Jak będę duży…

W dziecięcych marzeniach puchaty piesek stoi na równi, z willa i praca ochroniarza

W Dniu Dziecka są najważniejsze. Oto pokolenie, które za 20 lat będzie kształtować swoje dorosłe już życie, Polskę, także starość zstępującego pokolenia. Wiedzę najbardziej sugestywną – taką, która zapada w pamięć, czerpią z telewizji. Jeśli jakieś zdarzenie zrobiło na nich wrażenie, mówią o nim, opisując telewizyjne obrazy. Łączy ich też przekonanie, że poszczególne szczeble nauki prowadzą do ciekawego życia. I że trzeba się ścigać. Dzieci socjalizmu nie miały genu konkurencji, pokolenie telewizyjne wie, że sukces to wygrana. Za to w ostatnich klasach podstawówki nie ma jeszcze kultu kombinowania. Jest ufność, że wszystko się uda. Jest krytycyzm wobec dorosłych (słowo polityk wywołuje tylko śmiech) i głęboka wiara, że urządzą Polskę inaczej. To “inaczej” będzie składało się z ich indywidualnych sukcesów i pieniędzy. Nie chcą być wielkimi reformatorami.
Oto uczniowie warszawskiej Szkoły Podstawowej nr 253 im. Janiny Porazińskiej mówią o swojej bardziej odległej przyszłości, ale i o radościach, lękach i buntach teraźniejszości.

“Zostanę policjantem, bo w niektórych napadach można uratować zakładników. Wtedy dostaje się medal i jakąś premię”.

IV b marzy o szczeniakach lub królikach, które nigdy nie podrosną. Podobnie przyszłe rodzeństwo winno zostać w stanie ciągłego niemowlęctwa. – Wtedy by się nie stawiało – wyjaśnia jeden z uczniów. Uczniowie IV b chcą być archeologami, chemikami i specjalistami walczącymi z wirusami komputerowymi. Ustrój w Polsce im się podoba, ale chcieliby, żeby poza skargami rzecznik praw dziecka zajmował się – jak mówią – czymś konkretnym, czyli budował domy dziecka i kina.
Bartek: – W przyszłości nie będzie wojen i nie będą ginąć niewinne dzieci. Widziałem w telewizji, jak dzieci głodują z powodu konfliktów dorosłych. Tak było w Jugosławii. I to mi się nie podoba. Poza tym nie chciałbym, żeby matki wyrzucały dzieci do śmietnika, bo nie chcą ich wychowywać. Powinny oddać je do domu dziecka. I chciałbym, żeby w telewizji nie było takich informacji.
Ewelina: – Nie będzie takich ludzi, którzy zabijają dzieci. Teraz są tacy, którzy biorą je pod szkołą i zabijają. Oglądałam taki program w telewizji, w którym pan wziął dziecko i pociachał. Boję się tego.
Ola: – Chciałabym, żeby moja mama wyzdrowiała z choroby, którą ma – z białaczki. Miała już przeszczep, ale taki przeszczep to niedużo. Jeszcze do końca musi wyzdrowieć. Przeszczep miała w 1995 r. Mama robi sobie badania dwa razy do roku i właśnie w czasie tych badań wykryto, że ma białaczkę. I wtedy powiedziała mi o tym, a ja wiedziałam, że mogła umrzeć. Ale wiedziałam też, że wszystko będzie dobrze. Co do mojej przyszłości, to ja na pewno zostanę kosmonautką. Interesuje mnie to i nie boję się stanu nieważkości. Czytałam już w gazecie, z jakich przedmiotów się zdaje i że trzeba dużo wiedzieć o kosmosie.
Michał: – Będę milionerem i wybuduję park jurajski, w którym będą żyły dinozaury. Bo znam się dużo na dinozaurach. Jeszcze w przyszłości mógłbym zostać informatykiem albo programistą gier komputerowych. Chciałbym tworzyć gry.
Paulina: – Chciałabym, żeby moja mama przestała palić. Zaczęła, jak miała osiemnaście lat i nie może przestać, a ja się strasznie boję o jej zdrowie. Boję się, że może umrzeć z powodu tych papierosów. Mówiłam jej o tym, ale jak jest taki program w telewizji, żeby nie palić, to moja mama zaraz wychodzi do kuchni i wyciąga papierosy. Mówi, że nie może wytrzymać.
Maciek: – Chciałbym mieć króliczka, bo jak się go dotyka, to jest taki puchaty. Jak ma się króliczka w ręce, to się wierzy w miłość i się wie, że ma się jakiegoś przyjaciela. Jak mi będzie smutno, to go przytulę i mi będzie lżej.
Karolina: – Dostanę psa, z którym będę wychodzić na spacery i z którym będę się bawiła. Psa chciałam mieć już od pięciu lat. Miałam dostać po tych wakacjach, ale mama mi nie kupiła i mówi, że kupi po tych. I chciałabym, żeby wyleczyła się z nadciśnienia, bo z tego powodu chodzi dwa razy do roku na badania do szpitala.
Marcin II: – Zostanę ochroniarzem, bo spodobało mi się niebezpieczeństwo i mundur. Mogę też być grafikiem komputerowym.
Aleksandra: – Ja bym bardzo chciała poprawić stopień z polskiego. Z dwójki na czwórkę, bo ta dwójka nie wiem, z czego wynikła. Chciałabym z klasówek się poprawić i być bardziej aktywna na lekcji.
Marcin: – Jest niebezpiecznie na drogach i dużo ludzi ginie. Poza tym kierowcy są za bardzo nieuważni. W mojej przyszłości słuszne byłoby zabieranie prawa jazdy pijanym kierowcom i żeby, tak jak w niektórych miastach, tiry nie mogły jeździć w określonych godzinach. Bo na przykład mój tata jest dobrym kierowcą i nie łamie przepisów. A jak rano wyjeżdżamy z parkingu, to wszyscy się pchają i nikt nie chce ustąpić. Co do przyszłości, to zostanę biznesmenem, czyli kimś, kto prowadzi jakąś firmę i zarabia dużo pieniędzy. I jest bardzo bogatym człowiekiem. Ja osobiście będę sprzedawał gry komputerowe.
Tomek: – Na pewno zostanę piłkarzem, bo dobrze gram. Teraz czasami stoję na bramce. Ale moja mama się nie zgadza, bo się boi, że będę miał połamane nogi.
Piotrek: – W przyszłości będę miał willę gdzieś w okolicy, chociaż nie wiem, jak do tego doprowadzić. Nie może to być mieszkanie pięciopokojowe, bo muszę sobie zrobić korty, boisko do koszykówki i basen. Chcę mieć dużo miejsca, a w normalnym mieszkaniu to niemożliwe.
Karolina: – Zawsze chciałam pracować w schronisku, być kimś w stylu weterynarza, ale także kimś takim, kto zajmuje się bezdomnymi zwierzętami.
Mateusz: – W dorosłym życiu będę policjantem, bo to jest bardzo ciekawy zawód. Wiem, że się mało zarabia, ale w niektórych napadach można zostać bohaterem, który ratuje zakładników. Dostaje się wtedy medal i jakąś premię.
Rafał: – Będę mechanikiem, bo chcę naprawiać różne samochody. Moi rodzice znają ten pomysł i popierają.
Ania: – Mam nadzieję, że po prostu będę zdrowa, bo jak na razie, mam co pół roku operację nosa i muszę leżeć w szpitalu. Pierwszą operację zrobili mi w wieku pięciu lat. Nie mogłam porządnie oddychać. Pamiętam ją.

“Zostanę malarką,
bo będę wolna”

Klasa V – a w niej zdarzają się uczniowie, którzy nie mają marzeń. Mówią, że to nie ma sensu. Czasem ktoś podsłucha w domu, że nie warto marzyć. Ale zaraz ktoś woła oburzony, że rolki, może jamnik to jest wspaniałe marzenie. Bo pies to jest to, czego nie chcą dać rodzice. I klasa piąta nawet rozumie ten opór – z porannymi spacerami mogłoby być różnie. W innych sprawach marzą już bez opamiętania.
Marcin: – Nauczyciele powinni być trochę milsi i my też, dlaczego nie. A w swojej rodzinie nic bym nie zmienił, bo moja rodzina bardzo mi się podoba. Zawsze ma dla mnie czas. Moja mama jest kierownikiem w spółdzielni i wraca z pracy mniej więcej tak, jak ja ze szkoły.
Agnieszka: – W dorosłym życiu zostanę malarką. Bardzo mi się podoba takie życie, bo byłabym wolna, poza tym chcę malować przyrodę. Pamiętam swój pierwszy obrazek, to były dwie małe rybki. A teraz chciałabym mieć psa, który byłby zawsze mały i żeby tata znalazł więcej czasu, bo teraz pracuje w pomocy drogowej, a samochody ciągle się psują. Gdyby miał więcej czasu, to byśmy pojechali do Paryża.
Marcin: – Mam od dzieciństwa zainteresowanie dinozaurami, więc na te wakacje chciałbym wyjechać w Góry Świętokrzyskie. Kiedyś zostanę paleontologiem, a teraz wykopię jakąś czaszkę.
Regina: – Najpierw wyjaśnię, że mam to imię po babci. A kiedy dorosnę zostanę tancerką, bo bardzo kocham taniec. Już teraz występuję w “Buffo”.
Krystian: – Moim marzeniem, takim najskrytszym, jest zostać piłkarzem. Dzisiaj gram w zespole Agrykoli, gdzie jestem lewym napastnikiem i strzelam gole. A na Dzień Dziecka chciałbym dostać piłkę z podpisami piłkarzy brazylijskich.
Marcin: – Zostanę tenisistą, a dzisiaj chciałbym mieć rakietę z podpisem Pete’a Samprasa.

“Chciałbym przejąć firmę swojego wujka. On o tym nie wie, ale na tym polegają marzenia, że nie wszyscy o nich wiedzą”

VI a – na początku są twardzi – zanim pomarzą, zanim zastanowią się nad swoją dorosłością, każdy temat sprowadzą do odpowiedzi na pytanie – jaka powinna być szkoła. Nie budzi zachwytu podział na podstawówkę i na gimnazjum. Uczniowie uważają, że w szkole było o wiele spokojniej, dopóki nie przyszli “ci nowi do gimnazjum”. Poza tym, jak tłumaczy Wojtek, gimnazjum spycha ich z dużego boiska. Gdy siódma klasa była także podstawówką, nie podskakiwała, teraz zadziera nosa i mówi, że jest lepsza, bo z gimnazjum.
W szóstej klasie uważniej ocenia się szkolną rzeczywistość. Nie tylko chciałoby się, żeby nauczyciele byli milsi. Uczniowie oczekują też precyzyjnego wykładu i jasnej odpowiedzi na każde pytanie. Wiedzą, że rodzice dodatkowo płacą za angielski i obserwują, czy to się opłaca. Oceniają też szkolne inwestycje, wśród których emocje budzi boisko wysypane czerwoną kredą. W końcu jednak udaje nam się oderwać od szkolnej rzeczywistości. Wtedy powiedzieli:
Ula: – Zostanę nauczycielką matematyki, do niskiej pensji dorobię korepetycjami.
Rafał: – Może ktoś mnie weźmie za pracoholika, ale ja chciałbym, żebyśmy nie grali na komputerach, ale czegoś się uczyli. Chociaż muszę przyznać, że w szkole mamy siedem kompletnie zużytych i żaden nie ma systemu Windows. Z tymi komputerami nic się nie da zrobić. A ja w przyszłości zdecydowanie będę informatykiem. Chociaż najpierw musi się skończyć żenująca sytuacja, że najlepsi uczniowie nie mogą znaleźć pracy. Wtedy wyjeżdżają. I dlatego w Polsce potrzebne są nowe miejsca pracy, żeby najbardziej wykształceni ludzie mieli gdzie pracować. Przecież taki narybek jest bardzo potrzebny krajowi, który się rozwija i chce wejść do Unii. Poza tym chciałbym zmienić sposób rozumowania różnych polityków. Za każdą reformę naród ma płacić, a nie rząd, więc wyjdzie na to, że będzie bogaty rząd, a biedny naród. Bo przecież nawet żeby mieć tablice rejestracyjne takie jak w Unii Europejskiej, to my za to płacimy, a nie rząd. Tak więc nie podoba mi się, że za wszystkie reformy płacą ludzie.
Kuba: – Ja będę redaktorem gazety komputerowej, ale nie wiem, czy dam radę, bo jestem średniakiem z polskiego, a przecież trzeba umieć pisać. Na razie cieszę się, że jest taka ustawa zobowiązująca, żeby objaśnienia na grach komputerowych były po polsku. Co do rodziców, to nie chciałbym, żeby mój tata miał podwójną pracę. Jak na razie pracuje w hurtowni wędkarskiej i jest architektem. Jak dostanie projekt do zrobienia, siedzi dzień i noc. No bo jest dobrym architektem.
Ania: – Na pewno zostanę adwokatem, bo mama mówi, że tam mogłabym się wreszcie wygadać. Widziałam procesy w amerykańskich filmach i to mnie zaciekawiło. Trudno jest kogoś bronić, ale miło zwyciężyć. Co do codzienności, to chciałabym, żeby mama nie miała tyle kontroli w pracy, bo wraca bardzo zdenerwowana.
Diana: – Skończę kurs języków obcych i marketingu, bo teraz pracy się nie znajdzie bez żadnych języków. Myślę, że jak się kocha to, co się robi, nieważne są zarobki. Gdyby moje dziecko marzyło o rowerze, to bym mu wytłumaczyła, że muszę zaoszczędzić. A byłabym zadowolona ze swojej pracy i robiłabym to, co lubię. Bo ja za żadne pieniądze nie mogłabym być ani nauczycielką biologii, ani informatykiem. W Polsce chciałabym to zmienić, żeby pracę mieli inwalidzi. A w moim życiu chciałabym, żeby było tak jak kiedyś. Zawsze, kiedy poprosiłam tatę, jeździliśmy na ryby albo szliśmy na lody, ale teraz bardzo źle się poczuł i jest w szpitalu.
Filip: – Co do pracy, to zawsze chciałem zostać pilotem. A w Polsce bardziej się powinno szanować ekologię. Na przykład budować oczyszczalnie ścieków. Poza tym powinniśmy tworzyć rezerwaty, bo do Polski sprowadziły się ostatnio wilki.
Marysia: – Co do sytuacji w Polsce, to chciałam powiedzieć, że jeżeli się zwiększa ceny towarów, to zarobki też się powinno zwiększać. Tak jak jest teraz, to jest bez sensu. Przecież rosną ceny benzyny, a ludzie zarabiają tyle samo.
Poza tym chciałabym, żeby mojej siostrze tak ciągle nie wciskano dyżurów w niedzielę. Ona jest lekarką, najmłodszą na oddziale i ciągle musi pracować w weekendy. A za to nawet nie może odebrać sobie wolnych dni, bo znowu ci starsi są do tego pierwsi. Ona jest kardiologiem, tak jak moja mama. Kim ja zostanę, niech będzie tajemnicą, ale na pewno nie będę lekarką. Gdy wsiadamy do samochodu, to wiem, że one zaraz będą gadać o pacjentach. Mnie to nudzi i denerwuje. Ale z tego, co mówią, to wiem, że zmieniłabym reformę zdrowia. Moja mama i siostra opowiadają sobie, ile pacjent musi leżeć w szpitalu, żeby kasa chorych zwróciła pieniądze. To bzdura.
Tomek: – Moja mama pracuje w restauracji i czasem bardzo późno wraca. Mówiłem jej, że mi się to nie podoba, więc chciała odejść. Jednak została, bo podwyższyli jej pensję i dali lepsze stanowisko. A ja nadal uważam, że to za wysoka cena. Że się nie widujemy. Ja sam w przyszłości chciałbym przejąć firmę wujka, który zakłada alarmy w domach i w samochodach. On jeszcze o tym nie wie, ale na tym polegają marzenia, żeby mówić o tym, o czym nie wszyscy wiedzą.

