Gomułka – wielki i mały – rozmowa z Adamem Michnikiem

Gomułka – wielki i mały – rozmowa z Adamem Michnikiem

Zawsze uważałem, że Gomułka to postać. Zawsze. Uważałem, że to jest polski komunista prosowiecki, ale nie sowiecki. I że za to poszedł do kryminału i odsunięty został od władzy po 1948 r.

Po wojnie polscy komuniści wiedzieli, że są w mniejszości? Że żadnych wyborów by nie wygrali?
– I w związku z tym wiedzieli, że muszą być znacznie ostrożniejsi, jeśli idzie o grę ze społeczeństwem. To nie jest przypadek, że w dwóch kwestiach przynajmniej w Polsce była polityka łagodniejsza niż w innych demoludach. W stosunku do Kościoła i do wsi. W Polsce kolektywizacja szła znacznie wolniej i nawet gdy próbowano ją przyspieszyć, w porównaniu z tym, co się działo w Czechosłowacji czy na Węgrzech, to było małe piwo. Jeśli chodzi o stosunki z Kościołem – kiedy József Mindszenty1 i Josef Beran2 szli do więzienia, władza podpisywała porozumienie z Wyszyńskim. Dlaczego go potem aresztowano, to dla mnie do dziś jest sprawą zagadkową. Mirek Czech twierdzi, że był to wynik wewnątrzrosyjskiej rozgrywki. Że na kompromis z Kościołem chciał iść Beria, a Chruszczow, Mołotow i inni mówili – nie. Z Cerkwią nie. Z Kościołem nie. Do Bieruta szły więc instrukcje itd.
I on, i jego otoczenie byli niechętni Kościołowi.
– Bardzo! Bo to byli ideologiczni ateiści.

Bo był państwowcem
Mieli też osobiste do tej niechęci powody. Np. Gomułka i jego rodzina byli przed wojną wytykani przez proboszcza z ambony.
– Gomułka wyszedł ponad to, ponad taki uraz. Ale to był człowiek państwa komunistycznego. I w tym sensie był antykościelny, że Wyszyński mu przeszkadzał. Ale to było już po Październiku.
Ale był jednym z niewielu, z którym Gomułka się liczył…
– On się liczył, bo za Wyszyńskim stała ogromna siła. Ale go nie znosił!
Myślę, że szacunek Gomułki do Wyszyńskiego wynikał nie tylko z oceny siły Kościoła. Oni mocowali się intelektualnie, na charaktery. Bo np. o Breżniewie Gomułka nie miał zbyt wysokiego mniemania. Był z tym kłopot, bo gdy się spotykali, po 15-20 minutach Gomułka zaczynał go pouczać. To było dla otoczenia straszne.
– Wierzę! Zawsze uważałem, że Gomułka to postać. Zawsze. Uważałem, że to jest polski komunista prosowiecki, ale nie sowiecki. I że za to poszedł do kryminału i został odsunięty od władzy po 1948 r. Ale też widzę w jego grze politycznej brudne chwyty. Jest jego list do Stalina, w którym pisze, że uważa za swój błąd, że tolerował nadmiar towarzyszy żydowskich, którzy mieli skłonność do kosmopolityzmu. On to wszystko pisze w momencie, kiedy w Rosji rusza z ogromnym aplauzem wielka kampania przeciwko kosmopolityzmowi!
Kampania antysemicka.
– A on to zagrał! W kraju, który był cmentarzem żydowskim, granie taką kartą nie było eleganckie. Mam problem z Gomułką, dlatego że nie do końca rozumiem pewne jego działania. Dlaczego tak potraktował Jasienicę? Żeby sugerować, że był agentem, współpracownikiem? To było podłe, nie wolno mu było tego robić. Dlaczego pozwolił sobie na takie zgnojenie Antka Zambrowskiego? Przecież wiedział, że Zambrowski z komandosami, z nami, nic wspólnego nie miał.
A przemówienie w CRZZ? O V kolumnie?
– To co innego, ja bym tego nie mieszał. Tam, moim zdaniem, został podpuszczony. Oczywiście, jego wina, że dał się podpuścić. Że tutaj Żydzi piją szampany i nie wiadomo co. Chciał więc walnąć pięścią w stół. On wtedy był już konsekwentnie dezinformowany przez bezpiekę moczarowską i nie do końca się orientował w tej całej grze i manipulacji. Miał już swoje lata, a do Moczara3 miał ogromne zaufanie, jeszcze z czasów okupacji.
Tak jak nie miał do Kasmana4.
– Zupełnie nie miał. Kasman to była grupa moskiewska i on im absolutnie nie wierzył, tak jak nie wierzył Rosjanom.
I dlatego wciąż mówił o przyjaźni polsko-radzieckiej.
– O tak! Uważał, że nie ma w ogóle miejsca dla Polski antysowieckiej. Ze względu na ziemie zachodnie. Ze względu na to, że wtedy Rosjanie zagraliby inną grę. Nie na Polskę, tylko na Niemcy. Pod tym względem był konsekwentny. W 1946 r. wygłosił przemówienie, w którym zaatakował KPD, Komunistyczną Partię Niemiec, za to że oni nie wypowiedzieli się jednoznacznie za granicą na Odrze i Nysie. W 1946 r.! On miał intuicję, ale też miał wizję Polski. Uważał, że bez ziem zachodnich Polska będzie jak Księstwo Warszawskie. Mówił to parę razy.
Trzeba być państwowcem, żeby mieć taką wizję.
– Bo on był państwowcem.

Wielki zwrot
Ale skąd komuniście przyszło do głowy takie rozwiązanie? Przecież nikt na to nie wpadł, może poza jakimiś grupami radykalnej prawicy, grupą Piaseckiego. A tu nagle Gomułka i PPR mówią o „ziemiach piastowskich”, o granicy na Odrze i Nysie.
– Oni to wzięli oczywiście od endeków. Bo przecież nigdy przedtem nikt z nich nie pisał o żadnych ziemiach. Natomiast oni patrzyli na mapę. Mieli informacje, co kombinują Rosjanie, i zakładali, że państwo wpadnie w ich ręce. Zwrot, by tak rzec, narodowo-państwowy następuje nie tylko u Gomułki. Spójrzmy, co się działo w I Armii. Na pierwsze tezy Alfreda Lampego5, a potem na tezy Berlinga, które pisali mu Sokorski6 i Prawin7. To jest już wyraźnie zwrot ku myśleniu w kategoriach państwa. Dodajmy do tego, że zwrot ku myśleniu w kategoriach państwa dokonuje się u Stalina. Te epolety, Suworow, Kutuzow… I jego słynny toast – że wielki naród rosyjski nam zaufał. Popełniliśmy błędy, a mimo to zaufał.
Można więc mówić o wspólnej tendencji, wynikającej z przeżyć czy też mobilizacyjnych potrzeb II wojny światowej?
– Można mówić o jakiejś kopii myślenia. W 1945 r. Gomułka tępił, jak mógł, tych komunistów, którzy rozumowali w kategoriach polskiej republiki sowieckiej. Była taka sprawa, że usunęli wtedy z partii znanego komunistę Zawadzkiego – „Jasnego”8. Z partii! Dlatego, że on gdzieś tam optował za modelem polskiej republiki radzieckiej.
„Jasny” był też w tym czasie rywalem Gomułki w aparacie.
– Nie jest więc tak, bym miał do Gomułki – jak twierdziła na łamach „Przeglądu” Anna Tatarkiewicz – stosunek bezrefleksyjnego antykomunisty. W sumie oceniam go krytycznie, uważam, że masę rzeczy spieprzył, zwłaszcza po 1956 r., kiedy nie wykorzystał szans na zmiany. Ale nigdy nie zapomnę, że w 1956 r. był bohaterem narodowym. Że po nim taką popularność w narodzie mieli już tylko Wojtyła i Wałęsa. I nikt więcej. Ale też pamiętam, że w kolejnych latach zwyciężyło w nim doktrynerskie, ale i plebejskie przekonanie, że inteligencji nie wolno wierzyć, że trzeba z nią batem. Zresztą Wyszyński też wielkiej wiary w inteligencję nie miał. Uważał, że płaszczy się przed siłą.
Gomułka też musiał się liczyć z siłą. Tą za wschodnią granicą.
– W 1956 r. Gomułka miał szeroki margines swobody. Później, gdy przyszedł czas konfliktu z Chinami – jeszcze szerszy. A on wtedy założył, że będzie ortodoksyjnie prosowiecki i nie pozwoli sobie na żadne eksperymenty. W dwóch sprawach był ostrożny. Kościół i kolektywizacja. I wprawdzie z Kościołem poszedł na awanturę, ale to była awantura limitowana.

Tutaj żyły dwa narody
Patrząc na historię polskiej lewicy, PPS i PPR, wśród wielu elementów różniących te partie jeden jest zadziwiający – stosunek do kwestii żydowskiej. PPS podchodzi do niej w sposób otwarty, nie dzieli swoich działaczy na „właściwie” i „niewłaściwie” urodzonych. A PPR chowa towarzyszy o „złym” pochodzeniu.
– Zależy kiedy. Podczas okupacji w sprawie żydowskiej stanowisko PPR jest wzorowe. Bezkompromisowe. Mogę boleć nad tym, ale żadna inna prasa podziemna nie prezentuje tak jednoznacznie krystalicznego stanowiska jak prasa PPR-owska.
A WRN-owska?
– Bardzo przyzwoite. Ale nie tak jak prasa PPR-owska. Te teksty pewnie pisali Żółkiewski9, Bieńkowski10, czyli ludzie, którzy tak właśnie myśleli i którzy dla tych wartości przed wojną znaleźli się w tym środowisku. Tam nie ma miejsca na ślad wahania! Jeśli chodzi o WRN, to mniej wiem, natomiast na pewno na ich stanowisko wpłynął problem postawy części środowisk żydowskich po 1939 r. na Wschodzie. Kiedy wielu ludzi o orientacji PPS-owskiej pojechało na niedźwiedzie. To dlatego syndrom antysowiecki w środowiskach PPS był bardzo silny. Kto był za Sowietami, ten siłą rzeczy był dla PPS-owców podejrzany.
Stosunek do ZSRR – to dzieliło PPS i PPR najbardziej.
– Bo PPS to była partia niepodległości Polski! To była dla nich sprawa zasadnicza.
Później PPR zachowuje się inaczej, jeśli chodzi o towarzyszy narodowości żydowskiej.
– Gdy komuniści wzięli władzę, zobaczyli, że PPR-owski aktyw czysto etnicznie polski był bardzo wąski i nieliczny. Owszem, bez trudu znajdowali ludzi do milicji czy do samorządu gminnego, natomiast znaleźć ludzi do propagandy już było gorzej. Sięgano więc do towarzyszy pochodzenia czy narodowości, czy jak to nazwiemy, żydowskiej. Wtedy pojawiła się logika zmieniania nazwisk, dlatego że tezą opozycji antykomunistycznej, zwłaszcza prawicowej, było, że PPR to żydokomuna. Oni chcieli uniknąć tego zarzutu.
Że są obcy?
– To dotyczyło nie tylko żydowskich nazwisk. Np. Staszewski11, który był na Śląsku, wcześniej nazywał się Szuster. To było niemieckie nazwisko. Moczar nazywał się Diomko. To było ukraińskie. Mazur12 nazywał się Horenko – ukraińskie! Spolszczanie nazwisk było w PPR powszechne. A cel tego był prosty, Gomułka powiedział to, czy też napisał, jeszcze w roku 1944 – niech nas zwalczają jako polskich komunistów, a nie jako obcą agenturę!
We Francji nikomu nie przeszkadza, że Dominique Strauss-Kahn ma żydowskie korzenie, ba, był głównym kandydatem do prezydentury. Sarkozy ma korzenie węgierskie. Wieloletnim premierem był Pierre Mendes-France, wywodzący się z rodziny żydowskiej…
– Przed wojną premierem rządu Frontu Ludowego był socjalista Leon Blum. Ale Francja ma inną historię! We Francji nie było fenomenu żydowskiego sztetlu. Żydzi mieszkający we Francji w swojej ogromnej masie byli zasymilowani. To byli tacy Żydzi jak Stefan Meller. Stuprocentowy Polak. A mimo to Francja miała sprawę Dreyfussa! To znaczy, że dla francuskiej prawicy rdzenność oznaczała tyle co prawicowość, militaryzm i katolicyzm. Ten związek był tak mocny, że sprawa Dreyfussa podzieliła Francję na pół. W końcu zwyciężyła Francja republikańska, Jaurčsa, Clemenceau, a nie Francja ancien-régime’u, monarchistyczna itd., niemniej jednak nawet w takim kraju ten problem istniał.
Bój o Francję trwał przez całą III Republikę. Formacja monarchistyczna, katolicka parokrotnie była o włos od odwrócenia biegu historii.
– I nigdy nie wygrała. Natomiast w Polsce sytuacja była o tyle inna, że tutaj żyły dwa narody! Tu naprawdę żył naród żydowski, który miał swój język, religię, strój, obyczaj, literaturę, teatr, film, pamięć zbiorowych emocji itd. To byli ludzie, którzy nie tylko nie byli Polakami, ale nie chcieli nimi być.
Ale w większości chcieli być obywatelami Rzeczypospolitej.
– Nas nigdy nie uczono historii Rzeczypospolitej. Nas uczono historii Polski, która de facto była historią etnicznych Polaków. I to głównie zaboru rosyjskiego. W podręcznikach nie było miejsca na odrębność śląską czy pomorską. Nas nie uczono historii Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Niemców ani Żydów, którzy byli fragmentem Rzeczypospolitej Wielu Narodów. Co my wiemy o Niemcach, którzy mieszkali w Polsce, byli obywatelami Polski przed rokiem 1939? Nic nie wiemy!
Zostały po nich kawałki cmentarzy ewangelickich.
– Właśnie. A potem nas uczono, żeśmy wrócili na stare piastowskie ziemie, co było budowaniem mitu na piasku. Otóż jeżeli z tej perspektywy popatrzeć na ówczesne myślenie komunistyczne, było tam kilka wątków bardzo istotnych. Po pierwsze, przekreślamy tradycje Rzeczypospolitej Wielu Narodów, jest historia Polski. I w tym sensie przyjęto endecką wizję Polski – Polska dla Polaków, ziemie zachodnie… Być może wtedy nie było dla nas rozwiązań lepszych, nie wykluczam tego. Bo to nie Polacy budowali tamten świat, tylko budowano nam go w Moskwie, w Poczdamie, w Londynie, w Waszyngtonie, w Jałcie. Niemniej jednak skutki tego były takie, że nie było ani miejsca na historię innych narodów składających się na całość Rzeczypospolitej, ani też na odrębność świadomości istnienia Żydów jako narodu. A do tego wszystkiego przychodzi rok 1948, powstanie Państwa Izrael.

Rozrzedzanie, czyli sytuacja władzy
Wielu Żydów chce tam wyjeżdżać.
– I wyjeżdżają, i do pewnego momentu Stalin temu sprzyja. Z Polski idzie do Izraela nielegalna emigracja. Szkoleni są w Czechosłowacji żołnierze izraelskiego wojska, Hagany. Bo to jest operacja antyangielska! To wszystko załamuje się jednego dnia – jest już uznany Izrael, do Moskwy przyjeżdża pierwsza ambasador Izraela Golda Meir. I na jej powitanie na ulice wychodzi 100 tys. Żydów rosyjskich. Stalin to zobaczył i się przeraził, że ma u siebie potencjalną V kolumnę.
I stąd później się wzięli lekarze truciciele?
– A przedtem Salomon Michoels13.
Wepchnięty w 1948 r. pod ciężarówkę…
– Stalin zablokował też czarną księgę, którą przygotowywali Erenburg z Grossmanem. To ten moment, w którym zaczyna się wielkie kłamstwo.
Antysemityzm w komunizmie…
– To postawiło PPR w sytuacji szalenie wieloznacznej, dlatego że w Polsce antysemityzm był językiem prawicy. Nigdy żadna lewica, włącznie z komunistami, na coś takiego by sobie nie pozwoliła. I w gruncie rzeczy to jest powód, dla którego w Polsce nie było sprawy lekarzy.
Były operacje tzw. rozrzedzania.
– Odsuwano komunistów, z pochodzenia Żydów, z różnych eksponowanych stanowisk.
By nie kłuli w oczy.
– Czuwał nad tym głównie Zambrowski14, który był sam pochodzenia żydowskiego. Ja bym powiedział, że tutaj była już pewna sytuacja władzy. Każda władza unika otwierania sobie nowych frontów ze społeczeństwem, zwłaszcza jeżeli to jest władza, która nie ma legitymizacji. Której jedyną legitymizacją jest siła.
A wizja sprawiedliwego świata? Awansu mas ludowych? Świetlanej przyszłości?
– Ale to jest legitymacja dla nich samych, we własnym środowisku.
Taki Józef Tejchma15, chłopak z biednej wsi, został tymi ideami uwiedziony.
– Wielu ludzi było uwiedzionych. To nie tylko Tejchma, Jacek Kuroń przecież też. Natomiast przez cały czas była to opcja zdecydowanie mniejszościowa.

Szkoła janczarów
Polscy komuniści wzięli więc gigantyczny wiraż. W porównaniu z tymi z roku 1935 to byli inni ludzie.
– Pamiętajmy o dwóch rzeczach. Ci z 1935 r., z pierwszej linii, w 99% zostali wymordowani przez Stalina. Ci, którzy przyszli w ich miejsce, to był drugi, trzeci garnitur. Gomułka przed wojną w KPP nie był żadną wybitną postacią. On się stał wybitny w okresie PPR, w czasie wojny. I w tym sensie był znacznie mniej doktrynerski, mniej dogmatyczny, bo nie był tak obkuty w cytatach z Lenina, Stalina, Marksa i Engelsa. Ale jednocześnie to był człowiek, którego myślenie w 1948 r. to było coś na podobieństwo Tity.
Stąd hasło polskiej drogi do socjalizmu.
– W 1956 r., kiedy wrócił, to było optimum, bo uratował Polskę od rosyjskiej interwencji. Ale wszystko, co później, to już był anachronizm. Nie rozumiał nowych wyzwań.
On się cały czas bał o granice zachodnie.
– Panicznie! Ale przecież większa tolerancja w dziedzinie kultury tym granicom by nie zagroziła. Jednocześnie miałem wrażenie, że tak edukował aparat, żeby ten aparat zaostrzał jego strachy. I o ile na poziomie Gomułki, gdy zestawimy daty 1956 i 1970, to miało wymiar wielkiego szekspirowskiego dramatu, to już na poziomie kadr w aparacie bezpieczeństwa nie ma ani śladu Szekspira. To jest Władysław Machejek16.
Jak to możliwe – komuniści stworzyli szkołę partyjną, tam wychowywali sobie kadry, swoich następców. I wychowali sobie pokolenie, które przeprowadziło czystki 1968 r.! Choćby Stefan Olszowski17. Zdolny, inteligentny, tylko co ma wspólnego ze swoimi nauczycielami?
– Można też powiedzieć, że oni wychowali janczarów. Leszek Kołakowski, Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, Wiktor Woroszylski to są wszystko ludzie tego miotu! Bronisław Baczko, Stefan Amsterdamski. Komunizm był atrakcyjny dla istotnej części młodego pokolenia z różnych przyczyn. Dla jednych to była idea sprawiedliwości, dla drugich to była idea władzy. A władza ma to do siebie, że przyciąga tych, którzy jej łakną. I każda władza deprawuje. A jak mówił lord Acton – władza absolutna deprawuje absolutnie.
Wychowanków komunizmu dzieli pan na idealistów i ludzi żądnych władzy.
– Ale byli też tacy w pół drogi – Tejchma, Rakowski, Barcikowski, Werblan, którzy mieli trochę tego i trochę tego. W końcu zwyciężał w nich instynkt władzy i idealizmu było coraz mniej.

Ojciec stracił złudzenia
Odwrotnie niż u pańskiego ojca, który mógł być u władzy, a nie chciał.
– To jest inny przypadek. Mój ojciec wstępował do partii w 1919 r. To zupełnie inny kontekst – pierwszy okres porewolucyjny, cała Europa się huśta! Z moim ojcem było inaczej, dla niego szokiem były – on mi to mówił – wielkie pokazowe procesy, które zaczęły się wcześniej, kiedy aresztowano jego przyjaciół. Bo ludzi z zachodniej Ukrainy aresztowano wcześniej. W latach 1933 i 1934. Wtedy gdy aresztowano Żarskiego, Wróblewskiego… Był taki dziennikarz z „Po prostu”, Andrzej Berkowicz. Jego ojciec, Oskar Berkowicz, był przyjacielem mojego ojca, został aresztowany w 1933 r.
Komuniści początkowo tłumaczyli sobie, że te aresztowania to pomyłka, że to prowokacja.
– Że każda rewolucja popełnia błędy. Na początku tak się tłumaczy. Ale kiedy ruszyły procesy moskiewskie, kiedy oskarżeni się przyznawali, że byli szpiegami niemieckimi, japońskimi, to ojciec powiedział: albo-albo. Albo prawdą jest, co oni mówią, więc ten ruch musi być zdegenerowany, jeżeli na jego czele przez 20 lat stali szpiedzy, agenci itd. Albo to nieprawda, więc jest jeszcze gorzej. I od tego momentu ma dystans. On w gruncie rzeczy wtedy traci złudzenie, jeśli chodzi o sowiecki projekt.
Nadzieja na lepszy kraj, sprawiedliwy, żeby dzieci z biednych rodzin mogły iść do szkoły, awansować, chyba mu została.
– Ale on już nie wierzył, żeby to mogli zrobić ci ludzie, którzy tu, do Polski, przyszli na sowieckich sztykach! Ojciec po wojnie chciał wyjechać do Ameryki, ale się nie udało. W związku z tym przebywał na swego rodzaju emigracji wewnętrznej. Jest jeszcze jedna ważna rzecz, jeśli o nim mówimy – to był człowiek ze Lwowa. On się w Warszawie źle czuł, nie miał tu własnego środowiska. Pamiętam, kto przychodził do nas do domu – to wszystko byli ludzie z przedwojennej kompartii ze Lwowa, z Drohobycza, z tamtych stron. Ludzi z Warszawy nie pamiętam. Na pewno jacyś byli, ale ich nie pamiętam. Ojciec nie miał złudzeń. Wiedział już, co to jest za system, wojnę spędził w Sowietach, w Uzbekistanie, tu szpicel, tam donosiciel, NKWD nad tym wszystkim itd. W związku z tym, by tak rzec, nie wychylał się. Pamiętam taką scenę z dzieciństwa. Rodzice pracowali, zajmowała się mną dziewczyna, która pomagała nam w domu. I poszła ze mną na spacer. To był rok 1951, 1952. Małym dzieckiem byłem, byliśmy w Parku Ujazdowskim, wracaliśmy. Ona z jakąś znajomą się zagadała, a ja spojrzałem w tył i wybiegłem na jezdnię. I wpadłem pod samochód. Leżałem, cały krwią zalany. Zrobił się szum, wołano: co to za dziecko? Ona przybiegła cała przerażona. – To pana Szechtera – mówiła. – Tu niedaleko, w alei Przyjaciół. Więc zdecydowano – jedziemy.
Czyj to był samochód?
– Płk. Światły. Więc samochód zajeżdża pod nasz dom, szofer trzyma mnie na rękach, zanosi na górę i dzwoni do drzwi. Mama pyta, kto tam. Od płk. Światły! Mama otwiera drzwi, blada jak papier. Myślała, że po ojca przyszli. Zobaczyła mnie zalanego krwią – odetchnęła z ulgą. Takie czasy! Z tamtego okresu pamiętam strzępy rozmów, byłem dzieckiem, przy mnie się nie mówiło. Ale pamiętam nienawiść ojca do Stalina, do terroru. Nienawiść. To oczywiście zmienił 1956 r.
Nadzieja wtedy odżyła.
– Na bardzo krótko. Na rok. Już rozpędzenie „Po prostu” było wystarczającym znakiem. Ale też były inne sygnały, wcześniejsze. Ojciec pracował w Książce i Wiedzy, to było partyjne wydawnictwo, tam się mówiło, widziało.
Widać było dobrze, jak Gomułka skręca…
– Ojciec powtarzał mi przez wiele lat: Gomułka jest prostak, prymityw, ale to nie jest sowiecki agent. To zapamiętałem bardzo dobrze. Zawsze uważałem, że Gomułka był niebanalny. Próbowałem nawet namawiać historyków do wydania tomu jego najważniejszych tekstów. Niektóre jego przemówienia były bardzo ważne. Np. gdy mówił, że bezpieka w Polsce zaczyna przypominać państwo w państwie. Mówił to w 1946 r.!

Jest ONR-u spadkobiercą partia
Do pewnego momentu Gomułka imponował politycznym wyczuciem.
– On nie był człowiekiem głupim. To na pewno nie był żaden „kosmopolita”. Bardzo dobrze wpisany w tę polską plebejską glebę. Nie był żadnym antysemitą, w tym sensie, w jakim antysemitami są niektórzy obsesjonaci na prawicy. Nie! Ale nie cierpiał syndromu komunistów moskiewskich. A dużo Żydów tam było. Nie cierpiał ich, bo uważał, że są zanurzeni w doktrynerstwie i że lojalnie związani są przede wszystkim z Moskwą. Więc są szkodliwi i niebezpieczni dla sprawy komunizmu w Polsce. Bo naród ich odrzuci.
Gdyby komuniści zamiast opowiadać o etnicznej Polsce, mówili, że są ostatnim etapem Rzeczypospolitej Wielu Narodów, toby nie musieli tymi sprawami sobie zaprzątać głów.
– Postawmy pytanie: dlaczego tak nie mówili? Dlatego, że w wyniku decyzji Stalina powstała etniczna Polska. I oni w tę Polskę, zbudowaną na etnicznej bazie, weszli. W kraj, w którym mieliśmy transfery ludności z terenów wschodnich, transfery Ukraińców. A w tle był Wołyń i Ukraińska Powstańcza Armia. Wtedy karta antyukraińska była jednocześnie kartą prosowiecką. Bo był wspólny wróg.
Tak postrzegało to społeczeństwo.
– I naturalnym sprzymierzeńcem komunistów stali się niespodziewanie, nie chcę powiedzieć endecy jako partia…
Ale ludzie ukształtowani w tej kulturze myślenia?
– No tak. Instytut Zachodni, Wojciechowski, wszyscy ci ludzie, Edmund Osmańczyk, Ksawery Pruszyński… Cały ten styl myślowy. A komuniści próbują znaleźć jakieś zaczepienie w społeczeństwie. Jak napisał Miłosz: „Niechaj będzie tu wreszcie powiedziane, jest ONR-u spadkobiercą partia, między nimi nic nigdy nie było prócz buntu godnych pogardy jednostek. Kto miecz Chrobrego wydobywał z pleśni, kto stawiał słupy na samym dnie Odry i kto namiętność uznał narodową”. I dla komunistów w tym momencie staje się jasne, że ideologia Rzeczypospolitej Wielu Narodów jest dla nich niebezpieczna. Ideologia monoetniczna jest prosta.
Plebejska.
– Plebejsko-monoetniczna. Tu mogli liczyć na jakieś wsparcie w części środowisk ludowych. Jak Czesław Wycech czy Stefan Ignar. Nawet Stanisław Mikołajczyk. To były argumenty – odzyskaliśmy ziemie zachodnie! Jakoś chcieli się zakorzenić. Bo przecież to społeczeństwo było antykomunistyczne. Antysowieckie.
Przed wojną komuniści byli słabo zakorzenieni. Zdobywali w wyborach po parę procent.
– Bardzo słabo. Trochę lepiej było w środowiskach robotniczych, w Warszawie, Łodzi, Zagłębiu… I na kresach – ale tam były mniejszości, Białoruś, Ukraina.
Trzeba było mieć w sobie cechy zawadiaki, żeby być komunistą przed wojną. Szanse na zwycięstwo praktycznie zerowe, całkowite oddanie się sprawie. No i szło się za to do więzienia.
– Pewnie. Próbowałem zrozumieć komunizm, patrząc ze strony przedwojnia. Weźmy esej Juliana Bruna „Stefana Żeromskiego tragedia pomyłek” – nie zgadzam się z tym tekstem, ale to znakomicie napisany tekst, wspaniale. Który absolutnie wpisuje myślenie komunistyczne w obieg polskiej kultury narodowej. To nie jest nic przyniesionego z zewnątrz. Broniewski, który z ochotnika w wojnie 1920 r. przechodzi na stronę komunistyczną. Idźmy dalej – Wera Kostrzewa. Wielka postać! Przecież ona jest z ruchu socjalistycznego XX w., z PPS.
Wera Kostrzewa stawiała się Stalinowi, Zinowiewowi.
– W 1918 r. krytykowała Lenina, mniej więcej z tych samych pozycji co Róża Luksemburg – za rozpędzenie konstytuanty. Do KPP szli ludzie, którzy nie byli przekonanymi wrogami wolności. Oni uważali, że zaangażowanie w KPP, w komunizm to jest wybór drogi do wolności. To później się zmieniało. Coraz bardziej tę partię opanowywała mentalność sekty. Jeden drugiemu nie ufał. Pisali na siebie donosy. A z czasem na to nakładała się kariera w sowieckich strukturach. Ten ruch w tym sensie, pisałem to jako znak zapytania, miał zaszczepiony gen łajdactwa. Bo zdobyć się na coś takiego, żeby donosić na kolegów, z którymi siedziało się w więzieniu, przyjąć podejrzliwość jako filozofię numer 1… Nie zaufanie, ale podejrzliwość.
PPR to wszystko przejęła?
– Już w PPR w 1948 r. pojawia się hasło czujności, co nazywano szczujnością. Szczuciem na drugiego. Więc, z jednej strony, dla wielu z tych ludzi, którzy zaangażowali się w komunizm, subiektywnie mam wiele podziwu i szacunku, natomiast patrząc obiektywnie, widać, że oni wszyscy poszli złą drogą. Wzięli na siebie wszystko złe. Łącznie z tym drewnianym językiem, langue de bois, który już w ogóle nie służył do opisywania rzeczywistości, i z zasadami etycznymi, które pozwalały pomiatać ludźmi. Jak to pisał Majakowski – jednostka zerem! I w tym sensie uważam, że ten ruch był wielkim nieszczęściem lewicy. Bo ten ruch, w gruncie rzeczy, lewicę wykoleił.

Czas egzaminu
Wreszcie słowa godne jednego z legendarnych przeciwników komunizmu.
– O, tak! Wiele osób mnie pyta: jak to, takim antykomunistą byłeś, pisałeś ostre teksty, a teraz zacząłeś ich bronić?
Dlaczego?
– W moim rozumowaniu obecne były różne motywy. Pierwszy był taki: otóż w roku 1969 albo w 1970, po śmierci gen. Andersa, Stomma napisał artykuł w „Tygodniku Powszechnym”, że Monte Cassino z tymi ofiarami polskimi to był błąd. Że już wtedy były rozdane karty. Że ta ofiara nic nie dała. Że w wyniku układów międzynarodowych stało się tak, że na czele polskiego państwa muszą stać komuniści. Że wtedy właśnie rozpoczął się egzamin z patriotyzmu dla polskich komunistów. I że egzamin ten trwa do dzisiaj. Dla mnie moment tego ich egzaminu przyszedł w roku 1989, przy Okrągłym Stole.
I?
– I polscy komuniści ten egzamin zdali. W 1989 r. zachowali się zgodnie z polską racją stanu. Bo w tamtym momencie, w wyniku zawirowań w Rosji, dla Polski otworzył się szeroki margines. I padło pytanie: czy to wykorzystają, czy nie? Wykorzystali! Wtedy sobie przyrzekłem, że jeżeli oni dotrzymają słowa, będę ich bronił do końca. To był pierwszy powód. Drugi motyw był taki, że wszyscy ludzie, nie tylko komuniści, mają coś takiego, że dostosowują się do rzeczywistości, w której żyją. Jeśli więc się zmieniła rzeczywistość, oni musieli się do niej dostosować. Interesowało mnie, jak się dostosowują. Patrzyłem na to ich nowe pokolenie, w sumie moje, na Leszka Millera, i widziałem, że dostosowują się uczciwie, że są lojalni wobec demokratycznej Polski. I w tym momencie widać było wyraźnie, że antykomunizm, który zaczął być rozpętywany, jest grą. Że tu nie chodzi o żadną walkę z komunizmem, tylko o to, żeby wytworzyć atmosferę histerii, która pozwoli zarządzać społeczeństwem za pomocą straszaka antykomunistycznego. Tego się nauczyłem z tamtych lat – że nieważny jest kolor sztandaru, że ważna jest substancja tego, co proponujesz. Z tamtych czasów pochodzą moje dwa powiedzenia. Pierwsze, że etniczny szowinizm jest ostatnim, najwyższym stadium komunizmu. Co pokazał Slobodan Milošević.
A drugie powiedzenie?
– Że także jest coś takiego jak antykomunizm z bolszewicką twarzą.

1 József Mindszenty (1892-1975) – od 1945 r. prymas Węgier, w roku 1948 aresztowany i skazany na dożywocie. Uwolniony w czasie rewolucji 1956 r. Po interwencji rosyjskiej na Węgrzech schronił się w ambasadzie USA, gdzie przebywał przez następne 15 lat.
2 Josef Beran (1888-1969) – 1942-1945 więzień Dachau. Od 1945 r. arcybiskup Pragi. W latach 1949-1963 więziony.
3 Mieczysław Moczar (1913-1986) – od 1937 r. w KPP. W czasie wojny dowódca GL i AL. Od 1945 r. w MBP. Najpierw wiceminister (1956-1964), a potem minister spraw wewnętrznych (1964-1968). Członek KC PZPR (1956-1981), członek Biura Politycznego KC PZPR (1970-1971 i 1980-1981).
4 Leon Kasman (1905-1984) – od 1922 r. w partii komunistycznej. W czasie II wojny światowej w ZSRR. Od 1943 r. w radzieckiej partyzantce. W PPR kierownik wydziału agitacji i propagandy. Redaktor naczelny „Trybuny Ludu”.
5 Alfred Lampe (1900-1943) – od roku 1921 w KPRP. W czasie II wojny światowej na terenie ZSRR, współorganizator i ideolog 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki.
6 Włodzimierz Sokorski (1908-1999) – od 1926 r. w KPP. W czasie wojny na terenie ZSRR. W 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Poseł do KRN i na Sejm PRL (1945-1976). Minister kultury (1952-1956). Szef Radiokomitetu (1956-1972).
7 Jakub Prawin (1901-1957) – od 1931 r. w KPP. W czasie II wojny światowej na terytorium ZSRR. Żołnierz Armii Czerwonej, walczył pod Stalingradem. Potem w 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Generał brygady. Szef Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie w 1945 r.
8 Włodzimierz Zawadzki – „Jasny” – od 1944 r. szef obwodu rzeszowsko-krakowskiego PPR. Odwołany przez KC za sekciarstwo. W roku 1945 wykluczony z PPR. Powrócił do niej dwa lata później, po złożeniu samokrytyki.
9 Stefan Żółkiewski (1911-1991) – współtwórca PPR, redaktor naczelny „Kuźnicy” (1945-1948) i „Polityki” (1957-1958), minister szkolnictwa wyższego (1956–1959), poseł do KRN i na Sejm PRL (1943-1956 i 1961-1969). W wyniku wydarzeń marcowych został usunięty z Komitetu Centralnego.
10 Władysław Bieńkowski (1906-1991) – od 1942 r. w PPR. W czasie II wojny światowej był redaktorem pism konspiracyjnych: „Głosu Warszawy” i „Trybuny Wolności”. Poseł do KRN i Sejmu PRL (1943-1952, 1961-1969) minister oświaty (1956-1959). Odszedł ze stanowiska, protestując przeciwko usunięciu religii ze szkół. W latach 70. współpracownik KOR i TKN.
11 Stefan Staszewski (1906-1989) – działacz KPP. W latach 1938-1945 więziony na terenie ZSRR. Od 1945 r. w partyjnym aparacie PPR. 1955-1957 I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR. W 1968 r. został wykluczony z PZPR, sympatyk opozycji demokratycznej.
12 Franciszek Mazur (1895-1975) – w czasie rewolucji październikowej przebywał w Rosji, był członkiem WKP(b). Od roku 1930 w Polsce, kierował KPZU. W czasie II wojny światowej w ZSRR. W Polsce od 1945 r. M.in. kierownik wydziału organizacyjnego PPR i PZPR, członek Biura Politycznego, wicemarszałek Sejmu.
13 Salomon Michoels (1890-1948) – aktor, przewodniczący Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego. W roku 1942 za zgodą Stalina kwestował w USA na rzecz pomocy wojennej dla ZSRR. Wepchnięty pod ciężarówkę przez agentów NKWD.
14 Roman Zambrowski (1909-1977) – w KPP od 1928 r. W czasie II wojny światowej w ZSRR, oficer I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. W PPR od 1945 do 1963 r. członek Biura Politycznego KC PZPR i KC PZPR. Usunięty z PZPR w roku 1968.
15 Józef Tejchma (ur. 1927 r.) – działacz ZMW „Wici”, ZMP, ZMW (przewodniczący w latach 1957-1963). Członek Biura Politycznego KC PZPR (1968-1980), wicepremier (1972-1979), minister kultury i sztuki (1974-1978; 1980-1982).
16 Władysław Machejek (1920-1991) – pisarz, publicysta, w czasie wojny współorganizator GL i AL. Poseł na Sejm PRL (1957-1972). Redaktor naczelny „Życia Literackiego” (1952-1989). Wyśmiewany za tzw. machejkizm, czyli pusty, rozwlekły styl.
17 Stefan Olszowski (ur. 1931 r.) – przewodniczący RN ZSP (1956-1960), kierownik Biura Prasy KC PZPR (1963-1970), członek Biura Politycznego (1970-1980). Szef MSZ (1971-1976 i 1982-1985).

Wydanie: 43/2011

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Kot Jarka
    Kot Jarka 2 listopada, 2011, 00:04

    nie zły dowcip,
    Michnik oceniający Gomułkę, he, he,
    pan Adam jak nie podsłuchy i gnojenie Rywina to kabaretem się zajmuje

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Radko R.
    Radko R. 12 grudnia, 2011, 18:03

    Mimo wszystko interesujące!

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. profesor j. polskiego
    profesor j. polskiego 24 lipca, 2012, 08:29

    Niezły (z dużej litery i razem) (…) jak nie podsłuchami i gnojeniem (to są czasowniki; do “gnojenia” przydałaby się też przydawka, bo samo nic to nie znaczy).
    Dwója !

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na „Radko R.Anuluj pisanie odpowiedzi