O czym świadczą obecne zmiany kadrowe w rządzie i kancelarii prezydenta RP?

O czym świadczą obecne zmiany kadrowe w rządzie i kancelarii prezydenta RP?

Jacek Żakowski, publicysta
Przede wszystkim jest to wyraz emocjonalnej niedojrzałości środowiska politycznego, które reaguje obniżoną skłonnością do kompromisu wewnętrznego. Dla polskiej prawicy to dosyć typowe, a wynika z bardzo wyraźnie hierarchicznej wizji państwa. Premier nie jest w stanie zrozumieć, że jest tylko pierwszym wśród ministrów. Widzi siebie w roli władcy i jako władca karze za odmienne poglądy. Ci, którzy mają trochę charakteru, mają też problem z akceptacją daleko idącego ubezwłasnowolnienia. Liczba zmian na najwyższym szczeblu jest horrendalna. Mamy drugiego premiera w ciągu roku, dwóch ministrów obrony, dwóch ministrów finansów dwóch ministrów spraw wewnętrznych. Roczny horyzont działania na tym szczeblu władzy to jest żaden horyzont. Nowy minister nie zdąży się jeszcze rozpakować i już się pakuje. To nie jest poważne.

Prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog, UW
Każda z tych zmian ma inną genezę. Odpowiedź na pytanie o zmianę na stanowisku szefa MSWiA wymaga zrozumienia, co poróżniło premiera Kaczyńskiego i wicepremiera Dorna. Jeśli chodziłoby tu o koncepcję podzielenia ministerstwa, to przypuszczam, że poszło o dalekosiężną wizję zmian w państwie i budowanie formuły PiS, o umocnienie zarządzania publicznego (być może ten dział otrzymałby w przyszłości Jan Rokita), co stanowiłoby większość obowiązków resortu. Jeśli jednak, co nie jest wykluczone, do zmian przyczyniły się małostkowe konflikty między ministrem a premierem, to spór dowodziłby degrengolady środowiska władzy. Nie wiem, która z tych dwóch hipotez jest prawdziwa.

Prof. Mirosław Karwat, filozofia polityki
To nie jest strategia długofalowa, ale działanie doraźne, socjotechnika konwulsyjna, aby codziennie była jakaś sensacja. Inni nazywają to ucieczką do przodu, np. ucieczką od odpowiedzialności, rozliczenia itd. Ponieważ powstają konflikty w resortach, rośnie opór personelu, który zna reguły gry i swoje kompetencje, więc gdy zderza się z woluntaryzmem politycznym, trzeba dokonać wymiany. W przypadku min. Dorna cokolwiek było powodem odejścia, było wystarczającym pretekstem, by polityk, który się spala, nie spalił się zupełnie. Trzeba mu dać inne stanowisko, a przy okazji robi się spektakl na użytek mediów, „ręka jest na pulsie”, premier dokonuje oceny. Typowa gra pozorów.

Prof. Wiesław Władyka, historyk, publicysta „Polityki”
Fantastyczne komentarze i domniemania są charakterystyczne dla sposobu sprawowania władzy zamkniętej kamaryli. Tutaj zmiany i przegrupowania, powodzenie lub załamanie danej kariery zależą od woli, humoru, psychologicznych czy psychicznych stanów władcy. Przy okazji można się pozbyć tych, którzy do kamaryli nie należeli, i zrobić porządki na dworze. Skryte i tajemnicze zwroty nie są zrozumiałe dla ludzi z zewnątrz kamaryli. Pojawiają się tylko przypuszczenia, że np. odsunięcie Ludwika Dorna wiąże się z tym, że Ziobro rośnie w siłę. Jednym z elementów komplikujących układankę personalną Jarosława Kaczyńskiego jest koalicja z Lepperem i Giertychem. Fakt, że musi się on z nimi liczyć i dzielić, ogranicza pole manewru i jest kłopotliwy, ale bez nich nie miałby większości w parlamencie.

Dr Jarosław Flis, socjolog polityki, UJ
Jest to kolejne przesilenie, a problem pojawia się wtedy, kiedy pojawia się indywidualność, która nie utożsamia się w pełni z koncepcjami Jarosława Kaczyńskiego. Premier powinien to potraktować jako sygnał ostrzegawczy wobec dalszego uporczywego forsowania własnych projektów. Pozbycie się z rządu Radka Sikorskiego i pozbawienie ważnej funkcji Ludwika Dorna będzie sprzyjać umacnianiu się wewnętrznej opozycji w stosunku do jego przywództwa. Przeprowadzone zmiany to przykład drgawek, na które skazany jest polski system rządzenia, w którym nikt nie jest pewny swojej pozycji, z wyjątkiem szefów partii koalicyjnych. Gdyby Sikorski i Dorn byli przywódcami odrębnych ugrupowań, na pewno nie straciliby swoich stanowisk, ale skoro byli ludźmi PiS, to polegli przy pierwszej próbie poszerzenia samodzielności. W dłuższej perspektywie ich los jest zachętą do rozłamu i partyjnego rozdrobnienia. W Finlandii, gdzie był podobny do Polski system rządzenia, gabinety zmieniały się średnio co 15 miesięcy. U nas tak źle jeszcze nie jest.

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny
Autodymisja Dorna świadczy o tym, że trochę pęka spoistość ideowa. To jest dla Jarosława Kaczyńskiego sygnał, że jedynowładztwo w wymiarze programowo-ideowym kończy się. Nadal ma on możliwość doboru takich ludzi, jakich sobie życzy, ale będą oni coraz marniejsi. Może więc nie udać mu się zrealizować założonego programu zmian, bo marnych wykonawców stać tylko na marne rezultaty. Choć są lojalni, nie wywiążą się z nałożonych zadań.

Andrzej Morozowski, publicysta TVN
Za mało wiemy, by spekulować. Jeśli się nie zna podłoża zmian, to komentarz jest tylko wróżeniem z fusów. Wszyscy niebawem się przekonają, jakie będą notowania PiS, a jakie PO, czy te zmiany zaszkodzą, czy pomogą władzy.

Prof. Marian Filar, prawo karne, UMK
Nowy szef MSWiA, Janusz Kaczmarek, jest niewątpliwie kompetentnym prawnikiem i karnistą, a także dobrym organizatorem. Te zalety schodzą jednak na dalszy plan, bo ważne, że jest przyjacielem i wiernym u tronu najjaśniej panującego. Jednak w polskim systemie prawnym szef MSWiA zajmuje się nie tylko sprawami wewnętrznymi i policją, ale też administracją i kto wie, czy ten nurt nie jest ważniejszy. Boję się tego, że prokuratora krajowego na czele resortu będzie ciągnęło do stworzenia z tej instytucji zwartego monolitu walki ze wszystkimi, którzy się rządowi nie podobają. Dopóki ma to być walka z przestępcami, to dobrze, ale jeśli zaprowadzi wizję państwa rządzącego siłą, będzie gorzej. Główny prokurator, nawet jeśli nie jest prokuratorem Wyszyńskim, perspektywicznie budzi obawy. Obym się mylił.

 

Wydanie: 7/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy