Cisza nad wesołą biedą

Cisza nad wesołą biedą

Och, gdyby związkowcom było w Polsce tak dobrze, jak opisują proplatformerskie media, to ludzie zapisywaliby się do związków zawodowych na potęgę. I nie musieliby się tłuc do stolicy autokarami. Nie przyjeżdżają przecież do Warszawy na zakupy, bo tu wszystko droższe. Ani dla sławy, bo i tak ważne telewizje niczego nie pokażą, a i prasa nie napisze. Chyba że będzie dyrektywa, by wykpić tych pasibrzuchów i leni, którym się zachciewa rozpusty w postaci 1,5 tys. zł pensji minimalnej. Nie inaczej było więc z manifestacją „Solidarności”. Strzępy informacji w mediach. Niewiele pokazano, ale mało kogo to dziwi, bo i tak wszystko wiadomo. I wiadomo, na co media chorują. Zaburzenia słuchu i wzroku. Nie widzą, nie słyszą! Dlaczego? Bo dziennikarze przecież też mają kredyty (i to we frankach szwajcarskich). A że kredyty trzeba spłacać, kto będzie ryzykował pokazywanie takich haseł jak:
„Donald, cudoku, ty skończysz rządzić w tym roku”,
„Donaldinio trampkarzyna podwyżkami nas zarzyna”,
„Miała być zielona wyspa, a jest blada dupa”,
„Politycy do paśników, emeryci do śmietników”.
Jest życie w mediach, ale na szczęście jest też życie w realu. O niebo prawdziwsze na ulicach niż w gabinetach.

Wydanie: 28/2011

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy