Tag "biznes"
Jak Trump zarabia na prezydenturze
Prezydent USA, jego rodzina i przyjaciele mają wielkie sukcesy w pomnażaniu swojego majątku
62% Amerykanów jest niezadowolonych z tego, w jaki sposób Donald Trump wywiązuje się z obowiązków prezydenta USA. To wiemy z kwietniowego sondażu Reuters/Ipsos. W tym samym badaniu 71% uznało go za nadpobudliwego, a 51% zauważa, że w ostatnim roku jego stan intelektualny się pogorszył.
Można rzec – dominuje opinia, że Trump z kierowaniem Ameryką sobie nie radzi i ma coraz większe problemy psychiczne. Trudno z tym polemizować. Jednocześnie radzi sobie znakomicie na innych polach. On, jego rodzina oraz grono współpracowników i przyjaciół w ostatnim roku osiągnęli wielkie sukcesy w pomnażaniu swojego majątku. Tu Trump jest bystry ponad miarę.
Amerykańska prasa regularnie ujawnia nowe informacje dotyczące biznesowych przedsięwzięć Donalda Trumpa i jego otoczenia – jest o tym głośno. Popularność w amerykańskich mediach zyskały słowa Juliana Zelizera, profesora historii najnowszej USA z Uniwersytetu Princeton, współpracującego z CNN i „The Atlantic”: „Nie sądzę, aby obecnie istniała granica między decyzjami politycznymi i kalkulacjami politycznymi a interesem rodziny Trumpów”.
„Forbes” już we wrześniu 2025 r. pisał: „Donald Trump właśnie zaliczył najbardziej lukratywny rok w swoim życiu. Majątek prezydenta wynosi obecnie rekordowe 7,3 mld dol. w porównaniu z 4,3 mld dol. w 2024 r., kiedy wciąż ubiegał się o urząd. Zysk w wysokości 3 mld dol. pozwolił mu awansować o 118 pozycji na liście Forbes 400, gdzie w tym roku znalazł się na 201. miejscu. Żaden prezydent w historii USA nie wykorzystał swojej pozycji do osiągnięcia tak ogromnych zysków jak Trump”.
Na czym Trump się dorobił? Na kryptowalutach. Wszedł w ten biznes i zarobił górę pieniędzy. „Forbes” wyliczył, które części majątku Trumpa najbardziej się powiększyły:
- Memecoin: +710 mln dol.
- Aktywa płynne: +660 mln dol.
- Wygrana prawna: +470 mln dol.
- Działalność związana z licencjami i zarządzaniem: +410 mln dol.
- Tokeny World Liberty Financial: +340 mln dol.
- Działalność związana ze stablecoinami: +240 mln dol.
Liczby, choć imponujące, nie oddają biznesowych emocji. Warto przypomnieć, że za pierwszej kadencji Trump był przeciwny kryptowalutom, mówił, że to pieniądz z niczego. Ale zmienił zdanie. W wyborach w 2024 r. branża kryptowalut stała się największym darczyńcą korporacyjnym, przekazując 238 mln dol. – więcej niż lobby naftowe, gazowe i farmaceutyczne. Trump wyciągnął z tego wnioski. We wrześniu 2024 r. on i jego synowie oraz Zachary Folkman, Chase Herro i Alex Witkoff z bratem Zachem założyli „przedsięwzięcie” kryptowalutowe o nazwie World Liberty Financial. Trumpowie zapewnili sobie w nim 75% zysków.
WLF rozkwitło po wygranych przez Trumpa wyborach. Wtedy to do firmy zaczęli napływać inwestorzy, w większości anonimowi, kupując emitowane przez nią tokeny o nazwie $WLFI. Wśród tych, których nazwiska poznaliśmy, był Justin Sun, przedsiębiorca z branży kryptowalut, którego Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oskarżała o oszustwo. Sun zainwestował w WLF 75 mln dol., z czego 40 mln przekazał Trumpowi. Ta inwestycja poprawiła los Suna. W lutym 2025 r. federalny pozew z oskarżeniem o oszukiwanie inwestorów został wstrzymany, a ostatecznie sprawę zakończono ugodą w wysokości 10 mln dol.
Wielkim inwestorem w World Liberty Financial okazał się emiracki szejk Tahnun bin Zajed. Jak ujawnił „Wall Street Journal”, szejk kupił 49% udziałów za 500 mln dol. Część pierwszej transzy pieniędzy – 187 mln – miała trafić do spółek Trumpa, a 31 mln do członków rodziny Steve’a Witkoffa. Umowę podpisał Eric Trump, syn prezydenta, który wraz z bratem Donaldem juniorem zasiada w zarządzie firmy.
Do tego emiracki fundusz inwestycyjny MGX, w którym szefem rady nadzorczej jest szejk Tahnun bin Zajed, zakupił od World Liberty stablecoiny o nazwie USD1, warte 2 mld dol. Pieniądze wyrzucone w błoto? Niekoniecznie. Szejk od dłuższego czasu zabiegał o pozwolenie na import zaawansowanych technologicznie czipów do jego firmy G42. Zabiegi okazały się skuteczne, Biały Dom zgodził się na eksport 500 tys. procesorów do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w tym do G42.
W styczniu 2025 r. Trump wprowadził też na rynek memecoin o nazwie $TRUMP (Official Trump Meme Coin). Jego podaż wynosiła 1 mld tokenów. W ciągu kilku dni waluta osiągnęła kapitalizację rynkową przekraczającą 12 mld dol., a jej wartość doszła do 75,8 dol. za token.
Już jako prezydent Trump okazał się wyjątkowo łaskawy dla branży. Sam ogłosił się prezydentem kryptowalut. Oczywiście wycofał się z dotychczasowych regulacji dotyczących rynku kryptowalut i podpisał nową, korzystną dla niego ustawę.
Te działania nie pozostawały bez odpowiedzi. Felietonistka „Washington Post” Catherine Rampell zasugerowała, że prezydent może wykorzystać nową kryptowalutę, $TRUMP coin, do przyjmowania łapówek od zagranicznych rządów. „Wyzwaniem dla każdego, kto kupił te monety, jest to, że jeśli chce je wypłacić, musi znaleźć większego głupca, który będzie gotów zapłacić więcej”. Kto więc, poza naiwnymi, będzie je kupował? Rampell ma odpowiedź na to pytanie: „Przez następne cztery lata może istnieć jedno wiarygodne źródło stałych nabywców: osoby prywatne, firmy i rządy zagraniczne, które chcą zyskać przychylność prezydenta”.
Catherine Rampell tłumaczy też, jak może działać ten mechanizm: „Saudyjczycy nie muszą już zatrzymywać się w hotelach Trumpa, żeby nabijać kieszeń prezydentowi, mogą pokazywać swój portfel cyfrowy. W końcu każdy dolar, który włożą w podtrzymywanie wartości memecoina Trumpa, w efekcie doda gotówki do konta bankowego Trumpa”.
Prezydent USA zarabia nie tylko na kryptowalutach. Właściwie zarabia, wręcz kompulsywnie, na czym się da. Promuje swoim nazwiskiem buty sportowe za 399 dol., z napisem „Never Surrender”, gitary elektryczne w cenie do 11,5 tys. dol. oraz linię perfum i wody kolońskiej o nazwie Trump Victory 45-47 za 249 dol., przekonując: „Te perfumy to zwycięstwo, siła i sukces”. Promował też telefony Trump Mobile w kolorze złotym, które mają działać w sieci T1Mobile. I biblię z napisem „God Bless the USA” za 59,99 dol. Biblia była drukowana w Chinach i sprowadzana do USA w cenie 3 dol. za egzemplarz. Trump przyznał, że zarobił na jej sprzedaży 400 tys. dol.
Prezydent USA łasy jest również na prezenty. Od rządu Kataru dostał specjalnie przerobionego Boeinga 747 wartego 400 mln dol. I nie przejął się, że łamie konstytucję, która zabrania przedstawicielom rządu przyjmowania podarunków od rządów zagranicznych bez zatwierdzenia przez Kongres. „Tylko głupek nie przyjąłby takiego prezentu”, powiedział.
Brytyjski „The Guardian” opisywał z kolei listopadową wizytę w Białym Domu przedstawicieli szwajcarskiego biznesu. Prezes Rolexa Jean-Frédéric Dufour wręczył prezydentowi (oficjalnie w bibliotece prezydenckiej) złotego Rolexa serii Datejust, który określił jako „skromny, wyrafinowany wyraz tradycyjnego szwajcarskiego zegarmistrzostwa”. Złoty, ale skromny. „Żłobkowany, złoty bezel, zielona tarcza i cyklop powiększający komplikację daty – opisywał dar portal Hodinkee, poświęcony zegarkom. – To nie jest produkt dostępny w sprzedaży”.
„Bibliotece prezydenckiej” ofiarowano też sztabkę złota ozdobioną cyframi 45 i 47 – dla uczczenia pierwszej i drugiej prezydentury Trumpa – z napisem „Prezydent”, o wartości 130 tys. dol. Kilka tygodni później prezydent obniżył cła na wyroby szwajcarskie z 39% do 15%.
Donald Trump patronuje ponadto inwestycjom w różnych miejscach świata. Bernard Condon, dziennikarz śledczy agencji AP, podaje trzy przykłady: „W Katarze projekt klubu golfowego i willi Trump jest częściowo realizowany przez firmę należącą do rządu Kataru. W Wietnamie rząd, jak doniósł »New York Times«, zmusił rolników do opuszczenia ich ziemi, aby zrobić miejsce pod ośrodek Trumpa, a wicepremier tego kraju podpisał umowę podczas specjalnej ceremonii. W Arabii Saudyjskiej planowany ośrodek Trump Plaza nad Morzem Czerwonym jest budowany przez saudyjskiego dewelopera bliskiego rodzinie rządzącej. Niemal niemożliwe jest ustalenie, czy umowy te odegrały rolę w zmianie polityki USA w sposób, o jaki zabiegały te kraje, ale kraje te uzyskały to, czego chciały – dostęp do zaawansowanej technologii amerykańskiej dla Kataru, ulgi celne dla Wietnamu i myśliwce dla Arabii Saudyjskiej”.
Biznes powinien być oddzielony od polityki. W Stanach Zjednoczonych mechanizmy temu służące działają od dawna. Ale w czasach Trumpa zostały zdemontowane lub nie mają znaczenia. Teoretycznie aktywa biznesowe prezydenta znajdują się w specjalnym funduszu powierniczym. Ale kontrolę nad nim ma jego syn Donald Trump junior. Czy to wystarczająca bariera?
Trójka dzieci prowadzi
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
5 branż, które w Krakowie zatrudniają najwięcej pracowników
Artykuł sponsorowany Kraków od lat należy do najsilniejszych rynków pracy w Polsce. Miasto przyciąga inwestorów z całego świata, rozwija sektor nowych technologii i nowoczesnych usług biznesowych, a także pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków turystycznych w kraju. Sprawdź, które
Faktoring dla nowych firm – szczegóły wyjaśnia portal faktoringowy FaktoringDlaFirm.com
Artykuł sponsorowany Faktoring to jeden z najstarszych instrumentów finansowych, który zyskał na popularności w ostatnich latach, szczególnie wśród nowych firm. Czym polega faktoring? Usługa ta polega na tym, że przedsiębiorstwo sprzedaje swoje należności (faktury) firmie faktoringowej, która wykupuje faktury,
Fintechowy sukces czy wielki przekręt?
O wzlotach i upadku pewnego cinkciarza
27 października 2025 r. Sąd Rejonowy w Zielonej Górze ogłosił upadłość spółki Cinkciarz.pl prowadzącej popularny internetowy kantor wymiany walut. Syndykiem została spółka Grenda-Restrukturyzacja, której zadaniem będzie spieniężenie majątku Cinkciarza i rozdzielenie środków między wierzycieli.
Wobec Marcina P., założyciela i właściciela upadłej spółki, w lipcu br. sąd, na wniosek Prokuratury Regionalnej w Poznaniu, wydał nakaz aresztowania. Ponieważ Marcin P. przebywał za granicą, ostatnio wystawiono za nim list gończy i jest poszukiwany przez Interpol. Postawiono mu zarzuty dotyczące m.in. oszustwa oraz prania pieniędzy na dużą skalę, a poszkodowanych jest ponad 7 tys. klientów kantoru. Łączną wartość wyrządzonych szkód szacuje się na przeszło 125 mln zł.
Tak kończy się historia największego polskiego fintechu – spółki, która wdrażała innowacyjne technologie w sektorze finansowym, mające na celu cyfryzację transakcji wymiany walut.
A było tak dobrze. W 2022 r. obroty Cinkciarza osiągnęły 35 mld zł, a jego aplikacja mobilna została pobrana 2,5 mln razy. W kampaniach reklamowych spółki brali udział dwaj byli prezydenci – Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski. Cinkciarz sponsorował reprezentację Polski w piłce nożnej i znakomitą drużynę koszykówki Chicago Bulls. Jego zespół analityków rynku walut uchodził za jeden z najlepszych w kraju. Regularnie uczestniczył w rankingach prognostycznych agencji Bloomberg, rywalizując z zespołami największych światowych instytucji finansowych. I wygrywał, zwłaszcza w prognozowaniu kursu pary EUR/USD.
Marcin P. miał solidne wykształcenie, był inżynierem oprogramowania komputerowego oraz absolwentem studiów podyplomowych w Saïd Business School Uniwersytetu Oksfordzkiego. Uczestniczył w elitarnym programie TRIUM Global Executive MBA prowadzonym przez NYU Stern School of Business, London School of Economics and Political Science (LSE) oraz HEC Paris.
Swój pierwszy, jeszcze tradycyjny kantor wymiany walut otworzył w 2001 r. w supermarkecie Auchan w Zielonej Górze. Potem przyszedł czas na kolejne: w Lubinie, Pile i Poznaniu. W 2006 r. Marcin P. zarejestrował domenę internetową cinkciarz.pl i rozpoczął prace nad stworzeniem platformy umożliwiającej wymianę walut online. Cztery lata później ruszył kantor internetowy, którego przewaga konkurencyjna polegała na tym, że oferował znacznie korzystniejsze warunki wymiany walut niż tradycyjny sektor finansowy.
Marcin P. wiedział, że aby się rozwijać, nie może się ograniczyć do jednego produktu. Dlatego zaczął tworzyć kompleksowy ekosystem usług finansowych działających pod marką Conotoxia. Jego klienci mieli uzyskać dostęp do szerokiej ich gamy, w tym przekazów pieniężnych, płatności online, wielowalutowych kart płatniczych, a nawet narzędzi inwestycyjnych.
Spółka Cinkciarz.pl zyskała reputację innowacyjnej, a sam P. zaczął uchodzić za eksperta od rynku walut oraz wyjątkowo zdolnego biznesmena i wizjonera.
Na dno
Pierwsze sygnały, że Cinkciarz.pl może mieć kłopoty, pojawiły się na przełomie lipca i sierpnia 2024 r. Początkowo były to niewielkie problemy z realizacją transakcji. We wrześniu klienci zaczęli narzekać na znaczące opóźnienia w wypłatach środków i pisać skargi do Komisji Nadzoru Finansowego. Spółka tłumaczyła się przejściowymi problemami technicznymi, które miały zostać szybko rozwiązane. W tym czasie lawinowo rosła liczba skarg kierowanych do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisji Nadzoru Finansowego.
2 października 2024 r. KNF cofnęła spółce Conotoxia zezwolenie na świadczenie usług płatniczych z powodu niewypełniania ustawowego obowiązku ochrony środków pieniężnych klientów. Wyrokiem śmierci była decyzja z grudnia 2024 r., gdy Prokuratura Regionalna
Szwedzka Dolina Krzemowa
Ta oryginalna znajduje się w Dolinie Santa Clara. Ale w Europie rośnie jej konkurencja – w Szwecji
O amerykańskiej Silicon Valley (Dolinie Krzemowej) mówimy z nieukrywaną zazdrością. Od ponad pół wieku świat przygląda się fenomenowi, który zrodził się w kalifornijskiej dolinie o niezwykle sprzyjającym klimacie, zarówno pod względem meteorologicznym, jak i naukowo-biznesowym. Ta popularna, odnosząca się do krzemu nazwa, powstała w roku 1971, jej autorem jest amerykański dziennikarz Donald C. Hoefler. Korzystne warunki do rozwoju przedsiębiorczości, działalność znanego Uniwersytetu Stanforda, niskie w tamtych latach ceny nieruchomości to tylko część atutów, które przyczyniły się do rozwoju doliny.
Wielu autorów tego sukcesu do dziś mieszka w Kalifornii. Domy ma tam 56 miliarderów i 145 tys. milionerów. Są wśród nich tak znane dziś nazwiska jak: dyrektor generalny Meta Mark Zuckerberg, współzałożyciele Google’a Larry Page i Sergey Brin oraz Jen-Hsun Huang, dyrektor generalny Nvidii, firmy, której jednym ze współzałożycieli jest inżynier o polskich korzeniach Chris Malachowsky.
