Jesteśmy kulą u nogi

– mówi Helena Miziniak, prezydent Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych

– Czy można mówić o zjednoczonej Polonii?
– W sytuacjach takich jak ostatnia powódź Polacy za granicą potrafią się zorganizować. Zabrakło jednak odgórnej koordynacji. To spowodowało, że ogromne pieniądze przeznaczone na pomoc rozlały się jak ta woda po kraju. Dlatego tak bardzo potrzebujemy oprzeć się na silnej organizacji.
Staramy się już teraz pomagać, jak tylko potrafimy. Szkoda tylko, że jak jedziemy na Wschód i spotykamy się z Polakami na Litwie czy Białorusi, to oni nam mówią, że te wszystkie rządowe traktaty kończą się poklepaniem po plecach i dobrym obiadem.
– Jakie są dziś największe problemy Polonii w Europie?
– Staramy się stosować strategię pokazywania dobrych stron Polonii, a nie atakowania Żydów, jak dzieje się to, niestety, w USA. W tej chwili przygotowujemy specjalną książkę, w której opublikujemy informacje o udziale Polaków i przelanej przez nich krwi podczas ratowania Żydów przed Niemcami. Chcemy pokazać, że holokaust nie jest polskim holokaustem. Pokazujemy nasze dobre strony. Reagujemy błyskawicznie i staramy się prostować pomówienia dotyczące Polaków i ich roli w czasie II wojny światowej. Nie zawsze atak w odwecie daje dobry rezultat. Myślę, że dialog jest najlepszym sposobem załatwiania napiętych sytuacji.
Naszym marzeniem jest biuro w Brukseli przy UE. Jego zadaniem byłaby promocja spraw polskich i polonijnych.
– Jednak, by takie biuro w Brukseli powstało, potrzebna jest współpraca z rządem.
– Przede wszystkim potrzebne są nam fundusze. Mam nadzieję, że wystarczająco przemawiający dla przyszłych ofiarodawców będzie fakt, że to biuro w ciągu trzech lat mogłoby zarobić na siebie. Mamy też nadzieję, że uzyskamy dostęp do funduszy unijnych – jednak do tego absolutnie niezbędne jest zaangażowanie rządu.
– Czy liczy pani na to zaangażowanie? Ostatnio go raczej nie było.
– To przykre, że widzi się nas tylko wtedy, gdy jesteśmy potrzebni. Nam kraj jest zawsze potrzebny. Ostatnio czujemy się, jak byśmy byli kulą u nogi Polsce, a przecież nie żebrzemy o jakąś pomoc od polskich władz.
– Co jest największym sukcesem tego Zjazdu?
– Fakt, że się w ogóle odbył, bo przecież od samego początku były próby rozbicia go. To właśnie odczuliśmy, gdy tylko przyjechaliśmy do Polski. Komuś zależało, żeby Zjazd nie doszedł do skutku. To było specjalnie zaplanowane, żeby odciągnąć uwagę od spraw naprawdę ważnych dla nas i dla Polaków w Polsce. Bo czy pan Moskal po raz pierwszy tak się wypowiadał? Każdy z dziennikarzy pytał się mnie o opinię na temat jego wypowiedzi, a ja nie po to tutaj przyjechałam, żeby o nim dyskutować.
– Zatem która z uchwał jest dla pani najważniejsza?
– Moje największe oczekiwania wiążą się z uśpioną do tej pory Radą Polonii Świata. Gdy wreszcie zacznie ona działać, nasze sprawy łatwiej będzie można załatwiać. Będziemy silni, gdy stworzymy mocne lobby.

Wydanie: 19/2001

Kategorie: Wydarzenia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy