Tag "antykomunizm lewicy"
Czy komuniści w ogóle istnieli?
Zdecydowałem się skreślić klika uwag po doświadczeniu mojego kolejnego w ostatnich miesiącach spaceru z czerwoną flagą. Najpierw był Zamość – w urodziny Róży Luksemburg, potem upamiętnienie Stefana Okrzei. Tym razem wędrowaliśmy w dwie osoby – z Marią Świetlik, działaczką związkową, lewicową aktywistką, współautorką listu do władz Warszawy w sprawie niewywieszania flag Państwa Izrael podczas obchodów rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim.
Za tym pomysłem stoją po prostu fakty: PPR i Gwardia Ludowa były obok Bundu (Marek Edelman) najliczniejszymi formacjami wchodzącymi w skład Żydowskiej Organizacji Bojowej. Każda z tych grup to około sześćdziesięciorga walczących. Grupa komunistyczna zginęła niemal w całości, ocalali bundowcy z Edelmanem i lewicowi syjoniści z „Antkiem” Cukiermanem i Cywią Lubetkin cudem przeżyli masakrę w kwietniu i maju 1943 r. Niektórzy walczyli potem w powstaniu warszawskim, głównie w oddziałach Armii Ludowej i Gwardii Ludowej. To ich opowieści zbudowały pamięć o żydowskim zrywie, pierwszym masowym akcie zbrojnego oporu w okupowanej przez hitlerowców Europie.
Pierwszym aktem tworzenia ŻOB było zawiązanie w marcu 1942 r. Bloku Antyfaszystowskiego, którego jednym z przywódców (obok Anielewicza, Kapłana i Cukiermana) był Józef Lewartowski z Polskiej Partii Robotniczej. Z kolei odpowiedzialnym za szkolenia bojowe Bloku był inny działacz PPR,
Demokratyczna Polska wyrosła na fundamentach PRL
Lewica nie powinna się wstydzić ani Polski Ludowej, ani III RP
Czy 1 maja to data jeszcze cokolwiek znacząca w naszym życiu społecznym? Dla przeciętnego Polaka to jedynie początek majówki, czyli wiosennego długiego weekendu, podczas którego można grillować i bez ograniczeń spożywać alkohol. Znaczenie tego dnia jako Święta Pracy skończyło się wraz z końcem Polski Ludowej i nastaniem kapitalizmu, czyli systemu, w którym praca najemna zawsze stoi niżej od kapitału, biznesu i przedsiębiorczości.
W trudnym położeniu
Historycznie rzecz biorąc, o pierwszomajowe święto powinna się upominać lewica. Tyle że lewicy dziś w Polsce nie ma. Jest za to „lewactwo”, bo taki epitet narzuciła dominująca w polityce i mediach (zwłaszcza internetowych) prawica, określając nim wszystkie siły i środowiska, które nie podzielają wyrażanej coraz bardziej radykalnie prawicowej wizji świata. „Lewakiem” jest zatem i Czarzasty, i Tusk, i Trzaskowski, a nawet Kosiniak-Kamysz i Hołownia. Trudno znaleźć kogoś na lewo od PiS, wobec kogo jeszcze takiego wyzwiska nie rzucano.
W ślad za prawicową propagandą o „lewackich ideologiach” mówi coraz większa liczba Polaków, wkładając do jednego worka wszystko, co nie jest skrajnym nacjonalizmem, antykomunizmem i klerykalizmem. Nic zatem dziwnego, że „lewacka” jest także Unia Europejska, choć dominują w niej partie chadeckie i liberalne – podobnie zresztą jak w naszym parlamencie.
W czwartej dekadzie istnienia III RP lewica znajduje się więc w trudnym położeniu. Można wręcz zapytać, czy w ogóle jest Polakom potrzebna. Co prawda, w obecnym rządzie zasiada troje ministrów i kilkanaścioro wiceministrów reprezentujących Nową Lewicę, a jej lider od kilku miesięcy pełni funkcję marszałka Sejmu, lecz to wyłącznie wynik arytmetyki sejmowej i sprytu politycznego Włodzimierza Czarzastego, którego lojalność wobec Donalda Tuska zapewnia lewicowej elicie bezpieczne korzystanie z owoców władzy. Ale tak będzie przecież tylko do najbliższych wyborów parlamentarnych, które – wszystko na to wskazuje – wyłonią najbardziej prawicowy parlament w dziejach Polski, w dodatku pod patronatem najbardziej prawicowego z prezydentów, Karola Nawrockiego. Oczywiście można się łudzić, że będzie inaczej, ale niby dlaczego miałoby tak się stać, skoro obecna koalicja rządowa cieszy się coraz mniejszą akceptacją społeczną, premier zaś należy do polityków z rekordowo niskim zaufaniem.
Bardzo prawdopodobne jest zatem, że udział Czarzastego i jego partii we władzy okaże się tylko czteroletnim epizodem w dziejach polskiej lewicy. A przecież są to dzieje bardzo długie, sięgające początkami XIX w. Czołowi historycy polskiego ruchu socjalistycznego, Adam i Lidia Ciołkoszowie,






