Tag "Jan Nowicki"

Powrót na stronę główną
Kultura

Krab i diapazon emocji

To był syndrom Janka Nowickiego. Jak miał kobietę, musiał lecieć po następną. Albo po coś innego. Kierowała nim żądza zdobywania

1980 r. jest dla Jana niezwykle pracowity. Czeka go wiele artystycznych spotkań. Gra u Márty Mészáros w „Sukcesji” obok Isabelle Huppert i Lili Monori; w filmie „W biały dzień” Edwarda Żebrowskiego wciela się w postać adwokata; występuje w odcinku serialu „Z biegiem lat, z biegiem dni” Andrzeja Wajdy i Edwarda Kłosińskiego; występuje w epizodzie w enerdowskim serialu o II wojnie światowej „Archiv des Todes”; a także w pierwszoplanowej roli w filmie „Krab i Joanna” w reżyserii Zbigniewa Kuźmińskiego, opowiadającym o trudach życia rybaków dalekomorskich. Partnerką Nowickiego jest tam śliczna 24-letnia Liliana Głąbczyńska-Komorowska. Zaledwie dwa lata wcześniej ukończyła z wyróżnieniem PWST w Warszawie i szybko została dostrzeżona na aktorskim rynku. Dostała angaż do prestiżowego Teatru Dramatycznego w Warszawie, zagrała w kilku filmach. Najważniejsza okazała się rola Abigail w spektaklu Teatru TV „Czarownice z Salem” w reżyserii Hübnera – jej kreację uznano za najlepszy debiut aktorski roku.

To zaraz po tym spektaklu Liliana dostała telefon z produkcji „Kraba…”. Zamarła z wrażenia, kiedy usłyszała, że ma grać partnerkę Nowickiego. On jako okrętowy inżynier wypływa w daleki rejs i tęskni za swoją dziewczyną, która cierpliwie czeka na niego na lądzie. Wspólnych scen mają niewiele, ale Liliana i tak czuje, że spoczywa na niej duża odpowiedzialność.

Nowicki urzekł ją od pierwszej chwili. Wpatrywała się w niego jak w obraz, speszona, onieśmielona.

– Bo on miał w sobie tyle czaru, że kompletnie mnie zauroczył. Był czarodziejem – wspomina aktorka po latach. – Czułam się przy nim, jakbym nie wiedziała nic. Był przecież nie tylko gwiazdą, lecz i profesorem w szkole teatralnej, dziekanem. A ja, cóż, początkująca aktorka… Ujął mnie swoją otwartością. W przeciwieństwie do innych wielkich aktorów nie stwarzał barier oficjalności, ale zniżał się do poziomu drugiej osoby.

Od razu między nimi zaiskrzyło. Liliana jest świadoma swoich atutów – kobiecość i zmysłowość to wielki magnes. Mężczyźni wręcz się do niej kleją.

– Ale Janek był mężczyzną szczególnym – podkreśla. – Wyglądał jak młody bóg. Przechodziły mnie ciarki, jak na niego patrzyłam. Wiek nie miał znaczenia, był mężczyzną w kwiecie wieku, który miał świat u swoich stóp. Pięknym, charyzmatycznym, do szpiku kości pociągającym gościem, który jak coś chciał, to miał. Natychmiast. I nie można się było z tego wywinąć, bo on cię brał w swoje szpony.

Przed zdjęciami mają w Warszawie próbę czytaną. Reżyser chce, żeby się poznali. Liliana dotąd raz tylko miała okazję oglądać Nowickiego na scenie. W 1977 czy 1978 r. Maciej Karpiński zabrał ją na przedstawienie „Nastasji Filipownej”, a ona patrzyła jak oczarowana, gdyż obaj z Radziwiłowiczem dokonywali cudów. Przeżyła szok, ponieważ takiego teatru w Polsce jeszcze nie było. Na widowni panowała tak głęboka cisza, że można było usłyszeć przelatującą muchę. Widzowie byli skupieni na tym, co się dzieje na scenie, czuli się, jakby oglądali jakieś misterium. Gra Janka wprawiła ją w zachwyt.

– Jak spotkałam tego pomnikowego Rogożyna i uświadomiłam sobie, że on jest ze mną, aż się szczypałam, żeby sprawdzić, czy to prawda, czy może mi się tylko śni. Myślałam w uniesieniu: „Boże, jestem z najlepszym aktorem, który pracował z Wajdą, Skolimowskim,

Fragmenty książki Aleksandry Szarłat Jan Nowicki. Trochę Anioł, trochę bies, Agora, Warszawa 2025

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kultura

Wielki „Szu” i nie tylko

Jan Nowicki 1939-2022 Chodził i kapał talentem. Mistrz karcianej szulerki, Ketling z „Pana Wołodyjowskiego”, Stawrogin z „Biesów”. Grał wszystko. Do końca Na aktora się nie zapowiadał. Na świat przyszedł w miasteczku Kowal w okolicach Włocławka, których jeszcze przez wiele lat miał nie zatruwać miejscowy przemysł chemiczny. Z dzieciństwa zapamiętał dwa rodzaje teatru: dziwowisko, jakim bywał pożar, i pogrzeb kogoś znaczniejszego. Planował kształcić się na pianistę. Chadzał nawet na lekcje muzyki do miejscowego organisty, ale w szkole muzycznej w Inowrocławiu pozbawiono

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.