Klucze do katedry

Klucze do katedry

Dlaczego czeski parlament odrzucił ratyfikację konkordatu

Czesi przez wieki byli dla papiestwa jednym z najbardziej kłopotliwych narodów. Wszystko zaczęło się już w XIV w. od Jana Husa, docenta praskiego, który krytykował ówczesne zepsucie w Kościele i postulował sekularyzację jego majątków, za co został spalony w czasie soboru w Konstancji w 1415 r. Po tym wydarzeniu przez Czechy przetoczyła się antykatolicka fala pod husowym sztandarem, która zakończyła się porażką sił cesarskich i powstaniem w 1433 r. separatystycznego Kościoła utrakwistycznego (został on obalony dopiero w 1623 r., w czasie wojny trzydziestoletniej). Czesi nigdy nie byli już skłonni do posłuszeństwa Rzymowi i zawsze stanowili czynnik podejrzany w oczach Watykanu.

Kościelne dylematy okresu międzywojennego
W 1919 r. jednota katolickiego duchowieństwa czeskiego zażądała m.in. osobnego patriarchy, demokratyzacji struktur (wybory na urzędy proboszczowskie i biskupie przez ludność), czeskiej liturgii i zniesienia celibatu. Czeski rząd, który wraz z prezydentem wolnomularzem T.G. Masarykiem był nieomal w całości shusytyzowany, poprzestawał na żądaniach sukcesji uprawnień cesarza Austrii jako króla Czech (obsada urzędów w Kościele). Wszystkie te postulaty były przez papiestwo kategorycznie odrzucane.
500 lat po tzw. defenestracji praskiej i wybuchu powstania husyckiego (1419 r.) oraz proklamowaniu przez papieża bulli zapowiadającej krucjatę przeciwko Czechom (1420 r.) Jan Hus został uznany za bohatera narodowego, zaś dzień jego śmierci (6 lipca) ogłoszono świętem narodowym. W odpowiedzi na to Stolica Apostolska zerwała stosunki dyplomatyczne z Czechosłowacją.
W tym czasie coraz większą popularność zyskiwała idea ponownego powołania kościoła narodowego. Kościół Narodowy Czechosłowacki został oficjalnie utworzony 8 stycznia 1920 r. Ponad milion czeskich dusz opuściło wówczas Kościół katolicki i przeszło na łono kościoła narodowego. Czechosłowacka konstytucja z 1920 r., inaczej niż polska (marcowa), stanowiła jednak, że wszystkie religie są „równe”, nie wyróżniając żadnej z nich.
Innym problemem trapiącym Kościół katolicki w Czechach po I wojnie światowej były silne wśród duchowieństwa wpływy modernizmu, z którym papiestwo zmagało się od początku XX w. i dekretu Lamentabili Piusa X. 15 stycznia 1920 r. Kongregacja św. Oficjum potępiła Stowarzyszenie Księży Modernistów, co jednak nie zakończyło tendencji reformistycznych wśród czeskiego kleru.

Modus vivendi z 1927
Modus vivendi to nazwa umów, jakie zawierała Stolica Apostolska, o charakterze cząstkowym i przejściowym, tymczasowo regulującym pewne kwestie. Po raz pierwszy nazwa ta pojawiła się właśnie w układzie Stolicy Apostolskiej z Czechosłowacją z 1927 r.
Pomimo że był to jedynie układ cząstkowy, jego zawarcie i tak okazało się nie lada szczęściem dla Kościoła, spowodowanym co najmniej częściowo klęską lewicy w wyborach z 1927 r., które wywołało w rządzie czechosłowackim tendencję do umocnienia polityki wewnętrznej, opierając się na Kościele katolickim. Był to jednak również dowód dużych zdolności dyplomacji kościelnej. Układ parafowano 17 grudnia 1927 r. i – jako niewymagający procedury ratyfikacyjnej – wszedł w życie po wymianie not 2 lutego 1928 r. W nagrodę za to poseł nadzwyczajny, P. Ciriaci, który doprowadził sprawę do pomyślnego zakończenia, został mianowany arcybiskupem tytularnym Tarsu oraz nuncjuszem w Pradze.
Układ regulował przede wszystkim kwestie związane z delimitacją granic diecezji. Miała zostać przeprowadzona delimitacja eliminująca zwierzchnictwo nad terenami znajdującymi się w Czechosłowacji ordynariuszy spoza Czechosłowacji. Zakony miały posiadać własne prowincje na terytorium Czechosłowacji, w ostateczności tylko podlegać miały władzom generalnym poza granicami państwa. Rząd uzyskał prawo zgłaszania zastrzeżeń natury ogólnopolitycznej przeciw kandydatom na urzędy biskupie. Ponadto ustalono rotę przysięgi, którą mieli składać biskupi na „wierność Rzeczypospolitej Czechosłowackiej”, że „nie uczynią nic, co byłoby sprzeczne z dobrem, bezpieczeństwem i całością Republiki”. W efekcie kształt postanowień okazał się dla Czechosłowacji niekorzystny, gdyż układ delimitacyjny został zawarty dopiero 2 września 1937 r. (w składzie archidiecezji praskiej znalazła się m.in. ziemia kłodzka, zaś Głubczyce w metropolii ołomunieckiej) i nie rozwiązywał w całości kwestii granic diecezji zgodnie z postanowieniami modus vivendi (załatwiono to w pełni według tych zasad dopiero w roku 1977, po pertraktacjach rządowo-watykańskich).
Modus vivendi przestało obowiązywać po II wojnie światowej, po przejęciu w 1948 r. władzy przez Komunistyczną Partię Czechosłowacji oraz zasadniczej zmianie charakteru państwa (podobnie jak w Polsce odnośnie konkordatu z 1925: bez formalnego wypowiedzenia). Stosunki wyznaniowe regulowane były odtąd w całości ustawowo, na czele z najważniejszą ustawą z 14 października 1949 r. o powołaniu Państwowego Urzędu do spraw Kościelnych.

Rewindykacja majątków pokościelnych
Pierwszy znaczący akt związany z tą kwestią sięga jeszcze XV w. Tzw. kompaktaty, czyli układy zawarte po powstaniu husyckim, gwarantowały Czechom, iż mogą zatrzymać wszystko to, co skonfiskowano Kościołowi w czasie powstania. Papiestwo oczywiście nigdy nie uznało tych układów.
Po upadku komunizmu również czeski Kościół podjął starania rewindykacyjne. W latach 1990 i 1991 uchwalono dwie ustawy rewindykacyjne, na podstawie których zwrócono 250 nieruchomości. Jednak była to ledwie kropla w morzu tego, czego domagał się Kościół: 171 tys. ha lasów, 47 tys. ha gruntów rolnych i 3380 budynków. Po rozwodzie czesko-słowackim rewindykacje nie miały szans na zrealizowanie. Kiedy w 1994 r. Kościół zażądał katedry św. Wita na praskich Hradczanach (odpowiednik katedry wawelskiej), społeczeństwo czeskie dało wymowny wyraz swemu antyklerykalizmowi, w wyniku czego na forum parlamentu przypomniano Kościołowi, iż cesarz Karol Luksemburski (1314-1376) oddał tę katedrę „Panu Bogu i Czechom”, zatem roszczenia „instytucji pana kardynała Vlka” (arcybiskupa praskiego) uznano za bezpodstawne. Mimo iż Kościół uzyskał korzystny wyrok sądowy, na skutek nacisku opinii publicznej musiał się wycofać z roszczenia. Świątynia ta nadal jest więc niejako w użytkowaniu Kościoła. Codziennie rano kapelan arcybiskupa odbiera klucze z Kancelarii Prezydenta Republiki, a wieczorem odnosi je z powrotem…
W 1996 r. parlament odrzucił trzecią ustawę rewindykacyjną, w 1997 r. odtrącono watykańską propozycję umowy w tej sprawie. Badania opinii publicznej z tegoż roku wykazały, iż ponad 34% społeczeństwa sprzeciwia się zwrotowi majątku Kościołowi, a jedynie 26% jest za.

Umowa konkordatowa z 2002 roku
Wbrew nie najlepszym perspektywom kościelnym w Czechach zamierzano wprowadzić całościowe uregulowanie stosunków państwo-Kościół w postaci umowy konkordatowej (lecz bez używania nazwy konkordat). Żmudne negocjacje ze Stolicą Apostolską trwały ponad dwa lata. W lipcu 2002 r. doszło do podpisania umowy regulującej sytuację prawną Kościoła w Republice Czeskiej. Państwo zagwarantowało Kościołowi swobodę wypełniania misji, prawo do opieki duszpasterskiej nad wiernymi znajdującymi się w szpitalach, domach opieki społecznej oraz zakładach karnych; uznane zostały konsekwencje cywilne małżeństwa sakramentalnego; uznane przez państwo szkoły kościelne każdego szczebla miały być zrównane w prawach i obowiązkach ze szkołami publicznymi; uregulowano zasady nauczania religii w szkołach publicznych oraz współdziałania Kościoła i państwa w dziedzinie ochrony dziedzictwa kulturowego; obydwie strony wyraziły wolę rozwiązania zagadnień dotyczących restytucji znacjonalizowanych dóbr Kościoła katolickiego, których stale, lecz bezskutecznie domaga się Kościół katolicki w Czechach. Konkordat jednak nie rozwiązywał tej kwestii.
Aby wejść w życie, umowa wymagała procedury ratyfikacyjnej. W lutym 2003 r. dziennik „Pravo” informował, że szanse jej ratyfikacji przez parlament są znikome, jeśli nie dojdzie do renegocjacji. Z zastrzeżeniami posłów spotkały się postanowienia dotyczące uznawania ślubów kościelnych, mianowania przez władze kościelne władz wydziałów teologicznych w szkołach wyższych oraz zwrotu majątków kościelnych.
Sprawa ratyfikacji umowy została poddana pod głosowanie 21 maja 2003 r. Przeciw ratyfikacji opowiedziało się 110 ze 177 posłów obecnych na sali, tym samym umowa podpisana przez czeski rząd nie dojdzie do skutku: czeski parlament nie życzy sobie konkordatu. Przeciwko ratyfikacji byli nie tylko komuniści, lecz także większość konserwatywnej ODS i niemal połowa rządzących socjaldemokratów. „Dla mnie ta umowa jest po prostu zbędna”, powiedział po głosowaniu wiceprzewodniczący ODS, Jan Zahradil. Vojtech Filip, komunistyczny wiceprzewodniczący izby poselskiej, twierdził, że zrównanie rangą ślubu kościelnego z cywilnym ograniczy suwerenność Czech.
„To hańba dla Czech”, ogłosili biskupi czescy w odpowiedzi na decyzję parlamentu. Czy jest to hańba Czech, czy raczej czeskiego rządu, który zawarł umowę abstrahującą od realiów stosunków wyznaniowych panujących w Czechach – trudno kategorycznie rozstrzygnąć. Faktem jednakże pozostaje, iż chadecki wicepremier i szef MSZ, Ciril Svoboda, zlekceważył doniesienia o marnych szansach na ratyfikację umowy i wbrew temu poddał ją pod głosowanie. Svoboda porywając się na umowę kompleksową i wymagającą ratyfikacji, nie wykazał rozsądku przedwojennego szefa MSZ, Edvarda Beneša, który zawarł jedynie umowę cząstkową, pod postacią modus vivendi, obawiając się zasadnie, iż parlament czeski nie przyjąłby w głosowaniu umowy całościowej. Svoboda przyjął bezzasadne założenie o możliwości aprobaty parlamentarnej. Zaś jego wynurzenie po zakończeniu głosowania: „Bieda z nędzą przeszły przez izbę poselską”, pokazuje, że pan premier do samego końca bujał w obłokach nadziei na „cud nad Wełtawą”.
Należy dodać, że nie jest to pierwszy tego typu kazus w stosunkach międzynarodowych. W roku 1935 zawarto konkordat z Jugosławią. Wyjątkowe było nie tylko to, że religia katolicka stanowiła tam mniejszość, ale i fakt bardzo korzystnych dla niej ustanowień. Watykan reprezentował E. Pacelli. Art. 1 stwierdzał, że Kościół katolicki ma pełne prawo do swobodnego i publicznego pełnienia swej misji. Duchowieństwu przyznano przywileje i państwową ochronę spełniania swych funkcji. Dochody kleru otrzymywane z tytułu pełnienia funkcji duchownych miały być zwolnione od podatku, tak jak dochody funkcjonariuszy państwowych. Kościołowi przyznano subwencje proporcjonalnie odpowiednie jak dla innych wyznań. Nauka religii dla katolików miała być przedmiotem obowiązkowym. Szkoły wyznaniowe mogły otrzymać prawa szkół publicznych. Małżeństwa kanoniczne zrównane z cywilnymi (sprawy o unieważnienie w gestii sądów kościelnych). Tak więc znacznie przesadzono z przywilejami, które byłyby nawet bardzo korzystne dla państwa całkowicie katolickiego. Nigdy nie udało się ratyfikować tego konkordatu, tym samym nigdy nie wszedł w życie.

Perspektywy konkordatowe
Obecnie istnieje ponad 50 tzw. umów konkordatowych (konkordaty, konwencje, umowy cząstkowe i ramowe o różnych nazwach), których stroną jest Stolica Apostolska. Czechy nie są stroną żadnej z nich. Czy kiedykolwiek będą? Socjaldemokratyczny premier Vladimir Szpidla, który wstrzymał się od głosu, przewiduje, iż negocjacje potrwają kolejnych kilka lat. Zawieranie umów konkordatowych nie jest jednak wyłącznie kwestią czasu i zgodnego rozwiązania kwestii spornych. To przede wszystkim kwestia społeczna: szanse na zawarcie umowy między państwem (liberalnej demokracji) a Stolicą Apostolską zmniejszają się odwrotnie proporcjonalnie do postępującej sekularyzacji (pomijając już nawet tradycyjny antyklerykalizm czeski o podłożu historycznym). Sekularyzacja postępuje dziś na ogół liniowo, z tym że w Czechach, jak się wydaje, geometrycznie. Na 10 mln obywateli Kościół katolicki ma dziś ok. 2,7 mln wiernych, czyli o ok. 47% mniej niż przed 10 laty. Większa część społeczeństwa deklaruje ateizm.

Wydanie: 26/2003

Kategorie: Kościół

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy