Pytanie Tygodnia

Powrót na stronę główną
Aktualne Pytanie Tygodnia

Saszetki nikotynowe: niebezpieczny trend czy alternatywa dla palaczy?

Prof. Łukasz Balwicki,
lekarz, specjalista zdrowia publicznego, Gdański Uniwersytet Medyczny

Saszetki nikotynowe to produkt przemysłu tytoniowego, stworzony by utrzymać pozycję branży na rynku coraz bardziej świadomych zdrowotnie konsumentów. Wprowadzane wyroby mają przyciągać młodych użytkowników atrakcyjnym wyglądem i różnorodnymi smakami, budując bazę klientów uzależnionych na lata. Co warto podkreślić – nie są one obojętne dla zdrowia. Zawierają toksyczną nikotynę, która silnie uzależnia oraz oddziałuje zarówno miejscowo na błonę śluzową jamy ustnej, jak i ogólnoustrojowo, m.in. na układ sercowo-naczyniowy. Jedyną rekomendowaną przez środowiska medyczne możliwością jest całkowite zaprzestanie nałogu. W tym celu zaleca się metody o udowodnionej skuteczności, w tym odpowiednią farmakoterapię zwiększającą szanse na trwałe wyleczenie.

Dr Magdalena Cedzyńska,
kierownik Poradni Pomocy Palącym w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie

Saszetki reklamuje się jako produkt dla osób, które chcą rzucić palenie. W rzeczywistości to jednak zabieg marketingowy. Chodzi o to, by uzależnieni mogli bezkarnie przyjmować nikotynę tam, gdzie nie wolno palić. Co gorsza, przez atrakcyjne smaki i dyskrecję te wyroby celują w nastolatków. Saszetki zawierają duże dawki nikotyny; jednorazowe użycie dostarcza więcej nikotyny niż wypalenie jednego papierosa. Substancja ta silnie uzależnia i dewastuje młody mózg – upośledza pamięć, pogarsza zdolności poznawcze i wywołuje impulsywne zachowania. Choć producenci chwalą się brakiem procesu spalania, to jednak brak twardych dowodów na szkodliwość nie oznacza bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o ich wpływ na zdrowie na razie mamy więcej pytań niż odpowiedzi.

Angelika Kołomańska,
psycholożka, psychoterapeutka CBT, Klinika USWPS

Nikotyna jest substancją o wysokim potencjale uzależniającym. Jej działanie polega między innymi na pobudzaniu układu nagrody poprzez zwiększenie uwalniania dopaminy, co wzmacnia odczuwanie przyjemności i sprzyja utrwalaniu zachowań prowadzących do ponownego stosowania nikotyny. Z tego względu regularne używanie saszetek nikotynowych może prowadzić do rozwoju uzależnienia. Badania z zakresu psychologii uzależnień wskazują, że część użytkowników sięga po nikotynę w celu regulowania emocji, zmniejszenia odczuwanego stresu lub poprawy koncentracji. Choć nikotyna może wywoływać krótkotrwałe poczucie ulgi i zwiększać czujność, efekty te mają charakter przejściowy i nie rozwiązują źródła problemów psychologicznych.

 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Czy Polska potrzebuje tak dużo uczelni?

Prof. Leszek Pacholski,
były rektor UWr, inicjator powołania Międzynarodowego Instytutu Nauki i Technologii

Problemem jest nie liczba uczelni, lecz brak ich dywersyfikacji. W efekcie w jednej placówce uzdolniona młodzież kształci się obok osób szukających wyłącznie łatwego dyplomu, a wybitni uczeni pracują obok przeciętnych, podczas gdy w dobrze zbudowanym systemie ten poziom powinien być wyrównany. Trudno jednak zreformować strukturę, która przez dekady ewoluowała w niedobrym kierunku, a w kraju brakuje dobrych wzorców. Najgorszy wpływ ma jednolite traktowanie przez ministerstwa ambitnych uczelni akademickich i szkół masowych. W dyskusjach nad projektami rozwiązań brakuje głosu spoza akademii: pracodawców i konsumentów, a przede wszystkim ekspertów, którzy potrafiliby realnie ocenić skuteczność oraz konsekwencje rządowych decyzji.

Prof. Andrzej Jajszczyk,
członek rzeczywisty PAN, specjalista ds. polityki naukowej AGH w Krakowie

Mamy zbyt wiele słabszych placówek, które na siłę próbują udawać pełnowymiarowe uniwersytety badawcze. Państwa nie stać na tak rozległą sieć. Rozdrabnianie publicznych pieniędzy sprawia, że wiodące ośrodki mają ich za mało na kształcenie elit intelektualnych i badania na światowym poziomie. Wyższe wykształcenie musi być dostępne,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Czy powinniśmy wrócić do bonu turystycznego w całej Polsce?

Dr Bartosz Kicior,
socjolog, wykładowca AGH

Powrót do bonu ma sens, jeśli pomożemy regionom potrzebującym ruchu jak tlenu.

Nie wydaje mi się, żeby Zakopane czy Trójmiasto potrzebowały więcej turystów w sezonie. Wprowadzenie warunków regionalnych – ograniczenie programu do uboższych i mniej obleganych obszarów – pozwoli uniknąć tłumów i wesprze biznesy na terenach omijanych w ostatnich latach z powodu różnych problemów. Istotne jest też, komu bon przyznamy, by uniknąć niezadowolenia społecznego. Szanse, że wygra on z modą na zagraniczne podróże, do krajów z pewniejszą pogodą, które lepiej wyglądają w social mediach, są małe. Choć wkrada się moda na nasze, polskie, to wyjazdy w Bieszczady czy Beskid Niski są często elementem spektaklu w mediach społecznościowych, służącego kreowaniu wizerunku, pokazaniu alternatywności i turystycznego patriotyzmu.

Dr Sergiusz Prokurat,
ekonomista, wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula

Z perspektywy ekonomicznej powrót do bonu turystycznego to fundamentalny błąd. Choć doraźnie cieszy hotelarzy, w dłuższej perspektywie niszczy rynek przez sztuczne napędzanie popytu. Wywołuje wzrost cen usług hotelarskich bez poprawy ich jakości. Co kluczowe,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Kto jest klasą próżniaczą: artyści czy politycy?

Katarzyna Krzywicka,
socjolożka, współtwórczyni platformy Socjolozki.pl, prezeska i badaczka jakościowa w IRCenter

W socjologii termin klasa próżniacza, wprowadzony przez Veblena, dotyczy osób, które demonstracyjnie konsumują i nie pracują. Aktorzy absolutnie nią nie są; ich wysiłek, sceniczna ekspozycja i plany zdjęciowe są pożyteczne oraz społecznie potrzebne. W przypadku polityków można dyskutować. U części z nich występuje ostentacyjny bezruch; status oznacza, że inni pracują dla ciebie, a działania bywają czystym PR – jak u aktywnego głównie medialnie Sławomira Mentzena. Szukanie „próżniaków” wśród artystów to robienie z nich kozła ofiarnego i wentyla bezpieczeństwa. Boimy się uderzyć w prawdziwą klasę próżniaczą: rentierów i najbogatszych, ukrytych za fasadą filantropii. Łatwiej przykleić tę łatkę aktorom, gdy stają się celebrytami.

 

Izabela Leśniewska,
doradca podatkowy z kancelarii ALO-2, specjalizująca się w składkach na ubezpieczenia społeczne

Dyskusję o „klasie próżniaczej” rozpala dziś pomysł dofinansowania z budżetu do ubezpieczeń społecznych dla artystów. Choć głosy, że inni będą dopłacać, budzą sprzeciw, problem ma podłoże systemowe. Artyści pracują na umowę o dzieło, a takich umów nie ma jak przekształcić w składkę. Często z braku wiedzy ekonomicznej nie odkładali oni kapitału, co spycha ich dziś w stronę ubóstwa i opieki społecznej. Trudno jednak winić samych twórców, skoro chodzi tu o czystą grę interesów. Generalnie polityków nie cenię – politykiem się jest z wyboru, a ich decyzje o tworzeniu kolejnych odrębnych podsystemów rozsadzają od środka cały system emerytalny. Ta konstrukcja po prostu nie jest sprawiedliwa, nigdy nie była i nigdy nie będzie.

 

Renata Dancewicz,
aktorka teatralna i filmowa

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. W każdej grupie zawodowej zdarzają się tzw. darmozjady. Ludzie w społeczeństwie mają różne role i nie zawsze chodzi o zarabianie pieniędzy. Żeby nie tworzyć fałszywych podziałów i nie ścigać się, kto jest bardziej wartościowy, najlepiej byłoby to wszystko uprościć. Każdy człowiek (w tym przypadku obywatel Polski) powinien mieć prawo do ubezpieczenia zdrowotnego i do emerytury. Rozważałabym też wprowadzenie podstawowego dochodu gwarantowanego.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Dlaczego tak mało studentów wybiera kierunki inżynierskie?

Dr Bianka Siwińska,
prezeska Fundacji Edukacyjnej Perspektywy, naukowczyni, aktywistka, menedżerka

Problem zaczyna się dużo wcześniej niż przy wyborze studiów: młodzi ludzie nie widzą jasnego przejścia między edukacją, uczelnią a realną karierą technologiczną. To brak styczności z branżą bywa większą barierą niż sama trudność programów nauczania. Konferencja „Perspektywy Women in Tech Summit” pokazuje tę ścieżkę w praktyce: poprzez spotkania z firmami, mentoring, warsztaty i relacje z liderkami, które mogą wskazać właściwy kierunek. Kobiety to kluczowa rezerwa talentów dla polskiej inżynierii, ale potrzebują widocznych dróg wejścia, wsparcia i sieci kontaktów. Akcja „Dziewczyny na politechniki!” zapewnia stały dopływ kandydatek na uczelnie techniczne, a Women in Tech Summit zmienia ten potencjał w konkretne szanse rozwoju, pracy i wpływu na świat.

Dr Hubert Cichocki,
prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz

Młodzi ludzie rzadziej wybierają studia techniczne,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Rekrutacja do szkół średnich jest sprawiedliwa czy krzywdząca?

Dr Karol Dudek-Różycki,
nauczyciel chemii, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych

Rekrutacja jest zdecydowanie krzywdząca. Szkoły często dla świętego spokoju podwyższają oceny w ósmej klasie, a te „wychodzone” przez rodziców stopnie odbierają dzieciom równe szanse. Z kolei egzamin ósmoklasisty jest nieróżnicujący – najzdolniejsi nie mogą się wykazać wiedzą. Na dodatek to jedyny egzamin w życiu, którego nie da się poprawić. Kolejny problem to kupczenie punktami za wolontariat, co uczy młodzież interesowności. Cały system jest wypaczony: rekrutujemy do klas biologiczno-chemicznych na podstawie wyników z polskiego czy angielskiego, co nic nie mówi o predyspozycjach ucznia. Należy zlikwidować oceny w podstawówkach i rekrutować wyłącznie na podstawie rzetelnego egzaminu z różnych przedmiotów, a w liceach wprowadzić najpierw klasy ogólne.

 

Bartłomiej Rosiak,
polonista z Łodzi, wykładowca AHE, lider zespołu polonistycznego Więcej niż Matura

Obecny model rekrutacji próbuje sprawić, by egzamin nie decydował o wszystkim, ale wciąż generuje niesprawiedliwości. Bazowanie na stopniach ze świadectwa to błąd – przez zjawisko „inflacji ocen” rzadko odzwierciedlają one realną wiedzę, bo nauczyciele bywają po prostu zbyt szczodrzy. Wyścig napędzają też rankingi szkół średnich, którymi ślepo kierują się rodzice. Tymczasem kluczem powinna być edukacyjna wartość dodana (EWD). Ten wskaźnik pokazuje prawdę: renomowane licea często jedynie utrzymują poziom już zdolnych uczniów, podczas gdy mniej medialne szkoły wykonują tytaniczną pracę, wyciągając słabszych w górę. Nowe rozwiązania powinny premiować aktywność społeczną czy sukcesy w konkursach, a nie oceny z poszczególnych przedmiotów.

 

Agnieszka Borkowska,
dyrektorka II LO im. św. Królowej Jadwigi w Siedlcach (Królówki)

Moim zdaniem rekrutacja jest sprawiedliwa, ponieważ jest ujednolicona – w każdej szkole obowiązują takie same zasady, co daje poczucie transparentności i jasności. Pod uwagę brane są rzetelne i miarodajne wyniki egzaminów zewnętrznych, oceny na zakończenie klasy ósmej, a także wolontariat czy osiągnięcia opisane w oficjalnym wykazie olimpiad przedmiotowych. Wszystko to ściśle reguluje rozporządzenie. Oczywiście w oddziałach sportowych, dwujęzycznych czy szkołach artystycznych obowiązują dodatkowe kryteria – takie jak sprawdziany sprawnościowe, językowe czy predyspozycji kierunkowych. Jednak w przypadku liceów o profilu ogólnym obecne zasady są w pełni uzasadnione.

 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Egzamin na prawo jazdy bez placu manewrowego?

Dr Grzegorz Załęski,
psycholog, współpracownik MORD Tarnów, USWPS

Plac manewrowy to psychologiczne sito weryfikujące motorykę, koncentrację i regulację emocji. Pozwala w izolowanych warunkach sprawdzić poziom automatyzacji czynności technicznych. Jeśli kandydat nie opanował ich płynnie, w nieprzewidywalnym ruchu drogowym dojdzie do przeciążenia poznawczego, co zagraża wszystkim uczestnikom ruchu. Plac jest też istotnym testem odporności na stres. Obserwacja reakcji w kontrolowanym środowisku umożliwia ocenę, czy kierowca jest gotowy do wyjazdu na drogę publiczną. Rezygnacja z tego etapu to ryzyko wypuszczenia osób nieprzygotowanych technicznie, co – jak pokazują badania – jest częstą przyczyną wypadków początkujących kierowców. Lepiej poświęcić te kilka minut na placu, by zapewnić realne bezpieczeństwo.

Rafał Grodzicki,
egzaminator WORD Warszawa

Całkowita likwidacja placu manewrowego nie jest dobrym pomysłem, natomiast modyfikacja zadań – owszem. Plac w kategorii B służy weryfikacji panowania nad pojazdem. Właśnie tam dochodziło do wielu niebezpiecznych sytuacji, takich jak wjechanie w płot,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Jakie prawa pracownicze są dziś najczęściej łamane?

Piotr Szumlewicz,
przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa

W Polsce na masową skalę łamany jest art. 22 Kodeksu pracy mówiący, że tam, gdzie występuje nadzór, wyznaczone jest miejsce i czas pracy, musi być umowa o pracę. Zamiast tego królują „śmieciówki”, zwłaszcza w handlu i gastronomii. Państwo przyzwala na to bezprawie, a rezygnacja z całościowej reformy PIP pokazuje brak woli politycznej do zmian. Inne problemy to zwalczanie związków zawodowych, rażące różnice w płacach na tych samych stanowiskach czy brak wypłat za nadgodziny. Ważnym krokiem naprzód byłoby na pewno wprowadzenie branżowych układów zbiorowych, które wymusiłyby wyższe standardy dla całych sektorów rynku pracy. Najwyższa pora, by władze zaczęły traktować prawa pracownicze poważnie, bo od lat są one lekceważone przez kolejne ekipy rządzące.

 

Magda Maria Malinowska,
OZZ Inicjatywa Pracownicza Amazon

Najczęściej łamane jest prawo do strajku, przez ustawę o sporach zbiorowych. Restrykcyjne przepisy uniemożliwiają pracownikom wywieranie realnej presji. Jeśli korporacje wiedzą, że strajk jest niemal niemożliwy, przestają bać się załogi i bezkarnie łamią prawo. Bolączką jest też brak stabilności: nadużywanie agencji pracy i umów terminowych. PIP zaś niechętnie podejmuje działania wymagające nowej interpretacji przepisów, pozostawiając pracowników bez wsparcia wobec rosnącej presji i stresu. Musimy odzyskać społeczną kontrolę nad zakładami, bo to nie tylko własność prywatna, lecz także środowisko, w którym spędzamy większość życia. Tylko faktyczny wpływ na firmy zapewni nam bezpieczeństwo i sprawiedliwe płace.

 

Marcin Stanecki,
główny inspektor pracy

Z niepokojem stwierdzam, że najbardziej powszechne i uciążliwe z perspektywy pracownika naruszenia prawa pracy dotyczą sfery wypłacania wynagrodzeń. Tymczasem nieterminowa wypłata pensji lub zaniżenie jej wysokości najbardziej godzą w podstawowe prawa pracownika i byt jego rodziny. Inspektorzy PIP używają wszelkich narzędzi, by wyegzekwować te zaległości. W 2025 r. przeprowadziliśmy 14,3 tys. kontroli w tym zakresie. Duża ich część była reakcją na skargi poszkodowanych. W konsekwencji inspektorzy wydali 5,3 tys. decyzji nakazujących wypłatę zaległości dla 32,8 tys. pracowników na łączną kwotę 182,9 mln zł. Nieprawidłowości najczęściej ujawniano w następujących branżach: handel i naprawy, przetwórstwo przemysłowe, transport i gospodarka magazynowa, budownictwo, zakwaterowanie i usługi gastronomiczne.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Jak przekonać ludzi do korzystania z systemu kaucyjnego?

Marcel Andino Velez,
Fundacja Greenpeace Polska
Najskuteczniejszą metodą są zachęty finansowe, ponieważ realny pieniądz najlepiej przełamuje lenistwo i opory ideologiczne podsycane przez internetową dezinformację. Gdy ludzie zauważają, że puste opakowanie to konkretne pieniądze, ich podejście do segregacji diametralnie się zmienia. Odzyskana kaucja staje się miłą motywacją, a dodatkową korzyścią jest to, że znacznie mniej śmieci trafia do domowego pojemnika. Gdy jednak patrzeć szerzej na problem zanieczyszczenia plastikiem, sam system kaucyjny to zaledwie „plaster na raka”. Choć pomaga on uporządkować odpady, niesie ryzyko greenwashingu, ekościemy – recykling jest bowiem procesem kosztownym i energochłonnym. Priorytetem powinno być ograniczenie produkcji plastiku.

Ewa Chodkiewicz,
ekspertka ds. zrównoważonego rozwoju, ESG oraz strategii klimatycznych, Zero Waste Consulting
Społeczeństwa nie trzeba przekonywać do systemu kaucyjnego – jako konsumenci go potrzebujemy. Wyzwaniem jest to, by ludzi nie zniechęcać. Trudne początki, brak oznakowanych butelek i przepełnione automaty budują frustrację. Zabrakło rzetelnej komunikacji. Niezbędna jest przejrzystość oraz sprawozdawczość,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Pytanie Tygodnia

Jak wpłynie na uczniów zakaz używania telefonów w szkole?

Dr Magdalena Śniegulska,
psycholożka, psychoterapeutka, USWPS

Odpowiedź na to pytanie to obecnie wróżenie z fusów. Sam ruch oceniam jako swoisty plaster na sumienie, który nie rozwiązuje problemów. W praktyce uczniowie tylko bardziej się kryją z używaniem telefonów. Musimy postawić na partycypację i wspólnie ustalać zasady funkcjonowania szkoły, bo sam zakaz niewiele zmienia. Kluczowa jest edukacja zamiast straszenia. Powinniśmy też zrezygnować z nadużywania słowa uzależnienie – semantyka ma znaczenie. Taki komunikat odbiera młodym poczucie wpływu, sprawia, że mówią: „To wina uzależnienia – nie mogę nic z tym zrobić”. Pamiętajmy, że walka ze smartfonami to nie walka z przyczynami trudności. Telefon to tylko narzędzie, a niepokojące zjawiska, np. przemoc rówieśnicza, istniały mimo braku telefonów. Tymczasem dla wielu uczniów smartfon w szkole to ważne narzędzie, które wspiera w trudnej sytuacji.

Dr Maciej Dębski,
socjolog, prezes Fundacji Dbam o Mój Z@sięg

Wszystko zależy od sposobu wdrożenia zakazu. Badania prowadzone przez fundację pokazują, że bardzo duża część młodych osób w ogóle nie ma problemu z telefonem w szkole. Nieprawdą jest zatem twierdzenie, że urządzenia mobilne wpływają wyłącznie negatywnie na zdrowie psychiczne,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.