Balonowe szaleństwo Fossetta

Wytrwały milioner już szósty raz próbuje samotnie okrążyć kulę ziemską

Steve Fossett nie lęka się ryzyka. Pragnie przejść do historii jako pierwszy człowiek, który samotnie okrążył balonem Ziemię. Mimo niepowodzeń podejmuje kolejne próby. Obecnie już szósty raz.
Niektórzy twierdzą, że Fossett to śmiałek zasługujący na najwyższe pochwały, będący niemalże symbolem triumfu człowieka nad naturą. Nie brak jednak publicystów uważających balonowego podróżnika za żądnego sławy szaleńca, narażającego życie innych.

Bumerang na szczęście
57-letni ekscentryczny, amerykański milioner wystartował 4 sierpnia w szóstą już wyprawę z zachodniej Australii. Zabrał ze sobą bumerang: „To na szczęście – abym wrócił w to samo miejsce, z którego rozpocząłem podróż, oczywiście z innego kierunku”. Pruje przestworza w żółtej hermetycznej kapsule balonu Solo Spirit. Ogromna, 50-metrowa, srebrzysta powłoka balonu, podzielona jest na dwie komory. Jedną z nich wypełnia hel, drugą – powietrze. To ostatnie można podgrzać za pomocą zainstalowanych na kapsule propanowych palników. Sama kapsuła jest niewielka – ma wymiary zaledwie dwa i pół metra na metr. W razie przymusowego wodowania automatycznie zmienia się w tratwę ratowniczą. Fossett odżywia się wojskowymi racjami, podgrzewanymi chemicznie. Za to ma na pokładzie wszystkie nowoczesne systemy łączności – radio, telefon, faks, e-mail. Trasę balonu dokładnie śledzi za pomocą satelitów specjalna ekipa naziemna.
Początkowo rejs odbywał się w znakomitych warunkach. Solo Spirit z prędkością ponad 90 km/godz. przemknął nad Pacyfikiem. Fossett pobił rekord długości samotnego lotu statkiem lżejszym od powietrza, wynoszący 10 dni i trzy godziny. 16 sierpnia aerostat znalazł się nad Andami. Ale potem wiatr ucichł i lecący na wysokości 9 km balon zwolnił do 30 km/godz. W kapsule zaczęło brakować tlenu, łowca przygód musiał zejść na niższy pułap, gdzie szaleją burze. Wątpliwe, aby Fossettowi także za szóstym razem udało się okrążyć kulę ziemską. W każdym razie „ma opóźnienie”. Wyprawa, początkowo planowana na 15 dni, może potrwać nawet tydzień dłużej.

Z giełdy na Alaskę
Steve Fossett dorobił się majątku na giełdzie w Chicago. Mając 40 lat, postanowił rzucić dochodowy, lecz nudny zawód maklera i wziąć się za bicie wszelkiego rodzaju rekordów. „Celem mojego życia stało się wpisywanie do kroniki niezwykłych osiągnięć”, wyznaje. Jako makler w ogóle nie umiał pływać, po intensywnych ćwiczeniach przepłynął jednak kanał La Manche. Wspinał się na najwyższe góry świata, wziął udział w szalonym wyścigu psich zaprzęgów na Alasce i w 24-godzinnym wyścigu samochodowym w Le Mans. Najbardziej jednak łowcę przygód urzekły wyprawy statkiem lżejszym od powietrza. „Postanowiłem, że będę pierwszym, który w gondoli balonu okrąży Ziemię. Początkowo myślałem, że wszystko zależy od dobrego wyposażenia – wystarczy wzbić się w powietrze i sprawa załatwiona”. Innymi słowy, milioner był pewien, że należy jedynie zainwestować odpowiednio dużo pieniędzy w sprzęt, aby wpisać się do księgi rekordów awiacji.
Rzeczywistość okazała się okrutna. Jak złośliwie zauważył amerykański dziennik „Virginian Pilot”, w 1998 roku uratowanie Fossetta wymagało aż trzech wielkich operacji. W styczniu zawiódł system ogrzewania powietrza w balonie i statek runął do Morza Czarnego. Niefortunnego łowcę przygód wyłowili Rosjanie. W sierpniu w balon Fossetta uderzył piorun i płonący aerostat zwalił się do Pacyfiku z wysokości dziewięciu tysięcy metrów. Przerażony milioner zdążył jeszcze nadać sygnał: „Teraz muszę umrzeć”. Jego tratwę odnaleziono jednak podczas wielkiej operacji ratowniczej z udziałem flot Australii, Nowej Zelandii i Francji. Wreszcie w grudniu Fossett ponownie spadł do morza, tym razem w okolicy Hawajów. Akcja ratownicza amerykańskiej straży przybrzeżnej udała się, kosztowała jednak 130 tys. dol. „Virginian Pilot” napisał złośliwie, że wyprawy Fossetta nie mają żadnej wartości naukowej, prawie zawsze kończą się awarią, a poprzez swój upór milioner naraża tylko życie młodych marynarzy i żołnierzy, którzy wciąż muszą go ratować. Oczywiście, łowca przygód nie płaci za akcje ratownicze z własnej kieszeni – czynią to podatnicy.

Oblecę albo zginę
Były makler nie przejmuje się głosami krytyki. Natomiast bardzo się przejął, gdy w 1999 roku szwajcarski psychiatra, Bertrand Piccard, i angielski konstruktor balonów, Brian Jones, jako pierwsi okrążyli balonem ziemski glob. Fossett utracił szanse na swój wymarzony rekord. Pozostało mu tylko jedno – może jako pierwszy odbyć taką podróż samotnie. Przysiągł sobie, że albo zginie, albo tego dokona.
W czerwcu br. Fossett rzeczywiście o mało nie przeniósł się na tamten świat, gdy podczas piątej próby Solo Spirit rozerwany przez silny poryw wiatru zwalił się na ziemię. Łowca przygód przeżył, uszkodzony balon naprawiono i można było rozpocząć szóstą wyprawę. Możemy być pewni, że jeśli podróż znów zakończy się fiaskiem, a Steve Fossett przeżyje, wystartuje balonem w podróż dookoła świata po raz siódmy. Jeżeli oczywiście wystarczy mu pieniędzy. Taka wyprawa kosztuje ponad milion dolarów.

Wydanie: 34/2001

Kategorie: Wydarzenia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy