Stypa w Unii Wolności

Gdy przemawiał profesor Geremek, już mówiono o jego następcy

Były łzy, padanie sobie w ramiona. Nieliczni serdecznie poklepywali prof. Geremka, który po ogłoszeniu pierwszych wyników powiedział smętnie, że nie ma powodów do satysfakcji. Z jednej strony, odwoływał się do historii Unii, z drugiej – starał się kokietować młodzież. – Przyrzekam najmłodszym, że nie zmienimy swojego programu – powiedział, a młodzi średnio go słuchali i w kuluarowych rozmowach już zapewniali, że najlepszym przewodniczącym będzie kierowca (chichoty), czyli Władysław Frasyniuk. – Sądzę, że zdecydujemy o nadzwyczajnym zjeździe partii – mówi Jan Król, wicemarszałek Sejmu, który przyznaje, że po 12 latach pracy w Sejmie nie wie, co będzie robił. – Jestem zwolennikiem porozumienia z Platformą Obywatelską – dodał.
Jednak w tej sprawie należał do mniejszości. – Zdrajcy, odszczepieńcy – to najłagodniejsze określenia Platformy, którą obwiniano za klęskę Unii. Kolejni winni, a raczej złe decyzje – niewystawienie kandydata w wyborach prezydenckich, niezrozumiałe dla społeczeństwa wyjście z koalicji, marna kampania (to zarzuty młodzieży), zadufanie, oderwanie się od ludzkich problemów i odwoływanie się do klasy średniej, a ludzie nie lubią słowa średnia, no i beznadziejne objeżdżanie kraju autobusem, gdy inni pokazywali się w telewizji. Tylko najbardziej zbuntowana młodzież za słaby wynik wyborczy obwinia niewdzięczne społeczeństwo.
Warszawscy działacze Unii Wolności i ich przyjaciele (m.in. Andrzej Wajda i Agnieszka Holland) spotkali się w Zamku Ostrogskich pod posępnym spojrzeniem Fryderyka Chopina. – Zastanawiałem się, czy przyjść na tę stypę – to często powtarzana opinia. W końcu wnętrza zapełniły się, choć dużą część gości stanowili dziennikarze. – Przynajmniej spędźmy miły wieczór – powiedział prof. Geremek i goście z ulgą oderwali się od telewizyjnych ekranów, z których błyszczała twarz Leppera.
Jednak w ciemnościach ogrodu, wśród bladych świec trudno było pozbyć się od myśli o stypie. W jej menu znalazł się kurczak faszerowany pasztetami z gęsi i kolorowa rolada z indyka i papryki. Dyskusja stawała się mniej wyrafinowana od jadłospisu. Pocieszano się, że Samoobrona i Liga Polskich Rodzin nie mają programu, więc społeczeństwo szybko wróci do Unii, że lepsza jest porażka od wczołgania się do Sejmu, bo to mobilizuje, że Europa zmartwi się ich klęską, no i że cztery lata to nie wyrok. Unia musi wrócić do Sejmu. Na ten pierwszy wieczór zszokowanych sierot bez parlamentu to musiało wystarczyć. I kieliszek czerwonego wina też.

Wydanie: 39/2001

Kategorie: Wydarzenia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy