Tag "TV Republika"

Powrót na stronę główną
Kraj

Spiskowe szaleństwo

Kto i dlaczego przypuścił zamach na pisowskich propagandystów Sakiewicza

To musiała być misternie uknuta intryga. W środę, 13 maja, rozpoczęła się seria fałszywych alarmów wymierzonych w Strefę Wolnego Słowa. Najpierw policja i straż pożarna przyjechały do redakcji TV Republika w poszukiwaniu rzekomo podłożonej bomby. W czwartek pogotowie dostało informację o pobitej osobie w propisowskiej telewizji. W kolejnych dniach służby interweniowały w domach Michała Rachonia i Katarzyny Gójskiej (są małżeństwem), Adriana Klarenbacha i Tomasza Sakiewicza. Zgłoszenia dotyczyły terrorysty z pasem szahida, znalezionych zwłok i próby samobójczej.

Dramatycznie wyglądała interwencja u Tomasza Sakiewicza. W piątek, 15 maja, policjanci otrzymali informację (na infolinię alarmową) z biura Rzecznika Praw Dziecka, że w mieszkaniu szefa Republiki przebywa dziecko, które zamierza popełnić samobójstwo. Na miejscu mundurowi zastali roznegliżowanego Sakiewicza w towarzystwie jakiejś damy, która nie była żoną ultrakonserwatywnego redaktora. Wedle komunikatu przekazanego przez Komendę Stołeczną Policji kobieta „nie chciała się przedstawić i współpracować w celu jak najszybszego wyjaśnienia wszystkich okoliczności zdarzenia”, dlatego, „mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki”.

Nie popisał się też Sakiewicz, „który ignorował przekazywane przez policjantów informacje odnoszące się do powodu interwencji i ich pytania”, a przy tym był „nastawiony konfrontacyjnie wobec policjantów, którzy cały czas podkreślali, że ich działania mają na celu ochronę życia osoby, której dotyczy otrzymane zgłoszenie”. Po wyjaśnieniu sprawy i ustaleniu, że zgłoszenie było fałszywe, funkcjonariusze rozkuli kobietę i zakończyli czynności.

Atak Tuska na wolne media

Jednak Sakiewicz uznał, że to dobra okazja do rozpętania awantury politycznej. Jeszcze tego samego dnia Republika, nie ujawniając powodów interwencji policyjnej, alarmowała o „represjach państwa policyjnego” i „atakach kryptodyktatury”, „reżimu Tuska”, na jedyne niezależne polskie medium. A Jarosław Olechowski,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Można żyć z polityki

Adam Borowski – jakie PiS, taki bohater

Polska prawica ma nowego bohatera, rzekomo prześladowanego przez reżim – to Adam Borowski, za czasów Polski Ludowej podrzędny działacz opozycji, potem związany z klubami „Gazety Polskiej” i PiS. Kandydat do Sejmu na listach PiS w latach 2019 i 2023. A ostatnio członek Rady ds. Kombatantów, Osób Represjonowanych i Działaczy Opozycji Antykomunistycznej przy Prezydencie RP.

Otóż, jak wołają ze zgrozą prawicowe pisma, Adam Borowski ma iść na pół roku do więzienia. Chce go tam wsadzić obecny reżim. A Borowski jest człowiekiem starszym (nie ulega wątpliwości) i mocno schorowanym (gazety wyliczają jego liczne choroby).

O co w tym wszystkim chodzi?

Otóż w 2020 r., na antenie TV Republika, Borowski zarzucił Romanowi Giertychowi współpracę z przestępcami i podstawianie tzw. słupów. Mówił o sprawie Polnordu, w związku z którą Zbigniew Ziobro chciał wsadzić Giertycha za kratki, ale na areszt nie zgadzały się kolejne sądy. W każdym razie atmosfera była gęsta. W tej sytuacji Giertych uznał, że jest pomówiony przez Borowskiego, i złożył przeciwko niemu prywatny akt oskarżenia o pomówienie z art. 212 Kodeksu karnego. Domagał się przeprosin.

Sprawa zaczęła się za czasów PiS, a skończyła 27 listopada 2023 r. Tego dnia sąd umorzył wobec Borowskiego postępowanie, ale na rok próby. W tym czasie miał on na swoim profilu na Facebooku, czyli bezkosztowo, zamieścić słowa przeprosin: „Przepraszam Pana Romana Giertycha za to, że w dniu 24 października 2020 roku w programie »Kulisy Manipulacji« na kanale TV Republika powiedziałem, że współpracuje z przestępcami i dawał swoich znajomych jako słupy – co nie jest zgodne z prawdą”.

Koniec, kropka, nic upokarzającego. Zwłaszcza że Borowski przyznał się do winy.

Rzecz w tym, że Borowski wyroku sądu nie wykonał, choć miał na to rok. Dlatego sąd na nowo podjął sprawę, z urzędu, w związku z niezastosowaniem się do wyroku. I 24 kwietnia 2025 r. wydał kolejny wyrok – tym razem pół roku więzienia, ale jego wykonanie zawiesił na rok, dając Borowskiemu szansę na przeproszenie Giertycha.

Tymczasem Borowski oświadczył, że wyroku nie wykona. I ruszył w tournée po swoich znajomych z okresu walki z Polską Ludową z apelem o pomoc. Bo pod koniec kwietnia będzie musiał iść do więzienia, więc trzeba go ratować.

Ma wyczucie. Giertycha PiS nienawidzi prawie tak jak Tuska,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.