Tag "Unia Europejska"
Czas Apokalipsy
W powietrzu jest wojna, Europa oddycha wojną. Nadzieje na trwały pokój nie mają żadnej podstawy. Przeczą im wszystkie przewidywania dotyczące nieuchronnego starcia pomiędzy Wschodem i Zachodem. Dokąd zmierza Europa, na co ostatecznie gotowi są nasi „chętni”? Na co ich stać? W wywiadzie dla „Newsweeka” Emmanuel Todd, autor wydanej u nas właśnie „Klęski Zachodu”, mówi: „Sytuacja jest absurdalna: europejskie rządy, które nie były w stanie wygrać wojny z Rosją razem z Amerykanami, wyobrażają sobie, że mogą ją wygrać bez Amerykanów”. Ile jest warta europejska polityka, skoro nie ma w niej miejsca na trzeźwe oceny? Niedobrze. Upojenie fikcją to równia pochyła, z łatwością może się przerodzić w obłęd. Jak wiele dzieli nas od eksplozji namiętności, po której pozostać mogą już tylko popioły?
Ktoś zapyta: a cóż takiego wynika z apeli w obronie pokoju? Wszystkim przecież i tak rządzą głębiej ukryte mechanizmy i to właśnie one zdobywają przewagę nad dobrymi intencjami i deklaracjami. Być może tak właśnie jest.
W okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej o pokoju mówiono nieustannie. Przypomina o tym Richard Overy w swojej historii II wojny „Krew i zgliszcza”: „W 1936 r. odbył się wielki kongres pacyfistyczny w Brukseli, na którym powołano Międzynarodową Kampanię Pokojową (International Peace Campaign, IPC) jednoczącą grupy antywojenne i pacyfistyczne z całej Europy Zachodniej”. Klimat nie sprzyjał wojnie. Pod petycją w sprawie zwołania konferencji pokojowej, skierowaną do premiera Chamberlaina w marcu 1939 r., zebrano ponad milion podpisów. Politycy brytyjscy dążenie do rozlewu krwi nazywali „aktem godnym wściekłego psa”.
Niestety, fatum wojny okazało się silniejsze od wszelkich zahamowań. To ciekawe, oświecenie nie stworzyło żadnych form mądrości, która chroniłaby nas przed szaleństwem. Jesteśmy zawsze tylko o krok od utraty równowagi. Opętanie zaczyna się wraz z językiem – im więcej mówimy o wojnie, tym bardziej oczywista staje się jej obecność. Pokój ma szanse tylko wtedy,
Z samych prawaków zguba Polaków
„Z samych panów zguba Polaków”, pisał w roku 1790 Stanisław Staszic. Po pięciu latach Polski już nie było. Dziś miejsce panów zajęli prawacy, a moja trawestacja czyż nie jest zgrabniejsza? Pytanie tylko, co z Polską.
Kolejne formy polskiej niepodległej państwowości były w XX w. powoływane przez siły lewicowo-liberalne. Powstawały zawsze w drodze porozumienia: w roku 1918 z Radą Regencyjną, w roku 1989 z PZPR. W konsekwencji nowe państwo stawało się państwem dla wszystkich. Zagwarantowały to w roku 1921 Konstytucja marcowa, a w roku 1997 Konstytucja „wielkanocna”. Ale tak Druga, jak Trzecia Rzeczpospolita były szybko pozbawiane swych ideowych fundamentów.
Wszak nie minęły nawet dwa miesiące od historycznego Listopada, gdy w styczniu 1919 r. książę Eustachy Sapieha i płk Marian Januszajtis spróbowali dokonać prawicowego zamachu stanu. Na taki akt wrogości wobec tworzącego się państwa nie zdecydowali się wtedy nawet komuniści. I żaden z członków Komunistycznej Partii Robotniczej Polski nie rzucał potem grudami błota w świeżo obranego Pierwszego Prezydenta, żaden też z premedytacją i zimną krwią Prezydenta tego nie zastrzelił. Ówczesna prawica, endecja, nienawidziła swego państwa: było ono za mało polskie. Dla mniejszości narodowych miała więc tylko jedną propozycję: wynarodowienie. A zatem była jak dynamit rozrywający państwo: działała jak komuniści. U jednych i drugich Polska nie mogła być dla wszystkich.
Oczywiście fundamentów Drugiej RP nie niszczyli cieszący się niewielkim poparciem komuniści. Czyniła to przede wszystkim, mająca rząd dusz,
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl
Wujek Supersam
O tym, że choroba Alzheimera jest dziedziczna, wiem aż za dobrze, wszyscy członkowie mojej rodziny od strony ojca (jego rodzeństwo, matka, rodzeństwo matki, kuzynostwo), jeśli nie zmarli przedwcześnie, to w okolicach osiemdziesiątki popadali w demencję.
Nie jest tajemnicą, że Frank Trump, ojciec obecnego prezydenta USA, cierpiał pod koniec życia na zaawansowane starcze otępienie. Jest więc wysoce prawdopodobne, że coraz bardziej bełkotliwe wystąpienia jego syna znamionują fazę predemencyjną. Jego ostatnie przemówienia to klasyczny przykład inkoherencji, zwanej swojsko sałatą słowną – moglibyśmy mieć zatem pewność, że kolejny etap choroby rychło wyeliminuje Donalda Trumpa z polityki i życia publicznego. Niestety, odnoszę wrażenie, że sprawy zaszły już za daleko i zamiast impeachmentu prędzej dojdzie do „breżniewizacji” – otępiały wódz będzie manekinem faszerowanym psychotropami, żeby można go było czasem pokazać ludowi, a realne rządy w jego imieniu będą sprawować młodsi, zdrowsi i nie mniej zajadli następcy w rodzaju J.D. Vance’a.
Może być zresztą jeszcze gorzej: z trumpowskiego bełkotu w Davos wyłowiłem najbardziej niebezpieczny fragmencik, kiedy nagle przerwał swój wywód i skupił się na klipsie do papieru. Oświadczył, że nawet gdyby niechcący odciął sobie palec tym przyrządem, „to byłoby okropne, ale nie okazałbym bólu. Zachowywałbym się, jakby nic się nie stało, nawet gdyby odpadł mi palec”. Oprócz tego, że Trump w ten sposób trzyma najwyższy poziom infantylnego narcyzmu, jest w tym stwierdzeniu ukryta groźba: „Nie liczcie na to, że jak zwariuję, odsuną mnie od władzy. Będę udawał, że nic się nie stało, nawet jeśli zgnije mi mózg”. A ściślej – wszyscy wokół niego będą udawali. Takoż, próżne nasze nadzieje: nie ma wyjścia z tej celi, za mrokiem czai się mrok, diabli wyleźli z puszki Pandory i już nie dadzą się zagonić do środka.
Koszmary o tym, że opętany fanatyk o faszyzujących lub wprost faszystowskich skłonnościach może zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych, przeobrażając je w imperium zła, śnili amerykańscy pisarze od dawna. W „Spisku przeciw Ameryce” Philip Roth rozwinął w poetyce historical fiction opowieść o tym, co by było, gdyby Stany Zjednoczone stały się sojusznikiem
III Rzeszy. Roth wyśnił tę upiorną historię za kadencji George’a W. Busha, jednej z mniej lotnych postaci w poczcie republikańskich przywódców. Stephen King opisał w „Martwej strefie” z 1979 r. jasnowidza, który widzi katastrofalne dla świata skutki wyboru na urząd prezydencki niebezpiecznego fanatyka i dosłownie poświęca życie, aby zapobiec tej elekcji.
Nikomu jednak nie przyśniło się, że losy świata mogą spocząć w rękach postaci tak karykaturalnej, Wujka Sama o umysłowości pięciolatka, postaci hipermemicznej (z ostatnich memów mój ulubiony to ten, w którym łakomy Donek domagający się deseru przy obiedzie słyszy od matki:
Co ciągnie Europę w dół?
Prof. Marek Belka,
ekonomista, były premier
Europę ciągnie w dół luźny charakter integracji i brak jedności.
Prof. Jan Zielonka,
politolog, profesor na Uniwersytetach Oksfordzkim i Warszawskim
W kategoriach statystycznych Unia Europejska nie jest słaba, bo wciąż jest globalnym gigantem gospodarczym i prawnym, porównywalnym z Chinami i znacznie silniejszym niż Rosja czy Indie. Problem nie leży więc w braku obiektywnej siły, lecz w decyzjach podjętych na wczesnym etapie integracji. Po pierwsze, państwa narodowe mają kontrolę nad integracją i zazdrośnie bronią swojej suwerenności, choć coraz bardziej potrzebują Unii do rozwiązania problemów, z którymi boryka się Europa. Efektem jest frustracja napędzająca nacjonalizm i brak solidarności w ważnych sprawach. Po drugie, legitymizację UE oparto na efektywności, a nie na realnej partycypacji obywateli, co działa tylko w „dobrych czasach”. Po trzecie, postawiono na integrację gospodarczą kosztem militarnej, licząc na parasol obronny USA. W nowej, bardziej konfrontacyjnej rzeczywistości te decyzje mają skutki odwrotne do zamierzonych przez twórców integracji. Efekt? Europa nie jest w stanie skutecznie korzystać ze swojej siły normatywnej i gospodarczej, zwłaszcza w momentach kryzysu, takiego jak teraz.
Dr hab. Kamil Zajączkowski,
politolog, dyrektor Centrum Europejskiego UW
Europejska gospodarka jest dziś mało konkurencyjna i innowacyjna, silnie przeregulowana, a przy tym obciążona bardzo wysokimi cenami energii, które są kilkukrotnie wyższe niż w USA. To pierwszy problem. Europa przegrywa też wyścig technologiczny: wśród 50 największych firm technologicznych świata tylko cztery są europejskie. W ostatnich 15 latach zlikwidowano też ok. 2 mln miejsc pracy w przemyśle, co pokazuje systematyczny spadek siły produkcyjnej kontynentu. Do tego dochodzi wolniejszy rozwój gospodarki cyfrowej oraz opóźnienia w transformacji energetycznej, zarówno wobec USA, jak i Chin. Całość pogłębia słaba pozycja geopolityczna UE, brak realnej podmiotowości oraz ograniczone zdolności wojskowe i produkcyjne, co ujawniła wojna w Ukrainie.
Dr Maciej Sychowiec,
politolog, Uniwersytet SWPS
Europa zmaga się ze splotem kilku kryzysów. Jednak najbardziej problematyczny jest brak spójnej wizji i konflikty przy podejmowaniu wspólnych decyzji. Wojna i niestabilność geopolityczna podbijają ceny energii i osłabiają gospodarki. Dodatkowo zmagamy się z rosnącymi populizmami, erozją zaufania do instytucji i konfliktami między interesami narodowymi a dobrem ponadpaństwowym. Kryzysy demograficzne i migracyjne obciążają systemy społeczne, a spowolnienie transformacji klimatycznej zwiększa koszty przyszłych katastrof. Mniej groźne są pojedyncze wstrząsy gospodarcze.
Zaślepienie
Unia nie niszczy naszego rolnictwa, ale dopłaca do niego grube miliony
W wielu miejscach Polski odbyły się niezbyt liczne demonstracje rolników oraz działaczy związanych z PiS i obiema Konfami, a przeciwko podpisanej przez Unię Europejską umowie z Mercosurem, przede wszystkim zaś przeciwko rządowi Donalda Tuska, koalicji rządowej i Unii. Demonstrujący sympatyzowali z nacjonalistami, Batyrem i tym wszystkim, co wrogie postępowi, tolerancji, demokracji i sojuszowi z Zachodem. Za to nie było żadnych gestów wrogości wobec Putina i zagrożenia, jakie rosyjska agresja na Ukrainę stanowi dla Polski. Demonstranci machający flagami i antyunijnymi transparentami, którymi obwiesili traktory warte czasem po milion złotych, przyjechali protestować przeciwko nędzy, upadkowi rolnictwa i udręczeniu przez okrutny reżim Donalda Tuska. To od dawna ci sami ludzie, w większości związani z obozem nacjonalizmu, a także chłopską Solidarnością, która stała się taką samą zdegenerowaną przybudówką do zadań specjalnych jak Solidarność Piotra Dudy.
Hasła też te same. Precz z Unią, która jest oczywiście niemiecka i rządzona z Berlina, więc słusznie budzi gniew polskich narodowych patriotów i ludzi głębokiej wiary, zwłaszcza wyznawców głoszącego ubóstwo i obronę Polski przed Zachodem Rydzyka, sług Maryi i rycerzy świętego JPII. Skoro Unia jest niemiecka, a Tusk to ktoś w rodzaju gauleitera na Polskę, tylko kwestią czasu jest, kiedy słusznie zostanie za okrutne represje i doprowadzenie narodu do nędzy skazany na dożywocie (jak trafnie wezwał jeden z pisowskich mężów stanu i kryształowo uczciwych polityków, pan Romanowski).
Ta demonstracja to przejaw nie tylko głupoty, co zdarza się na wielu demonstracjach, ale i niepojętego zaślepienia. Rolnictwo stanowiące ok. 3% PKB jest w Polsce nowoczesne przede wszystkim dzięki unijnym dopłatom, a grupą, która najbardziej na wejściu Polski do Unii skorzystała, są chłopi.
Sama umowa Unia-Mercosur została podpisana mimo zapewnień Batyra, że ma jako nacjonalista i gorący patriota doskonałe stosunki z premier Włoch Giorgią Meloni i, jak sugerował, „załatwił” włoski sprzeciw wobec tej haniebnej, antypolskiej i antywłoskiej, szerzej – antyludzkiej, umowy.
Jak widać, dał się zwieść. Włochy były za Mercosurem. Wieś jest wroga wobec Unii i jakiejkolwiek demokratycznej formacji politycznej (ufa ludziom wskazanym przez Kościół, przede wszystkim nacjonalistom, antyszczepionkowcom i Radiu Maryja). Moim zdaniem głównym źródłem tej wrogości jest ciągle cieszący się na prowincji i w wielu wioskach prestiżem i zaufaniem Kościół, będący przechowalnią nacjonalizmu. I teraz trzeba biednym prawdziwym chłopom patriotom i rycerzom wiary dalej o Polskę walczyć.
Nie bardzo wiadomo, co nasi dzielni, niezłomni współcześni rycerze mają zrobić. Jak przekonać niemiecką Unię i jak obalić znienawidzonego Tuska oraz wyprowadzić Polskę z okrutnego Mercosuru? Chyba nadszedł czas, aby postawić kosy na sztorc, co obiecują od lat działacze wiejskiej Solidarności,
Ambasador USA i Elon Musk chwalą weto Nawrockiego
Handel ludźmi, wykorzystywanie seksualne dzieci, oszustwa finansowe. To wszystko zostaje w internecie
Łowcy pedofilów, udając nastolatkę, wrzucili na jedną z grup w mediach społecznościowych post: „Mam 11 lat, szukam znajomych”. Wystarczyło kilka chwil, aby ich komunikator zaczął się wypełniać wiadomościami ze zdjęciami penisów, prośbami o filmiki i rozbierane zdjęcia. Pedofile polują na dzieci także w popularnych grach, takich jak Roblox i Minecraft. Zboczeńcy manipulują nawet kilkuletnimi dziećmi. Często je szantażują i zmuszają do obrzydliwych rzeczy, takich jak nagrywanie filmików z masturbacją. Operatorzy platform cyfrowych uważają, że to problem rodziców, i umywają ręce. Zdaje się, że podobnego zdania jest prezydent Karol Nawrocki, który właśnie zawetował nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
Skąd to weto?
9 stycznia prezydent poinformował, że zawetował ustawę, która miała zapewnić stosowanie w Polsce przepisów unijnego Aktu o usługach cyfrowych (ang. Digital Services Act, DSA). Zakładała ona możliwość blokowania treści dotyczących m.in. gróźb karalnych, namowy do popełnienia samobójstwa czy pochwalania zachowań o charakterze pedofilskim. Nawrocki w swojej argumentacji powołuje się zaś na Orwella i urzędniczą cenzurę. Problem w tym, że argumenty prezydenta zdają się wskazywać, że wcale nie przeczytał ustawy, którą zawetował.
– To weto zdecydowanie jest gestem politycznym. Argumentacja prezydenta nie ma wiele wspólnego z treścią ustawy, gruntownie przecież poprawionej przez Parlament. Zapewne dlatego, uzasadniając swoje weto, prezydent cytował Orwella, a nie krytykowany projekt! Prezydent uznał za absurdalne to, że autor treści, która narusza prawo karne – np. stanowi oszustwo albo groźbę karalną – musi wnieść sprzeciw od decyzji urzędnika, jeśli chce bronić swojej publikacji. Przypomnę, że ma na to 14 dni, a w tym czasie jego publikacja spokojnie wisi w sieci. Dla mnie to brzmi jak uczciwy proces – mówi „Przeglądowi” Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon zajmującej się prawami człowieka w obliczu nowych technologii.
Weto prezydenta Nawrockiego zastanawia w kilku aspektach. Od strony czysto technicznej Polska jako państwo należące do Unii Europejskiej ma obowiązek wprowadzić Akt o usługach cyfrowych. Według ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego jesteśmy jednym z ostatnich krajów UE, które jeszcze tego nie zrobiły. DSA wprowadza m.in. nowe ścieżki odwoławcze dla użytkowników platform, większą przejrzystość algorytmów oraz dotyczące największych firm technologicznych obowiązki w zakresie reagowania na treści nielegalne.
Inne państwa Unii,
k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl
Najbardziej antytrumpowski głos w Europie
Aż 81% Hiszpanów postrzega Donalda Trumpa negatywnie
Gdy większość europejskich przywódców waży każde słowo pod adresem Donalda Trumpa, premier Hiszpanii mówi wprost. Kryzys w Wenezueli, wojna w Gazie i spory o NATO stały się dla Pedra Sáncheza okazją do zbudowania wyrazistej, antytrumpowskiej polityki zagranicznej – ryzykownej, ale popularnej w kraju i dobrze słyszalnej na globalnym Południu.
Wenezuela – europejski test
Hiszpania zajmuje wyjątkowe miejsce w kryzysie wenezuelskim. Wynika to nie tylko z liczebności i aktywności diaspory, lecz także z ambicji lewicowego rządu, by współtworzyć europejski front sprzeciwu wobec polityki Donalda Trumpa. Jak ujął to sam Pedro Sánchez, decyzje Waszyngtonu „nie są neutralne” i „mają realne konsekwencje dla stabilności całych regionów”.
Krótko po amerykańskich bombardowaniach Caracas premier Hiszpanii znacząco zwiększył aktywność dyplomatyczną. „To naruszenie prawa międzynarodowego i bardzo niebezpieczny precedens”, mówił, ostrzegając, że działania USA „popychają Amerykę Łacińską w stronę niepewności i eskalacji”. Podczas paryskiego spotkania z przywódcami państw wspierających Ukrainę dodał, że świat „zbyt dobrze pamięta konsekwencje interwencji usprawiedliwianych interesami strategicznymi”.
Sánchez wielokrotnie podkreślał, że wobec Wenezueli, Ukrainy i Strefy Gazy stosuje tę samą argumentację, wprost porównując te konflikty: „Bronimy porządku międzynarodowego opartego na zasadach, a nie na prawie dżungli”. Hiszpania razem z Brazylią, Meksykiem, Urugwajem, Chile i Kolumbią wyraziła „głębokie zaniepokojenie i sprzeciw” wobec naruszeń prawa międzynarodowego.
Konserwatywny dziennik „La Razón” wytyka, że amerykański zamach w Wenezueli został wykorzystany przez rząd Sáncheza do „politycznej operacji w Pałacu Moncloa” i że hiszpańska polityka zagraniczna staje się narzędziem odwracania uwagi od problemów wewnętrznych. Jednak Sánchez nie jest jedyną osobą, która wykorzystuje politykę zagraniczną do budowania swojego wizerunku. Prawica posłużyła się kwestią Wenezueli, aby wskazać rzekome powiązania „sanchizmu” z „chavizmem”.
Opozycja w Hiszpanii, przede wszystkim Partia Ludowa (PP) i Vox, podkreślała swoje bliskie kontakty z opozycją wenezuelską. Lider PP Alberto Núñez Feijóo zarzucał rządowi Sáncheza „wyrzeczenie się dyplomatycznych atutów i moralnego przywództwa wobec reżimu Madura” oraz brak skuteczności w doprowadzeniu do realnej zmiany władz w Caracas.
Inni, na czele z byłym premierem José Maríą Aznarem,
Miszmasz
Miałem bodaj osiem lat, gdy w znalezionej w domu encyklopedii ujrzałem hasło „polsko-radziecka wojna”. Zdumiałem się. O wojnie takiej nigdy nie słyszałem, a pojęcia „Polska” i „Związek Radziecki” znajdowały się po jasnej stronie mego szkolnego widzenia. Od razu jednak przeleciało mi przez myśl, że w opowieść o takiej wojnie musi być wmontowany konflikt narodowej lojalności. Tymczasem nieznany autor opowiadał się jednoznacznie po stronie ZSRR.
Nieraz potem przypominałem sobie te moje dziecięce dylematy. Dobro narodu czy dobro hegemona? Prymat racji stanu czy prymat ideologii? W PRL nie zawsze było to jasne. Nie tylko polityka historyczna, lecz także polityka zagraniczna (nie mówiąc już o polityce wewnętrznej) nie była automatycznie zgodna z polską racją stanu – taki był los państwa zależnego. A jednak różne fakty mogły też służyć tezom z gruntu odmiennym. W październiku 1956 r. PZPR upomniała się wobec „radzieckich” o polską suwerenność. Plan Rapackiego i plan Gomułki służyły również polskiemu państwu. A układ PRL-RFN z grudnia 1970 r. w ogóle nie był konieczny z perspektywy Bloku (istniał już układ RFN-ZSRR) – był konieczny z perspektywy Warszawy. Stanisław Stomma powiedział mi kiedyś w wywiadzie: „PRL realizowała polską rację stanu do granic swych możliwości”.
Dlaczego to wszystko piszę? Dlatego że jest PiS. A od niedawna istnieje też pisowska emanacja: Pan Karol. W kręgach pisowskich pojęcie racji stanu stało się abstrakcją. Natomiast nie jest abstrakcją pisowski hegemon: Stany Zjednoczone. Oczywiście nie ma jeszcze mowy o tamtej, radzieckiej zależności. Zważmy jednak: Władysław Gomułka, trzymając kiedyś Nikitę Chruszczowa za guzik marynarki, potrafił mu przy świadkach zrobić awanturę za chwilową radziecką nielojalność wobec polskiej granicy zachodniej. Pan Karol na pytanie Donalda Trumpa, czy nazwisko „Nawrocki” wymawia się „Nouroki”, odpowiedział z radością twierdząco: nawet w takiej sprawie nie potrafił się hegemonowi przeciwstawić. Oczywiście są to drobiazgi, czy jest jednak drobiazgiem nieustanne walenie w polski rząd? Dystansowanie się od Ukrainy? Kwestionowanie jurysdykcji Unii Europejskiej? Jak kiedyś dla naszych propagandystów Związek Radziecki był ważniejszy niż Polska, tak dziś ważniejsza od racji stanu jest polsko-amerykańska wspólnota ideologiczna. Tylko czy państwo polskie ma w niej jakiś interes?
Hegemon radziecki,
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl
Polska zdziecinniała
Właściwie nie powinienem się dziwić. Opuściłem przed 20 laty redakcję „Tygodnika Powszechnego”, gdy zorientowałem się, że – wbrew tradycji Stanisława Stommy – wartością najwyższą nie jest już dla niej Polska, lecz antykomunizm. Opuściłem w tym samym czasie Radę Krajową Unii Wolności, gdy zorientowałem się, że – wbrew tradycji Znaku i KOR – szuka ona aliansów wyłącznie po prawej stronie sceny politycznej, że więc i tu antykomunizm stał się najważniejszy.
Nie powinienem również się dziwić, bo wciąż mam w kościach osiem lat z PiS, wypełnione pracowitym piłowaniem gałęzi, na którą z takim trudem się wdrapaliśmy: gałęzi Unii Europejskiej. Zresztą także gałęzi NATO, bo w czasie „pierwszego Trumpa” pisowcy załatwiali niekiedy sprawy wprost z Amerykanami, nad głowami NATO. Lecz i trumpistowskim Amerykanom dali się z czasem we znaki, ci bowiem zażądali odwołania ministra Antoniego Macierewicza.
No i zwłaszcza nie powinienem się dziwić, skoro dziś widzę prezydenturę Karola Nawrockiego. Wszyscy wszak obserwujemy zjawisko nieznane w Polsce od czasu rozbicia dzielnicowego: destrukcję władzy centralnej. Rozmaite w późniejszej Rzeczypospolitej rokosze, powstania i konfederacje nigdy nie rościły sobie pretensji do zastąpienia króla, wkroczenia w jego kompetencje, przypisania sobie jego majestatu. To dopiero dziś doczekaliśmy się dwóch ośrodków władzy, sczepionych w śmiertelnej walce. Ośrodka pierwszego, legalnego, mającego oparcie w konstytucji, oraz drugiego, faktycznie uzurpatorskiego, bo pojmującego swą misję jako wypuszczanie zatrutych pocisków w polski rząd.
Czy coś takiego miało szansę zaistnieć w przeszłości? Czy kiedykolwiek występowało i czy dziś występuje gdziekolwiek na świecie? Ośrodek prezydencki nie jest w stanie zachwiać rządem – jego walka jest zatem jałowa. A przecież jedno już mu się udało: doprowadził do spadku pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Oto zatem prezydent Polski, który jest wrogiem polskiego państwa. Tego państwa, które raz po raz traciliśmy i raz po raz, z
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl
Francja jako hub AI
Strategiczne porozumienie z krajami Zatoki Perskiej pozycjonuje Francję jako europejskie centrum sztucznej inteligencji
Korespondencja z Francji
Na początku 2025 r. Francja i Zjednoczone Emiraty Arabskie podpisały umowę ramową o budowie wielkiego projektu – kampusu z centrum danych dla AI o mocy 1 GW. Koszt inwestycji szacowany jest na 30-50 mld dol. Z kolei partnerstwo z Arabią Saudyjską obejmuje współpracę w dziedzinie zaawansowanej technologii (deep tech), AI i ekosystemów start-upowych. Saudyjczycy skupiają się na dywersyfikacji gospodarki i widzą w AI kluczowy czynnik wzrostu. Dzięki tym działaniom Francja, przechodząca bezprecedensowy w XXI w. kryzys, zyskuje dostęp do kapitału, talentów i infrastruktury międzynarodowej, wzmacniając jednocześnie swoją pozycję wobec konkurencji z USA i Chin, jeżeli chodzi o rozwój nowych technologii.
Zmiana kierunków zależności
W obliczu coraz szybciej zmieniającego się świata i przemian technologicznych państwa Zatoki Perskiej, które dotychczas bogaciły się dzięki złożom ropy naftowej, są zmuszone przenieść ciężar inwestycji na inny obszar. Staje się nim stopniowo sztuczna inteligencja. Transformacja gospodarcza skłania te kraje do nawiązywania współpracy z państwami mającymi realny potencjał dla rozwoju AI.
Choć najnowsze partnerstwo Francja zawarła ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, to Arabia Saudyjska, jako największa gospodarka regionu i lider w obszarze AI, wyznacza trend transformacji, który wpływa na całą Zatokę. Scentralizowana polityka Arabii Saudyjskiej zakłada długoterminową strategię inwestycyjną. Jak czytamy w raporcie francuskiego Ministerstwa Gospodarki, Finansów oraz Suwerenności Przemysłowej, Energetycznej i Cyfrowej, Saudyjski Urząd ds. Danych i Sztucznej Inteligencji (Saudi Data & AI Authority, SDAIA) utworzony w 2019 r. nadzoruje realizację Narodowej Strategii Danych i Sztucznej Inteligencji (National Strategy for Data & AI, NSDAI).
Dzięki tej strategii, z początkowym budżetem 20 mld dol., królestwo do 2030 r. ma się uplasować wśród 15 najważniejszych państw świata w dziedzinie AI. Wyszkolonych zostanie 20 tys. specjalistów, będzie ona też wsparciem powstania ponad 300 start-upów opartych na technologiach sztucznej inteligencji.
Warto w tym kontekście podkreślić, że Arabia Saudyjska zajmuje obecnie 14. miejsce na świecie pod względem potencjału w dziedzinie AI i jest pierwszym państwem arabskim w tym rankingu. Fundusz utworzony na ten cel wynosi 40 mld dol. Powołano także spółkę Humain, z kapitałem docelowym 100 mld dol., która ma wspierać dywersyfikację gospodarki i uniezależnienie jej od ropy naftowej.
Królestwo, jeśli chodzi o ramy regulacyjne AI,






