Wpisy od Tomasz Matczak

Powrót na stronę główną
Kraj

Zima z białą laską

Na forach dla niewidomych co roku pojawia się pytanie: macie patent na poruszanie się w śniegu?

Zima 2025/2026 znowu nas zaskoczyła. Tuż przed sylwestrem pojawił się biały puch, zwany przez niezadowolonych białym czymś innym. Premier zwoływał sztaby kryzysowe, meteorolodzy zapowiadali kolejne opady, a wielbiciele biegówek zacierali ręce. No i dzieci! Sanki, bałwany, śnieżki, czyli coś, czego ostatnio zdecydowanie brakowało. Tymczasem w innym świecie, gdzie litery są przyporządkowane wypukłym kropkom, gdzie nie istnieją kolory i obrazy, lecz jedynie kształty odbierane dotykiem, gdzie słuch, a nie wzrok odgrywa ważną rolę, a biała laska stanowi nieodzowny element wyposażenia przy wyjściu na zewnątrz, zapanowało wymowne oczekiwanie. Podstawowe pytania brzmiały: ile śniegu spadnie oraz czy chodniki będą odśnieżone?

Wkrótce okazało się, że coś zostało wydeptane, jakieś szlaki mniej więcej przetarte, ale o odśnieżeniu trudno mówić. Oto inne oblicze zimy.

Wychodzę przed budynek. Jest mroźnie i wilgotno, co łatwo wyczuć. Moja biała laska trafia na koniec zadaszonego terenu. Dalej jest już tylko śnieg – tam, gdzie były dotąd chodnik, krawężnik, trawnik i jezdnia, czyli wszędzie. Krzewy, drzewa, samochody i budynki są tam, gdzie zawsze, ale dla mnie oznacza to: gdzieś wśród śniegu. Koniec białej laski wciąż natrafia na śnieg. Gdzie jestem? To już ulica? A może trawnik, bo bez kontroli krawężnika nie wiem, czy nie skręciłem. Zwykle chodzę w miarę szybko po znanym terenie, ale teraz tempo marszu spada. Wiem, że jestem przed swoim blokiem, ale to wszystko. Jeśli chcę iść do sklepu czy na przystanek tramwajowy, to stanowczo za mało. Ktoś powie: a od czego masz uszy? Fakt, słuch trochę pomaga, ale nie załatwia sprawy. Nie jestem nietoperzem, który wysyła ultradźwięki, a potem odbiera odbitą falę.

Świat na pewno wygląda pięknie. Białe czapy na drzewach, oszronione krzewy, tańczące w powietrzu płatki, wszystko białe i czyste. Dla mnie jednak to piękno, a raczej warunki, które je stworzyły, są okrutne. Trudno znaleźć drogę, gdy dookoła tylko śnieg, śnieg, śnieg i nic innego. Gdy w niedzielę wyszedłem rano na dwór,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Zmarszczki

Polska nie potrzebuje operacji plastycznej, tylko zdrowego rozsądku, samodzielnego myślenia i głębszej refleksji

Gdyby dzisiejszą Polskę przedstawić jako ludzką twarz, gdzie jedna zmarszczka odpowiadałaby jednej linii podziału, wyglądałaby ona na steranego życiem i zrezygnowanego 90-latka. Bruzdy na czole, bruzdy na policzkach, bruzdy w kącikach ust i oczu, generalnie wszędzie. Wydaje się, że dziś polską tożsamość definiują właśnie podziały. Granice przebiegają w każdym możliwym miejscu. Krzyżują się, przeplatają, wyrastają jedne z drugich, aby pokryć siatką pęknięć społeczny organizm. Najwyraźniejsze są te polityczne. W tym przypadku to nie tylko zwykłe linie, ale pełne kolczastego drutu zasieki, okopy, z których wystają karabiny maszynowe demagogicznych argumentów i granatniki pogardy. Tu flaga europejska, tam tęczowa, a jeszcze dalej dumna biało-czerwona. Pod którą chcesz walczyć, Polaku?

Zwykły szary obywatel jest nieustannie szufladkowany jako czyjś zwolennik lub przeciwnik. Ktoś nam wmówił, że mając swoje poglądy, albo kogoś popieramy, albo stoimy w opozycji wobec kogoś innego. Tertium non datur.

Moje własne zdanie przestało być moim własnym zdaniem. Nie istnieje, bo jakiekolwiek by ono było, zawsze komuś sprzyja, a kogoś innego dyskredytuje. Sceptyczny wobec Unii Europejskiej obywatel to na pewno nawiedzony katol, pisior i fan Grzegorza Brauna w jednym. Zwolennik małżeństw homoseksualnych musi ani chybi być antyklerykalnym lewakiem, a przeciwnik aborcji jest na sto procent antyfeministą i ubranym w żonobijkę damskim bokserem z flaszką piwa w ręce. Feministka zaś to synonim wrednej, rozwścieczonej baby, malującej błyskawice na murach kościelnych i wywrzaskującej w czasie mszy hasła Strajku Kobiet.

Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam!

Jedna wypowiedziana teza sprawia, że w opinii wielu jasne się staje, kim jesteśmy.

To bardzo wygodne i bardzo wyrachowane podejście do rzeczywistości. Trzeba społeczeństwo przekonać, że to, co myśli, sądzi, uważa na dany temat, nie jest tylko poglądem, refleksją, opowiedzeniem się za jakąś tezą, ale jest immanentną, a zarazem wartościującą niemal ontologicznie rzeczywistością, która natychmiast ustawia nas w pewnej pozycji – jakże łatwo dodać literkę o do tego wyrazu – wobec innych ludzi. Nie do ich poglądów i przekonań, ale w istocie do nich samych. Stąd już prosta droga do szufladkowania, etykietowania i szeregowania.

Jednocześnie nad tym wszystkim unosi się wołanie o zgodę, jedność i wzajemny szacunek. Wołanie tak szczere, jak złoto na festynowym pierścionku.

Różnica potencjałów jest niezbędna, aby płynął prąd. Różnica poglądów jest niezbędna, aby popłynęła polityczna krew. Przekonanie wyborcy, że jest moim wyborcą, gwarantuje sukces, więc trzeba zrobić wszystko, aby wyborcę przekonać

Tomasz Matczak jest niewidomym obserwatorem polskiej sceny politycznej i autorem tekstów

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.