Przebłyski
Kublik z promocją Syguta
Obsadzony przez PO w roli dyrektora generalnego TVP Tomasz Sygut, grabarz telewizji nibypublicznej, wykazał się poczuciem humoru. Malutkim i – jak na grabarza przystało – wisielczym. W promocyjnej gawędzie z Agnieszką Kublik z „Gazety Wyborczej” pochwalił się, że „TVP przestała być obciachowa”.
No bo jakże telewizja Syguta może być obciachowa, skoro dorabia w niej tyle osób z „Gazety Wyborczej”? A brak krytyki zapewniają Sygutowi liczne ekipy z prorządowych mediów.
Płaci podatnik. I nawet nie wie, za co, bo TVP jest teraz kopią Syguta. Nudna, miałka i politycznie lizusowska.
Pomysłowy proboszcz z Zakopanego
Ceny z kosmosu to znak firmowy Zakopanego, znany na całym świecie. A co od pazernych górali dostają turyści? Kolejne koszmarony, budowle wciskane, gdzie tylko się da. W tym górale są jeszcze bardziej pomysłowi niż przy windowaniu cen. Skąd u nich tak paskudny stosunek do świata i bliźnich?
Tropy prowadzą do centrum miasta. Do Kościoła pw. Najświętszej Rodziny przy Krupówkach. Gospodarzem jest tam proboszcz ks. Bogusław Filipiak. Bardzo rzutki biznesmen. Na parafialnej ziemi, przy kościele, wybudował dom towarowy. Wydzierżawił go zagranicznej sieci TK Maxx. Zachęcony dużymi zyskami poszedł jeszcze dalej. Wynajął teren tuż przy kościele prywatnej firmie, która postawiła tam karuzelę i miasteczko namiotowe.
Jak Małgorzata Raczyńska-Weinsberg zarobiła 5 milionów
Historia przekrętów za rządów PiS to tysiące afer, złodziejstwo i bezgraniczna bezczelność. Tyle tego, że zwykły człowiek nie jest w stanie wszystkiego ogarnąć. A za każdym gigaprzekrętem stoją konkretni ludzie. Z nazwiskami. Z miejscami „pracy”, gdzie dostali astronomiczne kwoty. I z nazwiskami tych, którzy im napychali kieszenie. W przypadku Małgorzaty Raczyńskiej-Weinsberg trudno by tę kasę zmieścić w walizce.
Jak kobieta, która na niczym się nie zna, zarobiła miliony? Dzięki sprytowi i cynizmowi. Zaczęła od tego, że wkradła się w łaski Jadwigi Kaczyńskiej. I sezam się otworzył. Jako doradczyni w PZU zarobiła 1 milion 605 tysięcy zł (od 1 lipca 2021 r. do 24 października 2023 r.). W tym samym czasie w Pekao SA zarobiła ponad 3 miliony 300 tysięcy zł. Dodatkowo dorabiała wtedy w Polskim Radiu. W PZU prezesem była wówczas Beata Kozłowska-Chyła, a zarządem Pekao SA kierował Leszek Skiba.
Od połowy 2024 r. sprawy są w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, u prokurator Weroniki Masny-Majewskiej. I pewno czekają na powrót PiS do władzy.
Biskup Artur nie przeprosił
Gdy jeden biskup, czyli Artur Ważny z Sosnowca, powędrował na Jasną Górę (4 października) z pielgrzymką ludzi „z obrzeży Kościoła”, to drugi, abp Wacław Depo z Częstochowy, trochę odczekał i publicznie go skrytykował na spotkaniu ze słuchaczami Radia Maryja. Pielgrzymka z udziałem bp. Ważnego nie spodobała mu się do tego stopnia, że spodziewał się nawet przeprosin. A tu kicha: „Nikt mnie nie przeprosił, łącznie z bp. Arturem”. I mówi to hierarcha, który nie tylko toleruje pielgrzymki kiboli, ale wręcz kibolom kibicuje, z ich wyzwiskami i pijackim rykiem. W sumie to bp Ważny ma szczęście, abp Depo mógł poprosić kiboli, by przemówili mu do rozumu. W znany sposób.
Amerykański prorok
Przed ponad stu laty żył człowiek, który przewidział to, co dziś mają Amerykanie. I, niestety, cały świat. Henry Louis Mencken, sławny niegdyś amerykański dziennikarz, napisał w „Baltimore Evening Sun” w 1920 r.: „W miarę jak demokracja jest udoskonalana, urząd prezydenta reprezentuje w coraz bliższym stopniu głębszą duszę społeczeństwa. Pewnego wielkiego i wspaniałego dnia prości ludzie tego kraju wreszcie osiągną życzenie swoich serc i w Białym Domu zamieszka absolutny głupek i kompletnie narcystyczny kretyn”. Nazwiska nie musiał podawać.
Apel do premiera Tuska: zróbcie coś z GARMONDEM
Historia firmy kolporterskiej GARMOND z Krakowa jest jak kryminał w odcinkach. Pisany kolejnymi konfliktami z wydawcami prasy. Za rządów PiS GARMOND obsadził m.in. POCZTĘ POLSKĄ. Zamawiali gazety, sprzedawali i… zapominali zapłacić. Ich długi tak rosły, że wydawcom groziło bankructwo. Zapłacili tylko część długów. I dziś na POCZCIE POLSKIEJ nie znajdziecie wielu tytułów, w tym „Przeglądu”. 8 lipca 2024 r apelowaliśmy do Tomasza Chróstnego, prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, oraz do Sebastiana Mikosza, prezesa POCZTY POLSKIEJ, by coś z tym zrobili. Nie kiwnęli palcem w bucie. Pytamy więc znowu prezesa Mikosza: Czy GARMOND może w pana firmie robić, co chce? A jeśli tak, to jaki interes ma w tym Poczta? A może pan? Prezesa Chróstnego nawet nie pytamy. Szkoda pieniędzy podatników na tak zarządzany UOKiK.
Pytamy premiera Tuska, czy ktoś potrafi przerwać tę hucpę.
Płacze i groźby Wildsteina
Powiało grozą. Pisowski wieszcz Bronisław Wildstein ostrzegł Polaków, że na ich (i jego) oczach dzieje się historyczny przełom. Mało kto go widzi, ale od pokazywania jest właśnie Wildstein. Cóż więc widzi wieszcz? „Zabijanie demokracji” („Sieci”), represje i prześladowanie opozycji. Pełna katastrofa, czyli niszczenie podstaw cywilizacji. Cywilizacją jest dla Wildsteina władza, która przez pełne osiem lat kradła na potęgę. A Wildstein udawał, że tego nie widzi. Broni tamtych rządzących, choć kradli. Bo się dzielili. Było na programy w mediach, książki, honoraria itp.
Muszą za swoje przestępstwa odpowiedzieć. Nie zatrzymają tego żadne płacze i groźby Wildsteina. A zresztą taki z niego wieszcz jak z Nawrockiego intelektualista.
Brednie w „Fakcie”
Głupiej się nie dało? Springerowski „Fakt” w notce o wprowadzeniu stanu wojennego podpisanej przez jakiegoś anonima (MW) ogłosił, że „Rosjanie wcale nie chcieli wchodzić”.
Springerowski nieuk powołał się na słowa ówczesnego szefa KGB Jurija Andropowa. I na gen. Mirosława Milewskiego, którego obwołał sekretarzem generalnym KC PZPR. Choć takiej funkcji nigdy nie było. Jaka gazetka, takie informacje i takie autorytety.
Może „Fakt” dla odmiany napisze o tym, na czym musi się znać. Czyli o Niemczech. Na przykład o planach wobec Polski, jakie NRD-owcy mieli w 1980 i 1981 r. Co wtedy chcieli zrobić? Którędy mieli wkroczyć do Polski? Ile było dywizji, czołgów itd.
Dla ułatwienia pracy podpowiadamy, że nawet nie trzeba umieć czytać. Wszystko jest na mapach. Są strzałki, są wykresy. Wystarczy na tekst: „Niemcy wcale nie chcieli wchodzić”.
W PZU Zdrowie jak na folwarku
Trzeba dobrego zdrowia, by czytać o skandalach w PZU Zdrowie i nie zachorować. Za rządów dojnej zmiany działo się tam jak na folwarku, który łaskawy pan przekazał swoim wiernym sługom, by jak najszybciej się wzbogacili. Aferzyści na górze, otoczeni rodzinami prawicowych patriotów, co to z niejednego pieca chleb jedli, jechali bez hamulców.
Andrzej Jaworski, prezes bardzo oddany ojcu Rydzykowi, przychodził i odchodził z PZU Zdrowie, gdy Kaczyński potrzebował poparcia Radia Maryja. Jako prezes spółki w niecałe trzy lata zarobił ponad 3 mln zł.
W PZU Zdrowie bliskich swoich współpracowników ulokował Patryk Jaki. Tłuste posady mieli tam: Magdalena Przydacz, żona ministra u prezydenta Nawrockiego, Dominika Szajnoga z Solidarnej Polski, dyrektorka gabinetu politycznego ministra zdrowia Niedzielskiego, Oliwer Kubicki, rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości, i wielu, wielu innych. Prokuratura ma co robić.
Duda (Piotr) nie chciał wolnej Wigilii
Piotr Duda, nie mylić z Andrzejem, to polityk równie charyzmatyczny jak eksprezydent. Tyle że cwańszy. Na fotelu przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ Solidarność rozsiadł się w 2010 r. I nie odpuszcza.
Minę ma zazwyczaj tak ponurą jak historia przekrętów w Solidarności. Zdarza mu się jednak żartować i powiedzieć coś śmiesznego. Na przykład to, co ogłosił w „Tygodniku Solidarność”: „Zmusimy rząd do podjęcia dialogu”. Duda i dialog? Oglądaliśmy to przez osiem lat rządów PiS. Jadł władzy z ręki. Bo to była ich ręka i ich władza.
Mało kto wie, że Duda był przeciwko wolnej Wigilii. „Opowiadaliśmy się za pozostawieniem dotychczasowej praktyki, pracownicy handlu pracowali w Wigilię do godz. 14”. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk nie skorzystała z jego oferty. I to ona została symbolem wolnej Wigilii.







