Tag "kapitallizm"

Powrót na stronę główną
Andrzej Szahaj Felietony

Kapitalizm kanciarzy i frajerów

Bodźcem do napisania tego felietonu stała się oczywiście afera Zondacrypto. Ale nie tylko. Nie ma bowiem dnia, abym nie przeczytał o jakiejś aferze finansowej, polskiej lub światowej. Zaostrzam nieco swoją tezę, choć upieram się, że jest zasadna. Oto ona: dzisiejszy kapitalizm to kapitalizm kanciarzy i frajerów. Kanciarze starają się znaleźć frajerów, żeby ich wykorzystać, frajerzy są zawsze obecni i gotowi dać się nabrać, ponieważ jako dzieci neoliberalnego kapitalizmu opartego na wszechobecnej spekulacji wierzą, że można szybko i bez nadmiernego wysiłku się wzbogacić. Nikt nie chce długo pracować na sukces, wszyscy chcą spekulować. A to wspaniała wiadomość dla kanciarzy. Tworzą różne bzdurne aktywa jak kryptowaluty, działając wedle zasady, która spowodowała gorączkę tulipanową w XVII-wiecznej Holandii: żarliwa wiara w pewny zysk z jakiejś operacji finansowej jest zaraźliwa, nawet jeśli opiera się na całkowitym złudzeniu.

Holendrzy uwierzyli kiedyś, że cebulki tulipanów będą zawsze drożeć, ponieważ przez chwilę drożały, dzisiejsi wielbiciele kryptowalut uważają, że będą one zawsze drożeć, ponieważ dotąd na ogół drożały. Cebulki tulipanów były faktycznie przez moment tyle warte, ile uważali, że są warte ich właściciele i nabywcy, ale szybko się okazało, że poza ową wiarą nic nie napędzało wzrostu ich wartości.

Podobnie jest z kryptowalutami. Wiszą one w powietrzu finansowym. Nie stoją za nimi żadne wiarygodne instytucje, np. państwo czy banki centralne, i jak typowa piramida finansowa zyskują na wartości tak długo, jak długo w owo zyskiwanie na wartości wierzą ich posiadacze i wyznawcy. Gdy wiara ta upadnie, a stanie się to prędzej czy później, miliony ludzi pozostaną z ręką w nocniku. Rzecz jasna, niektórzy bajecznie się wzbogacą. To ci, którzy szybko wyjdą z interesu. Zarobią na stratach innych, jak to ma miejsce w każdej piramidzie finansowej. Napompowana bańka pęknie niebawem z hukiem.

Najbardziej bawi mnie zaiste magiczna proweniencja kryptowalut, wiara w ich nadprzyrodzoną moc wynikającą z udawanej rzadkości. Przypomina to magiczną wiarę w wartość paciorków, za które Indianie sprzedawali swoje terytoria. Do tego dochodzi libertarianistyczna

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.