Obrazki jak z Hitchcocka

Obrazki jak z Hitchcocka

Wystawa malarstwa Edwarda Hoppera w londyńskiej Tate Modern to jedno z największych wydarzeń kulturalnych tego lata w Europie

Podmuch wiatru porusza firankami w oknach. W jednym z nich widać kobietę, a właściwie tylko kawałek jej pleców. Trudno powiedzieć, czy kładzie się spać, czy właśnie zamknęła za kimś drzwi. A może ktoś z zewnątrz ją obserwuje? Albo: pogodny wieczór, kobieta i mężczyzna wyszli na ganek zawołać psa. Ale każde z nich z dziwnym wyrazem twarzy patrzy w inną stronę, nie zwracając uwagi na zwierzaka, a po bliższym przyjrzeniu się otoczenie przestaje być zupełnie sielskie – tajemniczy las zdaje się niemal wdzierać do domu. Nie wiadomo, co tu się stało albo co dopiero nastąpi, zaś atmosfera sugeruje, że coś złowrogiego wisi w powietrzu. Obrazek jak z Hitchcocka, można by powiedzieć. Skojarzenie o tyle uprawnione, że wiele osób widzi obrazy Edwarda Hoppera właśnie poprzez kadry filmów mistrza kina grozy, inspirowanych jego malarstwem. Na przykład na płótnie „House by the railroad” Hitchcock odnalazł idealną scenografię do swej słynnej „Psychozy”.
Niewielu amerykańskich malarzy wpłynęło na kulturę popularną w takim stopniu jak Edward Hopper. Oprócz Hitchcocka także współcześni filmowcy przyznają się do fascynacji jego twórczością – m.in. Wim Wenders, który twierdzi, że to najbardziej filmowa twórczość, jaką zna, albo Sam Mendes, który całą koncepcję plastyczną „Drogi do zatracenia” oparł na hopperowskiej wizji Ameryki. A jest jeszcze spore grono pisarzy, malarzy, fotografików… Tylko najsłynniejszy obraz Hoppera, „Nighthawks”, przedstawiający wieczorną scenę – kilkoro klientów w małym nowojorskim barze – kopiowano w wielu filmach i reklamach.
Wystawa w londyńskiej galerii Tate Modern, czynna jeszcze do 5 września, to wielkie wydarzenie artystycznego lata w Europie, bo tak szerokiej retrospektywy Hoppera nie było tu od prawie 30 lat. Ekspozycja to ponad 70 prac – oleje, akwarele i szkice, wśród nich obok najsłynniejszych, jak „Nighthawks”, „Automat” czy „Two Comedians”, są mało znane grafiki z okresu paryskiego. Hoppera uznaje się za największego amerykańskiego realistę, a jego obrazy z fotograficzną dokładnością oddają tamtejsze realia z pierwszej połowy XX w. Portretował codzienne życie w miastach i na prowincji, ale jego obrazy zwykle zaludniają tylko samotne, zastygłe w bezruchu postacie. O atmosferze tajemnicy, alienacji, grozy lub nostalgii często decyduje nie wyraz twarzy głównej postaci, ale kolor oraz gra świateł i cieni – obsesja malarza. Dlaczego jego malarstwo tak trafia do wyobraźni filmowców? Być może, dlatego że sam był zafascynowany kinem i teatrem, a niemal każdy obraz konstruował w taki sposób, że widz ogląda zatrzymany kadr z szerszej opowieści. Nie sugeruje otwarcie biegu wydarzeń, ale intrygującą atmosferą obrazu zmusza oglądającego do snucia przypuszczeń.
Hopper był raczej outsiderem, nigdy nie uległ wpływom popartu i surrealizmu, modnych w jego czasach. Urodził się w 1882 r. w Nyack, w stanie Nowy Jork. Studiował w Nowym Jorku, a ponieważ wtedy każdy szanujący się student malarstwa jechał do Francji, Hopper w wieku 24 lat także wylądował w Paryżu. „Kogo poznałem? Nikogo”, wspominał potem. „Słyszałem o Gertrudzie Stein, ale nie pamiętam, żebym w ogóle słyszał o Picassie”. Inspirowały go natomiast wcześniejsze pokolenia francuskich malarzy – Manet, Degas, Pissarro, Monet, Cézanne. Po powrocie zarabiał jako ilustrator, bo aż do roku 1924 – gdy nastąpił przełom i sprzedał na jednej wystawie 24 akwarele – udało mu się sprzedać zaledwie dwa obrazy. W tym samy roku ożenił się z koleżanką ze studiów, zdolną malarką, Jo Nivison. Malował zaledwie około pięciu obrazów rocznie, bowiem każdy z nich wymagał precyzyjnych przygotowań i niezliczonych szkiców.
Żona jest pierwowzorem wszystkich kobiet pojawiających się na obrazach Hoppera. Ale ich małżeństwu daleko było do idylli, stanowiło raczej mieszankę wielkiej miłości, zazdrości, zależności, wspólnych fascynacji, rywalizacji i dość częstych rękoczynów. Dzisiaj krytycy zgadzają się, że Jo ogromnie przyczyniła się do sukcesu męża, ale prawdopodobnie zaprzepaściła własną karierę. W jej pamiętnikach zapisywała nie tylko wszystkie radości i sprzeczki, lecz także prowadziła dokładny rejestr wszystkich obrazów Hoppera, była też autorką niemal całej jego korespondencji. Mimo wybuchów wrogości nie potrafili bez siebie żyć. Edward Hopper zmarł w 1967 r., a jego żona dziesięć miesięcy później. Hopper powiedział kiedyś, że „90% artystów zostaje zapomnianych dziesięć minut po ich śmierci”. Jeśli przewidywał taki los dla siebie, to bardzo się pomylił.

kd

Wydanie: 34/2004

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy