To praca nie dla wszystkich

Ratownik medyczny: czasem jedziemy po to, żeby podać paracetamol Mateusz Wawryszuk – ratownik medyczny, szkolący również z udzielania pierwszej pomocy (eskulapa.pl) O włos wyprzedziliście strażaków w rankingu zaufania do zawodów. Jak wasza grupa się z tym czuje? Zawód prestiżowy, a płaca i warunki pracy chyba już mniej. – Jest nam bardzo miło, bardzo pozytywnie postrzegani zaczęliśmy być w pandemii. Nadal co prawda pracujemy głównie na B2B (samozatrudnienie), ale ogólnie nasz zawód idzie w dobrym kierunku. W zeszłym roku powstały pierwsze studia magisterskie z ratownictwa medycznego. Wynagrodzenia też poszły w górę. Poprawiły się warunki pracy i wyposażenie karetek. Po prostu przestraszono się, że zmalała liczba ratowników medycznych. Dziesięć lat temu w zawodzie były bardzo niskie zarobki i przestał być atrakcyjny dla młodych. To nie tylko praca na SOR-ach czy w pogotowiu, mamy też możliwość pracy w szkoleniach z pierwszej pomocy dla zawodów medycznych. Jesteśmy doceniani w wojsku, w branży farmaceutycznej. „Ratownik pobity do nieprzytomności. Sąd chciał umorzyć postępowanie”, „Fala agresji. Pijany nastolatek pobił ratownika medycznego” – cytuję tytuły artykułów z internetu. W styczniu 2025 r. w Siedlcach w czasie interwencji domowej 57-letni pacjent zaatakował nożem ratownika medycznego. 64-letni mężczyzna, mimo udzielonej pomocy i przewiezienia do szpitala, zmarł w wyniku odniesionych ran. Mówiło się, że dostaniecie kamizelki kuloodporne. – Środowisko jest podzielone, w moim otoczeniu zazwyczaj ratownikom nie podoba się ten pomysł. Bo czy kamizelka nas ochroni? Ciosy nożem mogą być przecież zadane w szyję, pachwiny, pachy. Ponadto czy po jednej sytuacji z użyciem noża powinno się nas ubierać w kamizelki? Takie decyzje trzeba podejmować nie emocjonalnie po zdarzeniu, tylko na podstawie badań, statystyk, analiz. W ubiegłym roku w Krakowie został zamordowany lekarz ortopeda. Temat kamizelek wśród lekarzy w ogóle nie był poruszany. Najczęstsze kontuzje wśród ratowników to skręcone stawy skokowe i uszkodzone kręgosłupy. Do tego dochodzą otyłość i wypalenie zawodowe. Bo wasza praca to stres, presja, a podobno też czasami rozwiązywanie ludzkich problemów. – Jak poszedłem na ratownictwo medyczne, wyobrażałem sobie, że będę jeździł do wypadków, urwanych rąk czy nagłego zatrzymania krążenia. A sytuacji ratunkowych na wszystkie wyjazdy karetki jest ok. 5-10%. Nie ma dyżuru dobowego, żebyśmy nie jechali do osoby w kryzysie psychicznym. Bardzo często są to próby samobójcze, myśli samobójcze. Transportujemy taką osobę do szpitala psychiatrycznego. Jeździmy do wielu ludzi samotnych, opuszczonych, zaniedbanych, więc to nie są stany nagłe. Aczkolwiek wskutek wielomiesięcznych zaniedbań tacy pacjenci wymagają leczenia w szpitalu. Faktycznie więc wchodzimy w trudne sytuacje życiowe. Co jest dla pana w tej pracy najtrudniejsze? Widzicie głodne i brudne dzieci, głodnych i brudnych staruszków, robactwo… – Trudnością jest przyglądanie się cierpieniu ludzi – przeżywających śmierć bliskich czy cierpiących na przewlekłe bóle. Bardzo trudne jest patrzenie na cierpienie matki, która płacze nad zmarłym dzieckiem. Bezradnością reagujemy na zaniedbanie dzieci. Wchodzimy do różnych domów, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

To praca nie dla wszystkich
Stanisława Celińska: Podobało się? 1947-2026

Tak pytała, kiedy ktoś podchodził do niej po koncercie z podziękowaniem. I patrzyła prosto w oczy z lekkim niepokojem. – Podobało – odpowiadałem. – To dobrze – przyjmowała odpowiedź z łagodnym uśmiechem. Chciała wiedzieć, czy jej śpiewanie dotarło do widzów. Ostatnimi laty bowiem głównie śpiewała. Jeździła po Polsce z koncertami i piosenkami opowiadała o swoim życiu, o porachunkach z samą sobą, o poszukiwaniu przystani, o porozumieniu. Stanisława Celińska siała dobre uczucia. Sukces z problemami Weszła do zawodu po studiach prosto na szczyt. Równocześnie zadebiutowała u Wajdy w filmie „Krajobraz po bitwie” rolą Żydówki Niny (1970) i w Teatrze Współczesnym Erwina Axera. U mistrzów. I od razu odniosła sukces. We Współczesnym zadebiutowała jeszcze przed dyplomem rolą Anieli w komedii Aleksandra Fredry „Wielki człowiek do małych interesów” w reżyserii Jerzego Kreczmara (1968). Jako Nina w filmie Wajdy zachwyciła krytyków i kinomanów nie tylko urodą, ale także dlatego, że nie była to rola jednoznaczna, łączyła pozorną oschłość ze skrywanym ciepłem. To swoiste przełamanie ostrości i miękkości charakteru miało się stać znakiem rozpoznawczym Stanisławy Celińskiej: oto kobieta mocna jak stal, ale słaba i wymagająca opieki. Oto ktoś jak mama, która otoczy nas ramieniem w potrzebie, mocna, wyrozumiała, cierpliwa, ale przecież słaba jak liść na wietrze. W kinie potwierdziła swoją klasę takimi rolami jak Agnieszka Niechcic w „Nocach i dniach” Jerzego Antczaka (1975) czy Zosia w „Pannach z Wilka” Andrzeja Wajdy (1979). Kiedy po latach Wajda zobaczył Celińską w „Oczyszczonych” Krzysztofa Warlikowskiego na scenie Teatru Rozmaitości, napisał do niej: „Z taką samą żarliwością walczyłaś kiedyś o Ninę, jak teraz walczysz o tę kobietę z peep-show”. W Teatrze Współczesnym miała spędzić, z przerwami, 13 lat. Odchodziła i wracała, szukając dla siebie miejsca. Na początku „grzała ławę”, grała epizody – w teatrze obowiązywała hierarchia, ale kiedy dostała rolę panny Plejtus w „Matce” Witkacego w reżyserii Erwina Axera, było już wiadomo, że pojawił się niepospolity talent, ktoś obdarzony świadomością, po co jest na scenie. To, że zostanie artystką, było niemal genetycznie przesądzone. Wychowywała się w rodzinie muzyków, jej ojciec był pianistą, mama skrzypaczką. Nie chcieli, żeby poszła w ich ślady, ale to najlepszy sposób, żeby dzieci właśnie chciały. Dlatego pewnie chciała. Razem z Andrzejem Sewerynem, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Stanisława Celińska: Podobało się? 1947-2026
Egzaminoza nasza powszednia

Maj to nie tylko matury, ale też czas egzaminów klas ósmych. To wyścig napędzający rynek korepetycji Egzaminy ósmoklasisty 2026 trwały trzy dni – między 11 a 13 maja. Pierwszego dnia uczniowie mieli 150 minut na rozwiązanie zadań z języka polskiego. Drugiego – 125 minut na egzamin z matematyki. W dniu trzecim 110 na język obcy. Na wyniki poczekamy do 3 lipca – wtedy w systemie ZIU ogłosi je Centralna Komisja Egzaminacyjna. Koszmar rekrutacji W tym roku do egzaminu zostało zgłoszonych 393 338 uczniów z ponad 12 953 szkół. Media rozpisują się, że to taki pierwszy poważny sprawdzian dla uczniów szkół podstawowych. Jednocześnie jest to egzamin, którego nie można nie zdać, ponieważ nie obowiązuje tutaj próg zdawalności. Ministerstwo Edukacji Narodowej, by wykazać się nowoczesnością (w stylu skandynawskim), wyjaśnia, że egzamin pozwala ocenić poziom zdobytej wiedzy na tym etapie nauki. I być może tak właśnie – zupełnie bezstresowo – według ministry Nowackiej jest. W lipcu, przy porannej kawie, przejrzy wyniki ósmoklasistów i cmoknie – z dezaprobatą lub zadowoleniem. Zupełnie czym innym wynik egzaminu jest dla samych uczniów. Zdobyte punkty zadecydują o ich losie – o tym, do jak dobrej szkoły średniej się dostaną. A konkurencja jest bardzo duża, szczególnie jeśli chodzi o najlepsze licea w danym mieście. Liczą się procenty zdobyte z każdego z trzech egzaminów i oceny na świadectwie. Dodatkowe punkty zdobywa się za uczestnictwo w wolontariacie, świadectwo z wyróżnieniem oraz konkursy. Teoretycznie licznik powinien zatrzymywać się na 200 pkt. Są jednak szkoły, a w nich klasy, do których dostać się można, mając znacznie więcej niż 300 pkt. Podkreślmy: napisanie wszystkich trzech egzaminów na 100% daje łącznie zaledwie 100 pkt. Wyniki egzaminów z języka polskiego i matematyki przelicza się za pomocą specjalnego kalkulatora rekrutacyjnego. Policzy on również punkty za wszystkie dodatkowe osiągnięcia, dzięki czemu każdy ósmoklasista dowie się, czy ich liczba wystarczy do rekrutacji w danej szkole średniej. Przyjrzyjmy się kilku wybranym placówkom. W XIV LO im. Stanisława Staszica w Warszawie rozpiętość progów rekrutacji w roku 2024/2025 według strony internetowej samego liceum wahała się od 172,50 pkt aż do 324,45 pkt – zależnie od wybranej klasy. Mieszczące się w pierwszej dziesiątce warszawskie Liceum im. Stefana Batorego również daje do wiwatu. Przykładowe minimalne progi wynosiły od 172,97 pkt do 195,86 pkt (rekrutacja 2025/2026). Dodatkowo dla klas dwujęzycznych i IB (z maturą międzynarodową) wymagane jest zaliczenie sprawdzianu kompetencji językowych. Udajmy się teraz na drugi biegun, do jednego z najszybciej wyludniających się miast w Polsce – do Grudziądza. Przyjrzyjmy się dwóm najlepszym szkołom średnim. Strona WaszaEdukacja.pl podaje, że minimalna liczba punktów w rekrutacji do I Liceum im. Bolesława Chrobrego na rok szkolny 2025/2026 wynosiła 133,6 pkt, a do II Liceum im. Króla Jana III Sobieskiego 129,75 pkt. Przy czym średni próg punktowy wynosić miał ok. 170 pkt. Czy to oznacza, że uczniów z najlepszych warszawskich szkół czeka bardziej świetlana przyszłość niż tych z Grudziądza? Odpowiedź może być tylko jedna – to zależy. Dorośli udają, że coś mierzą O miejsca w najlepszych rankingowo szkołach toczy się walka. To oznacza, że uczniowie muszą uczestniczyć w masie zajęć dodatkowych, wolontariatach, olimpiadach i konkursach (oczywiście najlepiej być finalistą, i to konkursu międzynarodowego). Najlepsze wyniki gwarantują zaś korepetycje i zajęcia przygotowawcze. Według badania CBOS w tym roku szkolnym rodzice wydawali średnio 944 zł miesięcznie na zajęcia dodatkowe. Kurs przygotowujący do olimpiady przedmiotowej kosztuje nawet 3 tys. zł. Tak samo jak w przypadku matur podejście do państwowego egzaminu generuje dodatkowe koszty pokrywane z prywatnej kieszeni. Z drugiej strony dydaktycy od lat biją na alarm, jeśli chodzi o ogólny poziom wiedzy uczniów. Portal Samorządowy pisał w kontekście zeszłorocznych wyników egzaminów, że uczniowie mają problemy z przecinkami i logicznym myśleniem. Część uczniów nie rozumie, że przecinek może zmienić nie tylko rytm zdania, ale i jego sens. Dużo większe problemy mamy jednak z królową nauk. „Matematyka to nie tyle dział wiedzy, co sposób postrzegania świata. Uczy myślenia systemowego, konsekwencji i szacunku do procesu. A my jako społeczeństwo coraz częściej pozwalamy młodym ten sposób myślenia porzucać”, mówiła w zeszłym roku Dorota Żuchowicz, doradczyni edukacyjna i współzałożycielka Forum Wiedzy i Edukacji. Według CKE w 2025 r. ósmoklasiści podczas każdego z trzech egzaminów mieli największe problemy z zadaniami wymagającymi samodzielnego i logicznego myślenia: „Z języka polskiego trudność sprawiło uczniom zadanie z zakresu kształcenia językowego, które sprawdzało k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Egzaminoza nasza powszednia
Jak Trump zarabia na prezydenturze

Prezydent USA, jego rodzina i przyjaciele mają wielkie sukcesy w pomnażaniu swojego majątku 62% Amerykanów jest niezadowolonych z tego, w jaki sposób Donald Trump wywiązuje się z obowiązków prezydenta USA. To wiemy z kwietniowego sondażu Reuters/Ipsos. W tym samym badaniu 71% uznało go za nadpobudliwego, a 51% zauważa, że w ostatnim roku jego stan intelektualny się pogorszył. Można rzec – dominuje opinia, że Trump z kierowaniem Ameryką sobie nie radzi i ma coraz większe problemy psychiczne. Trudno z tym polemizować. Jednocześnie radzi sobie znakomicie na innych polach. On, jego rodzina oraz grono współpracowników i przyjaciół w ostatnim roku osiągnęli wielkie sukcesy w pomnażaniu swojego majątku. Tu Trump jest bystry ponad miarę. Amerykańska prasa regularnie ujawnia nowe informacje dotyczące biznesowych przedsięwzięć Donalda Trumpa i jego otoczenia – jest o tym głośno. Popularność w amerykańskich mediach zyskały słowa Juliana Zelizera, profesora historii najnowszej USA z Uniwersytetu Princeton, współpracującego z CNN i „The Atlantic”: „Nie sądzę, aby obecnie istniała granica między decyzjami politycznymi i kalkulacjami politycznymi a interesem rodziny Trumpów”. „Forbes” już we wrześniu 2025 r. pisał: „Donald Trump właśnie zaliczył najbardziej lukratywny rok w swoim życiu. Majątek prezydenta wynosi obecnie rekordowe 7,3 mld dol. w porównaniu z 4,3 mld dol. w 2024 r., kiedy wciąż ubiegał się o urząd. Zysk w wysokości 3 mld dol. pozwolił mu awansować o 118 pozycji na liście Forbes 400, gdzie w tym roku znalazł się na 201. miejscu. Żaden prezydent w historii USA nie wykorzystał swojej pozycji do osiągnięcia tak ogromnych zysków jak Trump”. Na czym Trump się dorobił? Na kryptowalutach. Wszedł w ten biznes i zarobił górę pieniędzy. „Forbes” wyliczył, które części majątku Trumpa najbardziej się powiększyły: Memecoin: +710 mln dol. Aktywa płynne: +660 mln dol. Wygrana prawna: +470 mln dol. Działalność związana z licencjami i zarządzaniem: +410 mln dol. Tokeny World Liberty Financial: +340 mln dol. Działalność związana ze stablecoinami: +240 mln dol. Liczby, choć imponujące, nie oddają biznesowych emocji. Warto przypomnieć, że za pierwszej kadencji Trump był przeciwny kryptowalutom, mówił, że to pieniądz z niczego. Ale zmienił zdanie. W wyborach w 2024 r. branża kryptowalut stała się największym darczyńcą korporacyjnym, przekazując 238 mln dol. – więcej niż lobby naftowe, gazowe i farmaceutyczne. Trump wyciągnął z tego wnioski. We wrześniu 2024 r. on i jego synowie oraz Zachary Folkman, Chase Herro i Alex Witkoff z bratem Zachem założyli „przedsięwzięcie” kryptowalutowe o nazwie World Liberty Financial. Trumpowie zapewnili sobie w nim 75% zysków. WLF rozkwitło po wygranych przez Trumpa wyborach. Wtedy to do firmy zaczęli napływać inwestorzy, w większości anonimowi, kupując emitowane przez nią tokeny o nazwie $WLFI. Wśród tych, których nazwiska poznaliśmy, był Justin Sun, przedsiębiorca z branży kryptowalut, którego Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oskarżała o oszustwo. Sun zainwestował w WLF 75 mln dol., z czego 40 mln przekazał Trumpowi. Ta inwestycja poprawiła los Suna. W lutym 2025 r. federalny pozew z oskarżeniem o oszukiwanie inwestorów został wstrzymany, a ostatecznie sprawę zakończono ugodą w wysokości 10 mln dol. Wielkim inwestorem w World Liberty Financial okazał się emiracki szejk Tahnun bin Zajed. Jak ujawnił „Wall Street Journal”, szejk kupił 49% udziałów za 500 mln dol. Część pierwszej transzy pieniędzy – 187 mln – miała trafić do spółek Trumpa, a 31 mln do członków rodziny Steve’a Witkoffa. Umowę podpisał Eric Trump, syn prezydenta, który wraz z bratem Donaldem juniorem zasiada w zarządzie firmy. Do tego emiracki fundusz inwestycyjny MGX, w którym szefem rady nadzorczej jest szejk Tahnun bin Zajed, zakupił od World Liberty stablecoiny o nazwie USD1, warte 2 mld dol. Pieniądze wyrzucone w błoto? Niekoniecznie. Szejk od dłuższego czasu zabiegał o pozwolenie na import zaawansowanych technologicznie czipów do jego firmy G42. Zabiegi okazały się skuteczne, Biały Dom zgodził się na eksport 500 tys. procesorów do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w tym do G42. W styczniu 2025 r. Trump wprowadził też na rynek memecoin o nazwie $TRUMP (Official Trump Meme Coin). Jego podaż wynosiła 1 mld tokenów. W ciągu kilku dni waluta osiągnęła kapitalizację rynkową przekraczającą 12 mld dol., a jej wartość doszła do 75,8 dol. za token. Już jako prezydent Trump okazał się wyjątkowo łaskawy dla branży. Sam ogłosił się prezydentem kryptowalut. Oczywiście wycofał się z dotychczasowych regulacji dotyczących rynku kryptowalut i podpisał nową, korzystną dla niego ustawę. Te działania nie pozostawały bez odpowiedzi. Felietonistka „Washington Post” Catherine Rampell zasugerowała, że prezydent może wykorzystać nową kryptowalutę, $TRUMP coin, do przyjmowania łapówek od zagranicznych rządów. „Wyzwaniem dla każdego, kto kupił te monety, jest to, że jeśli chce je wypłacić, musi znaleźć większego głupca, który będzie gotów zapłacić więcej”. Kto więc, poza naiwnymi, będzie je kupował? Rampell ma odpowiedź na to pytanie: „Przez następne cztery lata może istnieć jedno wiarygodne źródło stałych nabywców: osoby prywatne, firmy i rządy zagraniczne, które chcą zyskać przychylność prezydenta”. Catherine Rampell tłumaczy też, jak może działać ten mechanizm: „Saudyjczycy nie muszą już zatrzymywać się w hotelach Trumpa, żeby nabijać kieszeń prezydentowi, mogą pokazywać swój portfel cyfrowy. W końcu każdy dolar, który włożą w podtrzymywanie wartości memecoina Trumpa, w efekcie doda gotówki do konta bankowego Trumpa”. Prezydent USA zarabia nie tylko na kryptowalutach. Właściwie zarabia, wręcz kompulsywnie, na czym się da. Promuje swoim nazwiskiem buty sportowe za 399 dol., z napisem „Never Surrender”, gitary elektryczne w cenie do 11,5 tys. dol. oraz linię perfum i wody kolońskiej o nazwie Trump Victory 45-47 za 249 dol., przekonując: „Te perfumy to zwycięstwo, siła i sukces”. Promował też telefony Trump Mobile w kolorze złotym, które mają działać w sieci T1Mobile. I biblię z napisem „God Bless the USA” za 59,99 dol. Biblia była drukowana w Chinach i sprowadzana do USA w cenie 3 dol. za egzemplarz. Trump przyznał, że zarobił na jej sprzedaży 400 tys. dol. Prezydent USA łasy jest również na prezenty. Od rządu Kataru dostał specjalnie przerobionego Boeinga 747 wartego 400 mln dol. I nie przejął się, że łamie konstytucję, która zabrania przedstawicielom rządu przyjmowania podarunków od rządów zagranicznych bez zatwierdzenia przez Kongres. „Tylko głupek nie przyjąłby takiego prezentu”, powiedział. Brytyjski „The Guardian” opisywał z kolei listopadową wizytę w Białym Domu przedstawicieli szwajcarskiego biznesu. Prezes Rolexa Jean-Frédéric Dufour wręczył prezydentowi (oficjalnie w bibliotece prezydenckiej) złotego Rolexa serii Datejust, który określił jako „skromny, wyrafinowany wyraz tradycyjnego szwajcarskiego zegarmistrzostwa”. Złoty, ale skromny. „Żłobkowany, złoty bezel, zielona tarcza i cyklop powiększający komplikację daty – opisywał dar portal Hodinkee, poświęcony zegarkom. – To nie jest produkt dostępny w sprzedaży”. „Bibliotece prezydenckiej” ofiarowano też sztabkę złota ozdobioną cyframi 45 i 47 – dla uczczenia pierwszej i drugiej prezydentury Trumpa – z napisem „Prezydent”, o wartości 130 tys. dol. Kilka tygodni później prezydent obniżył cła na wyroby szwajcarskie z 39% do 15%. Donald Trump patronuje ponadto inwestycjom w różnych miejscach świata. Bernard Condon, dziennikarz śledczy agencji AP, podaje trzy przykłady: „W Katarze projekt klubu golfowego i willi Trump jest częściowo realizowany przez firmę należącą do rządu Kataru. W Wietnamie rząd, jak doniósł »New York Times«, zmusił rolników do opuszczenia ich ziemi, aby zrobić miejsce pod ośrodek Trumpa, a wicepremier tego kraju podpisał umowę podczas specjalnej ceremonii. W Arabii Saudyjskiej planowany ośrodek Trump Plaza nad Morzem Czerwonym jest budowany przez saudyjskiego dewelopera bliskiego rodzinie rządzącej. Niemal niemożliwe jest ustalenie, czy umowy te odegrały rolę w zmianie polityki USA w sposób, o jaki zabiegały te kraje, ale kraje te uzyskały to, czego chciały – dostęp do zaawansowanej technologii amerykańskiej dla Kataru, ulgi celne dla Wietnamu i myśliwce dla Arabii Saudyjskiej”. Biznes powinien być oddzielony od polityki. W Stanach Zjednoczonych mechanizmy temu służące działają od dawna. Ale w czasach Trumpa zostały zdemontowane lub nie mają znaczenia. Teoretycznie aktywa biznesowe prezydenta znajdują się w specjalnym funduszu powierniczym. Ale kontrolę nad nim ma jego syn Donald Trump junior. Czy to wystarczająca bariera? Trójka dzieci prowadzi r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Jak Trump zarabia na prezydenturze

Felietony Przeglądu

Wywiady Przeglądu

Klasyka Przeglądu

Kraj

Kto zasługuje na wsparcie, a kto zostaje z niczym W 2024 r. liczba beneficjentów określonych świadczeń finansowych wynosiła: • 160 tys. osób pobierających zasiłek stały, • 170,7 tys. osób pobierających zasiłek okresowy, • spośród pobierających zasiłek celowy 137,9 tys. stanowili mieszkańcy miast, a 66,9 tys. mieszkańcy wsi, • 92,8 tys. beneficjentów korzystało z pomocy w formie usług opiekuńczych, w tym 12,4 tys. ze specjalistycznych usług opiekuńczych. Liczba stacjonarnych zakładów pomocy społecznej wynosiła 2232, z czego 903 to domy pomocy społecznej, 107 – noclegownie, 331 – schroniska dla bezdomnych, 40 – rodzinne domy pomocy, 25 – środowiskowe domy samopomocy. Przydatne strony: www.ops.pl, mops.org.pl. Ośrodki pomocy społecznej, centra pomocy rodzinie, centra usług społecznych. Ich założenie jest oczywiste – systemowo pomagać potrzebującym. Współpracują przy tym z różnymi instytucjami, m.in. z domami pomocy społecznej, noclegowniami, środowiskowymi domami samopomocy. Pomoc to nie tylko pieniądze. To także praca socjalna obejmująca wiele niefinansowych form wsparcia, np. objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym. Czasem zwykła rozmowa z klientem, a czasem z jego otoczeniem. Bywa jednak, że praca socjalna jest pracą syzyfową za sprawą barier pozostających poza kontrolą tych, którzy ją wykonują. Nawet jeśli nie brakuje im kompetencji, pasji i zaangażowania. Graty w domu Krzyśka Teraz, gdy za oknem słońce, a powietrze coraz cieplejsze, pomoc przebiega łatwiej pod niektórymi względami. Nie ma przynajmniej tego ryzyka, że któryś z podopiecznych pozbawionych domu czy sprawnego ogrzewania zamarznie na dworze. Ale na początku stycznia wszystko wyglądało inaczej. W ośrodku pomocy społecznej od wczesnych godzin trwało poruszenie, bo jeszcze przed weekendem po miasteczku rozeszła się wieść, że policja szuka Krzyśka… i znaleźć go nie może. Krzysiek to jeden z klientów tutejszego ośrodka. Wiadomo, że w ubiegłym roku nie otrzymał żadnego świadczenia. Powód? Złamał postanowienia kontraktu socjalnego Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kolejna ucieczka wiceprezesa PiS

Kolejna ucieczka wiceprezesa PiS

Ziobro – kukułcze jajo podrzucone USA Zbigniew Ziobro wciąż ucieka przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Tym razem uciekł do Ameryki. Oto więc jedna ucieczka przypomniała nam o kilku sprawach równocześnie: – o Zbigniewie Ziobrze, który boi się sądu i konfrontacji z prokuratorem; – o PiS, dla którego sprawa Ziobry jest narastającym kłopotem; – o tym, jak traktuje Polskę Ameryka, rzekomo nasz największy sojusznik. Ziobro ucieka przed polskim wymiarem sprawiedliwości desperacko i można to zrozumieć, bo przecież ciąży na nim 26 zarzutów, w tym kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, za co grozi do 25 lat więzienia. Ta ucieczka przykuwa uwagę – Ziobro jest symbolem czasów PiS. Łamania prawa, szpiegowania za pomocą Pegasusa, wyprowadzania na przedsięwzięcia partyjne dziesiątków milionów publicznych pieniędzy i wykorzystywania prokuratury. Jest byłym ministrem, ale też wciąż urzędującym wiceprzewodniczącym PiS. Można więc opowiadać, że jest już politycznym trupem, ale to nieprawda. Bo zasiada we władzach PiS i wypowiada się publicznie. No i stawia nas wszystkich i swoją partię przed dylematem, czy wszyscy są równi wobec prawa i powinni odpowiadać za swoje czyny, czy też ludzie PiS są równi inaczej. Na to pytanie Jarosław Kaczyński już odpowiedział i ogłosił podczas wyjazdowego posiedzenia PiS, że partia ma stać murem za Ziobrą. Tłumaczyć jego ucieczkę tym, że w Polsce nie miałby szans na sprawiedliwy proces. To nie jest zaskoczenie – Jarosław Kaczyński zawsze w trudnych sytuacjach idzie w zaparte, nie przyznaje się do niczego, atakuje tych, którzy coś mu zarzucają. Ale czy to skuteczna taktyka? Przekonamy się. Na razie możemy czuć schadenfreude, obserwując, jak bronią Ziobry ludzie, z którymi był na noże. Najmocniej skonfliktował się z Mateuszem Morawieckim. Sporów między nimi nie brakowało. Morawiecki zarzucał Ziobrze nieudolność w kierowaniu Ministerstwem Sprawiedliwości i w przeprowadzaniu „reformy sądownictwa”. Ziobro Morawieckiemu – nieudolność w polityce wobec Unii Europejskiej. Intensywność ich wzajemnej niechęci, sięgającej wiele lat wstecz, pokazywała afera mejlowa, tzw. taśmy Dworczyka, które publikował serwis Poufna Rozmowa. 23 września 2020 r. ówczesny premier Morawiecki tak miał pisać do współpracowników: „Zbigniew Ziobro jest cyniczny i gotowy działać przeciwko nam, ale (…) przekreśliłoby go to na zawsze w prawicowym elektoracie”. Ten spór trwał w kolejnych latach. W 2023 r. Morawiecki mówił: „Część swojego dzieciństwa spędziłem na wsi i tam rolnicy nauczyli mnie takiego starego polskiego przysłowiowa: »krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje« i za każdym razem, kiedy słucham, czy czytam, słów ministra sprawiedliwości, to przypomina mi się trafność tego przysłowia”. Sporo światła na charakter Ziobry i na to, dlaczego jest w PiS tak mało popularny, rzuca niedawna wypowiedź Romana Giertycha w „Gazecie Wyborczej”: „Ziobro starał się o pracę w mojej kancelarii pod koniec 2008 r. Mówił, że pokłócił się z Kaczyńskimi, i chciał już zrezygnować r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  18 maja, 2026
Suplementowa loteria

Suplementowa loteria

Viagra w tabletkach „na energię”, w błonniku salmonella – o suplementach diety słów kilka W kwietniu w mediach pojawiła się informacja o odkryciu przez krakowskich policjantów z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą fabryczki, w której podrabiano suplementy diety. Mieściła się w skromnym domku jednorodzinnym w dzielnicy Podgórze. Co najmniej od końca 2024 r. 43-letni mężczyzna i jego 38-letnia partnerka w polowych warunkach podrabiali witaminy, odżywki i suplementy znanych polskich i zagranicznych marek, by sprzedawać je w internecie. Widok fabryczki zaskoczył funkcjonariuszy. Kręciły się po niej koty i pies, wszędzie była sierść. Na stołach walały się puste kapsułki, które napełniano „substancjami czynnymi”. W szafach znaleziono pojemniki z kurkumą, glukozą i mąką ryżową. Odkryto także paczki profesjonalnie wydrukowanych etykiet. Modus operandi „przedsiębiorców” był prosty. Kupowali oryginalne suplementy, mierzyli opakowania, ważyli kapsułki i fotografowali etykiety. Takie same kapsułki i pojemniki kupowali następnie u chińskich i krajowych producentów, a w lokalnych drukarniach drukowali fałszywe etykiety. Kapsułki napełniali mieszanką sporządzoną przy użyciu domowych urządzeń AGD. Jak szacowano, proceder ten przyniósł parze kilkaset tysięcy złotych zysku. To jeden z licznych przypadków patologii panoszącej się na polskim rynku suplementów diety, wartym ponad 7 mld zł rocznie. Z opublikowanych w grudniu 2025 r. danych PMR Market Experts oraz Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że w roku 2027 osiągnie on wartość 9 mld zł. Raport Cheers Polska „Nawyki żywieniowe Polaków 2018” wskazywał, że 86% Polaków uważało stosowanie suplementów diety za korzystne dla zdrowia, 72% sięgało po nie sporadycznie, a 51% zażywało je codziennie. Ocenia się, że w latach 2017-2020 do Głównego Inspektora Sanitarnego wpłynęło łącznie 62 808 powiadomień o wprowadzeniu lub zamiarze wprowadzenia do obrotu suplementów diety. Dziś może to być łącznie ponad 100 tys. Na początku 2022 r. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała dokument „(Nie)kontrolowane suplementy diety”, dowodzący, że rynek ten faktycznie znajduje się poza kontrolą. Zrób sobie suplement By wprowadzić suplement diety na rynek, wystarczy powiadomić o tym GIS. Nie jest wymagana klasyczna rejestracja, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  18 maja, 2026
Psi zakładnicy prezydenta

Psi zakładnicy prezydenta

Ustawa o obowiązkowym czipowaniu psów i kotów przeszła przez Sejm i Senat. Czy podzieli losy „ustawy łańcuchowej”? Lista hańby – polscy europosłowie przeciwnicy praw zwierząt Adam Bielan, Tobiasz Bocheński, Grzegorz Braun, Joachim Brudziński, Anna Bryłka, Tomasz Buczek, Waldemar Buda, Michał Dworczyk, Małgorzata Gosiewska, Mariusz Kamiński, Marlena Maląg, Arkadiusz Mularczyk, Piotr Müller, Daniel Obajtek, Jacek Ozdoba, Bogdan Rzońca, Marcin Sypniewski, Beata Szydło, Stanisław Tyszka, Maciej Wąsik, Jadwiga Wiśniewska, Ewa Zajączkowska-Hernik, Anna Zalewska, Kosma Złotowski. Sejm uchwalił ustawę wprowadzającą ogólnopolski system identyfikacji zwierząt domowych. Senat zaś dokument poparł. Nowe przepisy zakładają utworzenie Krajowego Rejestru Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK) oraz obowiązek czipowania wszystkich psów i kotów – zarówno tych posiadających właścicieli, jak i przebywających w schroniskach. Za przyjęciem ustawy wraz z poprawkami zagłosowało 245 posłów, przeciw było 22, a 171 wstrzymało się od głosu. W Senacie za przyjęciem, wraz z poprawkami, opowiedziało się 56 senatorów, przeciw było 6 osób, a 17 wstrzymało się od głosu. Izba wyższa poparła przede wszystkim zmiany o charakterze porządkującym i doprecyzowującym. Wśród nich znalazła się m.in. poprawka umożliwiająca nieodpłatną rejestrację kotów przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) – na zasadach jak najbardziej zbliżonych do tych obowiązujących w przypadku psów. Nie zyskała natomiast poparcia propozycja zwolnienia z opłat za oznakowanie i rejestrację zwierząt organizacji prowadzących domy tymczasowe. Teraz wszystko w rękach prezydenta Karola Nawrockiego. Centralna baza i nowe obowiązki – Polska pozostaje jednym z nielicznych krajów UE bez obowiązkowego systemu znakowania zwierząt domowych. Wprowadzenie powszechnego czipowania to nie tylko dostosowanie do europejskich standardów, ale przede wszystkim realna poprawa sytuacji zwierząt. To zmiana, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  18 maja, 2026
Bitwa o Chorzów

Bitwa o Chorzów

Czy problemem miasta jest brak nowego stadionu? Kibic, który został prezydentem, poznaje trudy rządzenia W lutym 2024 r. „Gazeta Wyborcza” opublikowała zdjęcie mężczyzny z nagim torsem, wykonane – jak twierdził autor artykułu – „na weselu skazanego członka gangu Psycho Fans”. Wielu mieszkańców Górnego Śląska z łatwością rozpozna człowieka ze zdjęcia. Dzisiaj jednak nie chwali się on torsem. Na fotografiach i nagraniach filmowych prezentuje się w garniturach i krawatach. To Szymon Michałek, obecny prezydent Chorzowa. Wbrew pozorom artykuł nie należał do gatunku plotkarskich. Był ważnym głosem w debacie o tym, kto ma rządzić Chorzowem. Psycho Fans to grupa skrajnie fanatycznych szalikowców miejscowego Ruchu. Niektórzy zasiadają dziś na ławie oskarżonych. Zarzuca się im nawet najcięższe przestępstwa. Artykuł ukazał się już w trakcie kampanii wyborczej. Można w nim było przeczytać, że zdjęcie to zrzut z nagrania opublikowanego na YouTubie: „Szymon Michałek (z prawej) w czerwcu zeszłego roku bawił się na weselu nieprawomocnie skazanego członka kibolskiego gangu Psycho Fans Roberta P. ps. Pepek (z lewej). Impreza odbyła się osiem dni po ogłoszeniu wyroku, w którym sąd potwierdził, że kibole z Chorzowa założyli zorganizowaną grupę przestępczą”. Michałek! Michałek! Michałek! Publikacja nie zaszkodziła Michałkowi. Wygrał w pierwszej turze, zdobywając 54,67% głosów. Różnica pomiędzy poparciem dla niego i dla Andrzeja Kotali, który Chorzowem rządził od 14 lat, wyniosła aż 7 tys. głosów. To była również wielka klęska Platformy Obywatelskiej, którą Kotala reprezentował. Michałek miał własny komitet wyborczy – popierała go Polska 2050 Szymona Hołowni i jedno ze śląskich ugrupowań. Dziś sytuacja Michałka niewiele przypomina tamto miażdżące zwycięstwo. W mieście trwa zażarta walka o władzę. Komitet referendalny zebrał wymaganą liczbę podpisów i złożył je u komisarza wyborczego. W chwili pisania artykułu trwało ich sprawdzanie. Warto przy okazji odnotować, że próby odwołania prezydentów podjęto w kilku miastach na południu Polski, mniej więcej w tym samym czasie. W Bytomiu ta inicjatywa zakończyła się niepowodzeniem. W Będzinie wciąż nie wiadomo, czy referendum się odbędzie – trwa sprawdzanie podpisów na listach poparcia. Wiadomo za to, że Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  18 maja, 2026
To praca nie dla wszystkich

To praca nie dla wszystkich

Ratownik medyczny: czasem jedziemy po to, żeby podać paracetamol Mateusz Wawryszuk – ratownik medyczny, szkolący również z udzielania pierwszej pomocy (eskulapa.pl) O włos wyprzedziliście strażaków w rankingu zaufania do zawodów. Jak wasza grupa się z tym czuje? Zawód prestiżowy, a płaca i warunki pracy chyba już mniej. – Jest nam bardzo miło, bardzo pozytywnie postrzegani zaczęliśmy być w pandemii. Nadal co prawda pracujemy głównie na B2B (samozatrudnienie), ale ogólnie nasz zawód idzie w dobrym kierunku. W zeszłym roku powstały pierwsze studia magisterskie z ratownictwa medycznego. Wynagrodzenia też poszły w górę. Poprawiły się warunki pracy i wyposażenie karetek. Po prostu przestraszono się, że zmalała liczba ratowników medycznych. Dziesięć lat temu w zawodzie były bardzo niskie zarobki i przestał być atrakcyjny dla młodych. To nie tylko praca na SOR-ach czy w pogotowiu, mamy też możliwość pracy w szkoleniach z pierwszej pomocy dla zawodów medycznych. Jesteśmy doceniani w wojsku, w branży farmaceutycznej. „Ratownik pobity do nieprzytomności. Sąd chciał umorzyć postępowanie”, „Fala agresji. Pijany nastolatek pobił ratownika medycznego” – cytuję tytuły artykułów z internetu. W styczniu 2025 r. w Siedlcach w czasie interwencji domowej 57-letni pacjent zaatakował nożem ratownika medycznego. 64-letni mężczyzna, mimo udzielonej pomocy i przewiezienia do szpitala, zmarł w wyniku odniesionych ran. Mówiło się, że dostaniecie kamizelki kuloodporne. – Środowisko jest podzielone, w moim otoczeniu zazwyczaj ratownikom nie podoba się ten pomysł. Bo czy kamizelka nas ochroni? Ciosy nożem mogą być przecież zadane w szyję, pachwiny, pachy. Ponadto czy po jednej sytuacji z użyciem noża powinno się nas ubierać w kamizelki? Takie decyzje trzeba podejmować nie emocjonalnie po zdarzeniu, tylko na podstawie badań, statystyk, analiz. W ubiegłym roku w Krakowie został zamordowany lekarz ortopeda. Temat kamizelek wśród lekarzy w ogóle nie był poruszany. Najczęstsze kontuzje wśród ratowników to skręcone stawy skokowe i uszkodzone kręgosłupy. Do tego dochodzą otyłość i wypalenie zawodowe. Bo wasza praca to stres, presja, a podobno też czasami rozwiązywanie ludzkich problemów. – Jak poszedłem na ratownictwo medyczne, wyobrażałem sobie, że będę jeździł do wypadków, urwanych rąk czy nagłego zatrzymania krążenia. A sytuacji ratunkowych na wszystkie wyjazdy karetki jest ok. 5-10%. Nie ma dyżuru dobowego, żebyśmy nie jechali do osoby w kryzysie psychicznym. Bardzo często są to próby samobójcze, myśli samobójcze. Transportujemy taką osobę do szpitala psychiatrycznego. Jeździmy do wielu ludzi samotnych, opuszczonych, zaniedbanych, więc to nie są stany nagłe. Aczkolwiek wskutek wielomiesięcznych zaniedbań tacy pacjenci wymagają leczenia w szpitalu. Faktycznie więc wchodzimy w trudne sytuacje życiowe. Co jest dla pana w tej pracy najtrudniejsze? Widzicie głodne i brudne dzieci, głodnych i brudnych staruszków, robactwo... – Trudnością jest przyglądanie się cierpieniu ludzi – przeżywających śmierć bliskich czy cierpiących na przewlekłe bóle. Bardzo trudne jest patrzenie na cierpienie matki, która płacze nad zmarłym dzieckiem. Bezradnością reagujemy na zaniedbanie dzieci. Wchodzimy do różnych domów,

  18 maja, 2026

Świat

Prezydent USA, jego rodzina i przyjaciele mają wielkie sukcesy w pomnażaniu swojego majątku 62% Amerykanów jest niezadowolonych z tego, w jaki sposób Donald Trump wywiązuje się z obowiązków prezydenta USA. To wiemy z kwietniowego sondażu Reuters/Ipsos. W tym samym badaniu 71% uznało go za nadpobudliwego, a 51% zauważa, że w ostatnim roku jego stan intelektualny się pogorszył. Można rzec – dominuje opinia, że Trump z kierowaniem Ameryką sobie nie radzi i ma coraz większe problemy psychiczne. Trudno z tym polemizować. Jednocześnie radzi sobie znakomicie na innych polach. On, jego rodzina oraz grono współpracowników i przyjaciół w ostatnim roku osiągnęli wielkie sukcesy w pomnażaniu swojego majątku. Tu Trump jest bystry ponad miarę. Amerykańska prasa regularnie ujawnia nowe informacje dotyczące biznesowych przedsięwzięć Donalda Trumpa i jego otoczenia – jest o tym głośno. Popularność w amerykańskich mediach zyskały słowa Juliana Zelizera, profesora historii najnowszej USA z Uniwersytetu Princeton, współpracującego z CNN i „The Atlantic”: „Nie sądzę, aby obecnie istniała granica między decyzjami politycznymi i kalkulacjami politycznymi a interesem rodziny Trumpów”. „Forbes” już we wrześniu 2025 r. pisał: „Donald Trump właśnie zaliczył najbardziej lukratywny rok w swoim życiu. Majątek prezydenta wynosi obecnie rekordowe 7,3 mld dol. w porównaniu z 4,3 mld dol. w 2024 r., kiedy wciąż ubiegał się o urząd. Zysk w wysokości 3 mld dol. pozwolił mu awansować o 118 pozycji na liście Forbes 400, gdzie w tym roku znalazł się na 201. miejscu. Żaden prezydent w historii USA nie wykorzystał swojej pozycji do osiągnięcia tak ogromnych zysków jak Trump”. Na czym Trump się dorobił? Na kryptowalutach. Wszedł w ten biznes i zarobił górę pieniędzy. „Forbes” wyliczył, które części majątku Trumpa najbardziej się powiększyły: Memecoin: +710 mln dol. Aktywa płynne: +660 mln dol. Wygrana prawna: +470 mln dol. Działalność związana z licencjami i zarządzaniem: +410 mln dol. Tokeny World Liberty Financial: +340 mln dol. Działalność związana ze stablecoinami: +240 mln dol. Liczby, choć imponujące, nie oddają biznesowych emocji. Warto przypomnieć, że za pierwszej kadencji Trump był przeciwny kryptowalutom, mówił, że to pieniądz z niczego. Ale zmienił zdanie. W wyborach w 2024 r. branża kryptowalut stała się największym darczyńcą korporacyjnym, przekazując 238 mln dol. – więcej niż lobby naftowe, gazowe i farmaceutyczne. Trump wyciągnął z tego wnioski. We wrześniu 2024 r. on i jego synowie oraz Zachary Folkman, Chase Herro i Alex Witkoff z bratem Zachem założyli „przedsięwzięcie” kryptowalutowe o nazwie World Liberty Financial. Trumpowie zapewnili sobie w nim 75% zysków. WLF rozkwitło po wygranych przez Trumpa wyborach. Wtedy to do firmy zaczęli napływać inwestorzy, w większości anonimowi, kupując emitowane przez nią tokeny o nazwie $WLFI. Wśród tych, których nazwiska poznaliśmy, był Justin Sun, przedsiębiorca z branży kryptowalut, którego Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oskarżała o oszustwo. Sun zainwestował w WLF 75 mln dol., z czego 40 mln przekazał Trumpowi. Ta inwestycja poprawiła los Suna. W lutym 2025 r. federalny pozew z oskarżeniem o oszukiwanie inwestorów został wstrzymany, a ostatecznie sprawę zakończono ugodą w wysokości 10 mln dol. Wielkim inwestorem w World Liberty Financial okazał się emiracki szejk Tahnun bin Zajed. Jak ujawnił „Wall Street Journal”, szejk kupił 49% udziałów za 500 mln dol. Część pierwszej transzy pieniędzy – 187 mln – miała trafić do spółek Trumpa, a 31 mln do członków rodziny Steve’a Witkoffa. Umowę podpisał Eric Trump, syn prezydenta, który wraz z bratem Donaldem juniorem zasiada w zarządzie firmy. Do tego emiracki fundusz inwestycyjny MGX, w którym szefem rady nadzorczej jest szejk Tahnun bin Zajed, zakupił od World Liberty stablecoiny o nazwie USD1, warte 2 mld dol. Pieniądze wyrzucone w błoto? Niekoniecznie. Szejk od dłuższego czasu zabiegał o pozwolenie na import zaawansowanych technologicznie czipów do jego firmy G42. Zabiegi okazały się skuteczne, Biały Dom zgodził się na eksport 500 tys. procesorów do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w tym do G42. W styczniu 2025 r. Trump wprowadził też na rynek memecoin o nazwie $TRUMP (Official Trump Meme Coin). Jego podaż wynosiła 1 mld tokenów. W ciągu kilku dni waluta osiągnęła kapitalizację rynkową przekraczającą 12 mld dol., a jej wartość doszła do 75,8 dol. za token. Już jako prezydent Trump okazał się wyjątkowo łaskawy dla branży. Sam ogłosił się prezydentem kryptowalut. Oczywiście wycofał się z dotychczasowych regulacji dotyczących rynku kryptowalut i podpisał nową, korzystną dla niego ustawę. Te działania nie pozostawały bez odpowiedzi. Felietonistka „Washington Post” Catherine Rampell zasugerowała, że prezydent może wykorzystać nową kryptowalutę, $TRUMP coin, do przyjmowania łapówek od zagranicznych rządów. „Wyzwaniem dla każdego, kto kupił te monety, jest to, że jeśli chce je wypłacić, musi znaleźć większego głupca, który będzie gotów zapłacić więcej”. Kto więc, poza naiwnymi, będzie je kupował? Rampell ma odpowiedź na to pytanie: „Przez następne cztery lata może istnieć jedno wiarygodne źródło stałych nabywców: osoby prywatne, firmy i rządy zagraniczne, które chcą zyskać przychylność prezydenta”. Catherine Rampell tłumaczy też, jak może działać ten mechanizm: „Saudyjczycy nie muszą już zatrzymywać się w hotelach Trumpa, żeby nabijać kieszeń prezydentowi, mogą pokazywać swój portfel cyfrowy. W końcu każdy dolar, który włożą w podtrzymywanie wartości memecoina Trumpa, w efekcie doda gotówki do konta bankowego Trumpa”. Prezydent USA zarabia nie tylko na kryptowalutach. Właściwie zarabia, wręcz kompulsywnie, na czym się da. Promuje swoim nazwiskiem buty sportowe za 399 dol., z napisem „Never Surrender”, gitary elektryczne w cenie do 11,5 tys. dol. oraz linię perfum i wody kolońskiej o nazwie Trump Victory 45-47 za 249 dol., przekonując: „Te perfumy to zwycięstwo, siła i sukces”. Promował też telefony Trump Mobile w kolorze złotym, które mają działać w sieci T1Mobile. I biblię z napisem „God Bless the USA” za 59,99 dol. Biblia była drukowana w Chinach i sprowadzana do USA w cenie 3 dol. za egzemplarz. Trump przyznał, że zarobił na jej sprzedaży 400 tys. dol. Prezydent USA łasy jest również na prezenty. Od rządu Kataru dostał specjalnie przerobionego Boeinga 747 wartego 400 mln dol. I nie przejął się, że łamie konstytucję, która zabrania przedstawicielom rządu przyjmowania podarunków od rządów zagranicznych bez zatwierdzenia przez Kongres. „Tylko głupek nie przyjąłby takiego prezentu”, powiedział. Brytyjski „The Guardian” opisywał z kolei listopadową wizytę w Białym Domu przedstawicieli szwajcarskiego biznesu. Prezes Rolexa Jean-Frédéric Dufour wręczył prezydentowi (oficjalnie w bibliotece prezydenckiej) złotego Rolexa serii Datejust, który określił jako „skromny, wyrafinowany wyraz tradycyjnego szwajcarskiego zegarmistrzostwa”. Złoty, ale skromny. „Żłobkowany, złoty bezel, zielona tarcza i cyklop powiększający komplikację daty – opisywał dar portal Hodinkee, poświęcony zegarkom. – To nie jest produkt dostępny w sprzedaży”. „Bibliotece prezydenckiej” ofiarowano też sztabkę złota ozdobioną cyframi 45 i 47 – dla uczczenia pierwszej i drugiej prezydentury Trumpa – z napisem „Prezydent”, o wartości 130 tys. dol. Kilka tygodni później prezydent obniżył cła na wyroby szwajcarskie z 39% do 15%. Donald Trump patronuje ponadto inwestycjom w różnych miejscach świata. Bernard Condon, dziennikarz śledczy agencji AP, podaje trzy przykłady: „W Katarze projekt klubu golfowego i willi Trump jest częściowo realizowany przez firmę należącą do rządu Kataru. W Wietnamie rząd, jak doniósł »New York Times«, zmusił rolników do opuszczenia ich ziemi, aby zrobić miejsce pod ośrodek Trumpa, a wicepremier tego kraju podpisał umowę podczas specjalnej ceremonii. W Arabii Saudyjskiej planowany ośrodek Trump Plaza nad Morzem Czerwonym jest budowany przez saudyjskiego dewelopera bliskiego rodzinie rządzącej. Niemal niemożliwe jest ustalenie, czy umowy te odegrały rolę w zmianie polityki USA w sposób, o jaki zabiegały te kraje, ale kraje te uzyskały to, czego chciały – dostęp do zaawansowanej technologii amerykańskiej dla Kataru, ulgi celne dla Wietnamu i myśliwce dla Arabii Saudyjskiej”. Biznes powinien być oddzielony od polityki. W Stanach Zjednoczonych mechanizmy temu służące działają od dawna. Ale w czasach Trumpa zostały zdemontowane lub nie mają znaczenia. Teoretycznie aktywa biznesowe prezydenta znajdują się w specjalnym funduszu powierniczym. Ale kontrolę nad nim ma jego syn Donald Trump junior. Czy to wystarczająca bariera? Trójka dzieci prowadzi r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Koniec baśni o jedności

Koniec baśni o jedności

Odejście Zjednoczonych Emiratów z OPEC to symptom postępującego kryzysu na Półwyspie Arabskim Kartel OPEC stracił właśnie swojego czwartego największego producenta ropy naftowej. Zjednoczone Emiraty Arabskie podjęły decyzję o opuszczeniu organizacji, która ma fundamentalny wpływ na ceny ropy na światowych rynkach. To cios w polityczne znaczenie Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową i jej rozszerzonego formatu OPEC+, w skład którego wchodzą też Rosja, Brazylia czy Meksyk. Ta decyzja ujawnia jednak także coraz głębsze różnice polityczne między państwami Półwyspu Arabskiego i kryzys w łonie Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Ich osią są rywalizujące wizje lokalnego ładu, których Abu Zabi i Rijad już nie są w stanie pogodzić. Co prawda, ZEA nie są pierwszym krajem regionu, który z OPEC odszedł. Na liście byłych członków kartelu znalazła się m.in. Indonezja, która w 2008 r. musiała ograniczyć produkcję ropy i stała się importerem netto surowca, nie spełniając tym samym wymogów formalnych. Dżakarta na krótko ponownie dołączyła do kartelu, by w 2016 r. ogłosić „tymczasowe” zawieszenie członkostwa, gdyż nie chciała się zgodzić na forsowane przez organizację pięcioprocentowe obniżenie podaży ropy, o którym zadecydowano we wrześniu 2016 r. Największy szok wywołała jednak w 2019 r. rezygnacja Kataru. Była ona przede wszystkim skutkiem napięć między Ad-Dauhą a sąsiadami. W 2017 r. kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej rozpoczęły blokadę morską Kataru, która trwała aż do 2021 r. Jej celem było głównie wywarcie na Katarze presji. Gdy bowiem pozostałe państwa rady z przerażeniem obserwowały skutki arabskiej wiosny, ratując z opresji obalanych w protestach autokratycznych przywódców, takich jak prezydent Tunezji Zajn al-Abidin ibn Ali czy prezydent Egiptu Hosni Mubarak, Katar utrzymywał dobre relacje z Braćmi Muzułmanami – środowiskiem politycznym, które w znacznym stopniu było forpocztą demonstracji przetaczających się po 2011 r. przez niemal cały Bliski Wschód. Co więcej, katarska telewizja Al-Dżazira, jak również jej obcojęzyczne kanały i strony internetowe, w bardzo pozytywnym świetle przedstawiały demonstrujących, którzy nawoływali do zmiany dotychczasowego porządku w regionie, zdemokratyzowania procesów politycznych, obalenia dyktatorów oraz uczynienia tego według wizji salafickiego islamizmu. Dla monarchii naftowych Półwyspu Arabskiego stanowiło to zagrożenie samej istoty ich systemów politycznych. Rijad i Abu Zabi po przeciwnych stronach frontu Wyjście Zjednoczonych Emiratów Arabskich z OPEC jest tak naprawdę formalizacją napięć między Rijadem a Abu Zabi. Emiraty już od kilku lat wyraźnie pokazują, że jest im nie po drodze ze strategiami politycznymi sąsiadów i nie są zainteresowane poddawaniem się przywództwu politycznemu dynastii Saudów. Muhammad ibn Zajid al-Nahajjan, prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich, i Muhammad ibn Salman, książę koronny Arabii Saudyjskiej, następca tronu i jej faktyczny władca, w poprzedniej dekadzie politycznie byli o wiele bliżej niż dzisiaj. Reprezentowali te same Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Upadek ostatniego Mohikanina

Upadek ostatniego Mohikanina

Lula miał zatrzymać Trumpa. Dziś bliżej mu do końca własnej kariery Na nagraniach publikowanych w mediach społecznościowych widać go coraz częściej na siłowni. Chętnie fotografuje się z młodymi, wśród których jest całkiem popularny. Choć ma już 80 lat, w brazylijskiej polityce funkcjonuje od półwiecza, a niedawno przeszedł operację czaszki z powodu nagłego krwotoku, nie zamierza rezygnować – ani z walki o kolejną kadencję w roli prezydenta, ani o spełnienie wielkiego marzenia: liderowania lewicowej międzynarodówce. To ostatnie jest dla niego tak ważne, że chce przewodniczyć światowym progresywistom. Wzrost, ale za wolny 4 października Luiz Inácio Lula da Silva, ostatni Mohikanin socjalistycznej, robotniczej lewicy, który przeszedł z wielkiego zakładu przemysłowego do jeszcze większej polityki, znów zawalczy o prezydenturę. Jeszcze w grudniu ub.r. jego zwycięstwo wydawało się niemal pewne, nawet jeśli czynniki strukturalne nie działają na korzyść obecnej głowy państwa. Gospodarka wprawdzie rośnie, ale powoli i poniżej oczekiwań. Według danych brazylijskiego banku centralnego wzrost na koniec pierwszego kwartału tego roku wyniósł zaledwie 1,9%, czyli poniżej ubiegłorocznych prognoz. To ważne z punktu widzenia nie tylko statystyki i makroekonomii, ale też politycznego układu sił. Brazylia, największy i najsilniejszy gospodarczo kraj w Ameryce Południowej, ma znaczącą klasę przedsiębiorców, często związaną z tradycyjnymi gałęziami przemysłu: wydobyciem ropy, hutnictwem czy przemysłem drzewnym. Ci ludzie są raczej konserwatywni, ale w poprzednich wyborach, w 2022 r., gremialnie poparli właśnie Lulę, a nie jego prawicowego przeciwnika Jaira Bolsonara. Ekspercki konsensus głosił, że „Trump tropików” przegrał, ponieważ jego fatalne zarządzanie w kryzysie pandemii koronawirusa doprowadziło gospodarkę na skraj przepaści. Kiedy potem próbował nie dopuścić do zmiany władzy, organizując nawet wojskowy komitet w celu przeprowadzenia zamachu stanu, przedsiębiorcy i latyfundyści dali mu do zrozumienia, że od nich poparcia dla takiego pomysłu nie dostanie. Chociażby z tego powodu Lula powinien się martwić mikrym wzrostem, bo ludzie biznesu są barometrem nastrojów społecznych, a im mniej są chętni do publicznych deklaracji wsparcia, tym bardziej jest prawdopodobne, że go nie udzielą. Mimo to Lula w sondażach trzymał się dzielnie. Jeszcze w listopadzie intencję głosowania na niego deklarowało 45,1% Brazylijczyków – wynika z danych Americas Society i agencji Atlas International. W tym samym czasie Flávia Bolsonara, syna byłego prezydenta – kandydata wciąż hipotetycznego, bo nie potwierdzono jego startu w wyborach – popierało zaledwie 23%. Pół roku później obraz nie wygląda już tak różowo. Lula ma 43%, Bolsonaro awansował do ponad 40%. A pojedyncze sondaże, nawet tak renomowanych pracowni jak Datafolha, pokazują wręcz wyniki remisowe, czasem też przewagę prawicowego polityka. To jeszcze nie powód do paniki, Bolsonaro junior jest niedoświadczony, nie wiadomo nawet, czy dotrwa do wyborów. Jednak Lula i jego sztab nie mogą czuć się pewni wygranej. Zwłaszcza że w ostatnim opublikowanym sondażu, gdzie respondentom zadano pytanie o drugą turę wyborów, Bolsonaro prowadzi 47% do 46%. Mylny byłby jednak wniosek o gigantycznej polaryzacji w brazylijskiej polityce. W systemach prezydenckich takich jak ten, ustrojowo modelowanych na konstytucji Stanów Zjednoczonych, łatwo o fałszywą dychotomię. Ponieważ z reguły ścierają się tam przedstawiciele dwóch obozów: postępowego i konserwatywnego, kuszące jest stwierdzenie, że istnieją dwa odrębne plemiona. W rzeczywistości mamy do czynienia z czymś poważniejszym i bardziej niebezpiecznym dla przetrwania samej demokracji: z odrzuceniem klasy politycznej jako takiej. Ta sama baza danych Atlas International, która symulowała wyniki drugiej tury, przedstawiała też pomiar elektoratu negatywnego – odsetka wyborców, którzy nigdy nie zagłosowaliby na konkretnego kandydata. To nieco inne badanie z punktu widzenia metodologii, gdyż udzielić można więcej niż jednej odpowiedzi. Pokazuje ono ogromne napięcia i frustracje społeczne. 51% respondentów nigdy nie poparłoby Luli, 46% Bolsonara. Łącznie aż pięciu wiodących kandydatów w tegorocznej kampanii miało wynik negatywny przekraczający 40%, w tym popularny w najmłodszej części elektoratu aktywista Renan Santos. Uprawnione jest zatem stwierdzenie, że Brazylijczycy chcą w polityce nowego otwarcia, co akurat dla Luli, ubiegającego się o czwartą kadencję prezydencką, nie zwiastuje nic dobrego. Lepsze karty Trzeba jednak powiedzieć, że wciąż walczy. Stara się, a nawet wykazuje większym wizjonerstwem niż większość dzisiejszych polityków obozu liberalno-progresywnego. Latem był, nie pierwszy zresztą raz, obiektem westchnień europejskich przywódców, bo jako jeden Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Kanclerz w opałach

Kanclerz w opałach

„Niemcy w ruinie” – temu przekazowi AfD sprzyja brak zaufania do rządu Friedricha Merza „Cała Polska śpiewa z nami/Won za Odrę z migrantami!”, wydobywa się z ust kilkorga aktywistów Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza idących 2 maja mostem, który łączy Słubice z Frankfurtem nad Odrą. Na moście powiewają biało-czerwone flagi wetknięte przez ludzi Bąkiewicza. Choć strona niemiecka uważa ich obecność za prowokację, wiszą tu od miesięcy. Dwa dni po święcie flagi po moście granicznym spacerują z papierowymi chorągiewkami unijnymi burmistrzyni Słubic Marzena Słodownik, nadburmistrz Frankfurtu Axel Strasser oraz wiceprzewodniczący Bundestagu z opozycyjnej partii Lewica/Die Linke Bodo Ramelow. Polityk apeluje do władz Niemiec o zniesienie kontroli granic. Wprowadzono je w 2023 r. za rządu tzw. koalicji sygnalizacji świetlnej (SPD, Zielonych i FDP), utrzymuje je – mimo wyraźnego spadku liczby osób ubiegających się o azyl – gabinet aktualnej koalicji czarno-czerwonej (CDU-SPD) kierowanej przez Friedricha Merza. Na dworcu kolejowym we Frankfurcie na wielu automatycznych skrytkach bagażowych naklejki ostrzegają: „Awaria!”. Dawniej byłoby to nie do pomyślenia, uważają miejscowi. Dają do zrozumienia, że za uszkodzenie skrytek odpowiadają migranci nietroszczący się o obiekty użytku publicznego. Wielu z nich, mieszkających we Frankfurcie, pracuje w oddalonej o pół godziny jazdy pociągiem Gigafactory trumpisty i wielbiciela Alternatywy dla Niemiec (AfD) Elona Muska. Ten największy w Brandenburgii pracodawca zapowiedział stworzenie do końca czerwca 1 tys. nowych miejsc pracy. We Frankfurcie po przemyśle, w tym wielkiej fabryce półprzewodników, pozostały jedynie wspomnienia. Liczba mieszkańców jest o jedną trzecią mniejsza niż u schyłku Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Jak na całym obszarze dawnej NRD frustracja łączy się tu z poczuciem wyższości wobec zachodniej części kraju, która rzekomo jest za mało niemiecka i za bardzo unijna. Eurosceptycy znad Wisły traktują Unię Europejską jako narzędzie Berlina do wzięcia Polski pod but, ci zza Odry widzą we Wspólnocie zagrożenie dla niemieckiej tożsamości i dobrobytu. Gaz napędza AfD Kwestia migrantów, której AfD zawdzięczała ubiegłoroczny sukces – prawie 21% w wyborach do Bundestagu – straciła na znaczeniu, mimo to partia Alice Weidel w sondażach regularnie wyprzedza CDU, z którą w wyborach przegrała o 8%. Niesie ją coraz powszechniejsze poczucie, że Niemcy – ten podziwiany do niedawna Weltmeister (mistrz świata) – są zrujnowane, wszystko się sypie, nic nie działa, jak powinno, nawet polskie pociągi kursują punktualniej niż składy Deutsche Bahn. Suflowany przez AfD przekaz o „Niemczech w ruinie” wybrzmiał we wpisie Donalda Trumpa na Truth Social, będącym odpowiedzią na skrytykowanie przez Friedricha Merza amerykańskiej operacji wojskowej w Iranie. Gospodarz Białego Domu poradził kanclerzowi Niemiec, by zamiast zajmować się sprawami, na których się nie zna, poświęcił więcej uwagi „naprawieniu swojego popsutego kraju, szczególnie migracji i energii”. Ta ostatnia sprawa jest kluczowa. Niemiecki przemysł – do niedawna duma obywateli Republiki Federalnej – przestaje być konkurencyjny z powodu cen energii. Import gazu i ropy z Rosji ustał, w 2023 r. wyłączono ostatnie reaktory w elektrowniach atomowych. Przedstawiciele sfer gospodarczych twierdzą, że Energiewende – transformacja energetyczna oparta na wietrze i słońcu – nie tylko osłabia konkurencyjność, ale także zachęca do przenoszenia produkcji w branżach energochłonnych do innych państw, czyli dezindustrializacji Niemiec. Jak koalicjant z koalicjantem Przed wyborami do Bundestagu w 2025 r. Merz ogłosił program „Agenda 2030” nawiązujący nie tylko tytułem, ale i kierunkiem do neoliberalnego programu „Agenda 2010” socjaldemokraty Gerharda Schrödera z 2003 r. Przekonywał, że najważniejszy jest wzrost gospodarczy, wszystko inne ma się mu podporządkować. Również polityka społeczna i energetyczna: „Musimy ratować gospodarkę, byśmy mogli ratować klimat”. Merz obiecywał, że jeśli wygra wybory, ceny energii spadną, Niemcy zaś już na wakacje 2025 r. wyjadą w dobrych nastrojach. Tak się nie stało. Zamiast zapisanego w agendzie corocznego wzrostu PKB o 2%, nadal jest to ułamek procenta (w pierwszym kwartale 2026 r. 0,3%). Zapowiedziane przez kanclerza reformy Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Iran: spojrzenie z wewnątrz

Iran: spojrzenie z wewnątrz

Od 47 lat kraj jest obłożony sankcjami. To pogłębia problemy Juliusz Gojło – wieloletni dyplomata, specjalista od Bliskiego Wschodu, Afryki, krajów Azji Centralnej. W latach 2010-2017 ambasador RP w Iranie. Ekspert Centrum Stosunków Międzynarodowych. (Ciąg dalszy rozmowy z nr. 18) Mówił pan, że obecna wojna daje reżimowi w Teheranie drugi mit założycielski. Pierwszym była wojna z Irakiem, wtedy większość ludzi stanęła do obrony ojczyzny. Teraz mamy podobną sytuację: atakują naszą ojczyznę! Jednocześnie wojna zatrzymała ewolucję systemu, który powoli się otwierał. W Polsce o tym w zasadzie się nie mówiło. U nas Iran to państwo ajatollahów. – Iran generalnie ma bardzo zły PR. Wystarczy przejrzeć polskie gazety. Na pierwszym miejscu czołowe dzienniki oraz tzw. tygodniki opinii, gdzie takie sformułowania jak „archaiczny artefakt historii”, „państwo rządzone przez sfanatyzowane oddziały Strażników Rewolucji” czy „brodatych ajatollahów”, „raj w szponach starców” albo „piekło kobiet” to frazeologizmy i epitety na porządku dziennym. To są autentyczne cytaty. A przecież, jak mówi chińskie przysłowie, wszystko, co nie jest w pełni prawdą, co jest półprawdziwe, jest całym kłamstwem. Wyjaśnijmy, na czym polega mit założycielski republiki – nie jest nim obalenie szacha, tylko obrona przed iracką inwazją. Gdy byłem w Teheranie, rzucały się w oczy murale poświęcone bohaterom tamtej wojny. – Gdy mówię: rewolucja irańska, świadomie używam przymiotnika irańska, a nie islamska, dlatego że ona, jak większość rewolucji, miała dwa etapy. Pierwszy to był etap przeciwko szachowi, czyli przeciw czemuś, a drugi to był etap za czymś. Drugi etap został zdominowany przez duchowieństwo szyickie i przez ideały religijne. Ale w tym pierwszym wszyscy walczyli wspólnie przeciwko szachowi. Wtedy motorem rewolucji byli irańscy intelektualiści, a oni wówczas mocno lewicowali. I szli razem z mułłami? – Mieli wspólnego przeciwnika – reżim szacha. Po drugie, ideologia lewicowa pokrywała się z teologicznymi założeniami szyizmu na temat sprawiedliwości społecznej. Dlatego w tej rewolucji lewicujący intelektualiści szli ramię w ramię z duchowieństwem. Takie rzeczy się zdarzają – w Polsce w latach 80. lewicowi intelektualiści też szukali schronienia w salach parafialnych, występowali tam, chrzcili się, modlili. Duchowieństwo było w Iranie tradycyjnie tą grupą, która zawsze w XX w. optowała za zmianami prodemokratycznymi i wolnościowymi. Iran jest pierwszym państwem w Azji, w którym przyjęto konstytucję. A ruch konstytucyjny miał silne poparcie duchowieństwa. Dlatego ideologia rewolucji irańskiej była połączeniem ideałów lewicowych, różnej proweniencji, z koncepcjami szyickimi. Tak się dało? – W szyizmie główną koncepcją, która ma wartość dogmatyczną, jest koncepcja Sprawiedliwości. Tak właśnie – przez duże S. Jeżeli świat jest stworzony w sposób doskonały, to jest sprawiedliwy, bo Bóg jest sprawiedliwy. Jeżeli sprawiedliwość jest naruszana, to znaczy, r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

  4 maja, 2026
X krucjata bożej Ameryki

X krucjata bożej Ameryki

Z perspektywy historycznej chrześcijański nacjonalizm w Ameryce przybiera na sile Korespondencja z USA Według najnowszych badań tylko co czwarty Amerykanin uważa, że wojna w Iranie warta jest kosztów, jakie pochłania, aż 60%, w tym 57% republikanów, nie popiera obecnej polityki USA wobec Izraela (Ipsos/Reuters oraz Pew Research Center, kwiecień 2026 r.). Rośnie też grupa, której rozwój wypadków na Bliskim Wschodzie uprzytomnił jeszcze jedno: że choć wydaje się to nierealne, Ameryka ruszyła na Iran pod chorągwiami tej samej krucjaty religijnej, którą niemal tysiąc lat temu wysyłał do Ziemi Świętej papież Urban II. Gdy będą Państwo czytali ten tekst, niewykluczone, że tocząca się równolegle z wojną w Iranie wojna Donalda Trumpa z papieżem Leonem XIV, piętnującym amerykańskie zaślepienie siłą militarną, wejdzie na kolejny poziom absurdu, przy którym pouczanie papieża na temat teologii przez wiceprezydenta J.D. Vance’a okaże się drobiazgiem. To sytuacja w najnowszej historii bezprecedensowa, nic więc dziwnego, że media na całym świecie sprzedają ją jak najlepszy sitcom, nie przywiązując zbytniej wagi do szczegółów. Bardzo niedobrze, bo aby zrozumieć, z czym naprawdę mamy do czynienia, konieczne są właśnie szczegóły. Takie jak ten, że gdyLeon XIV oświadczył w Niedzielę Palmową, iż „Bóg nie słucha modlitwy tych, którzy wojnę prowadzą, i odrzuca ją, mówiąc: Ręce wasze pełne są krwi”, zwracał się nie do Trumpa, ale do Pete’a Hegsetha. Dokładnie zaś nawiązywał do przemówienia Hegsetha z 25 marca, w którym szef Pentagonu zapowiadał „bezwzględną przemoc wobec tych, którzy nie zasługują na litość”. Czy papież miał na myśli wyłącznie działania wojenne? A może chciał w ten sposób zwrócić uwagę świata na najniebezpieczniejszy symptom choroby toczącej dziś USA: rządy fanatyków religijnych? Święta wojna Zacznijmy od przesłanek tej wojny. Ameryka może i nie ma powodów do chluby, jeśli chodzi o eskapady wojenne z ostatniego półwiecza, ale przynajmniej zawsze z wyprzedzeniem komunikowano narodowi amerykańskiemu ich cel lub cele. Pomijam tu nieoficjalne interesy, które były do ugrania na zapleczu toczących się walk. A jednak warto przypomnieć – George W. Bush urabiał Amerykanów przez sześć miesięcy, zanim wydał rozkaz o rozpoczęciu operacji „Iracka wolność”. Jego ojciec tyle samo czasu poświęcił na to przed początkiem operacji „Pustynna Burza”. Dziwne więc było, choć składano to na karb coraz bardziej chaotycznego i niezrównoważonego zachowania starzejącego się Donalda Trumpa, że ataków na Iran nie poprzedziło sianie propagandy o amerykańskiej racji stanu, żadne bicie patriotycznej piany ani jednoczenie się wokół flagi. Jeszcze dziwniejsze – że przekazy wychodzące od administracji w pierwszych tygodniach ataków potrafiły jawnie sobie przeczyć. Chodzi o zniszczenie irańskiego arsenału nuklearnego czy odpowiedź na rzekomo szykowany przez Iran atak na USA? A może o obalenie reżimu, który zamordował ostatnio tysiące własnych obywateli? Działania USA przypominały przesuwanie figur na szachownicy przez kogoś, kto w ogóle nie zna reguł gry. Potrzeba było dziennikarzy śledczych, przede wszystkim z „New York Timesa”, by potwierdzić to, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  4 maja, 2026

Kultura

AKTUALNOŚCI

Więcej
Aktualne

„Kadry, które zmieniły historię” – wyjątkowe święto fotografii w Działdowie

W dniach 21–24 maja 2026 roku Działdowo stanie się miejscem niezwykłego spotkania z historią zapisaną w obrazie podczas wydarzenia „3/3 DNI FOTOGRAFII – Pamięć Fotografii”. Swoje prace zaprezentują trzej wybitni polscy fotoreporterzy znani i cenieni na całym świecie: Cezary Sokołowski, mistrz fotografii newsowej, Wojciech Łaski, świadek najważniejszych wydarzeń i rewolucji XX wieku, oraz Chris Niedenthal, autor ikonicznych zdjęć dokumentujących rzeczywistość PRL-u i przemiany Europy Wschodniej. Wystawa „Pamięć Fotografii” będzie niepowtarzalną okazją do zobaczenia kadrów, które obiegły świat, wzruszały, poruszały opinię publiczną i stały się częścią zbiorowej pamięci. Organizatorzy zapraszają wszystkich miłośników fotografii, kultury i historii na wyjątkowe wydarzenie pełne emocji, inspirujących spotkań i rozmów o sile obrazu, który potrafi zatrzymać czas.  

Aktualne Notes dyplomatyczny

Porozmawiajmy o zarabianiu

Gdy w roku 1999 likwidowano biura radcy handlowego, przedstawiano to jako wielki sukces, jako pogrzebanie starej, PRL-owskiej struktury. Tłumaczono, że polska gospodarka wygląda teraz inaczej i tak naprawdę, po tym jak wielkie przedsiębiorstwa państwowe przestały działać, biura te nie mają zadań. Jeżeli więc jeszcze na początku 1999 r. funkcjonowały 103 biura radców handlowych, wydziały i przedstawicielstwa handlowe nadzorowane przez ministra gospodarki, to potem zaczęło się odcinanie. 78 placówek przekształcono w wydziały ekonomiczno-handlowe ambasad lub konsulatów RP. A 25 placówek, przeważnie jednoosobowych, zostało zlikwidowanych. Były to m.in. placówki w Phenianie, Kuwejcie, Bengazi, Islamabadzie i Dubaju. Część pracowników BRH, a byli oni na etatach resortu gospodarki, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Od czytelników

Listy od czytelników nr 18/2026

Jak przekonać ludzi do korzystania z systemu kaucyjnego? Przecież system kaucyjny nie jest nowością. Przez wiele lat odstawialiśmy w kącie butelki po wypitej wodzie, sokach i innych napojach, żeby odnieść je do sklepu. Nie dość, że szklane butelki były ciężkie, to jeszcze zdarzało się, że sklep nie chciał ich przyjąć, ponieważ nie mieliśmy paragonu za zakupione napoje. Teraz opakowania przynajmniej są lekkie. Wychodząc na zakupy w sobotę, widzę coraz więcej młodych ludzi podążających z wypełnionymi dużymi torbami w kierunku sklepu, w którym przyjmowane są butelki i puszki. Zapewne mama robi porządki, a młody człowiek otrzymał polecenie odniesienia tych opakowań do automatu. Przypuszczam, że w wielu przypadkach kaucja zwrotna wędruje do kieszeni córki czy syna. Dzięki temu system funkcjonuje coraz lepiej. Nie wiem, jak jest z odbiorem tych opakowań poza dużymi miastami. Czy są automaty? Czy odbiór prowadzą sklepy? Ja w każdym razie zauważyłam, że w moim osiedlu kontener z napisem „Plastik” zapełnia się dużo wolniej niż do tej pory. Dajmy sobie czas na przywyknięcie do nowości. Katarzyna Malec Siewcy polexitu Nie jest prawdą, że najgroźniejsze jest banalizowanie absurdów UE. Najgroźniejsze jest wytwarzanie absurdów przez UE. Unia, Bruksela, Komisja Europejska, ale i różne instytucje krajowe wytwarzają lawinę absurdów. To niszczy Unię. I zapewne zniszczy. UE przeszła do absurdów w trybie turbo, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Od pornografii do władz SDP

Jak pogodzić radiomaryjne kazania z biznesem pornograficznym? Przed takim wyzwaniem stoi Jolanta Hajdasz, prezes pisowskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od ponad pół roku szykuje odpowiedź na pytania OKO.press. Wredne są te pytania dotyczące Pawła Gąsiorskiego, od marca 2025 r. członka zarządu głównego SDP! A wcześniej rzutkiego króla serwisów pornograficznych. W szczycie miał ich ok. 400 i 210 domen, w tym porno.com.pl, jedną z największych. W czasie procesu ze wspólnikiem działacz SDP chwalił się, że bardzo dużo na tym zarobili. Za OKO.press przypominamy prezes Hajdasz te pytania: • Czy jako katolicka dziennikarka i szefowa konserwatywnego SDP pochwala taką działalność i przeszłość członka zarządu SDP? • Czy prowadzenie ok. 210 stron porno/erotycznych to cenne i właściwe doświadczenie zawodowe dla członka zarządu organizacji dziennikarskiej? Śmiało, pani Hajdasz. Prawda panią wyzwoli. Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Made in USA

Frak ambasadora musi mocno uwierać Toma Rose’a, bo co chwilę wyskakuje z jakimiś komentarzami dotyczącymi polskiej polityki. Tak było w ubiegłym tygodniu, gdy ze zgrozą pisał na platformie X o marszałku Sejmu Włodzimierzu Czarzastym: „Ten człowiek jest zagrożeniem! Celem jego zapalczywej retoryki obrażającej prezydenta USA Donalda Trumpa może być jedynie zaszkodzenie stosunkom amerykańsko-polskim i osłabienie własnego kraju”. A pisał dlatego, że Czarzasty w wywiadzie dla „Financial Timesa” powiedział, że Trump to lider chaosu. Ale już parę dni później Rose chwalił Czarzastego i pisał: „Brawo dla niego!”. To po tym, jak marszałek Sejmu złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez posła Konrada Berkowicza. Mamy więc ambasadora komentatora. I to zapatrzonego w swojego prezydenta. Jego poprzednik, Mark Brzezinski, również zaznaczał swoją obecność, ale robił to nieco inaczej. Znana jest sprawa z 15 listopada 2022 r., gdy w Przewodowie na Lubelszczyźnie spadła ukraińska rakieta obrony przeciwlotniczej, w wyniku czego śmierć poniosło dwóch Polaków. To był szok, polskie władze musiały reagować, ale początkowo nie wiedziały, czyja to rakieta, czy to uderzenie przypadkowe itd. I wtedy do gry wszedł Mark Brzezinski. Wysłał do polskiego ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua kilka SMS-ów o treści: Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Promocja

Więcej
Promocja

Kolczyki serca w wieczorowym wydaniu

Artykuł sponsorowany Kolczyki serca to konkretny wybór, który nadaje kierunek całej wieczorowej stylizacji. Zamiast ginąć w tle, mają przyciągać światło i podkreślać Twoją obecność, bez względu na to, czy wybierzesz surowe złoto, czy chłodny blask kamieni. Zobacz, jak

Promocja

Kredyt frankowy a Twoje prawa – przewodnik po możliwościach

Artykuł sponsorowany Kredyty frankowe, które jeszcze kilka lat temu wydawały się atrakcyjną alternatywą dla tradycyjnych pożyczek w złotych, dziś stanowią źródło problemów finansowych dla setek tysięcy polskich rodzin. Rosnące zadłużenie, nieprzewidywalne

Promocja

Co to jest sztuczna trawa i kiedy warto się na nią zdecydować?

Artykuł sponsorowany Sztuczna trawa to rozwiązanie, które od lat zdobywa popularność zarówno w ogrodach prywatnych, jak i na boiskach sportowych oraz w przestrzeniach publicznych. Zapewnia estetyczny, zielony wygląd przez cały rok i bez konieczności regularnego koszenia, nawożenia czy podlewania. To materiał wykonany

Promocja

Eleganckie paznokcie na lato – Jakie trendy w 2026?

Artykuł sponsorowany Lato to idealny moment, by odświeżyć stylizację paznokci i sięgnąć po najmodniejsze wzory, kolory i efekty, które zdominują świat beauty w tym sezonie. Dlaczego lato 2026 to wyjątkowy sezon dla manicure? Lato to czas eksperymentów z kolorem,

Promocja

Stalowe pokrycia trapezowe – zastosowania zalety i dostępne powłoki ochronne

Artykuł sponsorowany Blacha trapezowa to niezastąpiony materiał we współczesnym budownictwie, ceniony za swoją wszechstronność, trwałość i ekonomiczność. Jej prawidłowy dobór, z uwzględnieniem różnic między wariantami konstrukcyjnymi a osłonowymi oraz wpływu wysokości profilu, jest kluczowy dla powodzenia projektu.