Tag "Red is Bad"
Delfin na mieliźnie
wyraźniej defensywie. Poparcie w sondażach spada, za to rośnie w siłę konkurencja na prawicy: Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej. Walki frakcyjne w PiS przybierają na sile, a ostatnie wydarzenia na Nowogrodzkiej, gdzie zebrały się ścisłe władze partii (ale bez Morawieckiego, który zignorował wezwanie prezesa), tylko pogłębiły niesnaski. Maślarze, czyli frakcja Przemysława Czarnka, Tobiasza Bocheńskiego, Patryka Jakiego i Jacka Sasina, przekonują Kaczyńskiego, że PiS powinno skręcić mocniej w prawo i odciąć się od Morawieckiego.
Wobec byłego premiera wytaczane są najcięższe działa. Padają oskarżenia o doprowadzenie do utraty władzy, koniunkturalność, zdradę ideałów PiS, ukrywanie majątku, niejasne interesy i powiązania, rozpięcie parasola ochronnego nad aferzystami, a nawet współudział w przestępstwie. Te ostatnie zarzuty to coś nowego, bo dotychczas PiS było monolitem, jeśli chodzi o krycie nadużyć i złodziejstwa we własnych szeregach. Afera w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, skąd ukradziono co najmniej 700 mln zł, może pogrążyć Morawieckiego i PiS. I na nic zdadzą się lamenty, że jest to zemsta Tuska, bo tajna operacja CBA mająca na celu rozpracowanie przestępczego procederu rozpoczęła się jeszcze za rządów Zjednoczonej Prawicy, a na czele służb stał wówczas Mariusz Kamiński.
Patologiczny kłamca
Bezczelna kradzież pieniędzy z RARS jest jednym z największych przekrętów w dziejach III RP. A jak wskazują poszlaki, mózgiem i patronem przestępczej operacji był Morawiecki. Aby zrozumieć, jak to możliwe, że arcypatriota mógł się dopuścić niecnych czynów, trzeba się zatrzymać przy jego biografii. Otóż Człowiek Roku „Gazety Polskiej” i Człowiek Wolności tygodnika „Sieci” nie jest tym, za kogo się podaje, a jego oficjalny życiorys w dużej mierze został zmyślony.
Nieprawdą jest np., że Morawiecki już jako nastolatek
Ścigany Michał Kuczmierowski
Jedna z największych afer rządów PiS wraca w wielkim stylu
Ostatnio w mediach pojawiła się wiadomość, że były prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych Michał Kuczmierowski, oczekujący w Londynie na ostateczną decyzję sądu o ekstradycji do Polski, jest ochraniany przez brytyjski wywiad MI6, z którym współpracował przy dostawach uzbrojenia dla walczącej z rosyjską inwazją Ukrainy.
Brzmi nieźle, lecz brakuje dowodów na potwierdzenie tej śmiałej tezy. Źródłem rewelacji są pragnący zachować anonimowość informatorzy (ma się rozumieć „ze służb”), którzy podzielili się nimi z dziennikarzami.
Tymczasem kazus Kuczmierowskiego i jego kolegów to symboliczna, a jednocześnie typowa historia ludzi, którzy w III RP zaczynali jako ideowcy, a skończyli jako podejrzani, choć bogaci karierowicze, którzy swoje sukcesy zawdzięczają odpowiednim znajomościom i układom.
Harcerz
Przyszły prezes RARS, zanim pojawił się na styku polityki i biznesu, był instruktorem Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej. Dał się tam poznać jako sprawny organizator, dobry kolega i człowiek uczciwy, o nieposzlakowanej reputacji. Tak mówią o nim ci, którzy go znali.
Przygodę z władzą Kuczmierowski rozpoczął w 2006 r. Mając niewiele ponad 30 lat, zarejestrował w Sejmie działalność lobbingową. W latach 2010-2015 pracował jako menedżer ds. rozwoju w Banku Zachodnim WBK, którego prezesem był wówczas Mateusz Morawiecki. Rekomendacją była owa działalność w ZHR.
Pięć lat pracy w strukturach jednej z największych instytucji finansowych w Polsce pozwoliło Kuczmierowskiemu nie tylko zdobyć doświadczenie w zarządzaniu biznesowym, lecz przede wszystkim nawiązać bliskie relacje z przyszłym premierem.
Okazały się one kluczowe.
Dla Morawieckiego, który budował wokół siebie zaplecze polityczne, liczyły się trzy cechy: lojalność, sprawność organizacyjna i wspólna przeszłość – w tym przypadku w Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Michał Kuczmierowski idealnie wpisywał się w ten model.
Po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych w 2015 r., a zwłaszcza po nominacji Morawieckiego na stanowisko wicepremiera i ministra rozwoju, a następnie ministra finansów i premiera, nasz bohater został dyrektorem departamentu marketingu i komunikacji największego banku w Polsce – PKO BP.
Był to wyraźny sygnał, że należy do elitarnego grona „harcerzy Morawieckiego”, którzy mogli liczyć na wysokie stanowiska i wpływy w nowej politycznej rzeczywistości. Szacunki mówią, że osób tworzących zaplecze Morawieckiego było od 40 do 60.
W latach 2018-2020 Kuczmierowski zasiadał w zarządzie Polskiej Grupy Zbrojeniowej, odpowiadając za finanse i strategię. W tamtym czasie PGZ jako holding spółek przechodziła intensywną reorganizację. W planach rządu miała odgrywać kluczową rolę w modernizacji polskiej armii i w rozwoju krajowego przemysłu obronnego.
Praca ta dała mu nie tylko doświadczenie w zarządzaniu złożonymi strukturami korporacyjnymi, lecz także głębokie rozeznanie w przemyśle obronnym oraz logistyce wojskowej. Kompetencje te miały się okazać bardzo przydatne w jego kolejnej, tym razem wyjątkowej roli.
Dla Kuczmierowskiego wybuch pandemii COVID-19 w marcu 2020 r. stał się początkiem kolejnego – najważniejszego – etapu kariery. W sytuacji poważnego kryzysu premier Morawiecki potrzebował ludzi, którym bezwarunkowo ufał i którzy byli w stanie sprawnie zrealizować każde jego polecenie. Kimś takim był nasz bohater. Dlatego premier powołał go na pełnomocnika ds. rezerw strategicznych w ochronie zdrowia. W warunkach pandemii była to funkcja o zaiste strategicznym znaczeniu, gdyż niezwykle ważne stało się zapewnienie stałych dostaw sprzętu medycznego, środków ochrony
Z notatnika grotołaza
W sporach dotyczących przyszłości świata pokaleczonego przez II wojnę pojawiało się niekiedy określenie „jaskiniowy antykomunizm”. Do „jaskiniowców” zaliczano tych, którym antykomunizm zastąpił potrzebę (i zdolność) myślenia. Emigracyjny publicysta Wacław Zbyszewski, charakteryzując antykomunistyczną wrzawę wzniecaną na obczyźnie, mówił o „dyzenterii”. Miał na myśli pustosłowie i sekciarskie zacietrzewienie budzące skojarzenia z towiańszczyzną.
Czy dziś jaskinie są już puste? Otóż nie – jaskiniowcy przetrwali. Nie porzucili też swoich ambicji. Czasami odnoszą kolejne sukcesy, oczywiście na miarę własnych talentów. Najświeższym przykładem ich zwycięstw jest historia marki Red is Bad, której finałem stał się list gończy.
Historia ta jest w istocie kwintesencją absurdu, w którym od lat uczestniczymy. Absurd polega na kreowaniu fantomowej rzeczywistości, w której szlachetni (jakoby) i nieustępliwi toczą bezpardonową walkę ze złem. Prawicy udało się przesunąć ideę patriotyzmu na tory fikcji, którą ukształtowało pojęcie antykomunizmu. Występując w kostiumie fałszywych cnót i tandetnych symboli, fikcja zdobyła pozycję primadonny w prawicowym maglu próżności i zakłamania. Sukcesy Red is Bad zrodziła mitomańska egzaltacja znajdująca odbicie w przekonaniu, że patriotą można zostać, zakładając odpowiednią koszulkę.
Stylistyka Red is Bad przemawia językiem rozmodlonego fanatyzmu sławiącego czyny „niepokonanych”.
Biznesmeni i złodzieje
Afera w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych zatacza coraz szersze kręgi, ale nie dzięki zeznaniom twórcy marki Red is Bad
Sprowadzenie do Polski Pawła Szopy wywołało emocje wśród komentatorów wydarzeń politycznych, którzy przewidywali, że prawicowy biznesmen pójdzie na współpracę z prokuraturą i zacznie sypać swoich mocodawców. Oznaką tego miała być rezygnacja z usług adwokatów – Krzysztofa Wąsowskiego i Bartosza Lewandowskiego. Obrońcą Szopy został Jacek Dubois. Mecenas reprezentuje również Tomasza Mraza, byłego dyrektora Funduszu Sprawiedliwości. Urzędnik ten, licząc na łagodny wyrok, ujawnił nadużycia, w których brał udział.
Nie ma jednak co liczyć na to, że mec. Jacek Dubois namówi Szopę do zawarcia układu z prokuraturą. Prawnik u boku kontrowersyjnego biznesmena nie pojawił się nagle, według moich informacji Szopa korzystał z jego usług już wcześniej. Należy też pamiętać, że przebiegły Mraz, który był w centrum układu przestępczego, zawczasu wiedział, co się święci, i potajemnie nagrywał uczestników nielegalnego procederu. Sytuacja Szopy jest zgoła odmienna, gdyż był „tylko” dostawcą towarów dla Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Nie miał mocy decyzyjnej. To prezes RARS Michał Kuczmierowski rozdawał karty, tj. intratne zlecenia. I to on ponosi główną odpowiedzialność.
Do zadań RARS należy zakup i magazynowanie rezerw strategicznych na wypadek wojny czy innego kryzysu. Chodzi m.in. o paliwa, wyroby medyczne i sprzęt techniczny. W tym celu agencja powinna organizować przetargi, zlecając dostarczenie towarów pośrednikom, lub zaopatrywać się bezpośrednio u producentów. Jednak za prezesury Michała Kuczmierowskiego dysponująca wielomiliardowym budżetem RARS stała się maszynką do wyprowadzania pieniędzy do ludzi powiązanych z politykami PiS.
Ustosunkowany biznesmen
Moi informatorzy twierdzą, że choć Szopa składa obszerne zeznania w katowickiej prokuraturze, nie przyznaje się do zarzutów. A chodzi o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, współdziałanie w przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych reprezentujących RARS oraz pranie brudnych pieniędzy. Według ustaleń prokuratury dzięki układom politycznym Szopa dostawał lukratywne zlecenia z RARS, m.in. na zakup agregatów prądotwórczych, które miały trafić do ogarniętej wojną Ukrainy. Biznesmen dostał z RARS ok. 312 mln zł na agregaty, choć zapłacił za nie w Chinach niecałe 70 mln zł. Na czysto zarobił więc co najmniej 240 mln zł.
Szopa broni się w prokuraturze, twierdząc, że wszystko odbyło się legalnie, a zlecenie z RARS było uzasadnione tym, że miał rozległe kontakty biznesowe na całym świecie i już od kilku lat współpracował z rządową agencją, dostarczając m.in. środki ochrony osobistej, kołdry, poduszki, pościel. Sytuacja z agregatami była nadzwyczajna, bo po wybuchu wojny w Ukrainie trudno było kupić taki sprzęt w Europie. W umowie z RARS Szopa zobowiązał się do zapewnienia ewentualnych napraw gwarancyjnych na swój koszt. Ze swoich pieniędzy musiał też opłacić transport agregatów z Chin do Polski, co kosztowało go kilkadziesiąt milionów złotych. Poza tym nie można winić biznesmena za to, że agencja podległa premierowi Mateuszowi Morawieckiemu dawała mu zlecenia, z których sumiennie się wywiązywał. A że ceny towarów, które dostarczał do RARS, były powyżej rynkowych? To nie jest przestępstwem. Niech się tłumaczy Kuczmierowski… Ten jednak siedzi w londyńskim areszcie, czekając na ekstradycję do Polski.
Tak z grubsza wygląda linia obrony Pawła Szopy. Jednak śledczy dysponują m.in. zeznaniami Justyny G., byłej dyrektorki Biura Zakupów w RARS. Otóż prezes RARS wydawał podwładnej polecenia zamawiania towarów u Szopy „na karteczkach, w trakcie rozmów na osobności”. Podczas przesłuchania Justyna G. powiedziała: „To były małe, białe karteczki z kostki lub karteczki żółte, samoprzylepne. Jak zapis na karteczce odczytałam, to Kuczmierowski wkładał je do niszczarki, która stała w jego gabinecie. Kilka karteczek wzięłam do swojego notatnika, później je niszczyłam. Brałam je po to, że jak było więcej danych, bo nie byłam w stanie zapamiętać wszystkich szczegółów”.
Inna urzędniczka zeznała: „Było powiedziane, że zapytania muszą iść tylko do firm i osób wskazanych przez kierownictwo. Nie można wysyłać
Kibole i orzełki
Wielomilionowe „interesy” to tylko składowa firmy Red is Bad. Warto wiedzieć, jaka filozofia stoi za tą marką.
Twórca Red is Bad bardzo dobrze rozpoznał swoją grupę odbiorców. Nazwa marki nie jest przypadkowa i bynajmniej nie bierze się z niechęci do koloru czerwonego. Sukces firmy założonej przez Pawła Szopę, oprócz finansowania przez PiS, wynika z przemyślanego marketingu skierowanego do bardzo wąskiej grupy odbiorców, których można określić jako ludzi myślących o sobie w kategoriach „jedynych i prawdziwych patriotów”.
Noś z dumą i godnością.
Nie przez przypadek koszulki i akcesoria sprzedawane przez Red is Bad są tak często widywane na wydarzeniach kojarzonych ze środowiskami narodowców i skrajnej prawicy.
Red is Bad stało się szybko fenomenem. Paweł Szopa udzielił „Gazecie Wyborczej” wywiadu, z którego podobno wszyscy czegoś o sobie się dowiedzieli (m.in. tego, że narodowcy podobno wcale nie są tacy źli). Samą markę „GW” określiła jako „kultową”, mimo że działała ona wtedy zaledwie moment. We wstępie do wywiadu z Szopą podkreślano, że zrosła się z Marszem Niepodległości i jego uczestnikami prawie tak, jakby była odzieżą służbową uczestników wydarzenia.
Szopa i Iwański o filozofii swojej marki opowiadali na łamach dziennika „Rzeczpospolita”. „Red is Bad jest dla nas także platformą wyrażania nas samych i naszych poglądów, stąd i manifest, i nazwa potępiająca komunizm, który nie został nigdy za swoje zbrodnie rozliczony”, twierdził w 2017 r. Szopa. Nazwa Red is Bad może się kojarzyć również ze znanym okrzykiem narodowców: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.
Szopa nie krył też nigdy, że oprócz braku sympatii do wszystkiego, co mogłoby mieć związek z lewicą, nie jest także fanem Unii Europejskiej. „Gdy w Polsce było organizowane referendum akcesyjne, mieliśmy z Kubą po 17 lat, byliśmy w trzeciej klasie liceum. 95% osób wokół nas było za przystąpieniem do Unii Europejskiej, a my nie. Od początku byliśmy bardzo sceptycznie nastawieni, nie wierzyliśmy w tę propagandę, że Polska dzięki Unii stanie się krajem mlekiem i miodem płynącym. Nigdy nie dostaje się niczego za darmo, zawsze jest coś za coś”, mówił w „Rzeczpospolitej” Szopa.
Wbrew temu, co stwierdził prezydent Andrzej Duda w RMF FM, sklepów z odzieżą patriotyczną jest w internecie zatrzęsienie. Tylko na pierwszej stronie wyników wyszukiwarki Google po wpisaniu hasła odzież patriotyczna pojawia się dziewięć sklepów pełnych ubrań i gadżetów. Dlatego prezydent Duda ani Mateusz Morawiecki, chcąc kupić akcesoria podkreślające ich miłość do ojczyzny, wcale nie byli zmuszeni odwiedzać sklepu Red is Bad. Warto jednak zwrócić uwagę na coś innego. Pojawienie się najważniejszych osób w państwie w sklepie z odzieżą patriotyczną było swoistym puszczeniem oka do potencjalnych wyborców PiS ze środowisk nacjonalistycznych.







