Wpisy od Attaché
Duda i świat
Przeważnie jest tak, że druga kadencja prezydenta, jeśli chodzi o sprawy międzynarodowe, jest łatwiejsza. Sprzyjają temu elementy oczywiste – wszyscy już go znają, nie trzeba więc przełamywać lodów, a i on zna swoich partnerów i przeciwników, także własne atuty i ograniczenia. Teraz więc nasuwa się pytanie – jak będzie w wypadku drugiej kadencji Andrzeja Dudy? Czy prezydent wyciągnął wnioski z lat poprzednich? Ha! Trudno się tego spodziewać. Weźmy pierwszy z brzegu przykład – sprawy osób
Doktryna Trumpa i brukselki
Zgadnijcie, drogie panie i drodzy panowie, co w ostatnich dniach wywołało największe zgorszenie w środowiskach ludzi MSZ? Deklaracja ministra Czaputowicza, że odchodzi? Owszem, jest ona gorsząca, bo jeżeli przebudowa rządu ma się dokonać na przełomie września i października, to przez najbliższe dwa miesiące MSZ będzie de facto bez szefa. Na pewno więc deklaracja Czaputowicza była niemądra. Ale przebiły ją inne słowa – że przyszły szef MSZ nie może być postacią wyrazistą, bo wszystko już jest podzielone. Polityką europejską zajmuje się
MSZ i jego sukcesy
Żeby nie było, że nie widzimy sukcesów MSZ. Widzimy, widzimy! I to nawet takie, których samo MSZ (to oficjalne) nie chce dostrzec. Otóż w ostatnich tygodniach nasza dyplomacja mogła się pochwalić dwoma osiągnięciami – udało nam się przeforsować polskich kandydatów na dość ważne stanowiska w organizacjach międzynarodowych. Ale, co ciekawe, jeden z tych sukcesów jest mniejszej wagi, drugi bez porównania większej, lecz nasze MSZ chwali się sukcesem pierwszym, a drugiego jakby nie widziało. Zacznijmy więc od pierwszego – Grzegorz
Czaputowicz mówi, że chce odejść
To humorystyczna deklaracja. Otóż minister Czaputowicz w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” oświadczył: „Uważam, że to dobry moment na zmianę na czele naszej dyplomacji”. Tym samym zadeklarował swoją dymisję. I teraz warto zapytać: czy zrobił to dlatego, że ma już dość kierowania MSZ, czy też – przeciwnie – wie, że go odwołają, więc żeby zachować twarz, uprzedza ten ruch? Ha! Gdyby miał dość kierowania MSZ, to nie chodziłby po mediach i nie zwierzał się dziennikarzom, tylko odszedł. Na z góry upatrzone stanowisko, które by sobie załatwił. Tak jak Teresa
Allo, Allo!
To oczywiste, że prezydent Duda został ośmieszony, rozmawiając z rosyjskimi youtuberami, których wziął za Antónia Guterresa, sekretarza generalnego ONZ. Pytanie tylko, czyja to wina. Odpowiedzi będą zapewne dwie. Pierwsza – prawdziwa. Druga – oficjalna. Innymi słowy, za narażenie się Dudy na śmieszność zapłacą ci, na których będzie można wszystko zwalić bez większych obaw. Na razie zwalono na dwóch urzędników Stałego Przedstawicielstwa RP przy Narodach Zjednoczonych, których w trybie natychmiastowym odwołano do Warszawy. Już teraz jednak widać, jakie
PGR w MSZ
Ludzie pracujący w MSZ widzieli różne rzeczy i raczej trudno ich zbulwersować. Ale tym razem granica została przekroczona. Chodzi o głośny, opisywany także przez nas, przypadek byłej już ambasador RP w Pradze Barbary Ćwioro. Była ona „grillowana” przez dyrektora generalnego MSZ Andrzeja Papierza przez rok. Gdy z ambasady przyszła na nią skarga, Papierz skierował do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu mobbingu. A potem, gdy wychodziło na to, że z oskarżenia nic nie będzie, w centrali MSZ powołano komisję, która stwierdziła, że mobbing był, i na tej podstawie
Polonia wybiera Trzaskowskiego
Jest wielki szum, bo wybory prezydenckie za granicą skończyły się gigantycznym skandalem. Zginęły tysiące kart, które do komisji wyborczych nie dotarły. Ile? W samej Wielkiej Brytanii „zaginęło” 15,5 tys. głosów, wysyłano karty niepodstemplowane, przesyłki nadawano w ostatniej chwili – to była jedna wielka kompromitacja. I żeby była jasność – że będzie skandal, było oczywiste. Z góry bowiem było wiadomo, że nasze placówki zagraniczne nie są w stanie w tak szybkim czasie przygotować się do wyborów, w większości przecież korespondencyjnych.
Do czego służy Duda?
Ten wyjazd Andrzeja Dudy do USA to bardzo ciekawa sprawa. Po pierwsze, że się odbył. A po drugie, że ustalenia tam przyjęte były zupełnie inne, niż sugerowali to wcześniej oficjele z Kancelarii Prezydenta. Coś więc w ostatniej chwili się zmieniło. Zacznijmy od samej wizyty. Otóż nie powinna ona mieć miejsca. Tę sprawę wyjaśnia w przejrzysty sposób Brookings Institutions na swoim portalu: „Zgodnie z normalną praktyką amerykańska administracja przestrzega w okresie przedwyborczym przerwy na spotkania na wysokim szczeblu, trwającej miesiąc lub
Duda – przepis na promocję
Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. PiS przeznacza wielkie pieniądze na promowanie swojej polityki w świecie. Specjalna agencja wynajmuje firmy PR-owskie, płacąc im miliony, wykupywane są strony w największych dziennikach, żeby prezydent albo premier mogli przedstawić swoje racje. A teraz proszę – Polska nie wydała ani dolara, a piszą o niej w największych gazetach. Zawdzięczamy to Andrzejowi Dudzie, który prowadzi kampanię wyborczą i jej tematem uczynił walkę z LGBT. Przepraszam – z „ideologią LGBT”. Wołając, że to neobolszewia, nowy komunizm itd.
O przypadku pani C. raz jeszcze
No to podrzućmy parę kolejnych zdań o awanturze dotyczącej ambasador RP w Pradze. Sprawa jest przecież rzadko spotykana, więc ludzie o tym rozmawiają. Posłuchajmy kilku opinii na ten temat. Po pierwsze, gdy Barbara Ćwioro wyjeżdżała do Pragi, nie brakowało w MSZ tych, którzy wróżyli jej szybki powrót. To nie jest osoba o łatwym charakterze, ma opinię raczej pedantycznej niż z inwencją, fantazją, więc o ile w roli asystentki wypadała przyzwoicie, o tyle w roli dyrektora czy ambasadora – słabo. Doświadczeni MSZ-owcy spodziewali się, że może wywoływać






