Dyzma i „Przekrój”

Dyzma i „Przekrój”

Wiadomo, że tygodniki nie mają lekko, ale trzeba mieć ogromnego pecha, by trafić na takiego wydawcę jak Grzegorz Hajdarowicz. Wydawany od 1945 r. „Przekrój” przechodził dramatyczne koleje losu, ale dopiero Hajdarowicz zgasił w redakcji światło. Jak dotąd związki Hajdarowicza z mediami polegają na tym, że zaciągając kredyty, kupuje tytuły i bardzo głośno zapowiada ich niezwykłe sukcesy, a później po cichutku zwalnia ludzi i tnie koszty. A jak już nie ma czego przyciąć, to spuszcza kurtynę. I zamyka kolejną firmę. Na szczęście internetu nie da się zamknąć i już zawsze będą śmieszyły opowieści wesołego Grzesia. Jak choćby ta z 2009 r., gdy Hajdarowicz zapowiedział, że w ciągu trzech lat „Przekrój” będzie się sprzedawał w nakładzie 120-180 tys. egzemplarzy. Plany miał prawdziwie mocarstwowe. Myślał o przejęciu Platformy Mediowej Point Group, wydawcy „Wprost”, i o kupnie kontrolnego pakietu w Agorze, wydawcy „Gazety Wyborczej”. Od ręki miał do wydania na zakupy 100-200 mln dol. Miał. Albo miał mieć. Albo myślał, że może mieć. Jak zwał, tak zwał, ale do licznych wywiadów pasowało świetnie. Wiadomo przecież, że papier zniesie wszystko. Podobnie jak dziennikarze, którzy do ostatniej godziny wierzyli, że może coś jest na rzeczy czy do rzeczy w tych zapowiedziach. Niestety, były to tylko takie same bajki jak milion czytelników z tabletami, którzy studiują wydawnictwa pana G.H.
„Przekroju” bardzo żal! A Hajdarowicz? Reinkarnacja Dyzmy? Bez obrazy, Dyzmy oczywiście.

Wydanie: 43/2013

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy