie, że w razie czego, jak już będzie naprawdę źle, weźmie się za siebie. Nie widzi durny, że przecież już jest źle, już jest chodzącą bombą, która w każdej chwili może eksplodować. Diagnoza raka, wylew albo zawał już mu wiszą u pasa, już przycupnęły obok duszy na ramieniu, a mimo to żre i chleje dalej, bo – jak to mówią fachowcy – człowiek musi osiągnąć swoje dno, żeby się wyrwał ze złych nawyków lub co gorsza ze szponów nałogu.
Tak też postrzegam dzisiaj ludzkość nabrzmiałą od nienawiści, skorą do tego, by powierzyć władzę ekstremistom, dającą codzienny upust jadowi w sieci, nabuzowaną i podminowaną jak Nawrocki po konferencji w Przemyślu – ludzie na siebie szczują i plują na porządku dziennym i myślą, że w razie czego jakoś to się rozejdzie po kościach, że oberwie się komu innemu. Co tam wojna jedna z drugą, ciągle przecież są jakieś wojny, ciągle gdzieś tam się przesuwa front, ale jakoś to od 80 lat szczęśliwie się nie rozlewa na cały świat, a nawet gdyby się rozlało, to przecież dziadowie nasi wojnę przeżyli, niektórzy to nawet i dwie, wojna to nie koniec świata, ludzie czasem muszą dać sobie po mordzie, poczyta się o tym w gazetach, poogląda w telewizji, może nawet gdzieś ktoś znajomy kogoś straci w jakiejś bitwie,
Wiosenne niedzielne przedpołudnie
Choć od kalendarzowej wiosny dzielił nas jeszcze tydzień, pogoda w Krakowie była piękna i ciepła. Pojechałem za miasto, do Tyńca, by z bliska zobaczyć, jak przyroda budzi się po zimie do życia. Sceneria piękna. Siedzę na tarasie kawiarni, piję kawę. Dołem, u stóp skały, na której stoi opactwo, płynie spokojnie Wisła. Przede mną kościół i klasztor najstarszego w Polsce opactwa.
Benedyktynów do Polski sprowadzono w XI w. z Włoch. Wtedy nie było jeszcze ONR, PiS ani Konfederacji i nikt nie twierdził, że Polska jest tylko dla Polaków, nikt więc ich nie wyganiał. Osiedliwszy się zatem na polskiej ziemi, benedyktyni – a w ślad za nimi ich młodsi bracia cystersi – sprowadzali nad Wisłę Europę, a więc sztukę pisania, uniwersalną wówczas łacinę, sztukę uprawy roślin, nowoczesne jak na tamte czasy zielarstwo. Zakładali młyny, winnice, apteki. Benedyktyni przepisywali księgi… Oczywiście poseł Kownacki zapewne uważa, że było zgoła odwrotnie. Włoscy benedyktyni, a tym bardziej niemieccy cystersi dopiero tu, nad Wisłą, od miejscowych kmieci uczyli się łaciny, a potem zaczęli przepisywać znalezione pod ich strzechami księgi. Nie spierajmy się z nim, bo jeszcze nie daj Boże Suskiego powoła na arbitra i dopiero będzie!
Siedzę więc na słoneczku, popijam kawę, zerkam to na Wisłę, to na opactwo. Jest miło, czas jakby też płynął wolniej niż w pobliskim Krakowie. I nagle coś mnie podkusiło. Tak, podkusiło. Zajrzałem do Facebooka. A tam dyskusja o prezydenckim wecie do ustawy o SAFE. Czytam i oczom nie wierzę! Jakaś paniusia stwierdza krótko, że „prezydent dobrze zrobił, wetując, bo jest patriotą i dba o bezpieczeństwo Polski”. Jak paniusia sobie wyobraża to bezpieczeństwo przy niedozbrojonej armii, już nie pisze. Ktoś tam nieśmiało z paniusią próbuje dyskutować, ale bez skutku. Paniusia już wszystko, co wiedziała, napisała. A na odsiecz paniusi rusza cały legion mędrków.
Jeden z nich, jakiś jegomość dumny zapewne ze swojej mądrości i przenikliwości, wali w oponentkę paniusi jak husarskim obuchem. Ha, pożyczka miała być nie w złotówkach, ale w obcej walucie! A jak się wychodzi na kredytach w obcych walutach i co one są warte, to już się przekonali ci, którzy wzięli kredyty frankowe. Jegomość najwyraźniej jest przekonany, że za amerykańskie i koreańskie samoloty, czołgi, rakiety i haubice pisowski rząd Morawieckiego płacił gotówką i żadnych kredytów do spłacania nie mamy, a jak już brał kredyty, to zapewne w Banku Spółdzielczym w Limanowej, no i oczywiście w złotówkach. A może wierzy, że premier Morawiecki, kierując się typowym dla pisowców patriotyzmem, dorzucił coś ze swojego majątku, który, jak wiadomo,
Na ostrym zakręcie
Weto prezydenta jak czerwone sukno rzucone na rogi byka. Tysiące pełnych emocji komentarzy. Nie ma umiarkowanych, wszystkie pełne gniewu, nawet furii. Obie strony zarzucają sobie zdradę. I są tej zdrady przeciwników pewne. Nienawidzimy siebie już naprawdę serdecznie. Powody weta? Strach Nawrockiego przed prezesem. Wola Trumpa. Fobie wobec Unii. I nienawiść do Tuska i rządu, bo SAFE to wielki sukces premiera. Weto Nawrockiego nie zablokuje funduszy na polską armię, prezydent musiał to wiedzieć, a jak nie wiedział, to ktoś mu powiedział. Zatem to tylko gra polityczna, taniec na pobojowisku, jakim jest nasza scena polityczna. Jedno pewne – będziemy teraz jeszcze bardziej się nie znosić.
Zimna wojna domowa marzy o ogniu. Telewizja Republika rzyga chamskimi hasłami. Biorę oddech, zatykam nos i na kilkanaście sekund zanurzam się w szambie tej stacji. Paski krzyczą: „Szajka zdrajców i folksdojczów próbuje zadłużyć Polaków u Niemców na miliony euro”, „Prezydent zatrzyma przemarsz Niemców przez Polskę”. W jednym okienku mówi Sikorski (musieli to dać, bo transmitują obrady Sejmu), więc „na odtrutkę” w okienku obok maszerują oddziały Bundeswehry z pochodniami (Goebbels serdecznie się uśmiecha). Inne paski wołają: „Folksdojcz atakuje prezydenta Polski”, „Chrońmy prezydenta przed przemysłem pogardy”. Tak, to jest właśnie ta pokraczna gęba, która się kryje za maską PiS. Jeśli chcecie wiedzieć, czym naprawdę jest PiS, oglądajcie Republikę, ale ostrożnie, bo to jak wchodzić do zatrutego fekaliami strumienia.
Inna refleksja: bardzo jednak boli, że wydajemy i będziemy wydawać takie pieniądze na mnożenie narzędzi zabijania, zamiast przeznaczać je na zdrowie, na edukację, na piękne budowle. Cały ten kosmiczny sprzęt pewnie nigdy nie będzie użyty. Czy jest jednak inne wyjście? Nie ma – i to boli. I trudno nie mieć obaw, że cały nasz świat zmierza do samozagłady.
Przywódcy Iranu obiecują, że zamordują Netanjahu. Nawet nie wiedzą, jaką przysługę oddaliby Izraelowi i narodowi żydowskiemu. Ten człowiek bardziej zaszkodził Izraelowi niż wszyscy jego śmiertelni wrogowie. Stanowią z Trumpem niezwykły duet. Ale tu też jest paradoks,
Jaka toczy nas choroba?
To plaga naszych lat – polityka staje się coraz bardziej knajacka. To w zasadzie wbrew logice, przecież świat jest coraz bardziej skomplikowany, zarządzanie jakimikolwiek procesami wymaga coraz większej wiedzy, poza tym rośnie grupa ludzi wykształconych. I co? I pojawia się Przemysław Czarnek, który woła: OZE-sroze, węgiel, węgiel! I to jest pomysł PiS na odzyskanie władzy.
Co ciekawe, szybko się okazało, że Czarnek zamontował na swoim domu panele fotowoltaiczne. Korzystając, a jakże, z unijnych dopłat, które zorganizowała gmina. Za panele i montaż instalacji zapłacił niewielką część kosztów, ledwie 8,1 tys. zł. A jego rachunki za energię spadły o ponad 1 tys. zł rocznie. Ale co tam! „Natychmiast, jak tylko minie okres trwałości projektu i spłaci mi się to wszystko, zdemontuję to świństwo!”, woła Czarnek.
My też wołamy: Premierze (in spe), odwagi! Wykaż się sprawczością! Teraz ściągaj panele! A my, dziennikarze, te 2 tys. zł, których ci brakuje do spłaty – dołożymy! To przecież będzie piękna transmisja, patrzeć na durnia, który wyrzuca z dachu fotowoltaikę! Ludzie będą to oglądać!
Koniec, panie Czarnek,






