Tag "polska polityka"
Polska zdziecinniała
Właściwie nie powinienem się dziwić. Opuściłem przed 20 laty redakcję „Tygodnika Powszechnego”, gdy zorientowałem się, że – wbrew tradycji Stanisława Stommy – wartością najwyższą nie jest już dla niej Polska, lecz antykomunizm. Opuściłem w tym samym czasie Radę Krajową Unii Wolności, gdy zorientowałem się, że – wbrew tradycji Znaku i KOR – szuka ona aliansów wyłącznie po prawej stronie sceny politycznej, że więc i tu antykomunizm stał się najważniejszy.
Nie powinienem również się dziwić, bo wciąż mam w kościach osiem lat z PiS, wypełnione pracowitym piłowaniem gałęzi, na którą z takim trudem się wdrapaliśmy: gałęzi Unii Europejskiej. Zresztą także gałęzi NATO, bo w czasie „pierwszego Trumpa” pisowcy załatwiali niekiedy sprawy wprost z Amerykanami, nad głowami NATO. Lecz i trumpistowskim Amerykanom dali się z czasem we znaki, ci bowiem zażądali odwołania ministra Antoniego Macierewicza.
No i zwłaszcza nie powinienem się dziwić, skoro dziś widzę prezydenturę Karola Nawrockiego. Wszyscy wszak obserwujemy zjawisko nieznane w Polsce od czasu rozbicia dzielnicowego: destrukcję władzy centralnej. Rozmaite w późniejszej Rzeczypospolitej rokosze, powstania i konfederacje nigdy nie rościły sobie pretensji do zastąpienia króla, wkroczenia w jego kompetencje, przypisania sobie jego majestatu. To dopiero dziś doczekaliśmy się dwóch ośrodków władzy, sczepionych w śmiertelnej walce. Ośrodka pierwszego, legalnego, mającego oparcie w konstytucji, oraz drugiego, faktycznie uzurpatorskiego, bo pojmującego swą misję jako wypuszczanie zatrutych pocisków w polski rząd.
Czy coś takiego miało szansę zaistnieć w przeszłości? Czy kiedykolwiek występowało i czy dziś występuje gdziekolwiek na świecie? Ośrodek prezydencki nie jest w stanie zachwiać rządem – jego walka jest zatem jałowa. A przecież jedno już mu się udało: doprowadził do spadku pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Oto zatem prezydent Polski, który jest wrogiem polskiego państwa. Tego państwa, które raz po raz traciliśmy i raz po raz, z
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl
Wrocław psuje się od prezydenta
Jackowi Sutrykowi niestraszne są oskarżenia o korupcję i oszustwa, wykruszające się zaplecze polityczne ani nawet referenda o jego odwołanie
Koalicja Obywatelska, dzięki wsparciu której Jacek Sutryk został prezydentem Wrocławia, zaapelowała do włodarza miasta, aby podał się do dymisji. Ma to związek z aktem oskarżenia w sprawie afery korupcyjnej Collegium Humanum, gdzie za łapówki załatwiano dyplomy ukończenia studiów MBA. Taki dokument uprawniał do zasiadania w radach nadzorczych spółek skarbu państwa i spółek należących do samorządów.
Proceder przestępczy
Zdaniem prokuratury Sutryk dogadał się z Pawłem C., rektorem Collegium Humanum, że w zamian za załatwienie dyplomu MBA zatrudni go jako fikcyjnego doradcę w miejskiej spółce Wrocławski Park Technologiczny. Tak też się stało. Już dzień po podpisaniu pierwszej umowy o „doradztwo” prezydent Wrocławia otrzymał dyplom MBA. W ciągu dwóch lat Paweł C. zarobił 75 tys. zł, co było ukrytą łapówką, bo żadnej faktycznej pracy nie wykonał. Tymczasem Sutryk, mając upragniony dyplom, dostał posady w radach nadzorczych trzech spółek samorządowych: Śląskiego Centrum Logistyki w Gliwicach, Regionalnego Centrum Gospodarki Wodnej w Tychach oraz Kolei Dolnośląskich, gdzie łącznie zarobił około pół miliona złotych.
Jak to możliwe, że Sutryk dorabiał na boku, będąc jednocześnie prezydentem Wrocławia? Otóż zaprzyjaźnieni prezydenci i burmistrzowie skupieni w Związku Miast Polskich stworzyli patologiczny układ, zwany „samorządowym Erasmusem” lub akcją „stołek za stołek”. Polegał on na wzajemnym upychaniu się w radach nadzorczych spółek miejskich. Za posady w spółkach na Śląsku Jacek Sutryk odwdzięczył się prezydentom Dąbrowy Górniczej, Sosnowca i Tychów: Marcin Bazylak trafił do rady nadzorczej Wrocławskich Mieszkań, Arkadiusz Chęciński do wrocławskiego zoo, Andrzej Dziuba do spółki Stadion Wrocław.
Jacek Sutryk został oskarżony o popełnienie czterech przestępstw. Oprócz zarzutu wręczenia rektorowi Collegium Humanum łapówki za dyplom MBA usłyszał też zarzuty oszustwa, bo tym w istocie było posługiwanie się fałszywym dokumentem, dzięki któremu mógł zasiadać w radach nadzorczych, za co otrzymał nienależne wynagrodzenie. Maksymalna kara, jaka grozi prezydentowi Wrocławia za popełnione przestępstwa, to 30 lat więzienia.
Choć zebrany przez prokuraturę materiał dowodowy jest mocny, Sutryk nie zamierza ustąpić ze stołka nawet pod naciskiem środowiska politycznego, które w kampanii wyborczej i potem, w rządzeniu miastem, udzieliło mu wsparcia. Stwierdził, że nie złamał prawa, „czuje się ofiarą”, a swoją niewinność udowodni przed sądem. „To nie prokuratura feruje wyroki. Żyjemy w państwie prawa i to sądy decydują, czy doszło do przestępstwa. Chcę skorzystać z prawa do uczciwej obrony, które przysługuje obywatelom”, mówił Sutryk w jednym z wywiadów. Wezwania KO, by podał się do dymisji, nazwał zaś „rewanżyzmem politycznym”.
Prezydent Wrocławia, człowiek nie w ciemię bity, wie, że do prawomocnego wyroku droga bardzo daleka, a następne wybory odbędą się dopiero w 2029 r. Ma przed sobą jeszcze cztery lata rządów. Rezygnacja byłaby przyznaniem się do winy, a honorowa postawa jest obca polskiej klasie politycznej. Poza tym, jak wynika z oświadczenia majątkowego, Sutryk ma do spłacenia ponad 1 mln zł kredytu na zakup domu. Biorąc pod uwagę prezydenckie zarobki (prawie 315 tys. zł w 2024 r.), można uznać za wielce prawdopodobne, że do końca kadencji wywiąże się ze zobowiązań wobec banku Santander. Gdyby jednak podał się teraz do dymisji, zostałby natychmiast bankrutem, bo raczej nie znajdzie się nikt na tyle odważny, by zatrudnić gościa z zarzutami korupcji i oszustwa.
Do dwóch razy sztuka
Sutrykowi niestraszne jest też referendum w sprawie odwołania. Podchodzono do niego dwukrotnie pod szyldem stowarzyszenia SOS Wrocław. Pierwszą zbiórkę podpisów rozpoczęto w styczniu br. Co prawda, inicjatorami akcji byli radni miejscy Jakub Janas,
Kompleks Okrągłego Stołu
Czy od kogoś, kto, jak Karol Nawrocki i jego kancelaria, kosztuje polskich podatników co miesiąc ponad 800 tys. zł, nie należałoby wymagać czegoś więcej niż liczne i bezsensowne weta? Minęło pół roku tej prezydentury i wiemy już, że dla Nawrockiego naród to tylko jego wyborcy. Czyli ponad 10 mln obywateli, którzy na niego głosowali. Drugie ponad 10 mln wyborców – głosujących na Rafała Trzaskowskiego – zostało wykluczone. Podobnie jak ci, którzy do wyborów nie poszli. Wiem, że nie brakuje sympatyków takiej prezydentury, jaką Polakom funduje Nawrocki. Człowiek o skromnej wiedzy i marnych umiejętnościach, za to z ego większym od stodoły.
Coraz częściej słyszę, że
Kowalski atakuje Zamość
Posłowi Januszowi Kowalskiemu do emerytury brakuje, poza obecną kadencją, jeszcze czterech. Dużo, ale jak gość nie ma innego pomysłu na życie, to będzie kurczowo się trzymał polityki. Po samolikwidacji Solidarnej/Suwerennej Polski i ucieczce Ziobry na Węgry uznał, że najwyższy czas ewakuować się z rodzinnego Opola. Tam go dobrze poznali i prędzej wybiorą jakiegoś przechodnia niż Kowalskiego. Co więc robi pocieszny Januszek?
Dymi w odległym o pół tysiąca kilometrów Zamościu. Straszy ludność banderowcami, pederastami i eurokołchozem. Założył już sobie biuro poselskie przy Żeromskiego.
Myśli, że na takim szczekaniu trafi do Sejmu. Jeśli oczywiście PiS w tej postaci dociągnie do 2027 r. A co, jeśli Kowalski okaże się Jonaszem i po partii Ziobry zatopi także statek Kaczyńskiego?
Lewico, pamiętaj o IPN
Niedawno Sejm odrzucił kandydaturę pomazańca Karola Nawrockiego na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Odrzucił… i znów zaległa cisza wokół tej instytucji. Parlamentarzystów, którzy zostali wybrani w proteście przeciwko rządom PiS, instytut mało interesuje. A powinien. IPN jest wyrazicielem polityki historycznej państwa, miejscem jej kreowania.
To, co robi IPN, jest nie tylko przeciw koalicji rządzącej, ale przede wszystkim przeciw narodowi. Czy rządzą cym nie zależy na przeciwdziałaniu dalszemu podziałowi w społeczeństwie? Przecież polityka historyczna spod znaku IPN dzieleniu Polaków sprzyja. Instytut przeistoczył się bowiem w twór szerzący nacjonalistyczną propagandę, w znacznym stopniu wykluczającą z polskiej historii lewicę i jej dorobek.
Skoro nie da się zlikwidować tej antynarodowej instytucji, bo nie da się w Sejmie obalić weta jej byłego prezesa, należy ograniczyć jej szkodliwość poprzez radykalne obcięcie finansów i zredukowanie działalności do pionu archiwalnego. Nieprzeciążeni pracą,
Waluś na posła
Ryba psuje się od głowy. Losy Legii Warszawa są brutalnym dowodem. Klub nie ma prezesa. W realu. Bo na papierze jest nim Dariusz Mioduski. Teoretycznie ma ogromną władzę. Jest przecież także właścicielem klubu. Może więc prawie wszystko. I co? Legią rządzą kibole z Żylety. A nimi bojówkarze z Teddy Boys 95. Kilkadziesiąt osób, które działają jak mafia. Mają kasę, bo handlują narkotykami na wielką skalę. Policja sobie nie radzi. A miasto? Stadion jest przecież jego własnością. Kosztował 374 mln zł. Zapłacili za niego podatnicy.
Prezydent Trzaskowski ma instrumenty, by wraz z policją przywrócić prawo na trybunach. Nie robi tego, więc Żyleta fetuje Walusia i Brauna. I czekają, aż Waluś i jemu podobni za dwa lata będą posłami.
Migawki z życia narodu wybranego
Miewaliśmy premierów i prezydentów. Nawet królów los nam posyłał. Ale to nie koniec – na kartach naszej historii pozostawiła ślady także dyktatura, i to najprawdziwsza. 5 grudnia minęła 195. rocznica ustanowienia dyktatury Józefa Chłopickiego. To właśnie jego spiskowcy, bohaterowie nocy listopadowej, postanowili uczynić stróżem naszego przeznaczenia. Rzecz całą, z podaniem interesujących szczegółów, opisuje Maurycy Mochnacki w „Powstaniu narodu polskiego w roku 1830 i 1831”.
Autor „Powstania…” nazwał Chłopickiego złośliwie „wielkim pacjentem rewolucji”, a to dlatego, że w dniach przesilenia zapadł on „w wielką niemoc”, kazał sobie krew puszczać, przez dni kilka desperował i hamletyzował. Ostatecznie jednak, mimo że „wymawiał się najuporczywiej”, ustąpił i zażądał władzy całkowitej. „Potrzeba mi dyktatury do utrzymania karności”, oświadczył.
Azaliż, jak to w uroczym kraju naszym bywa, wszystko miało własny koloryt i swój kształt osobliwy. Otóż dyktator – stawiając na głowie tradycję sięgającą czasów rzymskich – zaprowadza, jak pisze Mochnacki, „bezrząd”. Realizując swój czyn dziejowy, wyzwala moc bałaganu. Przeznaczeniem pierwszych dni powstania staje się chaos.
Po co dyktatorowi Sejm i rząd? – zastanawiał się Mochnacki. Grudzień roku 1830 stawia nam przed oczami groteskowe desenie. Na pierwszy plan wysunęło się urzędowanie, cudownemu rozmnożeniu uległy wszelkie stanowiska rządowe. „Kto w Boga wierzył – zauważa Mochnacki – chciał urzędować”. Na scenę tłumnie wkroczyli – ten aspekt musi nas wzruszyć najbardziej – kombatanci: „Ten siedział lat parę w więzieniu – a więc zrobić go ministrem! Ów pod przeszłym rządem otrzymał niezasłużoną dymisję z rządu,
Prywatna spuścizna Kwaśniewskiego
Jak szybko to minęło. 30 lat temu Polacy wybrali Aleksandra Kwaśniewskiego. Po raz pierwszy. A kilka dni temu najlepiej oceniany polski prezydent przekazał swoje archiwum do zasobu Archiwum Akt Nowych. Przerwał w ten sposób marną tradycję sprzedawania przez polityków prywatnych dokumentów za granicę. Na usprawiedliwienie można powiedzieć, że nie zostali oni wyposażeni przez ojczyznę na czas emerytury w środki pozwalające na w miarę godziwe życie. Znałem i znam polityków, którzy ciężko pracowali i nie ulegli pokusom, które stwarzała im władza. Dla tego typu ludzi potrzebne jest rozwiązanie systemowe, wspierające tę wcale niemałą grupę państwowców. Są dla nas bardzo ważni, bo stanowią przeciwwagę dla rozmaitych przekrętasów i złodziei. Uczciwa służba państwu polskiemu musi być premiowana i lepiej nagradzana.
O tym, jakie są osiągnięcia i prawdziwy dorobek polityka,
TVP Info: zmiana szefa i co dalej?
W TVP minęły dwa lata, a wyników nie ma
Z robieniem telewizji informacyjnej jest jak z robieniem drużyny piłkarskiej. Po pierwsze, trzeba mieć dobrych zawodników. Po drugie, trzeba mieć dobrego trenera i plan na mecz. I prezesa, który nie przeszkadza.
Jeśli chodzi o TVP Info, nic z tych rzeczy nie działa. Bo stacja ma malutką grupę dziennikarzy, których stać na spektakularną akcję, efektowny drybling i piękny strzał, takich, których konkurencja chciałaby podkupić. Z gwiazdami w Info jest krucho. Czyli już na starcie wygląda to słabo. A jeśli chodzi o trenera i plan na mecz, mamy trzecią ligę. Więc…
Zacznijmy od wyników. W tym przypadku są to wyniki oglądalności. Publikują je m.in. Wirtualne Media. Otóż wedle danych międzynarodowej firmy badawczej Nielsen w październiku w grupie 4+, w kategorii stacji informacyjnych lideruje TV Republika (5,58% udziału w rynku), na drugim miejscu jest TVN 24 (4,58%), a potem, daleko za tą dwójką, mamy TVP Info (1,53%), wPolsce24 (1,44%), Polsat News (1,22%) i Wydarzenia 24 (1,08%).
W grupie komercyjnej widzów (16-59 lat) pozycja TVP Info jest jeszcze słabsza. Przeliczmy zresztą te udziały, które mało komu coś mówią, na tysiące oglądających. Otóż dzienna widownia TVP Info to ok. 80-90 tys. osób (w grupie 4+). A w grupie komercyjnej, najważniejszej dla reklamodawców – 17-19 tys. A przecież Info jest powszechnie dostępne, ulokowane na najlepszym multipleksie, zasięgiem pokrywa cały kraj. I niewiele to daje. Taka jest skala obojętności.
Dodajmy jeszcze jedno – tego słabego miejsca TVP Info nie można już tłumaczyć zmianą szefów, trudnościami ani tym, że trzeba było wszystko budować od nowa. Bo jesteśmy dwa lata od zmiany władz TVP i przez te dwa lata coś powinno już zostać zbudowane. A wyników nie ma.
Miejmy też świadomość, że te wyniki powinny być. TVP jest potężną firmą. Rocznie do wydania ma ponad 3 mld zł. Owszem, woła, że to za mało, że ma potężne koszty stałe, więc musi ciąć i oszczędzać. I tak robi. Widać to doskonale – kanały tematyczne usychają, TVP Wilno i TVP Polonia to już de facto przeszłość, a TVP 1 notuje niespotykany regres. Na pewno swoją rolę w tym upadku odgrywa brak pieniędzy. Tylko że akurat jeśli chodzi o TVP Info, nie widać ani nie słychać, by tam pieniędzy brakowało.
Skupmy się teraz na trenerze. Niejako wychodząc naprzeciw rozmaitym krytykom obecnego programu, także niedawnemu materiałowi zamieszczonemu w „Przeglądzie”, kierownictwo TVP postanowiło dokonać zmiany na stanowisku szefa TVP Info. Pawła Moskalewicza zastąpił od 1 grudnia Jan Józefowski,
Lem o nas
„Sytuacja, kiedy ludzie, którzy robili rzeczy podłe, wciąż zajmują się działalnością publiczną, jest rzeczą głęboko demoralizującą”. Jakże słowa Stanisława Lema z 2002 r. pasują do tego, co mamy w dzisiejszej Polsce. Wspominam o tym, bo nasza fundacja wyda niebawem kolejną książkę. Będzie to wybór felietonów Lema, które pisał dla „Przeglądu” w latach 2002-2006.
Ten gigant myśli był wizjonerem i jednocześnie realistą. Gdy w grudniu 2001 r. wręczaliśmy mu w krakowskim domu naszą redakcyjną Busolę, powiedział: „Regularnie czytam wasz tygodnik i go cenię. »Przegląd« jest pismem odważnym, wiarygodnym, pisze w nim wielu znakomitych autorów”. Z taką oceną, i to od mistrza Lema, można iść przez dziennikarskie życie z podniesioną głową. Pamiętając przy tym, że tygodnik jest tyle wart, co jego ostatnie numery. I dlatego trzeba zejść na ziemię. Niestety.
Na ziemię trudno zejść Karolowi Nawrockiemu. Od wyborów minęło kilka miesięcy, a do niego jeszcze nie dotarło, że w kraju są nie tylko jego wyborcy. Oszołomiony wygraną uwierzył, że stało się to za jakąś nadzwyczajną przyczyną i że jest w nim niezwykła moc. I może wszystko. Za tak infantylne złudzenia każdego polityka czeka twarde zderzenie z glebą. I choć dla Nawrockiego to nie pierwszyzna, nie będzie tak jak na kibolskich ustawkach. Polityka to zajęcie wielokrotnie złożone, skomplikowane i perfidne. A w funkcji, którą przyszło mu pełnić, czekają na niego konkurenci, głównie zresztą z jego własnego obozu. Szybko zbliża się też moment zderzenia z prezesem Kaczyńskim. Zobaczymy, co Nawrocki zrobi z ustawą o zakazie hodowli zwierząt futerkowych. Przeciw są przecież konfederaci i Radio Maryja. A Kaczyński jest bardzo za.
Większym problemem, i to takim, który niebawem się rozwinie, jest wojna, jaką Nawrocki wypowiedział tej Polsce, która głosowała na Trzaskowskiego. Nie dość, że nie ma dla niej nic poza połajankami, to jeszcze prowokuje kolejne konflikty. A kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Może Nawrocki pomyśli, jak kończy Daniel-wszystko-mogę-Obajtek. Albo poczyta jako historyk o ludziach wyciągniętych na ważne funkcje z kapelusza, którzy kończyli w niesławie lub w zapomnieniu.
Na koniec mam lepszą wiadomość. Szykujemy prenumeratę „Przeglądu” za pośrednictwem paczkomatów InPost. Proszę popatrzeć, gdzie jest najbliższy paczkomat, i pomyśleć, czy nie byłaby to najlepsza forma zakupu naszego tygodnika.
Dostawa gwarantowana w każdy poniedziałek. Szczegółowe informacje pod numerami telefonów: 22 635 84 10 wew. 118, 111 lub 101 i adresem e-mail: kolportaz@tygodnikprzeglad.pl.







