Wojna diet

Na ring wyszli wielbiciele zasmażki, zwolennicy diety życia albo kapusty. Kto wygra?

Amerykańscy specjaliści ogłosili walkę diet. Postanowili wreszcie ustalić, która dieta najbezpieczniej i najskuteczniej odchudza. Ochotnicy będą przestrzegać albo diety białkowej, albo wegetariańskiej. Otyłość jest w Ameryce problemem zdrowotnym
nr 1. Ponad połowa społeczeństwa ma nadwagę, a jedna czwarta jest chorobliwie otyła. W ciągu 20 lat dzienna dawka kalorii wzrosła o 148, co oznacza siedem dodatkowych kilogramów w ciągu roku. Restauracje nadążają za tą łapczywością – talerze 10-calowe zastąpiono 12-calowymi, a ciastko – muffinka nie waży już 5 dkg, ale 20 dkg. Pesymiści twierdzą, że już niedługo wszyscy Amerykanie będą otyli.
U nas tylko czterech na dziesięciu obywateli waży tyle, ile powinno. Reszta ma nadwagę, a z badań Instytutu Żywności i Żywienia wynika, że co drugi pacjent ma ponownie kłopoty z nadwagą, zaś po pięciu latach tylko pięć procent nie tyje. I dlatego polscy lekarze także ogłosili niedawno rodzimą walkę diet. Powołano Instytut Diety Śródziemnomorskiej. Może autorytet instytutu przekrzyczy inne diety?
– Każda inicjatywa jest dobra, aby rozpropagować to, co najlepsze – przekonuje kardiolog, Artur Mamcarz, sekretarz instytutu. I rzeczywiście, na początku tego roku autorytety, które zebrały się w Londynie, potwierdziły, że dla zdrowia i figury najlepsza jest dieta śródziemnomorska.

Wielki Cyrk
rad żywieniowych

Nie ma miesiąca, by prasy nie obiegła jakaś dietetyczna sensacja. Na Zachodzie, chcąc pokazać chwiejność dietetyków, ogłoszono przed dwoma laty Wielki Cyrk rad żywieniowych. Najwięcej rozbieżności dotyczy soli. W Polsce zaleca się około półtora grama dziennie, w Niemczech 10 g. Dyskusje trwają również w sprawie jajek. Włosi zgadzają się na dwa, trzy tygodniowo, Amerykanie – nawet na 14. W Hiszpanii i Francji zaleca się picie aż 60 g alkoholu dziennie, w Szwecji – tylko 6 g. Największa zgoda panuje w sprawie tłuszczów. Po prostu należy ich unikać. Zdumiewający jest odwrót od mięsa. Już 12 proc. Brytyjczyków przyznaje się do wegetarianizmu, staje się on popularny również w Polsce. Coraz więcej ośrodków wczasowych zaznacza w ofercie, że dla wegetarian jest specjalne menu.
Odchudzanie i zdrowe odżywianie stało się jednym z najlepszych biznesów. Słynna wojna masła z margaryną to walka o pieniądze. – Średnie pokolenie wyrastało w biedzie żywieniowej – przypomina dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia. – Mieliśmy niewiele publikacji o odżywianiu. I teraz odrabiamy straty, poza tym Polacy łatwo ulegają modom.
– W czasach zgrzebnego socjalizmu pojawiło się hasło diety cud – wspomina językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk. – I to marzenie o cudownej diecie, o nadprzyrodzonym działaniu, o czymś, co stanie się poza nami, pozostało do dziś.
Pierwszym hitem demokracji była dieta życia, wzorowana na amerykańskiej diecie Diamondów, którą do Polski przeszczepiła Maja Błaszczyszyn. Jej kolorowe książki kucharskie osiągnęły niebywały nakład.
Ale przyjrzyjmy się, jak dzisiaj prezentuje się pole dietetycznej walki. Jak wygląda w Polsce roku 2000?

Wygrani i przegrani

Do przegranych należy dieta makrobiotyczna. Jej zwolennicy zrzeszeni w Polskiej Fundacji Makrobiotycznej (poważna nazwa organizacji to dobra reklama) zbierają siły do kolejnego ataku. – Nie znaleźliśmy dobrej metody docierania do ludzi – przyznaje Grzegorz Kuraszkiewicz, dyrektor Fundacji powołanej w 1994 r. – Próbowaliśmy organizować spotkania, ale przychodziło mniej osób, niż się spodziewaliśmy. Za to byli to ludzie szukający filozofii życia. Oczywiście, przeszkodą w propagowaniu naszej diety mogą wydawać się koszty. Jednak, kiedy patrzę na wyładowane wózki w supermarketach, nasza dieta nie wydaje mi się specjalnie droga. Choć rzeczywiście, niektóre produkty, takie jak sosy sojowe czy oleje tłoczone na zimno, trzeba sprowadzać z zagranicy.
Przycichł również Herbalife, który w połowie lat 90. ostro atakował Polaków. Najprawdopodobniej zniechęciła nas wysoka cena i reklama, że produkt pomaga niemal na wszystko.
Fantastyczne zwycięstwo odnosi dr Jan Kwaśniewski z Ciechocinka. Szlachetna sylwetka i mentorski ton od razu budzą szacunek. – Nikogo nie staram się przekonać – tłumaczy dr Kwaśniewski. – Albo ktoś przeczyta moją książkę, albo nie.
Nakład swoich publikacji dr Kwaśniewski ocenia na co najmniej 450 tys. I one, jego zdaniem, pączkują w narodzie. Dietetyk z Ciechocinka zrezygnował już ze spotkań, które przekształcały się w wiece, a często, ze względu na frekwencję, były organizowane w halach sportowych. Poza tym mnożą się jego kluby i wspierają go autorytety międzynarodowe.
Dr Kwaśniewski znalazł fanów wśród tradycyjnych Polaków, którym powiedział, że tłuste jest zdrowe i odchudzające. Żółtka jaj, szpik kostny, tłuszcze przedłużają życie – zapewnia dr Kwaśniewski, a średnie i starsze pokolenie z ulgą sięga po zasmażki. Dr Kwaśniewski twierdzi, a ludzie wierzą, że skórki wieprzowe to energia w pigułce. Cudowna dla zdrowia jest kaszanka i salceson. Zakazane są warzywa, bo zatrute środkami ochrony roślin. – A poza tym, czy człowiek jest marchewką? – pyta dr Kwaśniewski.
– Pozwolił Polakom jeść to, co lubią, stąd jego sukces – ocenia dr Agnieszka Jarosz.
W walce diet świetnie trzymają się skrajności. Na jednym biegunie skwarki, na drugim picie koktajli z proszku. Aby wygrać, dieta Cambridge postarała się o akceptację Instytutu Żywności i Żywienia. Po drugie, dociera do odbiorców przez dystrybutorów. Prasa jest pełna ogłoszeń. Wystarczy zadzwonić, a pudełko z koktajlami zostanie dostarczone do domu. Wygodne. – Nasi dystrybutorzy to przeważnie dietetycy, kosmetyczki, pracownicy służby zdrowia. Oczywiście, po dodatkowym przeszkoleniu. – Z każdym ewentualnym klientem rozmawia się indywidualnie. Musi podpisać tzw. kartę zdrowia. Jeśli są przeciwwskazania, konieczna jest konsultacja z lekarzem – wyjaśnia konsultant naukowy Centrum Diety Cambridge, Zofia Trojanowska.
Przedstawiciele diety Cambridge starają się dotrzeć do lekarzy, prezentują swoje wyroby na zjazdach dotyczących otyłości i chorób z nią związanych. – Mówimy ludziom, że jeśli ci dieta Cambridge nie pomoże, to nic ci nie pomoże – tłumaczy Zofia Trojanowska. Poza tym w nowe tysiąclecie dystrybutorzy wkraczają z nowymi smakami. Więcej będzie zup, bo tego oczekują Polacy.
Swój sukces zręcznie podtrzymuje Maja Błaszczyszyn. Jej dieta życia poza rewelacyjnie prostą nazwą wnosiła dla wielu magiczny zakaz. Nie wolno łączyć białka z węglowodanami. – Oczywiście, bez histerycznej przesady – podkreśla Maja Błaszczyszyn. – Odstępstwo zawsze jest możliwe.
Ludzie potrzebują ciągle czegoś nowego. Już nie wystarczą kolorowe przepisy, każdy inny na każdą porę roku. I dlatego dziś Maja Błaszczyszyn proponuje “Pełnię życia”, dietę z łagodną gimnastyką i ćwiczeniami mentalnymi.
– Jednak w Polsce obserwuję ciekawą tendencję, tęsknotę za normalnością. Zauważyłam, że nasze klientki krzywią się na diety, zakazy i liczenie kalorii – potwierdza Danuta Bałka z podwarszawskiej Farmy Zdrowia i Urody. – I dlatego podajemy domowe jedzenie. Białe mięso, dwa ziemniaki, dużo surówek, ale obiad musi być klasyczny, z trzech dań.
Mieczysław Hulewicz z “Edenu” w Mielnie też stara się nie używać słowa “dieta”. Potwierdza, że to odstrasza klientki. Jego recepta na sukces to brak gwałtownych zmian w jadłospisie, choć skłania się ku wegetarianizmowi. – Jest mi łatwiej niż przed laty – twierdzi. – Wykształcono dietetyczki, które komponują znakomite posiłki.
Mocne uderzenie wykonał wspomniany Instytut Diety Śródziemnomorskiej, który zebrał autorytety medycyny i zapowiada cykliczne spotkania z dziennikarzami. Choć dieta śródziemnomorska jest propagowana w Polsce od dawna, to jednak ciągle tylko co drugi Polak jada owoce i warzywa, a 5 proc. sięga po nie pięć razy dziennie, jak zalecają normy Światowej Organizacji Zdrowia. – Jeśli tak jest, to znaczy, że byliśmy do tej pory zbyt mało skuteczni – ocenia kardiolog, dr Artur Mamcarz. – A przecież wystarczy spojrzeć, gdzie ludzie żyją najdłużej i ich naśladować.
Instytut będzie też docierał do lekarzy. To właśnie lekarz powinien być najlepszym doradcą pacjenta. Gdy on nic nie mówi o diecie, pacjent chwyta się najróżniejszych propozycji. – Nasza edukacja będzie permanentna – zapewniają pracownicy instytutu. – Chcemy również wpłynąć na producentów żywności – dodaje dr Mamcarz. – Będą wyróżnienia, znaczki dla tych, którzy zechcą produkować zdrowo. Oczywiście, następnym krokiem będzie kontrola, czy nagrodzeni spełniają nasze wymogi.
Na obrzeżach ringu, na którym walczą najpotężniejsi, jest sporo miejsca. Znalazło się tam poznańskie Centrum Zdrowia i Żywienia, które propaguje to, co chińskie. Szefowa, Anna Ciecierska, podzieliła jedzenie na kwaśne, surowe i zimne. Przyjmuje na prywatnych konsultacjach, prowadzi wysyłkową sprzedaż przypraw i książek.
Mocno trzyma się też dieta kapuściana, bo ma ulubiony element Polaków – możesz jej jeść do woli, a poza tym reklamę zrobił jej “Klan”.
Ciekawostką ostatnich miesięcy może być przystąpienie do walki kaliskich Winiar. Każdy, kto zakupi zestaw ich produktów, otrzymuje list: “Gratulujemy trafnego wyboru. Przez najbliższe 15 dni będzie pani miała okazję zrzucić zbędne kilogramy dzięki produktom Winiar. (…) Trzymamy kciuki”.
Pacjenci Instytutu Żywności i Żywienia spotkają się z dietą 1000 kalorii, propagowaną przez telewizyjny magazyn “Kwadrans na kawę” Barbary Markowskiej. – Hasłem jest właśnie ten 1000 kalorii – tłumaczy dr Magdalena Białkowska z instytutu. – Nie wolno ich przekroczyć, ale sama dieta jest układana indywidualnie, zgodnie z potrzebami pacjenta, jego aktywnością fizyczną i schorzeniami. Niektórym nie radzącym sobie z taką dietą proponujemy 1200 kcal, ale z silnym ograniczeniem tłuszczu.

Osobiste świadectwo zdrowia

Jedno z najlepszych osobistych świadectw daje Grzegorz Kuraszkiewicz z Polskiej Fundacji Makrobiotycznej. – Przed laty nie miałem żadnej filozofii życiowej, ot, byłem typowym, zapracowanym biznesmenem. Eksploatowałem swoje ciało i umysł, czułem się coraz gorzej – wspomina. – Jednak moje pierwsze zetknięcie z makrobiotyką było falstartem. Zaproszono mnie na przyjęcie, na którym podano dynię w całości, marchew nie oczyszczoną z ziemi. Teraz wiem, że energię czerpiemy z warzywa, jeśli jemy je w całości. Ale wtedy uznałem to za przesadę. Po kursie makrobiotycznym stosuję tę dietę i czuję się świetnie. Ciężko pracuję w szwajcarskiej firmie, dużo podróżuję, a jednak nie jestem znużony.
Również Maja Błaszczyszyn stara się być dobrą wizytówką swojej diety. Przyznaje jednak, że ostatnio za często kusiły ją odstępstwa. – Od razu poczułam się gorzej – wzdycha. – No i te dodatkowe kilogramy. Każdemu niedowiarkowi proponuję, żeby przez 10 dni próbował diety życia, potem wrócił do poprzednich produktów. Zobaczy różnicę, oczywiście, na niekorzyść.
Dr Jan Kwaśniewski nie modyfikuje swoich zaleceń. – Dobra dieta może być tylko jedna – odpowiada sucho. Prezentuje figurę kojarzącą się raczej z wegetarianizmem niż obowiązkowym schabowym.
Kolorowa ulotka. Brzegiem morza biegnie Mieczysław Hulewicz. Kondycja, sylwetka – i on pamięta, że musi być wizytówką proponowanych w “Edenie” potraw. – Co druga kobieta przyjeżdżająca do mnie zmienia swój styl życia – zapewnia.

Oswojone, kolorowe, własne

Każdy, kto chce wygrać swoją dietą, musi podkreślać jej indywidualizm. Poza tym powinien zaproponować własną, głęboką w nią wiarę.
Dr Jan Kwaśniewski swoją wiarę w dietę, jako chyba jedyny, próbował zaszczepić politykom. Podobno w latach 70. przekonał do niej Piotra Jaroszewicza. Niestety, Edward Gierek pozostał oporny.
Właśnie z powodu własnej filozofii diety dr Mamcarz nie zaleca swoim pacjentom diety Cambridge. – To jest dieta na krótką metę – wyjaśnia. – A ja uważam, że taka prawdziwa powinna być zmianą sposobu życia. Do mnie, czyli do kardiologa, trafiają ludzie, którzy muszą zmienić styl życia. Tłumaczę im, że to, co ukochane, to tylko zwyczaje, których można się powoli wyzbyć. Ja sam sporo soliłem, teraz nie lubię słonych potraw. Chude mleko w końcu zacznie smakować. Ale jeśli mój pacjent raz w miesiącu zje golonkę, świat też się nie zawali.
Ostrożnym tematem jest alkohol: – Umiarkowane picie wina wzmacnia krążenie – podkreśla dr Mamcarz. – Ale picie musi być rozważne.
Dietetycy oceniają, że zwolennicy różnych stylów rywalizacji raczej nie faulują. Chcą zarobić na modzie, są przekonani do swoich racji, ale wiedzą też, że Polak nie kupi agresywnie reklamowanej książki. Wiedzą też, że łatwiej rzuci dietę niż kochankę. Choć i od jednej, i od drugiej oczekuje tego samego – żeby się nie natrudzić.
Jednak coraz częściej wśród ludzi nauki powraca pomysł próby centralnego zaproponowania najlepszej diety. Lekarze uważają, że na rynku żywieniowym panuje zbyt duże zamieszanie. Trzeba powiedzieć ludziom, co powinni jeść, żeby nie mieć zawału.
Z informacyjnego szumu nieśmiało wyłaniają się pierwsze próby skodyfikowania racjonalnej diety. Lekarze i dietetycy ogłosili niedawno złotą kartę prawidłowego żywienia, zalecającą m.in. jedzenie przynajmniej trzy razy dziennie produktów zbożowych, pięć razy dziennie warzyw i owoców, raz dziennie drobiu lub ryb, picie przynajmniej dwóch pełnych szklanek mleka (najlepiej chudego) i nie mniej niż litra wody mineralnej oraz soków warzywnych i owocowych.

Wrogowie
swoich wrogów

Szczególne kontrowersje budzi wysokotłuszczowa i wysokobiałkowa dieta dr. Kwaśniewskiego. Nie popiera jej w Polsce żaden autorytet. Instytut Żywności i Żywienia ostrzega, że należy ograniczyć ilość spożywanych tłuszczów. Nie ma rady. Przyspieszają procesy nowotworowe, a także rozwój miażdżycy, osteoporozy oraz kamicy nerkowej. Spektakularne przypadki odchudzonych po pochłanianiu wieprzowiny, zdaniem dietetyków, mają wytłumaczenie. – Jeśli w diecie Kwaśniewskiego wolno jeść tylko tłuszcze, to po pewnym czasie człowiek nie może już patrzeć na mięso, żółty ser i topione masło, które jest zalecane do picia szklankami – tłumaczy dr Magdalena Białkowska z Instytutu Żywności. – I po prostu przestaje jeść. Tylko dlatego chudnie.
– Czy będziemy walczyć z dr. Kwaśniewskim? – zastanawia się dr Mamcarz z Instytutu Diety Śródziemnomorskiej. – Raczej bym tak tego nie nazwał. Po prostu każdy człowiek ma prawo wyboru, a lekarz musi go ostrzec. W końcu nie wszyscy muszą być długowieczni. Ale dzięki naszemu instytutowi ludzie będą mieli także dostęp do rzetelnej wiedzy. I dokonają wyboru.
Specjaliści z instytutu podkreślają, że z ich wynikami nie ma dyskusji. Są fachowe. I właśnie dlatego odrzucają inne diety. Makrobiotyka? Nie ma dowodów. Homeopatia? Nie ma dowodów.
Ostre reakcje wywołuje również dieta Cambridge. – Nie akceptuję sztucznych produktów – tłumaczy Maja Błaszczyszyn. – Poza tym, po co dodawać witaminy i minerały, jeżeli w diecie jest także środek utrudniający wchłanianie.
Jednak przeciwników ma także jej dieta życia. Twierdzą oni, że zasada niełączenia węglowodanów i białek nie ma żadnego naukowego uzasadnienia. A dlaczego można schudnąć? Bo po prostu je się bardziej zdyscyplinowanie. – Kiedyś dość chłodno wyrażał się o moich metodach Instytut Żywności – wspomina Maja Błaszczyszyn. – Teraz są łagodniejsi, bo nasze poglądy zbliżyły się do siebie. Na przykład, że mleko należy pić, ale nie za dużo.
Zofia Trojanowska, konsultant naukowy z Centrum Diety Cambridge, twierdzi, że nie interesują się przeciwnikami. – Mamy badania, że to dieta dobra i bezpieczna – ripostuje. Dr Magdalena Białkowska dodaje, że dieta Cambridge jest bezpieczna i skuteczna, ale zaleca się ją na przykład, gdy pacjent musi schudnąć przed operacją. Nie jest to dieta dla szesnastolatki, która nigdy się nie odchudzała.
Swoich krytyków ma dieta kapuściana. – Przez tydzień proszę bardzo – ocenia Maja Błaszczyszyn. – Ale później ciężko strawna gotowana kapusta na pewno zaszkodzi.
Krytykowane są również głodówki. – Absolutnie nie mają one sensu – ostrzega dr Białkowska. – Prowadzą do kamicy pęcherzyka żółciowego i zaburzeń rytmu serca. Poza tym organizm, broniąc się, spowalnia przemianę materii, a więc nie ma rewelacyjnego chudnięcia. I jeszcze jedno – głodujący po zakończeniu głodówki je więcej i tyje.
Wśród sporów i rywalizacji polski rynek diet powoli się stabilizuje. Jedni pozostaną zwolennikami diety życia, inni podrobów lekarza z Ciechocinka. Ale tłumy nadal się wahają. Poza tym dorasta kolejne pokolenie, które jeszcze bardziej niż rodzice chce być szczupłe i zdrowe. Jest o kogo walczyć. – Przewiduję, że w najbliższym czasie zwycięstwo odniesie “przyjazna dieta” – zapowiada dr Agnieszka Jarosz. – Ocierająca się o wegetarianizm, urozmaicona, na zasadzie wszystkiego po trochu. Będzie w niej sporo ryb, warzyw, niewiele mięsa i to najwyższego gatunku. Ta dieta będzie indywidualnie modyfikowana.

Uważamy, że się dobrze odżywiamy

72 proc. – odżywiam się raczej zdrowo
18 proc. – raczej niezdrowo
5 proc. – trudno powiedzieć
3 proc. – bardzo zdrowo
2 proc. – bardzo niezdrowo
CBOS `98

Harvardzka Szkoła Zdrowia Publicznego przebadała 182 mieszkańców greckich wsi. Wszyscy mieli co najmniej 70 lat. Niektórzy jedli – chleb pełnoziarnisty, fetę, fasolę, jogurt, warzywa duszone w oliwie, popijali czerwonym winem. Wśród nich śmiertelność była dwukrotnie niższa niż wśród pozostałych. Wyjaśnia to tzw. paradoks śródziemnomorski, czyli dłuższe życie osób odżywiających się we wspomniany sposób.

BMI – sygnał ostrzegawczy
Otyłość mierzy się za pomocą BMI (body mass index). Aby go obliczyć, należy wagę podzielić przez wzrost w metrach podniesiony do kwadratu.
BMI < 20 – niedowaga
BMI 20-25 – waga prawidłowa
BMI 25,1-30 – nadwaga
BMI >30 – otyłość

Przykład: obliczamy BMI osoby mierzącej 178 cm i ważącej 80 kg.
80 : (1,78)2 = 25,2
A zatem osoba ta ma nadwagę.

Marzenia na talerzu
Polak zapytany, co sprawiłoby mu radość smakowania, odpowiada:
kotlet schabowy z kapustą 27 proc.
kurczak z frytkami 22 proc.
pizza 10 proc.
kaczka w pomarańczach 8 proc.
wieprzowina w chińskim
sosie słodko-kwaśnym 6 proc.
sałatka z tuńczykiem 3 proc.
avocado z krewetkami 2 proc.
Pracownia Badań Społecznych
dla “Gazety Wyborczej”, 1998.

Jak piszemy o dietach
Prof. Jerzy Bralczyk analizuje tytuły z prasy kobiecej, tygodników i gazet: “Nie ma potraw zakazanych”, “Jedz kolorowo”, “Dwa kilogramy w jeden dzień”, “Dieta życia”, “Tłuste jest zdrowe”, “Chude jest piękne”, “Jedz i nie tyj”, “Dieta ziemniaczana”. – W niektórych tytułach jest element zaskoczenia, kontrastu – komentuje profesor. – Inne pamiętają, że człowiek chętniej sięgnie po coś, co jest określane jako ładne, kolorowe, piękne. Pojawia się też popularny ton poradnikowy w stylu “jak odnieść sukces”. W tytułach pojawiają się też nazwy diet, co jest zrozumiałe, bo łatwiej akceptujemy to, co nazwane, a więc oswojone. Wszystkie tytuły starają się nie przestraszyć, nie zrazić, a więc pozyskać czytelnika.

Dieta śródziemnomorska
Tradycyjna, skopiowana nad Morzem Śródziemnym, to: chleb pełnoziarnisty, fasola, jogurt, feta, warzywa duszone w oliwie z oliwek i czerwone wino. Wersja polska to posiłki z przewagą warzyw i owoców, uzupełniona rybami, makaronem, ziemniakami, ryżem. Zakazane są tłuszcze zwierzęce. Oliwę może zastąpić olej słonecznikowy. W tej wersji dieta wcale nie musi być droga.
Dieta 1000 kalorii
Pewne jest tylko to, że nie wolno zjeść więcej niż ten tysiąc kalorii, a także że należy ograniczyć tłuszcze. Sama dieta przystosowywana jest do sytuacji pacjenta – jego schorzeń, aktywności i upodobań dietetycznych. Niedowiarki przekonują się, że dobrze skomponowane tysiąc kalorii to naprawdę niemało jedzenia.
Makrobiotycy
Ograniczają mięso. Podstawą wyżywienia powinny być zboża i warzywa rosnące w naszej okolicy. Dlatego w Polsce zimą niewskazane są cytrusy. Pić należy tylko wtedy, gdy czuje się pragnienie. Jeść potrawy gotowane. Jedna z ulubionych potraw to zupa miso z dodatkiem wodorostów. Miso to pasta z soi lub warzyw przygotowana w naturalny sposób.
Dieta Cambridge
Ze względu na swą drastyczność i fakt stosowania u osób, którym nic innego nie pomogło, zwana dietą ostatniej szansy. W trzech sproszkowanych posiłkach pacjent otrzymuje dziennie tylko 400 kcal., a także witaminy i sole mineralne. Poza tym może pić do woli wodę mineralną, nie słodzoną kawę i herbatę. Posiłki mają śladową ilość tłuszczów, wystarczającą węglowodanów. Dieta, jako ostatnia szansa, została zaakceptowana przez Instytut Żywności i Żywienia.

Dieta dr. Kwaśniewskiego
Zalecane dania to między innymi cynadry wieprzowe w sosie i kotlety pożarskie podawane z frytkami lub kluskami serowo-jajecznymi. Dr Kwaśniewski uważa, że tłuste potrawy są odpowiednim “paliwem” dla człowieka. Nie dość, że dostarczają energię, to także zawierają wystarczającą ilość enzymów, witamin, minerałów. I najważniejsze – tłuszcz przyspiesza spalanie tłuszczu, a więc powoduje chudnięcie.
Diety jednoskładnikowe
Tania ziemniaczana, zapewniająca, że nie przeciąży domowego budżetu. Przykładowe potrawy to kluski ziemniaczane w sosie koperkowym i ziemniaki z folii. Co jakiś czas pojawiają się także wielbiciele truskawek, bananów, jabłek. Fachowcy z Instytutu Żywienia uważają, że odżywianie się jednym składnikiem jest bez sensu. Może to być tylko kilkudniowe urozmaicenie normalnego odżywiania.
Dieta kapuściana
Zasada – na strawienie pokarmu stracimy więcej energii, niż zawierał sam pokarm. Należy ugotować gar zupy z selera, kapusty, pomidorów, papryki. Można jeść, ile się da. Co gorliwsi wyznawcy, szczególnie w świecie polityki, nosili ze sobą termosy.

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Społeczeństwo

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy