Dlaczego na początku lud poparł zamach na demokrację

Historia powtarza się dwa razy. Karol Marks Mija 100 lat, od kiedy Józef Piłsudski przejął dyktatorską władzę w Polsce. Nie bardzo wiem, kto zorganizuje obchody tej rocznicy. Nawet jeśli, będzie to kolejne załgane przedsięwzięcie, podkreślające geniusz Marszałka i jego osiągnięcia, przy których blakną Bereza Kartuska, proces brzeski czy strzelanie do chłopów w Łapanowie. Nie jestem historykiem, nie interesują mnie szczegóły, a tym bardziej meandry marszu Marszałka na Warszawę. Bardziej interesuje mnie, dlaczego na początku lud poparł zamach na demokrację i jakie wnioski można z tego wyprowadzić dla nas, tu i teraz. Rysuję to grubym ołówkiem, mając pełne zaufanie do Czytelników „Przeglądu”, ich wyobraźni i poczucia absurdu zawartego w cytowanym powiedzeniu Karola Marksa. Moim zdaniem o sukcesie Marszałka i poparciu, jakie okazała mu znaczna część społeczeństwa, zadecydowały trzy czynniki. Pierwszy to brak spójności społecznej w nowo powstałej Rzeczypospolitej. Tworzy się oto bowiem państwo, od którego obywatele odwykli. Opowiadanie o tym, jak to przez 123 lata zaborów pielęgnowaliśmy ducha narodu polskiego, jak tęskniliśmy za własnym państwem, jest miłe, ale nieprawdziwe. Pod zaborami żyło sześć pokoleń, które nasiąkały poddańczą kulturą polityczną i odrębną kulturą cywilizacyjną. Te granice zaborów widoczne są po dzień dzisiejszy: w języku, obyczajach i stosunku do państwa wyrażającym się w postawach politycznych. Ponadto chłopi pamiętali, że to zaborcy zlikwidowali pańszczyznę i dali im wolność osobistą. Skoro zobaczyli w Sejmie po 1918 r. tych magnatów, których własnością byli do niedawna, nic dziwnego, że takiemu państwu nie ufali. Dodajmy do tego, że ok. 30% obywateli Rzeczypospolitej nie było etnicznymi Polakami. Mniejszości zawsze podejrzewają, że nie są pełnoprawnymi obywatelami, a ich relacje z większością często odwołują się do lekceważenia czy nawet pogardy, jaką ta większość im okazuje. Pogromy nie są wynalazkiem XX w. Marsz endecji przez Polskę budził więc zrozumiałe zaniepokojenie. Mamy rok 2026. Nie mamy znaczących mniejszości narodowych czy etnicznych, ale mamy imigrację. Będzie coraz liczniejsza, bo to my – z powodów demograficznych – potrzebujemy nowych rąk do pracy. Mamy podzielone – jak nigdy dotąd – społeczeństwo i elity polityczne. Nie wedle poglądów na świat i na politykę, te podziały są dużo głębsze. Centrum – peryferie, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Dlaczego na początku lud poparł zamach na demokrację
Lewica wobec zamachu majowego

Zapewniła Piłsudskiemu wygraną Na pierwszy rzut oka w maju 1926 r. lewica mocno zgrzeszyła brakiem konsekwencji. Wcześniej bowiem z wielką determinacją broniła konstytucji i praworządności przed autorytarnymi zakusami nacjonalistycznej prawicy. Kiedy jednak na zamach stanu zdecydował się Józef Piłsudski, poparła go bez najmniejszego wahania. Więcej nawet, walnie przyczyniła się do sukcesu Marszałka, który bez jej wsparcia zapewne poniósłby porażkę. Taka postawa była konsekwencją głębokiego politycznego pęknięcia, do którego doszło już na początku XX w. Podział wykuł się w ogniu wielkiego buntu, jaki ogarnął ziemie zaboru rosyjskiego w latach 1904-1908, a do historii przeszedł pod nazwą rewolucji 1905 r. Po jednej stronie barykady stanęła nacjonalistyczna prawica, zdominowana przez Narodową Demokrację, którą kierował Roman Dmowski. Broniła interesów warstw posiadających i przeciwstawiała się społecznym i politycznym żądaniom zbuntowanych tłumów, głównie robotników przemysłowych i rolnych. O ich interesy upominała się walcząca po drugiej stronie barykady lewica, na czele z Polską Partią Socjalistyczną, w której bardzo ważną rolę odgrywał Józef Piłsudski. Konflikt był tak ostry, że doprowadził do bratobójczych mordów, których ofiarą padły setki, a może i tysiące ludzi. Rywalizacja nie wygasła z upadkiem rewolucji, tylko przekształciła się w tzw. spór o orientacje, czyli działanie prowadzące do odbudowania własnego państwa. Dmowski stawiał na sojusz z caratem, licząc, że ten zgodzi się na propolskie ustępstwa. Piłsudski organizował czyn zbrojny, napędzany energią mas ludowych, realizowany u boku Austro-Węgier i Niemiec. Towarzyszyły temu wzajemne oskarżenia o zdradę i wysługiwanie się obcym wywiadom. Bezpardonowej rywalizacji nie osłabił wielki przewrót polityczny, jaki się dokonał jesienią 1918 r., gdy klęski wojenne i rewolucje unicestwiły potęgę zaborców, umożliwiając odbudowanie niepodległej Polski. Wręcz przeciwnie, lewica i prawica z nowym impetem starły się o to, kto i jak będzie rządził odradzającym się państwem. Każdy z adwersarzy chciał przejąć pełnię władzy, sięgając po nią siłą. Najpierw zamachu dokonała 7 listopada 1918 r. w Lublinie lewica, tworząc rząd Ignacego Daszyńskiego, złożony z socjalistów, radykalnych ludowców i inteligenckich demokratów. Dwa miesiące później pięknym za nadobne odpłaciła nacjonalistyczna prawica, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Lewica wobec zamachu majowego
Matura szyta na miarę

Nie załamujcie rąk nad wynikami egzaminów – były i będą takie same Gdy spojrzeć na statystyki maturalne kolejnych roczników, wyłania się zaskakująco stabilny obraz: niezależnie od zmian podstawy programowej i modyfikacji formuły rezultaty pozostają niemal takie same. To każe podejrzewać, że matura jest w praktyce „skalibrowana” – tak aby zdawalność utrzymywała się na społecznie akceptowanym poziomie, a egzamin spełniał funkcję państwowego filtra, który ma działać przewidywalnie. Kalibracja matury Co roku w maju powtarza się ten sam rytuał: jedni zaciskają kciuki, drudzy wieszczą katastrofę, a nagłówki podkręcają emocje, sugerując, że „matury znów poszły gorzej niż kiedyś”. Tyle że w tej opowieści zwykle brakuje najważniejszego pytania: czy wyniki mówią nam cokolwiek o realnym poziomie wiedzy uczniów? Śledząc statystyki poszczególnych roczników, można zauważyć wyraźny trend – wyniki niezależnie od zmiennych są wręcz identyczne. „Nie ma możliwości porównywania nieporównywalnych wyników egzaminów maturalnych, gdyż każdy rocznik zdaje egzamin na poziomie skalibrowanym do jego kompetencji. Przygotowywane testy mają własną skalę, toteż wynik np. 78% zdawalności z danego przedmiotu w jednym roku w porównaniu z 75% w poprzednim absolutnie nie oznacza, że nastąpiła poprawa o 3 pkt proc. Testy egzaminacyjne są konstruowane pod decyzję polityczną w sprawie pożądanego odsetka porażek, do którego dobiera się progowy wynik. Jeśli politycy rządzącej koalicji założą, k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Matura szyta na miarę
Lex Kamilek – lex bubel

Ustawa była przedstawiana jako przełom w ochronie dzieci  Lex Kamilek, nazywana też Ustawą Kamilkową, to nowelizacja przepisów dotyczących ochrony małoletnich, uchwalona po śmierci ośmioletniego Kamilka z Częstochowy. Najważniejsze przepisy weszły w życie 15 lutego 2024 r. Placówki i podmioty pracujące z dziećmi miały czas na wdrożenie standardów ochrony małoletnich do 15 sierpnia 2024 r.  Ustawa objęła m.in. szkoły, przedszkola, placówki opiekuńcze, wychowawcze, medyczne, sportowe, rekreacyjne, artystyczne i religijne, a także inne miejsca, w których przebywają dzieci. Wprowadzono obowiązek spisania zasad reagowania na podejrzenie krzywdzenia dziecka, dokumentowania interwencji, wyznaczania osób odpowiedzialnych za zgłoszenia oraz sprawdzania osób dopuszczanych do pracy z małoletnimi.  Przedstawiano ustawę jako przełom w ochronie dzieci. Miała być narzędziem, które pozwoli szybciej wykrywać przemoc, zaniedbanie oraz wykorzystywanie małoletnich. Społeczeństwo dostało więc sygnał, że po tragedii Kamilka państwo wyciągnęło wnioski i stworzyło system skutecznej ochrony dzieci przed przemocą. Ale to nieprawda.  Największa wada Lex Kamilek polega na tym, że ustawa nadal opiera się na zaufaniu do tych samych instytucji, które mają być kontrolowane. Zakłada, że szkoła, pomoc społeczna, kurator albo inna placówka rzetelnie opiszą własne działania; jeśli ktoś czegoś nie zrobił, sam to ujawni. To założenie naiwne. Jeżeli pracownik instytucji przymknął oko, zlekceważył sygnał albo ograniczył się do czynności pozorowanych, nie napisze tego w sprawozdaniu. Jeżeli dyrektor szkoły chce chronić placówkę, może napisać, że wszystko sprawdzono i niczego niepokojącego nie potwierdzono. Bez zewnętrznej kontroli taki dokument staje się tarczą dla instytucji, a nie ochroną dziecka.  Ten mechanizm dobrze widać w innych sprawach, niezwiązanych bezpośrednio z Kamilkiem. Oto przykład z życia. Do organu prowadzącego szkołę trafia zawiadomienie rodzica, że nauczyciel mógł się dopuścić zachowań seksualnych wobec dziecka na wycieczce szkolnej. Organ prowadzący prosi dyrektora szkoły o wyjaśnienia. Ten po pewnym czasie odsyła kilkustronicowe pismo, że przeprowadzono postępowanie i nie stwierdzono molestowania.  I na tym sprawa może się skończyć. Urząd wierzy dyrektorowi. Nie sprawdza, czy postępowanie naprawdę się odbyło, nie pyta, kto rozmawiał z dziećmi, czy rozmowy były dokumentowane. W aktach zostaje kilka stron wyjaśnień. Bez raportów, protokołów, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Lex Kamilek – lex bubel

Felietony Przeglądu

Wywiady Przeglądu

Klasyka Przeglądu

Kraj

Zmarły abp Józef Michalik nie zapisał się chwalebnymi czynami w historii polskiego Kościoła Emerytowany metropolita przemyski uchodził za wiernego ucznia, współpracownika i przyjaciela Jana Pawła II. Zajmował wiele ważnych stanowisk. Przez kilkanaście lat przebywał w Rzymie, gdzie studiował na Papieskim Uniwersytecie Świętego Tomasza z Akwinu, był rektorem Papieskiego Kolegium Polskiego i pracował w Papieskiej Radzie ds. Świeckich. W kraju pełnił m.in. funkcję wiceprzewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski (1999-2004), a następnie przez dwie kadencje przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski (2004-2014). Czyli rządził Kościołem w Polsce. Obrońca wiary Znajomi i przyjaciele, wspominając zmarłego, podkreślali zasługi Michalika w obronie życia, rodziny i wartości chrześcijańskich. Na łamach „Naszego Dziennika” Dariusz Lasek, pedagog i działacz katolicki, stwierdził, że pamięta go „z bardzo klarownych kazań”. „Słowem i czynem wdrażał katolicką naukę społeczną, troszczył się o człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, sprzeciwiał się traktowaniu człowieka instrumentalnie, upominał się o sprawiedliwość, wskazywał na problemy społeczne, o których niektórzy bali się mówić. W jego nauczaniu bardzo ważne miejsce zajmowała rodzina (…). Jego słowa były przeinaczane, wyrywane z kontekstu i interpretowane w negatywnym świetle. Przez środowiska, które są nieprzychylne Kościołowi, Panu Bogu, katolickiej wierze, był postrzegany jako zagrożenie, stąd też podejmowały ataki na niego, próby podważenia autorytetu pasterza słuchanego przez tłumy”, mówił Lasek. Abp Józef Michalik, choć był jedną z najważniejszych postaci współczesnego Kościoła w Polsce, nie był wybitnym teologiem ani hierarchą otwartym na zmieniający się świat. Jako spadkobierca ideowy Karola Wojtyły był przedłużeniem tej samej wizji Kościoła jako instytucji konserwatywnej i fundamentalistycznej, a dodatkowo oblężonej przez wszechobecnych wrogów. Ganił środowisko „Tygodnika Powszechnego” i jego naczelnego ks. Adama Bonieckiego (m.in. za rzekome ataki na Kościół i jego hierarchów), za to w wywiadzie dla tygodnika „Niedziela” chwalił Radio Maryja: „Zasługą Radia Maryja jest to, że rozmodliło Polskę, ale jest jeszcze jedna zasługa Radia Maryja i wszystkich tych lokalnych rozgłośni – że budzi podmiotowość narodu, że uczy nas podmiotowości”. Protektor księdza pedofila W rozmowie z Onetem w marcu 2012 r. Michalik opowiadał o „zorganizowanym, nieprzypadkowym, planowym ataku na Kościół” przeprowadzanym przez środowiska „libertyńskie, ateistyczne i masońskie”, które stosują jako narzędzia tego ataku „finanse, pedofilię, in vitro, debatę na temat nauczania religii w szkołach i propagandę rozwiązłości”. Pytany, dlaczego Kościół nie wydala księży pedofilów ze wspólnoty, tylko przesuwa ich do innych parafii, hierarcha odparł: „To legendy. Jeśli takie przypadki się zdarzają, to je potępiam… Nie ma zgody na przestępstwa we wspólnocie, ani na ich tuszowanie”. Z kolei podczas święcenia kościoła w Nienadowej Dolnej koło Przemyśla (październik 2013 r.) Michalik wywodził, że Kościół jest atakowany, bo jest niewygodny, a mówienie, że toleruje krzywdzenie dzieci, jest wielkim kłamstwem”. Tymczasem nie kto inny jak Michalik stanął w obronie księdza pedofila z Tylawy. Gdy w 2001 r. Lucyna Krawiecka zgłosiła mu (był wówczas biskupem przemyskim), że ks. Michał Moskwa od lat molestuje dziewczynki, a „Gazeta Wyborcza” opublikowała o tym reportaż, hierarcha urządził nagonkę zarówno na sygnalistkę, jak i na osoby pokrzywdzone. Michalik napisał list, w którym wyraził współczucie duchownemu i nadzieję, „że konfratrzy i parafianie, którzy znają lepiej środowisko niż wrogie Kościołowi i depczące prawdę gazety lub osoby, nie stracą zaufania do swego proboszcza, ale okażą mu bliskość przez gorliwą modlitwę”. Warto pamiętać, że w obronie pedofila w sutannie stanął także ówczesny prokurator Stanisław Piotrowicz z Krosna, potem poseł PiS, który orzeka teraz jako sędzia w upolitycznionym Trybunale Konstytucyjnym. W 2004 r. Sąd Rejonowy w Krośnie skazał 65-letniego ks. Moskwę na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat za molestowanie sześciu dziewczynek. Mimo wyroku abp Michalik nie usunął z parafii księdza pedofila, który jak gdyby nigdy nic wypełniał obowiązki proboszcza. Nie pomogły listy wysyłane do Jana Pawła II. Dopiero po interwencji oburzonych parafian u Josepha Ratzingera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Matura szyta na miarę

Matura szyta na miarę

Nie załamujcie rąk nad wynikami egzaminów – były i będą takie same Gdy spojrzeć na statystyki maturalne kolejnych roczników, wyłania się zaskakująco stabilny obraz: niezależnie od zmian podstawy programowej i modyfikacji formuły rezultaty pozostają niemal takie same. To każe podejrzewać, że matura jest w praktyce „skalibrowana” – tak aby zdawalność utrzymywała się na społecznie akceptowanym poziomie, a egzamin spełniał funkcję państwowego filtra, który ma działać przewidywalnie. Kalibracja matury Co roku w maju powtarza się ten sam rytuał: jedni zaciskają kciuki, drudzy wieszczą katastrofę, a nagłówki podkręcają emocje, sugerując, że „matury znów poszły gorzej niż kiedyś”. Tyle że w tej opowieści zwykle brakuje najważniejszego pytania: czy wyniki mówią nam cokolwiek o realnym poziomie wiedzy uczniów? Śledząc statystyki poszczególnych roczników, można zauważyć wyraźny trend – wyniki niezależnie od zmiennych są wręcz identyczne. „Nie ma możliwości porównywania nieporównywalnych wyników egzaminów maturalnych, gdyż każdy rocznik zdaje egzamin na poziomie skalibrowanym do jego kompetencji. Przygotowywane testy mają własną skalę, toteż wynik np. 78% zdawalności z danego przedmiotu w jednym roku w porównaniu z 75% w poprzednim absolutnie nie oznacza, że nastąpiła poprawa o 3 pkt proc. Testy egzaminacyjne są konstruowane pod decyzję polityczną w sprawie pożądanego odsetka porażek, do którego dobiera się progowy wynik. Jeśli politycy rządzącej koalicji założą, k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

  11 maja, 2026
Sztuka strzelania sobie w kolano

Sztuka strzelania sobie w kolano

Nawrocki chce zmieniać konstytucję. Czy to poważne? Rada Nowej Konstytucji, którą powołał Karol Nawrocki, jeszcze nie zaczęła działać, a już okazała się kapiszonem. Miała być gamechangerem, przejęciem inicjatywy politycznej, a wyszło śmiesznie. Po raz kolejny możemy się przekonać, że polityka to trudna gra. I gdy zabiera się do tej gry człowiek z trzeciej ligi, efekt przeważnie jest żałosny. Spójrzmy na pole politycznej bitwy. Otoczenie Nawrockiego dozowało informacje, zapowiadano epokowe wydarzenie. Oto powstanie wielka prezydencka rada, która siądzie do pisania konstytucji. A to wszystko zakończy się referendum, które odbędzie się razem z wyborami w 2027 r. I że referendum będzie wielkim kołem zamachowym – wzmocni polską prawicę, która opowie się za nową konstytucją, i patrona inicjatywy, Karola Nawrockiego. Życie szybko te banialuki zweryfikowało. Pierwsze rozczarowanie przyszło po ogłoszeniu składu rady. Znanych nazwisk w niej jak na lekarstwo. Najbardziej utytułowany jest Józef Zych, były marszałek Sejmu. Ale ma 88 lat, więc trudno oczekiwać, by rzucił się w wir pracy. Kolejny były marszałek Sejmu, Marek Jurek, to też polityczny emeryt, znany ze skrajnych poglądów. Na nikim także nie robi wrażenia intelekt Julii Przyłębskiej, byłej prezes Trybunału Konstytucyjnego. Barbara Piwnik… Sędzia w stanie spoczynku i była minister sprawiedliwości, osoba popularna. Ale to karnistka, więc nie spodziewajmy się po niej pisania konstytucji. Zresztą ona to wie i w pierwszym wywiadzie po podpisaniu nominacji już mówiła, że rada tylko „zainauguruje ogólnonarodową debatę”. Żeby wysłuchać, co ludzie mają do powiedzenia. Jedyny konstytucjonalista w tym gronie, prof. Ryszard Piotrowski, też najpewniej Nawrockiego rozczarował. Bo oświadczył niemal natychmiast, że „nie jest nam potrzebny żaden reset, nie jest nam potrzebna żadna nowa konstytucja. To ludzie powinni się zmienić, zmienić swoje podejście do państwa i prawa, dopóki nie jest jeszcze za późno”. Piotrowski zaznaczył, że to jego stanowisko od lat, znane prezydentowi. Oto mamy radę, do której powołano ludzi z góry dystansujących się od jej prac. Czy też od prac, których oczekuje Nawrocki. Zatem prezydent i jego urzędnicy nie za bardzo wiedzieli, kogo do rady powołują, i że to wszystko wygląda na dość nerwową łapankę. Składem tego gremium nikogo na kolana nie rzucili. Również dlatego, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Obywatele kontra słuszna idea

Obywatele kontra słuszna idea

Na Dolnym Śląsku narasta konflikt wokół planów budowy farm fotowoltaicznych – Nie jesteśmy przeciw fotowoltaice. Proszę zobaczyć, na dachach ilu domów są panele – mówią rozżaleni mieszkańcy Strugi, niewielkiej wsi na Dolnym Śląsku – ale czy rozwój zielonej energii ma oznaczać zniszczenie naszej miejscowości? Od dawna mieszkańcy sąsiednich miast odkrywali walory gminy Stare Bogaczowice w powiecie wałbrzyskim. Choćby korzystny dojazd. Do Wałbrzycha samochodem jedzie się kilkanaście minut; no, może nieco więcej. W inne strony, do Świebodzic lub Kamiennej Góry, jest dalej, ale i tak są chętni na codzienne dojazdy do pracy. Wrocław? I ten kierunek dla niektórych bywa do przyjęcia. Do tego firmy transportowe uruchamiają kolejne połączenia autobusowe. Cóż jednak dogodność komunikacyjna w porównaniu z niezwykłą urodą tych miejsc! To obszar Natura 2000. Wiodą tędy znane turystom szlaki. Można wędrować z Wałbrzycha przez Strugę do Zamku Cisy i dalej do Książa. Inna popularna trasa prowadzi ze Szczawna-Zdroju na Trójgarb, wzniesienie górujące nad Starymi Bogaczowicami – największą wsią, gdzie mieści się siedziba gminy. Na miłośników historii czekają pola dawnych bitew. W 1762 r., w czasie wojny siedmioletniej, starły się tu wojska austriackie i pruskie, chodziło o dominację nad Śląskiem. Więcej sentymentu mamy do następnej bitwy, z 1807 r., kiedy to lansjerzy Legii Polsko-Włoskiej roznieśli wrogów Napoleona. Ich zwycięstwo opisał w „Popiołach” Stefan Żeromski. Dziś na miejscu zmagań stoi pomnik i każdego roku 15 maja odbywają się uroczystości patriotyczne. Wędrówkę można zakończyć np. piknikiem przy ruinach wspomnianego Zamku Cisy albo zdobyciem któregoś ze wzgórz, skąd rozciąga się zachwycający widok. Nie brakuje też chętnych do odpoczynku na dobrze zagospodarowanym zalewie w Starych Bogaczowicach. Od niedawna funkcjonują jeszcze obiekty sportowe: boiska, siłownie plenerowe czy nowoczesne place zabaw z ruchomymi kładkami. Turyści muszą tu się wybrać specjalnie, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Niewidzialne dziecko

Niewidzialne dziecko

Oprawców Kamilka skazano. Instytucje pozostały bez winy 3 kwietnia 2023 r. nad Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach pojawił się śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na pokładzie był ośmioletni chłopiec z Częstochowy, Kamilek. Śmigłowiec osiadł na lądowisku ostrożnie. Każde szarpnięcie, każde drgnięcie noszy mogło spowodować nowe obrażenia. Gdyby Kamilek był przytomny, oznaczałyby też dla dziecka ból trudny do wyobrażenia. Chłopiec miał rozległe, nieleczone rany oparzeniowe. W wielu miejscach odsłonięta była żywa tkanka. W niektórych ranach rozwijało się zakażenie, w innych już była martwica. Do Katowic przywieziono dziecko w stanie skrajnie ciężkim. Nie po wypadku czy nagłym nieszczęściu. Po dniach cierpienia, którego nikt w porę nie przerwał. Za Kamilka oddychał respirator. Lekarze wprowadzili chłopca w śpiączkę farmakologiczną, by ograniczyć ból i móc rozpocząć leczenie ran. Usuwano tkanki martwicze, wykonywano przeszczepy skóry, walczono z chorobą oparzeniową, niewydolnością oddechową i zakażeniem całego organizmu. Na ostatnim etapie pobytu w szpitalu konieczne było użycie ECMO, czyli aparatury do pozaustrojowego natleniania krwi i wspomagania krążenia. Kamilek zmarł 8 maja 2023 r., po 35 dniach walki o życie. Miał poparzone 25% powierzchni ciała. Oparzenia obejmowały głowę, tułów i kończyny. Lekarze stwierdzili także złamania kończyn, w tym starsze obrażenia. Bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność wielonarządowa spowodowana chorobą oparzeniową i ciężkim zakażeniem organizmu. Ale medyczny opis śmierci nie wyjaśnia najważniejszego – dlaczego dziecko, już wcześniej maltretowane w okrutny sposób, nie otrzymało pomocy. I dlaczego nie zostało ochronione przed kolejnymi aktami sadyzmu. Pod okiem urzędników i służb Rodzina Kamilka była znana instytucjom socjalnym. W czerwcu 2022 r., czyli rok przed przewiezieniem nieprzytomnego Kamilka do Katowic, MOPS w Częstochowie skierował do sądu pismo z wnioskiem o zabezpieczenie dzieci w pieczy zastępczej. Sprawą zajmował się również sąd w Olkuszu, bo rodzina przemieszczała się między gminami i powiatami. Były ucieczki dziecka z domu, wagary i sygnały ze szkoły, że w tej rodzinie nie dzieje się dobrze. Już wcześniej zauważono poważne obrażenia. Była ręka w gipsie i ślady przemocy, a także tłumaczenia dorosłych i brak właściwej reakcji. Krótkie życie nauczyło Kamilka, że nie powinien się skarżyć, bo to nic nie da, a potem będzie gorzej. Rodzina zmieniała miejsca zamieszkania: Częstochowa, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Tusk nie ufa Trumpowi, Kaczyński i Nawrocki wierzą mu całkowicie

Tusk nie ufa Trumpowi, Kaczyński i Nawrocki wierzą mu całkowicie

Ameryka Trumpa czy Europa? Spór o polską politykę zagraniczną, który znów rozgorzał po wywiadzie Donalda Tuska dla „Financial Timesa”, wykracza poza codzienną polityczną bijatykę. Zacznijmy od Tuska. Powiedział w wywiadzie, że „największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach”. Tłumaczył: „Dla całej wschodniej flanki, moich sąsiadów… pytanie brzmi, czy NATO jest nadal organizacją gotową, zarówno politycznie, jak i logistycznie, do reagowania, np. przeciwko Rosji, gdyby ta próbowała zaatakować”. I podkreślał: „To naprawdę poważna sprawa. Mam na myśli perspektywę krótkoterminową, raczej miesiące niż lata”. Zaznaczył przy tym, że Waszyngton traktuje Polskę jako jednego z najlepszych i najbliższych europejskich sojuszników. „Jednak kluczowe byłoby, jak zadziałałoby to w praktyce, gdyby »coś się wydarzyło«. Chciałbym wierzyć, że art. 5 NATO nadal obowiązuje, ale czasami, oczywiście, mam z tym pewne problemy”, kontynuował, zastrzegając, że nie chce być zbytnim pesymistą, lecz dziś potrzeba też „praktycznego kontekstu”. Jakiego? Premier przypomniał przypadek wejścia w polską przestrzeń rosyjskich dronów. „Miałem pewne problemy tej wrześniowej nocy, kiedy doszło do tej dość poważnej prowokacji z użyciem dronów ze strony Rosjan. Nie było mi łatwo przekonać naszych partnerów z NATO, że nie był to przypadkowy incydent, lecz dobrze zaplanowana i przygotowana prowokacja”. Na te wypowiedzi zareagował Jarosław Kaczyński, pisząc na platformie X: „Kolejny raz Tusk dał się podpuścić i wykonał dyspozycje z Berlina, atakując Amerykanów i de facto podważając sens art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, który gwarantuje wzajemną, sojuszniczą obronę. Tusk niszczy relacje polsko-amerykańskie, a w tym czasie Niemcy zacieśniają współpracę z Amerykanami nad koncepcją NATO 3.0”. Tuska zaatakował również Karol Nawrocki – domagając się informacji, czy Rosja zagraża Polsce w perspektywie najbliższych miesięcy… By ten spór lepiej naświetlić dodajmy jeszcze jedną wypowiedź, tym razem prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Podczas rozmowy z premierem Grecji Kiriakosem Mitsotakisem wezwał Europę do odrodzenia się i odbudowy swoich wpływów. „Nie powinniśmy lekceważyć faktu, że to wyjątkowy moment, w którym prezydent USA, prezydent Rosji i prezydent Chin są zdecydowanie przeciwni Europejczykom”, mówił. Macron ma rację. Mamy nową rzeczywistość międzynarodową i musimy się do niej dostosować. Stany Zjednoczone Donalda Trumpa de facto zerwały solidarność transatlantycką. Polityka sojuszy została zastąpiona polityką transakcyjną. Trump nazywa NATO „papierowym tygrysem”, nic nieznaczącym bez USA. Nie ukrywa rozczarowania tym, że Europa nie poparła go w wojnie z Iranem. Warto zwrócić uwagę na komentarz Białego Domu po wywiadzie Tuska. Po pierwsze, pomija on sprawę art. 5. Po drugie, zawiera ciąg pretensji. „Prezydent Trump jasno wyraził rozczarowanie NATO i innymi sojusznikami. Stany Zjednoczone utrzymują w Europie tysiące r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  4 maja, 2026

Świat

Lula miał zatrzymać Trumpa. Dziś bliżej mu do końca własnej kariery Na nagraniach publikowanych w mediach społecznościowych widać go coraz częściej na siłowni. Chętnie fotografuje się z młodymi, wśród których jest całkiem popularny. Choć ma już 80 lat, w brazylijskiej polityce funkcjonuje od półwiecza, a niedawno przeszedł operację czaszki z powodu nagłego krwotoku, nie zamierza rezygnować – ani z walki o kolejną kadencję w roli prezydenta, ani o spełnienie wielkiego marzenia: liderowania lewicowej międzynarodówce. To ostatnie jest dla niego tak ważne, że chce przewodniczyć światowym progresywistom. Wzrost, ale za wolny 4 października Luiz Inácio Lula da Silva, ostatni Mohikanin socjalistycznej, robotniczej lewicy, który przeszedł z wielkiego zakładu przemysłowego do jeszcze większej polityki, znów zawalczy o prezydenturę. Jeszcze w grudniu ub.r. jego zwycięstwo wydawało się niemal pewne, nawet jeśli czynniki strukturalne nie działają na korzyść obecnej głowy państwa. Gospodarka wprawdzie rośnie, ale powoli i poniżej oczekiwań. Według danych brazylijskiego banku centralnego wzrost na koniec pierwszego kwartału tego roku wyniósł zaledwie 1,9%, czyli poniżej ubiegłorocznych prognoz. To ważne z punktu widzenia nie tylko statystyki i makroekonomii, ale też politycznego układu sił. Brazylia, największy i najsilniejszy gospodarczo kraj w Ameryce Południowej, ma znaczącą klasę przedsiębiorców, często związaną z tradycyjnymi gałęziami przemysłu: wydobyciem ropy, hutnictwem czy przemysłem drzewnym. Ci ludzie są raczej konserwatywni, ale w poprzednich wyborach, w 2022 r., gremialnie poparli właśnie Lulę, a nie jego prawicowego przeciwnika Jaira Bolsonara. Ekspercki konsensus głosił, że „Trump tropików” przegrał, ponieważ jego fatalne zarządzanie w kryzysie pandemii koronawirusa doprowadziło gospodarkę na skraj przepaści. Kiedy potem próbował nie dopuścić do zmiany władzy, organizując nawet wojskowy komitet w celu przeprowadzenia zamachu stanu, przedsiębiorcy i latyfundyści dali mu do zrozumienia, że od nich poparcia dla takiego pomysłu nie dostanie. Chociażby z tego powodu Lula powinien się martwić mikrym wzrostem, bo ludzie biznesu są barometrem nastrojów społecznych, a im mniej są chętni do publicznych deklaracji wsparcia, tym bardziej jest prawdopodobne, że go nie udzielą. Mimo to Lula w sondażach trzymał się dzielnie. Jeszcze w listopadzie intencję głosowania na niego deklarowało 45,1% Brazylijczyków – wynika z danych Americas Society i agencji Atlas International. W tym samym czasie Flávia Bolsonara, syna byłego prezydenta – kandydata wciąż hipotetycznego, bo nie potwierdzono jego startu w wyborach – popierało zaledwie 23%. Pół roku później obraz nie wygląda już tak różowo. Lula ma 43%, Bolsonaro awansował do ponad 40%. A pojedyncze sondaże, nawet tak renomowanych pracowni jak Datafolha, pokazują wręcz wyniki remisowe, czasem też przewagę prawicowego polityka. To jeszcze nie powód do paniki, Bolsonaro junior jest niedoświadczony, nie wiadomo nawet, czy dotrwa do wyborów. Jednak Lula i jego sztab nie mogą czuć się pewni wygranej. Zwłaszcza że w ostatnim opublikowanym sondażu, gdzie respondentom zadano pytanie o drugą turę wyborów, Bolsonaro prowadzi 47% do 46%. Mylny byłby jednak wniosek o gigantycznej polaryzacji w brazylijskiej polityce. W systemach prezydenckich takich jak ten, ustrojowo modelowanych na konstytucji Stanów Zjednoczonych, łatwo o fałszywą dychotomię. Ponieważ z reguły ścierają się tam przedstawiciele dwóch obozów: postępowego i konserwatywnego, kuszące jest stwierdzenie, że istnieją dwa odrębne plemiona. W rzeczywistości mamy do czynienia z czymś poważniejszym i bardziej niebezpiecznym dla przetrwania samej demokracji: z odrzuceniem klasy politycznej jako takiej. Ta sama baza danych Atlas International, która symulowała wyniki drugiej tury, przedstawiała też pomiar elektoratu negatywnego – odsetka wyborców, którzy nigdy nie zagłosowaliby na konkretnego kandydata. To nieco inne badanie z punktu widzenia metodologii, gdyż udzielić można więcej niż jednej odpowiedzi. Pokazuje ono ogromne napięcia i frustracje społeczne. 51% respondentów nigdy nie poparłoby Luli, 46% Bolsonara. Łącznie aż pięciu wiodących kandydatów w tegorocznej kampanii miało wynik negatywny przekraczający 40%, w tym popularny w najmłodszej części elektoratu aktywista Renan Santos. Uprawnione jest zatem stwierdzenie, że Brazylijczycy chcą w polityce nowego otwarcia, co akurat dla Luli, ubiegającego się o czwartą kadencję prezydencką, nie zwiastuje nic dobrego. Lepsze karty Trzeba jednak powiedzieć, że wciąż walczy. Stara się, a nawet wykazuje większym wizjonerstwem niż większość dzisiejszych polityków obozu liberalno-progresywnego. Latem był, nie pierwszy zresztą raz, obiektem westchnień europejskich przywódców, bo jako jeden Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kanclerz w opałach

Kanclerz w opałach

„Niemcy w ruinie” – temu przekazowi AfD sprzyja brak zaufania do rządu Friedricha Merza „Cała Polska śpiewa z nami/Won za Odrę z migrantami!”, wydobywa się z ust kilkorga aktywistów Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza idących 2 maja mostem, który łączy Słubice z Frankfurtem nad Odrą. Na moście powiewają biało-czerwone flagi wetknięte przez ludzi Bąkiewicza. Choć strona niemiecka uważa ich obecność za prowokację, wiszą tu od miesięcy. Dwa dni po święcie flagi po moście granicznym spacerują z papierowymi chorągiewkami unijnymi burmistrzyni Słubic Marzena Słodownik, nadburmistrz Frankfurtu Axel Strasser oraz wiceprzewodniczący Bundestagu z opozycyjnej partii Lewica/Die Linke Bodo Ramelow. Polityk apeluje do władz Niemiec o zniesienie kontroli granic. Wprowadzono je w 2023 r. za rządu tzw. koalicji sygnalizacji świetlnej (SPD, Zielonych i FDP), utrzymuje je – mimo wyraźnego spadku liczby osób ubiegających się o azyl – gabinet aktualnej koalicji czarno-czerwonej (CDU-SPD) kierowanej przez Friedricha Merza. Na dworcu kolejowym we Frankfurcie na wielu automatycznych skrytkach bagażowych naklejki ostrzegają: „Awaria!”. Dawniej byłoby to nie do pomyślenia, uważają miejscowi. Dają do zrozumienia, że za uszkodzenie skrytek odpowiadają migranci nietroszczący się o obiekty użytku publicznego. Wielu z nich, mieszkających we Frankfurcie, pracuje w oddalonej o pół godziny jazdy pociągiem Gigafactory trumpisty i wielbiciela Alternatywy dla Niemiec (AfD) Elona Muska. Ten największy w Brandenburgii pracodawca zapowiedział stworzenie do końca czerwca 1 tys. nowych miejsc pracy. We Frankfurcie po przemyśle, w tym wielkiej fabryce półprzewodników, pozostały jedynie wspomnienia. Liczba mieszkańców jest o jedną trzecią mniejsza niż u schyłku Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Jak na całym obszarze dawnej NRD frustracja łączy się tu z poczuciem wyższości wobec zachodniej części kraju, która rzekomo jest za mało niemiecka i za bardzo unijna. Eurosceptycy znad Wisły traktują Unię Europejską jako narzędzie Berlina do wzięcia Polski pod but, ci zza Odry widzą we Wspólnocie zagrożenie dla niemieckiej tożsamości i dobrobytu. Gaz napędza AfD Kwestia migrantów, której AfD zawdzięczała ubiegłoroczny sukces – prawie 21% w wyborach do Bundestagu – straciła na znaczeniu, mimo to partia Alice Weidel w sondażach regularnie wyprzedza CDU, z którą w wyborach przegrała o 8%. Niesie ją coraz powszechniejsze poczucie, że Niemcy – ten podziwiany do niedawna Weltmeister (mistrz świata) – są zrujnowane, wszystko się sypie, nic nie działa, jak powinno, nawet polskie pociągi kursują punktualniej niż składy Deutsche Bahn. Suflowany przez AfD przekaz o „Niemczech w ruinie” wybrzmiał we wpisie Donalda Trumpa na Truth Social, będącym odpowiedzią na skrytykowanie przez Friedricha Merza amerykańskiej operacji wojskowej w Iranie. Gospodarz Białego Domu poradził kanclerzowi Niemiec, by zamiast zajmować się sprawami, na których się nie zna, poświęcił więcej uwagi „naprawieniu swojego popsutego kraju, szczególnie migracji i energii”. Ta ostatnia sprawa jest kluczowa. Niemiecki przemysł – do niedawna duma obywateli Republiki Federalnej – przestaje być konkurencyjny z powodu cen energii. Import gazu i ropy z Rosji ustał, w 2023 r. wyłączono ostatnie reaktory w elektrowniach atomowych. Przedstawiciele sfer gospodarczych twierdzą, że Energiewende – transformacja energetyczna oparta na wietrze i słońcu – nie tylko osłabia konkurencyjność, ale także zachęca do przenoszenia produkcji w branżach energochłonnych do innych państw, czyli dezindustrializacji Niemiec. Jak koalicjant z koalicjantem Przed wyborami do Bundestagu w 2025 r. Merz ogłosił program „Agenda 2030” nawiązujący nie tylko tytułem, ale i kierunkiem do neoliberalnego programu „Agenda 2010” socjaldemokraty Gerharda Schrödera z 2003 r. Przekonywał, że najważniejszy jest wzrost gospodarczy, wszystko inne ma się mu podporządkować. Również polityka społeczna i energetyczna: „Musimy ratować gospodarkę, byśmy mogli ratować klimat”. Merz obiecywał, że jeśli wygra wybory, ceny energii spadną, Niemcy zaś już na wakacje 2025 r. wyjadą w dobrych nastrojach. Tak się nie stało. Zamiast zapisanego w agendzie corocznego wzrostu PKB o 2%, nadal jest to ułamek procenta (w pierwszym kwartale 2026 r. 0,3%). Zapowiedziane przez kanclerza reformy Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Iran: spojrzenie z wewnątrz

Iran: spojrzenie z wewnątrz

Od 47 lat kraj jest obłożony sankcjami. To pogłębia problemy Juliusz Gojło – wieloletni dyplomata, specjalista od Bliskiego Wschodu, Afryki, krajów Azji Centralnej. W latach 2010-2017 ambasador RP w Iranie. Ekspert Centrum Stosunków Międzynarodowych. (Ciąg dalszy rozmowy z nr. 18) Mówił pan, że obecna wojna daje reżimowi w Teheranie drugi mit założycielski. Pierwszym była wojna z Irakiem, wtedy większość ludzi stanęła do obrony ojczyzny. Teraz mamy podobną sytuację: atakują naszą ojczyznę! Jednocześnie wojna zatrzymała ewolucję systemu, który powoli się otwierał. W Polsce o tym w zasadzie się nie mówiło. U nas Iran to państwo ajatollahów. – Iran generalnie ma bardzo zły PR. Wystarczy przejrzeć polskie gazety. Na pierwszym miejscu czołowe dzienniki oraz tzw. tygodniki opinii, gdzie takie sformułowania jak „archaiczny artefakt historii”, „państwo rządzone przez sfanatyzowane oddziały Strażników Rewolucji” czy „brodatych ajatollahów”, „raj w szponach starców” albo „piekło kobiet” to frazeologizmy i epitety na porządku dziennym. To są autentyczne cytaty. A przecież, jak mówi chińskie przysłowie, wszystko, co nie jest w pełni prawdą, co jest półprawdziwe, jest całym kłamstwem. Wyjaśnijmy, na czym polega mit założycielski republiki – nie jest nim obalenie szacha, tylko obrona przed iracką inwazją. Gdy byłem w Teheranie, rzucały się w oczy murale poświęcone bohaterom tamtej wojny. – Gdy mówię: rewolucja irańska, świadomie używam przymiotnika irańska, a nie islamska, dlatego że ona, jak większość rewolucji, miała dwa etapy. Pierwszy to był etap przeciwko szachowi, czyli przeciw czemuś, a drugi to był etap za czymś. Drugi etap został zdominowany przez duchowieństwo szyickie i przez ideały religijne. Ale w tym pierwszym wszyscy walczyli wspólnie przeciwko szachowi. Wtedy motorem rewolucji byli irańscy intelektualiści, a oni wówczas mocno lewicowali. I szli razem z mułłami? – Mieli wspólnego przeciwnika – reżim szacha. Po drugie, ideologia lewicowa pokrywała się z teologicznymi założeniami szyizmu na temat sprawiedliwości społecznej. Dlatego w tej rewolucji lewicujący intelektualiści szli ramię w ramię z duchowieństwem. Takie rzeczy się zdarzają – w Polsce w latach 80. lewicowi intelektualiści też szukali schronienia w salach parafialnych, występowali tam, chrzcili się, modlili. Duchowieństwo było w Iranie tradycyjnie tą grupą, która zawsze w XX w. optowała za zmianami prodemokratycznymi i wolnościowymi. Iran jest pierwszym państwem w Azji, w którym przyjęto konstytucję. A ruch konstytucyjny miał silne poparcie duchowieństwa. Dlatego ideologia rewolucji irańskiej była połączeniem ideałów lewicowych, różnej proweniencji, z koncepcjami szyickimi. Tak się dało? – W szyizmie główną koncepcją, która ma wartość dogmatyczną, jest koncepcja Sprawiedliwości. Tak właśnie – przez duże S. Jeżeli świat jest stworzony w sposób doskonały, to jest sprawiedliwy, bo Bóg jest sprawiedliwy. Jeżeli sprawiedliwość jest naruszana, to znaczy, r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

  4 maja, 2026
X krucjata bożej Ameryki

X krucjata bożej Ameryki

Z perspektywy historycznej chrześcijański nacjonalizm w Ameryce przybiera na sile Korespondencja z USA Według najnowszych badań tylko co czwarty Amerykanin uważa, że wojna w Iranie warta jest kosztów, jakie pochłania, aż 60%, w tym 57% republikanów, nie popiera obecnej polityki USA wobec Izraela (Ipsos/Reuters oraz Pew Research Center, kwiecień 2026 r.). Rośnie też grupa, której rozwój wypadków na Bliskim Wschodzie uprzytomnił jeszcze jedno: że choć wydaje się to nierealne, Ameryka ruszyła na Iran pod chorągwiami tej samej krucjaty religijnej, którą niemal tysiąc lat temu wysyłał do Ziemi Świętej papież Urban II. Gdy będą Państwo czytali ten tekst, niewykluczone, że tocząca się równolegle z wojną w Iranie wojna Donalda Trumpa z papieżem Leonem XIV, piętnującym amerykańskie zaślepienie siłą militarną, wejdzie na kolejny poziom absurdu, przy którym pouczanie papieża na temat teologii przez wiceprezydenta J.D. Vance’a okaże się drobiazgiem. To sytuacja w najnowszej historii bezprecedensowa, nic więc dziwnego, że media na całym świecie sprzedają ją jak najlepszy sitcom, nie przywiązując zbytniej wagi do szczegółów. Bardzo niedobrze, bo aby zrozumieć, z czym naprawdę mamy do czynienia, konieczne są właśnie szczegóły. Takie jak ten, że gdyLeon XIV oświadczył w Niedzielę Palmową, iż „Bóg nie słucha modlitwy tych, którzy wojnę prowadzą, i odrzuca ją, mówiąc: Ręce wasze pełne są krwi”, zwracał się nie do Trumpa, ale do Pete’a Hegsetha. Dokładnie zaś nawiązywał do przemówienia Hegsetha z 25 marca, w którym szef Pentagonu zapowiadał „bezwzględną przemoc wobec tych, którzy nie zasługują na litość”. Czy papież miał na myśli wyłącznie działania wojenne? A może chciał w ten sposób zwrócić uwagę świata na najniebezpieczniejszy symptom choroby toczącej dziś USA: rządy fanatyków religijnych? Święta wojna Zacznijmy od przesłanek tej wojny. Ameryka może i nie ma powodów do chluby, jeśli chodzi o eskapady wojenne z ostatniego półwiecza, ale przynajmniej zawsze z wyprzedzeniem komunikowano narodowi amerykańskiemu ich cel lub cele. Pomijam tu nieoficjalne interesy, które były do ugrania na zapleczu toczących się walk. A jednak warto przypomnieć – George W. Bush urabiał Amerykanów przez sześć miesięcy, zanim wydał rozkaz o rozpoczęciu operacji „Iracka wolność”. Jego ojciec tyle samo czasu poświęcił na to przed początkiem operacji „Pustynna Burza”. Dziwne więc było, choć składano to na karb coraz bardziej chaotycznego i niezrównoważonego zachowania starzejącego się Donalda Trumpa, że ataków na Iran nie poprzedziło sianie propagandy o amerykańskiej racji stanu, żadne bicie patriotycznej piany ani jednoczenie się wokół flagi. Jeszcze dziwniejsze – że przekazy wychodzące od administracji w pierwszych tygodniach ataków potrafiły jawnie sobie przeczyć. Chodzi o zniszczenie irańskiego arsenału nuklearnego czy odpowiedź na rzekomo szykowany przez Iran atak na USA? A może o obalenie reżimu, który zamordował ostatnio tysiące własnych obywateli? Działania USA przypominały przesuwanie figur na szachownicy przez kogoś, kto w ogóle nie zna reguł gry. Potrzeba było dziennikarzy śledczych, przede wszystkim z „New York Timesa”, by potwierdzić to, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  4 maja, 2026
Polityczne zmiany w Bułgarii

Polityczne zmiany w Bułgarii

Czy Rumen Radew, jako premier, powstrzyma dalszy rozpad państwa? Korespondencja z Bułgarii Przeprowadzone 19 kwietnia wybory parlamentarne w Bułgarii przyniosły miażdżące zwycięstwo formacji byłego prezydenta Rumena Radewa, Postępowej Bułgarii. Można przyjąć, że o ile nie zajdzie żadna nadzwyczajna okoliczność, były to ostatnie wybory z długiej serii przedterminowych elekcji – ośmiu od 2020 r. Niedoszacowani i przeszacowani Ugrupowanie Radewa uzyskało wynik całkowicie niedoszacowany przez ośrodki badania opinii publicznej – sięgający 45% poparcia, co przełożyło się na 131 mandatów w 240-osobowym, jednoizbowym Zgromadzeniu Narodowym. Drugie miejsce zajęła partia GERB Bojka Borisowa – polityka, który przez ponad 15 lat pozostawał swoistym właścicielem bułgarskiego życia politycznego – uzyskując wynik niemal trzykrotnie niższy, nieco ponad 13%. A mowa o ugrupowaniu, które przez lata funkcjonowało jako rdzeń obecnego systemu władzy i jego główny beneficjent. Trzecie miejsce przypadło koalicji Kontynuujemy Zmianę – Demokratyczna Bułgaria (PP-DB), będącej ekspozyturą polityczną liberalnej inteligencji bułgarskiej, radykalnie proeuropejskiej i przywiązanej do euroatlantyckiego kursu państwa. Do parlamentu weszły także DPS-Nowy Początek (7%) oraz partia Odrodzenie (4,3%). Kilka innych istotnych dotąd formacji – w tym Bułgarska Partia Socjalistyczna – nie przekroczyło progu wyborczego. Fakt, że ugrupowanie Borisowa, stworzone dwie dekady temu przy wsparciu niemieckich konserwatystów i przez lata rozwijane pod ich politycznym parasolem, uzyskało dziś wynik raptem nieco przekraczający 10%, ma ogromne znaczenie i zwiastuje koniec pewnej epoki. Mówimy o partii, która długo była osią systemu władzy w Bułgarii, a sam Borisow sprawował w tym czasie wręcz dyktatorską kontrolę nad instytucjonalnym i gospodarczym porządkiem państwa. Tak głęboki spadek poparcia należy zatem traktować jako totalną dezintegrację jego zdyscyplinowanego dotąd elektoratu, który zapewniał mu poparcie wystarczające do rządzenia. Konsekwencje tego krachu dopiero zaczną się ujawniać. To właśnie wokół tej formacji i tej osoby ukształtował się śródziemnomorski oligarchiczny model rządów, oparty na sieciach powiązań politycznych, biznesowych i instytucjonalnych, na granicy świata formalnej polityki i układów kryminalnych. Istotnym punktem odniesienia pozostaje tu Deljan Peewski i jego DPS-Nowy Początek, który w ostatnich latach wyrósł na jednego z głównych pretendentów do przejęcia części tego wpływu. Choć oba ośrodki były wobec siebie konkurencyjne, teraz najpewniej zaczną wspólnie kontrować projekt Radewa, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  27 kwietnia, 2026
Sycylię z Kalabrią połączy najdłuższy most świata

Sycylię z Kalabrią połączy najdłuższy most świata

Nowe pokolenie Włochów ma dość archaicznej przeprawy na najważniejszą ze swoich wysp Most, który połączy Półwysep Kalabryjski z Sycylią, ma być najdłuższym na świecie mostem wiszącym. Jego długość wyniesie ok. 3,7 km, rozpiętość między przęsłami – 3,3 km. Pomysły, by połączyć Kalabrię z Sycylią trwałą konstrukcją, pojawiały się już w… starożytności, w roku 252 p.n.e. Naukowcy nie mają wątpliwości, że już wtedy próbowano ustawić na wodach Cieśniny Mesyńskiej tuziny konstrukcji przypominających pontony. Do tematu mostu w tym strategicznym miejscu na poważnie powrócono w XIX w., jeszcze przed zjednoczeniem Włoch, gdy władcą Królestwa Obojga Sycylii był Ferdynand II z dynastii Burbonów. Panuje przekonanie, że zarówno południe Italii, jak i Sycylia zawsze były (i są) traktowane jako miejsce bez wielkiego znaczenia. Tymczasem przed zjednoczeniem to właśnie w Królestwie Obojga Sycylii rozwijano transport i budownictwo. Dopiero po zjednoczeniu Włoch nastąpił regres cywilizacyjny regionu. Jednak przeniesienie w 1871 r. stolicy Włoch do Rzymu, skąd bliżej było na południe, spowodowało, że odżył pomysł połączenia włoskiego buta z jego największą wyspą. Takie trwałe połączenie miało zmniejszyć widoczne do dziś różnice cywilizacyjne między bogatszą północą a biedniejszym południem. Na początku XX w. stałe połączenie niekoniecznie oznaczało budowanie mostu. Pojawiła się koncepcja, którą zrealizowano między Anglią a Francją – budowy podmorskiego tunelu. Zawirowania historyczno-przyrodnicze Plany budowy mostu zatrzymało także tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi z 1908 r., o sile 7,1 stopnia w skali Richtera. Doszczętnie zniszczyło ono Mesynę. Śmierć poniosło wówczas 80 tys. osób, większość właśnie w Mesynie. To wydarzenie spowodowało, że zarzucono również pomysł tunelu. Przeciwnicy owych projektów wskazywali liczne przeszkody z naturą w roli głównej. Poza ryzykiem wstrząsów tektonicznych wymieniali bliskość aktywnego wulkanu, Etny, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  27 kwietnia, 2026

Kultura

AKTUALNOŚCI

Więcej
Aktualne Notes dyplomatyczny

Porozmawiajmy o zarabianiu

Gdy w roku 1999 likwidowano biura radcy handlowego, przedstawiano to jako wielki sukces, jako pogrzebanie starej, PRL-owskiej struktury. Tłumaczono, że polska gospodarka wygląda teraz inaczej i tak naprawdę, po tym jak wielkie przedsiębiorstwa państwowe przestały działać, biura te nie mają zadań. Jeżeli więc jeszcze na początku 1999 r. funkcjonowały 103 biura radców handlowych, wydziały i przedstawicielstwa handlowe nadzorowane przez ministra gospodarki, to potem zaczęło się odcinanie. 78 placówek przekształcono w wydziały ekonomiczno-handlowe ambasad lub konsulatów RP. A 25 placówek, przeważnie jednoosobowych, zostało zlikwidowanych. Były to m.in. placówki w Phenianie, Kuwejcie, Bengazi, Islamabadzie i Dubaju. Część pracowników BRH, a byli oni na etatach resortu gospodarki, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Od czytelników

Listy od czytelników nr 18/2026

Jak przekonać ludzi do korzystania z systemu kaucyjnego? Przecież system kaucyjny nie jest nowością. Przez wiele lat odstawialiśmy w kącie butelki po wypitej wodzie, sokach i innych napojach, żeby odnieść je do sklepu. Nie dość, że szklane butelki były ciężkie, to jeszcze zdarzało się, że sklep nie chciał ich przyjąć, ponieważ nie mieliśmy paragonu za zakupione napoje. Teraz opakowania przynajmniej są lekkie. Wychodząc na zakupy w sobotę, widzę coraz więcej młodych ludzi podążających z wypełnionymi dużymi torbami w kierunku sklepu, w którym przyjmowane są butelki i puszki. Zapewne mama robi porządki, a młody człowiek otrzymał polecenie odniesienia tych opakowań do automatu. Przypuszczam, że w wielu przypadkach kaucja zwrotna wędruje do kieszeni córki czy syna. Dzięki temu system funkcjonuje coraz lepiej. Nie wiem, jak jest z odbiorem tych opakowań poza dużymi miastami. Czy są automaty? Czy odbiór prowadzą sklepy? Ja w każdym razie zauważyłam, że w moim osiedlu kontener z napisem „Plastik” zapełnia się dużo wolniej niż do tej pory. Dajmy sobie czas na przywyknięcie do nowości. Katarzyna Malec Siewcy polexitu Nie jest prawdą, że najgroźniejsze jest banalizowanie absurdów UE. Najgroźniejsze jest wytwarzanie absurdów przez UE. Unia, Bruksela, Komisja Europejska, ale i różne instytucje krajowe wytwarzają lawinę absurdów. To niszczy Unię. I zapewne zniszczy. UE przeszła do absurdów w trybie turbo, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Od pornografii do władz SDP

Jak pogodzić radiomaryjne kazania z biznesem pornograficznym? Przed takim wyzwaniem stoi Jolanta Hajdasz, prezes pisowskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od ponad pół roku szykuje odpowiedź na pytania OKO.press. Wredne są te pytania dotyczące Pawła Gąsiorskiego, od marca 2025 r. członka zarządu głównego SDP! A wcześniej rzutkiego króla serwisów pornograficznych. W szczycie miał ich ok. 400 i 210 domen, w tym porno.com.pl, jedną z największych. W czasie procesu ze wspólnikiem działacz SDP chwalił się, że bardzo dużo na tym zarobili. Za OKO.press przypominamy prezes Hajdasz te pytania: • Czy jako katolicka dziennikarka i szefowa konserwatywnego SDP pochwala taką działalność i przeszłość członka zarządu SDP? • Czy prowadzenie ok. 210 stron porno/erotycznych to cenne i właściwe doświadczenie zawodowe dla członka zarządu organizacji dziennikarskiej? Śmiało, pani Hajdasz. Prawda panią wyzwoli. Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Made in USA

Frak ambasadora musi mocno uwierać Toma Rose’a, bo co chwilę wyskakuje z jakimiś komentarzami dotyczącymi polskiej polityki. Tak było w ubiegłym tygodniu, gdy ze zgrozą pisał na platformie X o marszałku Sejmu Włodzimierzu Czarzastym: „Ten człowiek jest zagrożeniem! Celem jego zapalczywej retoryki obrażającej prezydenta USA Donalda Trumpa może być jedynie zaszkodzenie stosunkom amerykańsko-polskim i osłabienie własnego kraju”. A pisał dlatego, że Czarzasty w wywiadzie dla „Financial Timesa” powiedział, że Trump to lider chaosu. Ale już parę dni później Rose chwalił Czarzastego i pisał: „Brawo dla niego!”. To po tym, jak marszałek Sejmu złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez posła Konrada Berkowicza. Mamy więc ambasadora komentatora. I to zapatrzonego w swojego prezydenta. Jego poprzednik, Mark Brzezinski, również zaznaczał swoją obecność, ale robił to nieco inaczej. Znana jest sprawa z 15 listopada 2022 r., gdy w Przewodowie na Lubelszczyźnie spadła ukraińska rakieta obrony przeciwlotniczej, w wyniku czego śmierć poniosło dwóch Polaków. To był szok, polskie władze musiały reagować, ale początkowo nie wiedziały, czyja to rakieta, czy to uderzenie przypadkowe itd. I wtedy do gry wszedł Mark Brzezinski. Wysłał do polskiego ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua kilka SMS-ów o treści: Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

eobuwie.pl Schrödingera

Portal Eobuwie robi wiele, by podpaść Rzecznikowi Praw Konsumenta. Klient kupił trzy pary butów w promocji. Zapłacił i czekał. Paczka nie dotarła – została uszkodzona. Firma napisała mejl. W ramach przeprosin dają 10% zniżki na dwa produkty w koszyku. Rabaty się nie łączą. Wyprzedaż tymczasem się skończyła, czyli za to samo klient zapłaci więcej. Ale najpierw musi poczekać na zwrot pieniędzy. Dostanie je, dopiero gdy Eobuwie otrzyma tę rozwaloną paczkę od przewoźnika… Głupota, korpooderwanie od rzeczywistości, a może świadome oszukiwanie klienta? Przecież można było wysłać te same buty jeszcze raz. Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Promocja

Więcej
Promocja

Eleganckie paznokcie na lato – Jakie trendy w 2026?

Artykuł sponsorowany Lato to idealny moment, by odświeżyć stylizację paznokci i sięgnąć po najmodniejsze wzory, kolory i efekty, które zdominują świat beauty w tym sezonie. Dlaczego lato 2026 to wyjątkowy sezon dla manicure? Lato to czas eksperymentów z kolorem,

Promocja

Stalowe pokrycia trapezowe – zastosowania zalety i dostępne powłoki ochronne

Artykuł sponsorowany Blacha trapezowa to niezastąpiony materiał we współczesnym budownictwie, ceniony za swoją wszechstronność, trwałość i ekonomiczność. Jej prawidłowy dobór, z uwzględnieniem różnic między wariantami konstrukcyjnymi a osłonowymi oraz wpływu wysokości profilu, jest kluczowy dla powodzenia projektu.

Promocja

Muzyczny „tuning” produktywności. Jak odpowiednie stacje radiowe pomagają pracować szybciej i z większą lekkością?

Artykuł sponsorowany Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że muzyka stanowi najprostszy, a zarazem w pełni legalny doping dla ludzkiego mózgu podczas wysiłku intelektualnego. Odpowiednio dobrane dźwięki potrafią błyskawicznie zmienić chemię w naszym organizmie, przekształcając

Promocja

Czy robot koszący poradzi sobie na nierównej działce?

Artykuł sponsorowany Marzysz o idealnie przystrzyżonym trawniku, ale Twoja posesja przypomina tor przeszkód pełen pagórków i zagłębień? Wiele osób zastanawia się, czy nowoczesna technologia sprosta wyzwaniom, jakie stawia natura poza płaskimi dywanami zieleni. Współczesne

Promocja

Folia moletowana – jak przedłużyć świeżość produktów i uniknąć błędów przy pakowaniu próżniowym?

Artykuł sponsorowany Pakowanie próżniowe nie jest już domeną wyłącznie dużych zakładów produkcyjnych. Obecnie metoda ta jest wykorzystywana powszechnie w restauracjach, stosują ją również lokalni producenci żywności czy domowi pasjonaci gotowania. Elementem często niedocenianym w procesie pakowania,