Jednak tak naprawdę za symboliczny początek Doliny Krzemowej uważa się założenie w 1939 r. w garażu wynajętym przez Billa Hewletta i Davida Packarda spółki Hewlett-Packard, odnoszącej sukcesy do dzisiaj.
Od lat wiele państw, regionów i miast usiłuje powtórzyć sukces Hewletta i Packarda i nieco później ukształtowanej gospodarczo Doliny Krzemowej. Jednak mimo że podobne pomysły niemal w całości kopiują rozwiązania amerykańskie, kalifornijski sukces, mówiąc najdelikatniej, powtarzany jest z ograniczonym skutkiem. Dlaczego tak się dzieje? Według Barry’ego Jaruzelskiego, od lat śledzącego fenomen doliny, o sukcesie Silicon Valley decydowało i decyduje amerykańskie nastawienie na praktyczny wymiar badań. „Firmy z Doliny Krzemowej mają strategie innowacyjne w znacznie większym stopniu zorientowane na potrzeby użytkowników. Z kolei decyzje o strategii innowacyjnej są podejmowane na najwyższym szczeblu przedsiębiorstwa i są one bardziej zintegrowane z ogólną strategią biznesową. Najczęściej takich działań nie zauważymy nie tylko w Europie, ale także w wielu firmach amerykańskich”, uważa Barry Jaruzelski, autor i współautor wielu książek i publikacji na temat strategii i rozwoju biznesu.
I trudno się z nim nie zgodzić. W Dolinie Krzemowej zawsze trzymają rękę na biznesowym pulsie. Świadczy o tym choćby fakt, że mimo iż półprzewodniki nadal stanowią ważną część gospodarki regionu, w ostatnich latach kładzie się tam nacisk na innowacje w dziedzinie oprogramowania i usług internetowych.
Innowacyjna Szwecja i proste recepty
Ikea, Spotify, Ericsson, Skype – co łączy te znane na całym świecie firmy? Odpowiedź jest oczywista – Szwecja. A konkretniej – jej stolica Sztokholm oraz region stołeczny. Choć z geograficznego punktu widzenia trudno o mieście położonym na bałtyckiej równinie mówić, że jest zlokalizowane w dolinie, z biznesowo-naukowej perspektywy można stwierdzić, że Sztokholm i okolice to dziś europejska Dolina Krzemowa. I podobnie jak w amerykańskiej, Szwedzi osiągnęli sukces przede wszystkim dzięki nieskrępowanemu niczym kapitalizmowi i wykorzystaniu potencjału najtęższych umysłów.
Ten mariaż owocuje nieprzerwanym ciągiem komercyjnych sukcesów na skalę światową. Tyle że korzenie szwedzkiego czy sztokholmskiego triumfu nie sięgają garażu i lat 30. XX w., lecz czasów znacznie nam bliższych – roku 2004. Wtedy to Ministerstwo Przemysłu, Pracy i Komunikacji razem z Ministerstwem Edukacji i Nauki (co miało niebagatelne znaczenie) opublikowało wspólną strategię „Innowacyjna Szwecja”. Hasło pisane w cudzysłowie szybko zaczęto pisać bez tych gramatycznych zasad, bo Szwecja błyskawicznie stawała się mistrzem innowacji.
W osiągnięciu tego celu bez wątpienia pomogła koncentracja na sześciu głównych elementach: zasobach ludzkich, badaniach naukowych i szkolnictwie wyższym, infrastrukturze i warunkach ramowych, środowisku biznesowym, sektorze publicznym i rozwoju regionalnym. Te główne elementy doskonale współgrały z trzema kolejnymi: zmniejszeniem regulacji i obciążeń administracyjnych dla przedsiębiorstw, rozwojem konkurencji oraz decentralizacją kształcenia wyższego.
Powszechnie wiadomo, że Szwecja od lat
Polski Kongres Klimatyczny: albo się zdekarbonizujesz, albo zginiesz!
Takie zdanie na zakończenie Polskiego Kongresu Klimatycznego wygłosił Jakub Safjański, dyrektor Departamentu Energii i Zmian Klimatu Konfederacji Lewiatan, patrona kongresu, organizacji skupiającej 4,1 tys. firm. Było to, jeśli wierzyć organizatorom, największe w Polsce spotkanie biznesowe dotyczące inwestycji mających wpływ na osiągnięcie celów klimatycznych. Zgromadziło wielu uczestników m.in. z sektora energetycznego, budownictwa, samorządów lokalnych itd. W ponad 20 panelach dyskusyjnych wypowiedziało się niemal 150 ekspertów z Polski i zagranicy.
Zakres poruszanych tematów obejmował: inwestycje publiczne, dekarbonizację przemysłu, tzw. zielone finanse, nową energetykę i nowe technologie. Zwrócono uwagę, że celem ogólnym działalności gospodarczej przyjętym w UE jest stopniowe zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych, by do 2050 r. osiągnąć neutralność klimatyczną. Niezależnie od tego, czy jest to możliwe, przynajmniej dla Polski, kongres miał przygotować listę postulatów biznesu dla rządu, które należy uwzględnić w procesie przyśpieszenia zielonej transformacji polskiej gospodarki.
Trzeba jednak pamiętać, że takie hasła jak dekarbonizacja, zielona transformacja czy neutralność klimatyczna nie są powszechnie akceptowane. Jeszcze przed rozpoczęciem kongresu podważono sens wystąpień w debatach dwóch profesorów: hydrologa Piotra Kowalczaka oraz geologa Leszka Marksa, którzy mieli zabrać głos w panelu „Zmiany klimatu w historii Ziemi. Przeszłość kluczem do przyszłości”. Ich zaproszenie, a znani są z głoszenia poglądu o tzw. kłamstwie klimatycznym, nie spodobało się innym prelegentom. W prasie pojawiła się opinia: „Zapraszanie takich gości na kongres klimatyczny to mniej więcej jak zapraszanie płaskoziemców na kongres astronautyki lub antyszczepionkowców
Turbiny wiatrowe – problem nierozwiązany
To nie wiatr napędza wiatrakowy biznes, ale publiczne środki przekazywane inwestorom w formie bezzwrotnych dotacji
W piątek, 21 marca br., rząd w trybie obiegowym przyjął projekt nowelizacji tzw. ustawy wiatrakowej. Jedną z najważniejszych planowanych zmian jest zniesienie wprowadzonej w 2016 r. zasady 10H, która głosi, że odległość między turbiną wiatrową a najbliższymi zabudowaniami musi wynosić co najmniej dziesięciokrotność jej całkowitej wysokości, i wprowadzenie 500 m jako minimalnej odległości wiatraków od zabudowań. Dziś farmy wiatrowe zajmują ok. 2% powierzchni kraju. Ustawa przyczyniłaby się do zwiększenia tego obszaru do 4%.
Zgodnie z proponowanymi zapisami minimalna odległość turbiny od granicy parku narodowego ma wynieść 1500 m, a od określonych obszarów Natura 2000 – 500 m. Restrykcjami mają zostać objęte sąsiedztwa obszarów Natura 2000 utworzonych w celu ochrony siedlisk nietoperzy i ptaków. Rząd chce, by ustawa została przyjęta przez Sejm i Senat jeszcze przed majowymi wyborami prezydenckimi. Będzie to drugie podejście koalicji rządzącej do tego trudnego i wzbudzającego ogromne emocje tematu.
Po raz pierwszy projekt ustawy zgłosiła grupa posłów Platformy Obywatelskiej i Polski 2050-Trzeciej Drogi pod koniec listopada 2023 r. Jego twarzą była posłanka Paulina Hennig-Kloska. Zliberalizowane zostałyby zasady budowy farm wiatrowych, a najbardziej bulwersującą propozycją było zmniejszenie minimalnej odległości wiatraków od zabudowań w zależności od generowanego hałasu.
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości nie zostawili na projekcie suchej nitki. Dowodzili, że wiatraki będzie można stawiać w odległości 300 m od zabudowań mieszkalnych, że instalujące je firmy będą mogły „wywłaszczać” właścicieli gruntów, a ponieważ turbiny stawia się na obszarach wiejskich, rolnicy zostaną pozbawieni ziemi.
Padły zarzuty, że ustawę pisali lobbyści na zamówienie niemieckich producentów turbin wiatrowych, że w Polsce będą instalowane wycofywane z użytku stare konstrukcje zza Odry. I że za tę inicjatywę Hennig-Kloska powinna dostać „kwiaty z Berlina”. Nie obyło się bez sugestii, że „ktoś przytulił niezłą kasę”.
Koalicyjna większość broniła posłanki, dowodząc, że PiS w interesie Kremla przez lata blokowało rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE), a zarzuty są wyssane z palca. Ostatecznie projekt ustawy został wycofany, gdyż do liderów koalicji dotarło, że prezydent Andrzej Duda na pewno przyjętego przez Sejm prawa nie podpisze, nie ma więc sensu dostarczać politycznego paliwa opozycji.
W mediach pojawiły się sugestie, że Donald Tusk wściekł się na Hennig-Kloskę i trwają poszukiwania innego kandydata na stanowisko ministra klimatu i środowiska. Jednak mimo kontrowersji posłanka zasiadła w ministerialnym fotelu. Dla wszystkich było jasne, że tzw. ustawa wiatrakowa wróci, gdy kadencja prezydenta Dudy będzie się zbliżała ku końcowi. A prezydent Trzaskowski na pewno ją podpisze.
Wiatrakowy szał kredytowy
Od lat wszyscy wiedzą, że Polska będzie musiała odejść od energetyki węglowej, którą mają zastąpić elektrownie jądrowe i OZE, głównie wiatraki oraz fotowoltaika. Wiadomo też, że inwestycje tylko w energetykę wiatrową będą kosztowały dziesiątki miliardów złotych. Wyścig po pieniądze już trwa. Najbardziej znanym przykładem jest spółka Polenergia kontrolowana przez Dominikę Kulczyk, która przewodniczy jej radzie nadzorczej. W grudniu ub.r. Bank Gospodarstwa
Zrównoważony rozwój biznesu dzięki e-mailom: automatyzacji i pierwiastek ludzki
Automatyzacja a pierwiastek ludzki Aspekt Automatyzacja Pierwiastek ludzki Wydajność Usprawnia powtarzalne zadania; oszczędza czas. Wymaga ręcznego wysiłku; mniejsza skalowalność. Spójność Dostarcza jednolite wiadomości na dużą skalę. Wiadomości różnią się w zależności od indywidualnego wysiłku.
Koalicja trzeźwości
Co łączy Palikota oraz filmiki z celebrytami z kasą, która wartko płynie do wielu mediów? Alkohole. Produkt dla producentów, sprzedawców i państwa niewyobrażalnie dochodowy. Bijemy więc światowe rekordy w liczbie punktów sprzedaży alkoholu. Najlepiej całodobowych. Jak mocna jest branża monopolowa, widać po tym, ile podmiotów, które powinny to szaleństwo zatrzymać albo mocno ograniczyć, niewiele robi. W procesie rozpijania narodu bierze udział świadomie lub nie większość społeczeństwa. To samobójcza degradacja. Na szczycie są wielkie koncerny z ogromnymi środkami na promocję i reklamę. Byle tylko skusić kolejnego konsumenta. Widzimy więc popularnych celebrytów, którzy zachwalają piwo, wino i cięższe alkohole. Przekonują, że to wielkie szczęście dołączyć do tej alkoholowej rodziny. Bardzo rzadko słyszę, że ktoś odmawia udziału w reklamie i twardo mówi nie. Argumenty, czyli wysokość honorariów od branży monopolowej, poruszają serduszka i napychają portfele. Gdyby producenci innych towarów byli tak pomysłowi jak ci od alkoholi, bylibyśmy światowym liderem w eksporcie. Afera z saszetkami wypełnionymi likierem i wódką, które latem wypuściła spółka OLV z Morszkowa koło Sokołowa Podlaskiego, pokazuje, jak można być bezczelnym. Trudno uwierzyć, że ten prostacki skok na kasę można tak reklamować: „Voodoo Monkey to prawdziwy buntownik w świecie alkoholi, ma misję i cel i szczyptę magii”. Piją więc miliony Polaków i coraz więcej Polek. Pije prawie połowa dzieci w wieku 15-16 lat i trzy czwarte tych w wieku 17-18 lat. Jeśli radykalnie tego nie zatrzymamy, będzie jeszcze gorzej. Warunki dla alkoholowej fali już są. Ultraliberalne zasady pozwalają na promocyjną sprzedaż w Biedronce pół litra wódki za 9,99 zł czy wina po 1,63 zł w Lidlu.
Tu już nie ma czasu na debaty. Pora na budowę koalicji trzeźwości. Lekko nie będzie.