Wzięty adwokat pod Paryżem
Krzysia Filipiak, 12 lat, Społeczna Szkoła Podstawowa w Bytomiu, V klasa: – Bardzo chcę dostać się na jakąś ekskluzywną, porządną uczelnię i osiągnąć sukces w swoim zawodzie. Po prostu chciałabym być wziętym adwokatem, a nie takim, który musi czekać na klientów. Marzę o tym, żeby mieszkać we Francji, najlepiej w okolicach Paryża. Nie wiem jeszcze, czy obydwa te marzenia da się pogodzić, bo jeszcze nie zaczęłam się uczyć francuskiego, ale mam silne postanowienie, że zacznę w przyszłym roku szkolnym. Brakuje mi w mojej okolicy sklepów ze zdrową żywnością. Żałuję też, że mieszkam w tak zdegradowanym środowisku i że niewiele się robi na Śląsku, żeby było czyściej, ładniej, albo te zmiany są tak wolne, że trudno je zauważyć.

Natalia Lewandowska, 13 lat, Szkoła Podstawowa nr 13 w Bytomiu, VI klasa: – Chcę zostać weterynarzem, bo nie wyobrażam sobie, że mogłabym się zajmować czym innym niż zwierzętami. Niedawno młody weterynarz otworzył lecznicę niedaleko miejsca, gdzie mieszkam. Często tam chodzę z moimi psami i zawsze wypytuję go o różne rzeczy związane z pracą weterynarza. Gdy dorosnę, będę wszystkich zachęcać, aby zajmowali się bezdomnymi zwierzętami, może uda mi się znaleźć sponsorów, którzy będą chcieli pomóc schroniskom dla zwierząt. Już teraz jestem wegetarianką. Unikam mięsa za wszelką cenę, chociaż moja mama nie zawsze to respektuje. Bliska jest mi też religia buddyjska. Generalnie nie chciałabym się wyprowadzać ze Śląska, ale nie wiem, czy moja praca nie będzie tego wymagać.

Asia Potempa, 15 lat, szkoła podstawowa w Sączowie (okolice Tarnowskich Gór), VIII klasa: – Bardzo podoba mi się praca w reklamie, zwłaszcza wymyślanie haseł reklamowych. Myślę, że to o wiele ciekawsze niż siedzenie za biurkiem i kierowanie jakąś firmą. To fajne zajmować się reklamowaniem i promocją czegoś. Jestem dosyć energiczną osobą, która rzadko się waha i szybko podejmuje decyzje, więc praca w reklamie byłaby dla mnie nie ciężką pracą, tylko świetną zabawą.

Chęć naprawiania świata pojawi się później
Dr Regina Jędrzejów, psycholog z warszawskiej
Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej

Pracuję z dziećmi do trzynastego roku życia. W tym wieku nie ma buntu, raczej materialistyczne marzenia. Chęć naprawiania świata pojawi się później. Teraz dziecko chce się przenieść w kolorowy, telewizyjny świat. Wierzy, że to się uda. Dorośli nie powinni gasić tych marzeń, jakby były nierealne, bo przecież one upiększają życie. Tak więc nie szydźmy, nie wyśmiewajmy, raczej pokazujmy, jak dotrzeć do celu.

Chcą, żeby coś od nich zależało
Zuzanna Celmer, psychoterapeutka

Dzięki marzeniom dziecko oswaja rzeczywistość, która na pewno jest dla niego bardzo trudna. Ono postrzega świat magicznie, fantazje łączą się z wyobrażeniami. Ale marzenie ma czasami także stłumić uczucie niedosytu. W pewnych sytuacjach pozwalają one przetrwać sytuacje, które dziecko uważa za trudne. Na przykład, gdy jest drugim dzieckiem. Pierwsze to książątko, trzecim trzeba się opiekować. Temu środkowemu wydaje się, że rodzice nie mają dla niego czasu, jest takie “nie dokochane” i ucieka w marzenia. Czasem to marzenie, żeby po prostu dostać od rodziców więcej czasu, pojawia się w rysunkach. Nastolatek potrafi narysować duże niemowlę i siebie malutkiego. Tak postrzega sytuację w rodzinie.
Za to znakiem dzisiejszych czasów są konkretne marzenia, chęć posiadania czegoś. Na pewno wynika to z oglądania reklam od niemowlęctwa. Nawet najmłodsze dzieci potrafią podać listę konkretnych, luksusowych przedmiotów, które chciałyby mieć. W ogóle media mają ogromny wpływ na nasze dzieci. To także z nich dzieci dowiadują się, że powinny myśleć konkretnie, że powinny mieć racjonalne podejście do życia. W związku z tym bardzo wcześnie potrafią powiedzieć, co chciałyby robić. Takie konkretne plany dają im poczucie siły. Wydaje im się, że od nich coś zależy, że to one są kreatorami świata. Niestety, czasami marzenia są ucieczką od przerażającego świata, które dziecko widzi w telewizji.

Patrzą na świat przez różowe okulary
MirosŁawa KĄtna, psycholog

Całe życie zawodowe spędziłam z dziećmi, moje własne są już dorosłe, więc zawsze towarzyszyły mi ich marzenia. Świeżość doznań powoduje, że dzieci są idealistami. Nie potrafią racjonalnie patrzeć na świat. I to jest ich przywilej. Jedną z rzeczy konkretnych, którą dumnie starają się zaplanować, jest zawód. Praca to coś, o czym mówią pełne ufności, że wystarczy nauka, dyplom i już jest wymarzona praca. Nie biorą pod uwagę różnych zawirowań, także zwykłej, ludzkiej podłości. W ich wieku nie wkalkulowuje się w przyszłość ludzkiej małości. Patrzy się na świat przez różowe okulary, w dorosłym życiu będą one bardziej zabrudzone. A jeśli przy okazji Dnia Dziecka mogę zwrócić się do dorosłych, to chciałabym apelować, by w wychowaniu kierowali się bardziej intuicją niż wiedzą.

Są społeczeństwem doznań
Prof. Maria Trawińska
z warszawskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej

Chciałabym, aby młodzi ludzie planując swoją przyszłość, pamiętali o prostej prawdzie, że mają tylko jedno życie. I próbowali planować, co zrobią w określonym odcinku czasu. Nie za dużo, nic na siłę. Czasem należy nawet, jeśli taka jest konieczność, przełożyć coś, co wydaje się oczywistością w tym okresie życia, na przykład studiowanie. Zawsze powtarzam młodym ludziom, że powinni tak pokierować swoim życiem, by była to efektywna biografia. Sądzę, że właśnie wielka rola nauczycieli już w szkołach podstawowych polega na próbie zastanowienia się z dziećmi, jakie winni mieć priorytety. W naszym czasie biograficznym różne wartości dochodzą do głosu. Nie zawsze najwyższą wartością jest wykształcenie, czasem jest nią godność, samopoznanie, szczęście. Nie zawsze najwyższą wartością są pieniądze. Dzieci potrafią chłodnym okiem spojrzeć na dorosłych i stwierdzić, że dorabiając się, dorośli marnują sobie życie. Oni, ci najmłodsi, są społeczeństwem doznań, potrafią pogłębiać swoje uczucia. To wrażliwe pokolenie, jednocześnie znakomicie potrafiące korzystać ze wszelkich poradników. Starsi nie potrafią ani planować życia, ani rozładowywać emocji.
Najmłodsi chłodnym okiem oceniają też zdrowie dorosłych, a ponieważ nie jest to w domu temat tabu, przeżywają lęki. I przyrzekają sobie, że będą żyć inaczej. To pokolenie jest bardziej wrażliwe na promocję zdrowia, ma większe zainteresowanie własnym ciałem. Ceni ruch i sport. I to jest plus.
Pamiętajmy też, że to pokolenie ma olbrzymie możliwości wyboru. Nieporównywalne z wyborem, którego mogli dokonać młodzi ludzie w poprzednich dziesięcioleciach. Uważam, że mniej determinuje ich pochodzenie, potrafią się z niego wyrwać.

Wydanie:

Kategorie: Społeczeństwo

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy