Big Playback Show!

Promotion! To słowo na Targach Muzycznych MIDEM 2001 padało najczęściej!

KORESPONDENCJA Z CANNES

Przed Pałacem Festiwalowym w Cannes na gwiazdy francuskiego i międzynarodowego show-biznesu czekają metalowe płotki i specjalnie przeszkolone ekipy ochroniarzy. Dopiero nieco dalej, już na schodach do Le Grand Auditorium, są czerwone dywany i ekipy telewizyjne. Telewizyjną Galę NRJ Music Awards zapowiedziano na godzinę 19.30, ale o tej porze organizatorzy wcale nie zamierzają wpuszczać publiczności. Gwiazdy muszą mieć odpowiednie entrée, zamknięte drzwi i metalowe barierki stają się więc znakomitym narzędziem, służącym do stworzenia sztucznego tłumu. W sali Wielkiego Audytorium mieści się ponad 3500 osób, pod warunkiem że wejdą do środka. Na razie jednak muszą – nolens volens – entuzjastycznie witać swoich ulubieńców nominowanych do prestiżowych, dorocznych nagród. Artyści podjeżdżają wynajętymi limuzynami i

z dystyngowaną ekstrawagancją

kroczą po szkarłatnych dywanach, publiczność ich gorąco oklaskuje, telewizja to rejestruje, by za około półtorej godziny pokazać wszystko “na żywo”. Pierwsi widzowie są wpuszczeni na salę około godz. 20.15, a o 20.30 sympatyczny, młody człowiek – reżyser widowiska – zaczyna instruować publiczność, jak należy zachowywać się podczas transmisji. Rozpoczynają się próby oklasków zdawkowych, kurtuazyjnych, umiarkowanych, grzecznościowych, gorących, entuzjastycznych… Ćwiczona jest nawet owacja na stojąco!
Punktualnie o 21.00 wielka scena rozbłyskuje tysiącami reflektorów, sterowanych komputerowo skanerów i laserów. W scenografii dominuje kilkanaście okrągłych telebimów, zgodnie z najnowszymi trendami i tendencjami – nikiel, chrom, złoto, fantastyczne kreacje… Jako pierwszy śpiewa legendarny Tom Jones! Fantastycznie – z półplaybacku! No tak, muzyka brzmi znakomicie, bo mikrofony bezprzewodowe, mikroporty, głośniki i cały back line to także aparatura najnowszej generacji. Ale na wielkiej scenie zabrakło miejsca dla orkiestry!
Tom Jones i tak jednak okazał się jednym z najambitniejszych artystów. Mimo że używał podkładu z profesjonalnej taśmy, jak w “Szansie na sukces”, to jednak wydobywał wciąż dobrze brzmiący głos z własnej krtani. Inni występowali z pełnym playbackiem. I nie zawsze nawet potrafili zsynchronizować żywą wizję z wcześniej nagraną i obrobioną w studiu fonią. Ricky

Martin przynajmniej zatańczył

“na żywo”, inne gwiazdy – Anastacia, Vanessa Paradis – jedynie dobrze wyglądały. Madonna (i kilka innych osób) nie pojawiła się w Cannes wbrew wcześniejszym reklamowym zapowiedziom.
Jestem przekonana, że w telewizji widowisko było sukcesem. Było dynamicznie, barwnie, połyskliwie. Scenografia zmieniała się niemal w każdej kolejnej sekwencji. Publiczność w Pałacu Festiwalowym oglądała jednak nie koncert, ale zaplecze telewizyjnego studia. Ekipy techniczne ubrane w gustowne, białe kombinezony bez jakiegokolwiek kamuflażu ręcznie przestawiały komputerowo sterowaną dekorację. Za to podczas telewizyjnych przerw na reklamę, na scenie… nie działo się nic! Po co wydawać dodatkowe pieniądze na dodatkowych, nie pokazywanych na ekranach artystów – skoro miliony widzów przed odbiornikami oglądają barwny świat reklamówek te 3500 widzów w Le Grand Auditorium można sobie darować… Pardon, ok. godz. 22 zostało już około 2500 osób, bo część zdegustowana jakością playbackowego spektaklu wyszła, wbrew dyrygującemu widownią, wspomnianemu już, młodemu, sympatycznemu reżyserowi.
Tak zaczęły się 20 stycznia słynne Targi Muzyczne MIDEM. Być może rzeczywiście liczy się przede wszystkim telewizyjna oglądalność i milionowe nakłady płyt. W końcu MIDEM to nie artystyczny festiwal sensu stricto, gdzie dyskutowane i dyskontowane są artystyczne dokonania, ale wielki jarmark cudów, miejsce dobijania targów i podpisywania kontraktów. Foyer Palais des Festivals wypełniło się kilkuset stoiskami z płytami kompaktowymi, programami komputerowymi, DVD i milionami ulotek, folderów, plakatów i najwymyślniejszych gadżetów. Stoiska zostały przygotowane zarówno przez wielkie koncerny, jak i małe, niezależne wytwórnie. Promowały swój przemysł fonograficzny także poszczególne kraje – Holandia, RFN, Wielka Brytania, Korea, Hiszpania, kanadyjski Quebec, Belgia, Szwajcaria. Obecne były i pop, i elektronika, i chansons, i hip hop, ale najmodniejszym trendem wciąż pozostaje folk i muzyka etniczna. Brzmienia afro-arabskie i karaibsko-brazylijskie zostały uzupełnione jednak bardzo aktywnie przez Daleki Wschód…
Promotion! To słowo, które na MIDEM padało najczęściej!
Wieczorne, oficjalne koncerty ułożono w trzech cyklach: muzyka poważna – m.in. Cannes Classical Awards; jazz – gwiazdy to Hancock i McLaughin; i szeroko rozumiana rozrywka – Noc Brazylijska, Afro-Plastique, Cuban Explosion… Grano i śpiewano jednak także na licznych seminariach, poświęconych funkcjonowaniu kultury masowej i na konferencjach prasowych poszczególnych artystów i wydawnictw oraz na otwartych i prywatnych bankietach w festiwalowych klubach, a wyjątkowym już powodzeniem cieszyły się tak zwane Opening Night Party w pałacowych kuluarach.
MIDEM to przede wszystkim targi europejskie. Kraje azjatyckie wciąż pozostają egzotyczną ciekawostką mimo ofensywy, zwłaszcza w dziedzinie muzyki poważnej i wyrafinowanej elektroniki. Moskwa najmocniej promowała swoją wielką halę koncertową z najnowocześniejszym wyposażeniem, w której już występowały największe gwiazdy show-biznesu, a projektowane inicjatywy są naprawdę imponujące. Folk wschodnio- i środkowoeuropejski obecny jest jedynie w małych, specjalistycznych wytwórniach.

Afryka została “wykupiona”

przez międzynarodowe koncerny, a Amerykanie wykazują dość ograniczone zainteresowanie pertraktacjami z nie lubiącymi amerykanizacji Francuzami – oni i tak są na topie wszystkich list przebojów.
A Polska?
Krystian Zimerman otrzymał Cannes Classical Awards 2001 w kategorii “najlepsze nagranie – solista z orkiestrą” za wykonanie koncertów fortepianowych Fryderyka Chopina. Duże zainteresowanie wzbudził także koncert “Polish music – Tribute to Henryk Mikołaj Górecki and Henryk Wieniawski”. Bartłomiej Nizioł wykonał z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Poznańskiej pod kierunkiem Andrzeja Straszyńskiego II Koncert Skrzypcowy Wieniawskiego, a Chór i Zespół Instrumentalny Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Henryka Wojnarowskiego – “Salve, sidus Polonorum”, czyli kantatę ku czci świętego Wojciecha, kompozycję milenijną Góreckiego. Niestety, sam kompozytor, który miał być honorowym gościem festiwalu, nie mógł przybyć na koncert. Szkoda, bo promocja Konkursu im. Henryka Wieniawskiego byłaby pełniejsza.
Ponad 50 koncertów – nie zawsze na najwyższym poziomie artystycznym – we wszystkich nieomal współczesnych nurtach, gatunkach i stylach, to dawka nie do wytrzymania dla najwytrwalszych nawet wielbicieli muzyki. Katalog płyt planowanych do wydania w roku 2001 ma formę opasłego tomu książki telefonicznej – tysiące stron, drobny druk i minimum informacji o każdym tytule. Tu już właściwie nie można dokonać indywidualnego wyboru. Podstawowy problem funkcjonowania kultury masowej to problem zaufania do ludzi, którzy poprzez media dokonują tego wyboru za widza – wyboru lub losowania, bo jak mówi jedna z teorii socjologicznych, przy zbyt wielkiej ilości propozycji wybór staje się niemożliwy. Kiedy słuchamy 5-10 piosenek, możemy powiedzieć, która nam się najbardziej podoba. Kiedy przedstawi nam się do wyboru 500 lub 1000, a więc jedynie mały odsetek z bieżącej produkcji światowej, nie mamy żadnej szansy oceny. Musimy dokonać wyboru losowego. Co przegapiliśmy? Tego być może nigdy się nie dowiemy!
Na tegorocznych targach MIDEM miałam jednak szczęście. Nie przegapiłam koncertu zorganizowanego przez Związek Autorów i Kompozytorów Hiszpańskich, który jest odpowiednikiem nieobecnego w Cannes polskiego ZAiKS-u. Joaquin Cortes, genialny tancerz, interpretujący zarówno klasykę, jak i oryginalne flamenco, porwał międzynarodową publiczność perfekcyjną techniką, oryginalną choreografią, ekspresją wyrazu i zniewalającym wdziękiem. To wybitna osobowość artystyczna, której nie jest potrzebny dyrygujący publicznością organizator widowni. Teatr tańca zaproponowany przez Cortesa to mistrzowskie rzemiosło i natchniony artyzm. Owacja na stojąco trwała kilkanaście minut…
Ale to wcale jeszcze nie gwarantuje odpowiedniej oglądalności telewizyjnej! Big Playback Show jest pewniejszą metodą.

Wydanie: 6/2001

Kategorie: Wydarzenia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy